poniedziałek, 5 grudnia 2016

Ewelina Mazurek - "Ziarenko prawdy"


Tytuł: Ziarenko prawdy
Autor: Ewelina Mazurek
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 60

Opis:
Eli jest wrażliwym i radosnym chłopcem, jednak gdy na skutek usilnych próśb dostaje cybertrop, czyli okulary będące bramą do wirtualnego świata, zupełnie się zmienia. Staje się agresywny, leniwy, całe dnie spędza na graniu, zabijaniu potworów i zdobywaniu kolejnych umiejętności oraz odznaczeń w wirtualnej rzeczywistości. Prawdziwy świat, ludzie i dotychczasowe życie stają się dla niego nudni. Zaniepokojona mama szuka sposobów, by oderwać chłopca od gry, lecz na próżno. Aż za radą pewnego mądrego staruszka sięga po ostateczny argument – niszczy okulary syna. Eli nie może już grać, na nowo musi nauczyć się funkcjonować w prawdziwym świecie i może uda mu się zrozumieć, że jest w nim tak wiele ważniejszych spraw od technologii i jej dominacji nad światem…

Recenzja:
Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, gdy wzięłam do ręki tę książeczkę, była prześliczna okładka. Autorem ilustracji, która się na niej znajduje, a także całej reszty ilustracji w książce, jest Grzegorz Dziurdź. Wspominam o nim już na samym początku, bo w publikacji został wymieniony dopiero na ostatniej, redakcyjnej stronie, co wydaje się dość niesprawiedliwe, biorąc pod uwagę fakt, że w książkach dla dzieci ilustrator jest w zasadzie współautorem. Tak czy owak wykorzystana na okładce ilustracja jest bodaj najładniejsza ze wszystkich, które Dziurdź stworzył na potrzeby tej książeczki i bardzo mi się spodobała. Widzimy na niej głównego bohatera, chłopca o imieniu Eli.

Gdy Eli się urodził, jego mama zasadziła ziarenko, które dostała kiedyś od pewnej staruszki. W bajce jest ono symbolem serca chłopca. Eli mieszka z mamą w drewnianej chatce na skraju lasu. Jego ojciec pracuje i mieszka w pobliskim lesie i odwiedza ich raz w tygodniu. Mały Eli jest pełnym entuzjazmu chłopczykiem z bujną wyobraźnią, ale z biegiem lat życie w lesie zaczyna mu się nudzić, więc mama posyła go do przedszkola. Obserwując roślinkę, która wyrosła z ziarenka, wie, że z jej synem dzieje się coś niedobrego. Gdy postanawia z nim porozmawiać, dowiaduje się, że wszystkie dzieci w przedszkolu mają cybertropy – magiczne okulary, które pozwalają przenieść się do wirtualnego świata gier. Chłopiec prosi ojca o własny cybertrop – i kiedy go dostaje, jego roślinka usycha.
Z jednej strony bajka Eweliny Mazurek posiada najważniejsze elementy baśni – mamy chłopca, który schodzi na złą drogę, opis jego przemiany, są elementy cudowności – jak choćby magiczne ciasto, a nagrodą za powrót na właściwą drogę jest dla chłopca jego własna „księżniczka”, ale z drugiej strony autorka tak tendencyjnie podeszła do tematu techniki, że jakoś nie potrafiłam czerpać przyjemności z lektury. Mazurek wyraźnie stara się przekazać, że technika jest zła, że powinno się ją niszczyć i wrócić do więzi z naturą. Stawia sprawę na ostrzu noża, nie ma tu miejsca na żadne odcienie szarości – jest tylko czerń i biel. Jako starszego czytelnika bardzo kuło mnie to w oczy, ale młodsze dzieci mogą odebrać tę historię zupełnie inaczej.

Jeśli martwicie się, że wasze dziecko spędza za dużo czasu na grach komputerowych, przeczytajcie mu bajeczkę o Elizeuszu. Być może do waszej pociechy trafi nauka, którą stara się przekazać autorka, i otworzy ona oczy na piękno otaczającej je natury. Warto spróbować.

Książeczkę dostałam od wydawnictwa Novae Res


Zajrzyjcie na ich fanpejdż

piątek, 2 grudnia 2016

Annie Jay - "Elżbieta księżniczka z Wersalu. Sekret pozytywki" i "Prezent od królowej"

Autor: Annie Jay
Tytuły: Elżbieta księżniczka z Wersalu. Sekret pozytywki i Prezent od królowej
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 128 + 136
Ocena: 8/10
Wiek: 8+

Opis: 

Odkryjcie przygody Elżbiety, młodszej siostry Ludwika XVI.
Jest rok 1774. Elżbieta, zbuntowana i żywiołowa księżniczka, czuje się w Wersalu bardzo samotna. Na szczęście zaprzyjaźnia się z Angeliką, córką swojej guwernantki. Pewnego dnia dziewczynki odnajdują zaszyfrowaną wiadomość ukrytą w cennej pozytywce i… z pomocą młodego pazia Teofila ruszają tropem Damy z różą, obrazu zaginionego ponad 30 lat wcześniej.

Po śmierci Ludwika XV rodzina królewska opuszcza Wersal, uciekając przed epidemią ospy. Księżniczka Elżbieta, jej przyjaciółka Angelika i paź Teofil nadal poszukują cennego obrazu Dama z różą. Stają jednak przed kolejnym wyzwaniem: muszą udowodnić niewinność małego sługi, Kornela, niesłusznie oskarżonego o kradzież w zamku. Sytuacja jest poważna, gdyż chłopcu grozi więzienie lub jeszcze gorsza kara…
Poznajcie bohaterkę, która istniała naprawdę!

Recenzja:

Powieści historyczne to mój konik, jestem temu gatunkowi całkowicie oddana. Zauważywszy w nowościach Wydawnictwa Skrzat książeczki o przygodach księżniczki Francji, byłam zarówno szczerze zdumiona, jak i ogromnie zaciekawiona serią Annie Jay. Historia tego kraju nie jest mi obca, więc moje zaintrygowanie wzmocnił dodatkowo fakt, że owe czasy nie były dla królewskiej rodziny zbyt kolorowe. Nie miałam zwyczajnie pomysłu, w jaki sposób losy małej Elżbiety można przybliżyć dziecku...


W serii Elżbieta księżniczka z Wersalu tytułowa bohaterka ma dziesięć lat. Poznajemy ją jaką niesforną dziewczynkę, nieskorą do nauki i sprawiającą swojej guwernantce, hrabinie de Marsan, mnóstwo problemów. Wkrótce jej opiekunka wzywa posiłki i pieczę nad księżniczką przejmuje madame de Mackau, która przyjeżdża do królewskiego dworu wraz z córką Angeliką. Dziewczynki zaprzyjaźniają się ze sobą, dzięki czemu Elżbieta staje się nieco mniej zbuntowana i chętniej spogląda na książki. Wkrótce rozpoczynają wspólną przygodę, której celem jest odnalezienie obrazu Dama z różą i - tym samym - uratowanie z nędzy rodziny młodego pazia Teofila, bowiem pierwotnie to do nich ów skarb należy... 

Mimo, że motywem przewodnim serii Annie Jay są poszukiwania obrazu za pomocą wskazówek z tajemniczych pozytywek, nie jest to do końca wesoła i przygodowa powieść. Na jej kartach obserwujemy prawdziwy oblicze dworu francuskiego i choć jest one zdecydowanie złagodzone, nie przeinacza faktów. Wraz z Elżbietą doświadczamy rygorystycznego przestrzegania etykiety przez hrabinę de Marsan, towarzyszymy jej przy śmierci dziadka (króla Ludwika XV) oraz ze smutkiem obserwujemy jak jej niewiele starsza siostra, Klotylda, zostaje zmuszana do małżeństwa i pośrednio jest poniżana przez swojego przyszłego męża. Ciężar bycia Córką Francji ciąży wręcz nad czytelnikiem, a to jeszcze nie wszystko... 

Zarówno Sekret pozytywki, jak i Prezent od królowej pochłonęłam niezwykle szybko, moja 9-letnia siostrzenica również. Obie części bardzo nam się spodobały, choć emocjonalnie pozostawiły po sobie nieco mieszane uczucia. Z jednej strony książeczki Annie Jay są radosnymi i wciągającymi opowieściami o perypetiach nieco charakternej księżniczki, natomiast z drugiej mamy sporą dawkę przygnębiających fakcików historycznych. Z lektury jesteśmy zdecydowanie zadowolone, ale nie potrafimy jednoznacznie opisać naszych odczuć. Pozwolę sobie zacytować moją małą towarzyszkę: Te książeczki to coś. Naprawdę coś. Pierwszy raz coś takiego czytałam i pierwszy raz tak szybko czytałam! Bardzo polubiłam Elżbietę, chciałabym taką przyjaciółkę i mam nadzieję, że uda jej się odnaleźć ten obraz. Nie mogę się doczekać kolejnych części, ta bajka jest piękna i mądra, a ilustracje są cudowne! Trudno się z nią nie zgodzić, bowiem Ariane Delrieu urozmaiciła tę powieść przepięknymi rysunkami, od których ciężko oderwać wzrok. Jej kreska jest znakomita, ilustratorka wspaniale uchwyciła emocje i wydarzenia przedstawione w opowieściach Annie Jay i zaklęła je w licznych - wręcz magicznych - obrazkach. Przede wszystkim zachwyciła nas kolorowa postać Elżbiety - pełna zmiennych emocji i grymasów. :)


Dodatkowym atutem Elżbiety księżniczki z Wersalu są przypisy, które wyjaśniają trudniejsze słownictwo dzieciom (np. masztalerz) oraz ciekawostki umieszczone na ostatnich stronach. W pierwszej części dotyczą one fryzur za czasów Ludwika XVI, mamy tutaj przedstawiony także plan Wersalu przedstawiony za pomocą zgrabnej mapki. W drugim tomie autorka opowiedziała nieco więcej o dworze francuskim, jego składzie i tym podobnych jego aspektach. 

Annie Jay ma lekki i przyjemny styl, w sposób przystępny dziecku ukazuje francuski dwór. Niekiedy nieco się w swej opowieści powtarza, ale dzięki temu młodszemu czytelnikowi łatwiej się w całości odnaleźć, niektóre pojęcia są doprawdy trudne. Myślę, że nawet dorosły może wyciągnąć z tych książeczek dużo pozytywnej energii oraz wiadomości o Francji za czasów panowania Ludwika XVI. Dla mnie, 23-latki, było to wspaniałe i nowe doświadczenie, a dla mojej 9-letniej siostrzenicy - prawdziwa gratka. Polecamy serdecznie, ze względu na magiczną oprawę graficzną idealnie nadaje się na Mikołajkowy prezent. :)

Te książeczki zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu Skrzat. :)

czwartek, 24 listopada 2016

Ted Anderson i Jeremy Whitley - "Mój kucyk Pony. Przyjaźń to magia", tom 6

Autorzy: Ted Anderson i Jeremy Whitley
Tytuł: Mój kucyk Pony. Przyjaźń to magia, tom 6
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 96
Ocena: 8/10
Wiek: 3+

Opis: 

Komiks My Little Pony: Przyjaźń to magia powstał na podstawie serialu telewizyjnego o takim samym tytule. Zarówno serial, jak i potem komiks szybko stały się wielkimi przebojami w Stanach Zjednoczonych. W szóstym tomie Applejack, Rarity i Fluttershy odwiedzają Manhattan, by obejrzeć magiczny spektakl Trixie. Tymczasem sytuację w Ponyville ratować muszą domowe zwierzaki: Angel, Sowalicja, Gummy, Tank, Winona i Opal. A do tego smok Discord zabiera Fluttershy i Znaczkową Ligę w podróż w czasie.

Recenzja:

Przede mną leży szósty tom komiksu o przygodach znanych na całym świecie kucyków. My Little Pony jest jedną z moich ulubionych serii, dlatego patrzę na tę pozycję z uśmiechem wymalowanym na ustach. Wzmaga go fakt, że w tym tomie jest znacznie więcej mojej ukochanej Fluttershy niż w pozostałych pięciu. Mimo to wydał mi się on nieco słabszy od pozostałych. Przekonajcie się dlaczego! 


Szósty tom, mimo standardowej liczby 96-ciu stron, zawiera w sobie aż trzy opowieści. Pierwsza z nich to opowieść o kryminalnym podłożu, bowiem czwórka naszych bohaterek - Applejack wraz z siostrą, Fluttershy i Rarity - muszą rozwiązać tajemnicę kradzieży klejnotów i tym samym oczyścić z zarzutów Trixie. Jest to niezwykle pozytywna opowieść, bo oskarżona magini była niegdyś złym kucykiem, ale postanowiła zmienić swoje postępowanie, a nasze przyjaciółki postanowiły dać jej szansę, mimo dość realistycznych zarzutów. 

To, że robiłaś coś złego nie oznacza, że jesteś na zawsze zła.

Druga historia dotyczy podopiecznych naszych przyjaciółek, uroczych zwierzątek. Kucyki z Ponyville zostają zahipnotyzowane przez wodną nimfę Kelpie, która postanowiła zniszczyć tamę (z bardzo ważnego powodu), jednak tym samym omal nie zalała całego miasteczka. Na szczęście króliczek Angel wraz z pozostałymi słodziakami obmyśla plan ratunku, który oczywiście się sprawdza, choć... wychodzą z tego również niezłe komplikacje. Niestety, nikt poza zwierzątkami nie wie, kto uratował Ponyville, ale nie to jest najważniejsze, prawda? :)

Ostatnia historia dotyczy Fluttershy i Znaczkowej Ligii, do której dołącza również pan chaosu Discord. Kucyki miały w planach wycieczkę przyrodniczą, w której miały poznać zwierzęta zamieszkujące Ponyville. Wycieczka zaiste się odbywa, jednakże Discord nie byłby sobą, gdyby nie namieszał. Tworząc przed Fluttershy wizję motylo-smoka, zabiera bohaterki w niebezpieczną podróż czasie, która na szczęście kończy się happy endem. Przede wszystkim dla Fluttershy...

Fluttershy, przepraszam za wszystko. Nie przywykłem do posiadania przyjaciół i chyba nie jestem zbyt troskliwy. 


Opowieści te są naprawdę wspaniałe i wiele mogą nauczyć, przede wszystkim tego, że ktoś kto zrobił coś złego lub z pozoru wydaje nam się zły, wcale taki nie jest. Czasami trzeba wybrać małe zło, aby zrobić coś dobrego dla innych. Spodobało mi się również ukazanie bezinteresownej pomocy niesionej przez zwierzaki. Nikt się prawdopodobnie w Ponyville nigdy nie dowie o ich czynie, ale to nie było to dla nich najważniejsze.

Wadą tego tomu są zdecydowanie ilustracje, przede wszystkim postacie kucyków. Są one ukazane miejscami niezbyt korzystnie - mają ogromne, typowo mangowe oczy i straciły gdzieś swój urok. Ślicznie ukazani zostali za to ich podopieczni oraz tła. Szkoda tylko, że kosztem głównych bohaterek...

Szósty tom serii Mój kucyk pony. Przyjaźń to magia to kolejna szansa na przeżycie niesamowitych przygód z barwnymi bohaterkami. Postacie na kartach tego kolorowego komiksu ukazują nie tylko tytułową magię przyjaźni, ale i zachowania, którymi powinien kierować się każdy człowiek - dobroduszność, bezinteresowność w niesieniu pomocy oraz wiarę w drugą osobę. Myślę, że każde dziecko będzie zachwycone tymi opowieściami, dorosły także się w nich zatraci. Polecam z całego serca. 

Ten komiks zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)

wtorek, 22 listopada 2016

Zofia Stanecka - "W kraju Polan. O dawnej Polsce"

Autor: Zofia Stanecka
Tytuł: W kraju Polan. O dawnej Polsce
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 32
Ocena: 6/10
Wiek: 3-7 lat

Opis: 

Wyobrażaliście sobie kiedyś, jak wyglądałoby Wasze życie, gdybyście urodzili się dawno temu? Dzięki tej książce przeniesiecie się do średniowiecza, do czasów panowania księcia Mieszka. Witajcie w kraju Polan!

Recenzja:

W kraju Polan. O dawnej Polsce to druga pozycja z serii Czytam sobie, trzypoziomowego programu wspierania nauki czytania, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Wcześniej recenzowałam bajeczkę z uniwersum Star Wars, która - tak jak i obecnie opisywana książeczka - zaliczała się do poziomu pierwszego, a więc głównie składania słów przez dzieci i ćwiczenia głoskowania. Zainteresowała mnie ona przede wszystkim przez wzgląd na tematykę. Dotychczas na swej drodze spotkałam niewiele bajeczek opowiadających o początkach naszej ojczyzny i dlatego z radością powitałam ją w swoich progach. Niestety, mój siostrzeniec, któremu podarowałam W kraju Polan..., był nieco tą pozycją rozczarowany, choć twórczość Zofii Staneckiej uwielbia. 


Bajeczka o początkach Polski składa się z krótkich zdań, które jedynie z pozoru są proste. W tekst wkradł się m.in. dwukrotnie rok 966, który dla malucha początkującego naukę czytania jest niezwykle trudny do przeczytania na głos. Nie brakuje również innych cięższych słów i zwrotów, jak choćby obwarowana palisadami. Choć treść zainteresowała mojego siostrzeńca, tak sposób w jaki została ukazana - przede wszystkim przez dobór trudnych słów - zniechęcił malucha do obcowania z nią. 

Sytuację podratowały klimatyczne ilustracje Magdy Kozieł-Nowak. Barwne, wesołe i pełne elementów rysunki bardzo przypadły zarówno mnie, jak i mojemu siostrzeńcowi do gustu i oglądaliśmy je z przyjemnością. Bardzo lubię tego typu kreskę, bo choć jest z pozoru prosta, tak w liniach ilustratora można dopatrzeć się coraz to nowszych elementów, a mnogość kolorów bardzo rozbudza wyobraźnię i dorosłego, i dziecka. Dodatkowym atutem okazały się również naklejki, chyba wszystkie dzieci je kochają. :) 

W kraju Polan. O dawnej Polsce nie jest pozycją złą. Zawiera mnóstwo ciekawostek i informacji, które bez wątpienia zainspirują dziecko do sięgnięcia po bardziej historyczne bajeczki. Ja jednak skierowałabym ją do dzieci, które potrafią już składać bez problemu zdania, bowiem poziom trudności dla początkującego jest doprawdy trudny. 


Tę książeczkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :) 

poniedziałek, 7 listopada 2016

My Little Pony. Kalendarz 2017

Ilustrator: Hasbro
Tytuł: My Little Pony. Kalendarz 2017
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 160
Ocena: 8/10
Wiek: 6+

Opis:


Spędź cały rok z twoimi ulubionymi bohaterami z Ponyville! Świętuj razem z nimi imieniny, urodziny i planuj wakacje! Kolorowe kucyki przygotowały dla ciebie cenne wskazówki na każdy miesiąc, dzięki którym twój każdy dzień będzie wyjątkowy. W tym kalendarzu znajdziesz miejsce na ważne notatki i adresy przyjaciół, a także na zapisanie wielu pomysłów na spędzenie wolnego czasu!

Recenzja:

My Little Pony nie muszę przedstawiać nikomu. Te małe kucyki, za sprawą ciepłych historii o mocy przyjaźni i przeuroczych bohaterek, zawładnęły światem nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Sama jestem wielką fanką zarówno kreskówki, jak i komiksów z tej serii, dlatego z przyjemnością powitałam w swoich progach kalendarz z Twilight Sparkle oraz jej przyjaciółkami. 

Kalendarz nie różni się za bardzo formą od innych kalendarzy dla młodszych, z którymi wcześniej miałam do czynienia. Na pierwszych stronach wita nas wesoła Rainbow Dash z napisem ten kalendarz należy do i miejscem, gdzie możemy wpisać swoje imię lub pseudonim, o ile mamy na to ochotę. Kolejne strony przeznaczone są standardowo dla planu lekcji, kalendarza z wyszczególnionymi dniami i miejscem na ważne informacje oraz adresownika. Naturalnie, to nie wszystko. Niemal każdego tygodnia spotyka nas informacja o zabawnym lub atrakcyjnym dla młodego człowieka święcie, m.in. Dniu Miłośników Książek, Międzynarodowym Dniu Gier czy też Dniu Smoka. No dobra, to ostatnie święto zainteresuje (a właściwie już zainteresowało) przede wszystkim Spike'a.

Przed każdym miesiącem znajdują się również rady miesiąca od każdej z bohaterek My Little Pony. Rainbow Dash zdradza między innymi sekrety na dobrą kondycję, Apple Jack proponuje krótki kurs hodowania cytryn, a Fluttershy częstuje nas przepisami na zdrowe przekąski. Nie brakuje tutaj tipów od Księżniczek Celestii i Luny oraz - naturalnie - Spike'a! Ten nietypowy smok proponuje naprawdę praktyczne rozwiązania na przetrzymywanie drobiazgów. 


Kalendarz z My Little Pony to niezwykle kolorowa i pozytywna pozycja skierowana przede wszystkim do dzieci, choć i dorośli odnajdą w niej kilka ciekawych przepisów i rad, które warto wprowadzić w życie. Polecam serdecznie, dzięki temu kalendarzowi maluchy będą mogły nieco uporządkować swoje plany, a rodzice poznać kilka przydatnych ciekawostek. :)

Ten kalendarz zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)

niedziela, 6 listopada 2016

Pokémon GO. Nieoficjalny podręcznik trenera

Tytuł: Pokémon GO. Podręcznik trenera
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 208
Ocena: 7/10
Wiek: 8+

Opis: 

Daj się wciągnąć do zabawy! Złap pokemona na swoim podwórku! Poznaj chwyty ekspertów i sam zostań mistrzem Pokémon Go! Pierwszy przewodnik po grze Pokémon Go przeniesie cię do niesamowitego świata z pogranicza fikcji i rzeczywistości. Podpowie ci, jak wyśledzić i schwytać stworki, które strategie są najlepsze i jak zdobywać odznaki. Zawiera cenne wskazówki dotyczące treningów, a także ciekawostki i profile postaci. Przechodź na wyższe poziomy, ułatwiaj sobie rozgrywki, zdobywaj doświadczenie. Ta książka nauczy cię wszystkiego, co musisz wiedzieć, żeby zostać mistrzem Pokémon Go w przeciągu jednej nocy!

Recenzja: 

Myślę, że każdy z Was zderzył się już z aplikacją Pokémon GO i bez wątpienia równie wielu nie do końca rozumie jej fenomen. Dla mnie jest on oczywisty, ponieważ w dzieciństwie byłam ogromnie zakochana w Pikatchu i pozostałych wesołych stworkach. Jest to dla mnie swoisty powrót do lat młodzieńczych, gdy z niecierpliwością wyczekiwałam nowych odcinków i płakałam, gdy rodzeństwo lub rodzice chcieli w tym czasie obejrzeć coś innego. Miałam nawet parasolkę z Pikatchu! Teraz, mając ponad dwadzieścia lat, dzięki aplikacji Pokémon GO w końcu zyskałam szansę na zostanie prawdziwym trenerem! Z okazji oczywiście skorzystałam. ;)

Nieoficjalny podręcznik trenera już na start zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Jest bardzo kolorowy, dominują w nim zrzuty ekranu z aplikacji Pokémon GO, treści jest tu definitywnie mniej. Mniej nie znaczy gorzej - autorzy krok po kroku wyjaśniają wszystkie aspekty gry, przedstawiając je w sposób prosty i zrozumiały nawet dla najmłodszych użytkowników. Ponadto roi się tutaj od ciekawostek, o z których nie każdy trener Pokémon GO zdaje sobie sprawę i których nie spotkałam nawet w internetowych poradnikach. 


W podręczniku znajdują się rozdziały o początkach grze, zdobywaniu Pokémonów, taktykach bitewnych, nagrodach za zdobywanie poszczególnych lvli oraz wiele innych. Mnie spodobały się krótkie rozdziały dotyczące samego fenomenu aplikacji Pokémon GO. Możemy przeczytać w nim, jak ta aplikacja wpłynęła nie tylko na graczy i zdobywanie nowych przyjaźni, ale także i zyski lokalnych biznesów. Nie sądziłam, że splendor tej gry jest tak ogromny! Ważnym elementem owego przewodnika-poradnika jest również to, że autorzy już na wstępie zwracają uwagę na bezpieczeństwo podczas szukania Pokémonów. Już wiele razy natknęłam się w sieci na artykuły, gdzie owa aplikacja doprowadziła do poważnego wypadku lub nawet śmierci... 

Miłym zaskoczeniem Nieoficjalnego podręcznika trenera okazał się również niemal 100-stronicowy rozdział Pokeprofile, gdzie przedstawione są wszystkie Pokémony oraz interesujące informacje na ich temat. Niektóre z nich nie posiadały zrzutu ekranu, ponieważ nie zostały jeszcze widziane. 


Pokémon GO. Nieoficjalny podręcznik trenera to nie lada gratka zarówno dla początkującego użytkownika owej aplikacji, jak i zaawansowanego trenera. Znajdziecie tutaj wiele rad ekspertów, które nie tylko ułatwią i wspomogą waszą grę, ale również ją urozmaicą. Polecam serdecznie miłośnikom Pokémon GO, również tym kilkuletnim. Złapcie je wszystkie! :)

Ten podręcznik zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)

piątek, 4 listopada 2016

Christophe Cazenove, William Maury - "Sisters 4: Wszystko gra"

Autorzy: Christophe Cazenove, William Maury
Tytuł: Sisters 4: Wszystko gra
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania; 2016
Liczba stron: 48
Ocena: 9/10
Wiek: 6+

Opis:

Czwarty tom serii familijnej o perypetiach dwóch sióstr: nastoletniej Wendy i o kilka lat młodszej Marine. Życie jest pełne radości i zabaw, ale także niespodzianek – czasem mało przyjemnych. Zimą można walczyć na śnieżki i próbować lepić bałwany, natomiast gdy nadchodzi wiosna – snuje się marzenia o zawodzie dziennikarki lub o randkach z ukochanym. W lecie wyjeżdża się na wakacje, uprawia rozmaite sporty i zbiera piękne kamienie, a jesienią – kupuje modne ubrania oraz gra w quizy. I właśnie takie życie uwielbiają dziewczynki. Wprawdzie bolą je brzuchy, gdy myślą o szkole, no i co jakiś czas muszą sobie nawzajem zdrowo dopiec, ale poza tym wszystko gra! Jednostronicowe historie o dwóch siostrach są tworzone przez scenarzystę Christophe’a Cazenove’a (autora tekstów do niemal 40 humorystycznych serii dla dzieci i dorosłych) oraz scenarzystę i rysownika Williama Maury’ego, który oprócz Sisters zajmuje się kolorowaniem plansz do kilku innych cykli.

Recenzja: 

Siostry powracają! Tym razem mam dla Was recenzję czwartego tomu komiksu o Marine i Wendy, dwóch pozytywnie zakręconych siostrach, w których życiu nie brakuje zabawnych sprzeczek i kłopotów właściwych dziewczynkom w ich wieku. We Wszystko gra - bo tak zatytułowana jest ta część - mamy szansę wziąć udział w śnieżnych zabawach oraz... poznać uroczego psiaka!

Tom czwarty niewiele różni się od swoich poprzedników - roi się tutaj od przezabawnych pomysłów oraz podstępów obu sióstr. Dziewczyny po raz kolejny zostają zasypane problemami dnia codziennego, jednak ich rozwiązania - jak zawsze - zadziwiają i bez wątpienia wywołają uśmiech na ustach czytelnika. Wystarczy spojrzeć na jednostronicowy komiks o urodzinach Wendy, gdzie prezent od Marine - choć pozornie trafiony - nie przypadł do gustu naszej nastoletniej miłośniczce puzzli. Małej blondyneczce nie można odmówić kreatywności, prawda? :)

Kreatywność dziewczynek ujawnia się również w sposobach radzenia sobie z matematyką, przygotowywaniem bałwana przed zimą, zdobywaniem przyjaciół i... opieką nad psem. Co ciekawe, to mały futrzak rozstawia sobie siostry po kątach i - choć starają się one jak mogą, a - jak już wielokrotnie wspominałam - pomysłów im nie brakuje, to za każdym razem zdają się być na przegranej pozycji...

To nie pisak dziadków! Jeśli chcecie go poznać - sięgnijcie po Sisters 4!
Oczywiście, tak jak w poprzednich tomach, tak i w tym Marine uparcie dobiera się do pamiętnika Wendy i uprzykrza jej życie na wszystkie możliwe sposoby - nienaumyślnie i wręcz uroczo. :)

Kolorystycznie i estetycznie Wszystko gra nie odbiega od poprzednich tomów. Zdecydowanie autorzy utrzymują wysoki poziom. Merytorycznie również zaskakują, przez co po raz kolejny zastanawiam się, skąd w autorach tyle pociesznych pomysłów. Na pewno inspirują się jakimiś prawdziwymi siostrami, na pewno!

Sisters 4: Wszystko gra to kolejny tom prześwietnej serii o siostrach, z którą zdecydowanie każdy powinien się zapoznać, Jestem pewna, że poczucie humoru autorów rozbawi niejedno dziecko i niejednego dorosłego, dzięki czemu nawet paskudna, jesienna pogoda stanie się dla Was znośna. Ja świetnie się bawiłam i nie mogę się - jak zawsze - doczekać kolejnej dawki przygód Marine i Wendy! Polecam serdecznie!

Ten komiks zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)