piątek, 8 czerwca 2018

Agnieszka Stelmaszyk - "Buntalki"


Autor: Agnieszka Stelmaszyk
Tytuł: Buntalki 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 64
Ocena: 9/10
Wiek: 4-5 lat

Opis:

Poznaj pięcioletniego buntalka Eryka – sympatycznego leśnego duszka, który zamieszkuje pień starego dębu. Choć musi znaleźć czas na pomaganie rodzicom w opiece nad lasem i chodzenie do przedszkola w starym muchomorze, najbardziej lubi bawić się z rodziną i przyjaciółmi.
Bo w zaczarowanym lesie buntalków nie sposób się nudzić! Zamiast tego lepiej pofruwać latającym dywanem, udać się na wyprawę do odwróconego do góry nogami świata po drugiej stronie kałuży lub pozjeżdżać na łuku tęczy. Albo dowiedzieć się, jak zostać kotem, czym są pioruny oraz jak opiekować się roślinami i przeziębioną mamą.

„Buntalki” to zbiór magicznych opowiadań autorstwa Agnieszki Stelmaszyk. Każdy z 16 rozdziałów to krótka odrębna opowieść, idealna do rodzinnego czytania. Piękne ilustracje autorstwa Marianny Schoett pomogą dziecku przenieść się do fantastycznego świata leśnych duszków.

Recenzja:

Chyba właśnie trafiłam na książkę dla dzieci, która po skradnięciu mojego serca zatrzyma je na dłużej. "Buntalki" są dowodem na to, że można wzruszać i rozczulać, ale bez nadmiernego patosu, że da się bawić, ale humorem na poziomie, bez durnych żartów, jakich pełno w publikacjach dla najmłodszych. Autorka pokazała klasę, a ja szczerze mówię: chapeau bas.

Głównym bohaterem opowieści jest mały leśny duszek - Eryk. Bo też wszystkie buntalki są leśnymi duszkami, które żyją podobnie do ludzi. Niewielu ma jednak świadomość ich istnienia, gdyż są one niewidzialne. Mały Eryk z radością oddaje się zatem harcom i psotom - jak na pięciolatka przystało. I mimo jego psikusów nie sposób go nie polubić - jest w końcu niczym rozbrykany, sympatyczny przedszkolak, którego wszędzie pełno. W dodatku bardzo przywiązanym do swojej rodziny, a takie zestawienie zawsze na mnie działa.

Tym, co najbardziej urzekło mnie w książce Agnieszki Stelmaszyk, jest przełożenie sytuacji często spotykanych u dzieci w tym wieku na małego smyka buntalka. Eryk na przykład wie, że wystawianie języka jest niegrzeczne i obiecuje, że więcej nie będzie tego robił. Cóż, skoro gdy przychodzi do niego złość, język sam się wysuwa. I mama wcale nie chce uwierzyć, że buntalek go po prostu wietrzy. Dlaczego nie wierzy? Przecież mokry jest, znaczy spocony... Albo moja ulubiona opowieść - Eryk oczywiście nigdy się nie ożeni. Wie jednak, że dorośli się pobierają. W takim razie ożeni się z mamą! I spróbujcie mu tylko ten pomysł wybić z głowy! Cudne i takie życiowe :) To przecież najlepszy sposób na rozmowę z dzieckiem na trudne lub niezrozumiałe dla niego tematy - pokazać, że nie tylko on ma takie dylematy. Sympatyczny buntalek podziela jego troski.



Jeśli dodamy do tego twardą oprawę i przyjemne dla oka ilustracje, mamy dość powodów, by zrozumieć moje "ochy" i "achy" nad tą publikacją. Jest w niej po prostu wszystko to, co cenię w literaturze dziecięcej i nie pogardziłabym kontynuacją przygód małego buntalka. Dobrej lektury nigdy dość!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza