Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolerancja. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2024

Agnieszka Rautman-Szczepańska - "Formuła Elli. Czytam, bo lubię"

 


Autor: Agnieszka Rautman-Szczepańska
Tytuł: Formuła Elli. Czytam, bo lubię
Wydawnictwo: HarperKids
Data wydania: 15.05.2024
Liczba stron: 192
Wiek: 8+ lat
Ocena: 8/10


Ella wydaje się zwykłą nastolatką, a jednak, gdzie się pojawi, dzieją się dziwne rzeczy. W dzisiejszych czasach posądzenie kogoś o czary brzmi raczej niedorzecznie, ale… czy dziewczyna na pewno pochodzi z tego świata? Aby odkryć swoją tożsamość, dostrzec w sobie moc i nauczyć się żyć ze swoją odmiennością, Ella przemierzy krainy równoległe, pozna elfy i smoki, i przeżyje niezwykłe przygody, dzięki którym wreszcie zrozumie, że inny to znaczy wartościowy.
Świetnie napisana powieść fantasy o akceptacji samego siebie.

Recenzja:

Formuła Elli to najnowsza książka z serii Czytam, bo lubię, która porusza ważny temat bycia innym, tak ważny wśród dzieci. Ella to bohaterka wyróżniająca się na tle swoich rówieśników, jest bowiem półelfem i nie da się tego całkowicie ukryć. Jestem pewna, że wiele dziewczynek również czuje się odrzucona ze względu na różne, czasami błahe powody. Dzięki opowieści napisanej przez Agnieszkę Rautman-Szczepańską wszyscy zrozumiemy, że inna nie znaczy gorsza, ale wyjątkowa... i tego się trzymajmy! To bardzo ważne przesłanie, potrzebne młodzieży, mogące dać im wsparcie w trudnych chwilach.

Jest to historia fantastyczna, gdzie dobro walczy ze złem, gdzie istnieje podział na trzy światy. Jednym z nich rządzi bezwzględna pani Premier, której celem jest wytępienie tak zwanych hybryd, czyli półludzi. Ella jest właśnie pół człowiekiem, pół elfem i musi uciekać przed nagonką. Wkracza do innego uniwersum, poznaje swoją elficką rodzinę i zrozumie w czym tkwi jej wyjątkowość. Całość jest napisana przystępnym językiem i chociaż czasami niektóre zasady funkcjonowania fantastycznego świata wydają się trochę zawiłe to sens opowieści stale jest zrozumiały. Również opis elfów i ich bezemocjonalność ma swój ukryty przekaz i uświadamia nam, jak ważne są nasze uczucia, a przede wszystkim te pozytywne, takie jak na przykład, miłość.

Mimo że jest to krótka opowieść to bohaterowie są naprawdę szczegółowo opisani, oczywiście nie bezpośrednio, ale w sposób ujawniający ich cechy podczas rozgrywających się wydarzeń. Ich sytuacja rodzinna jest bardzo przejmująca, a zwłaszcza Elli. Ciekawą postacią jest również pewien Dragon, którego elfka spotka podczas swojej podróży. Ważne dla czytelnika jest to, że autorka umiejętnie buduje napięcie i wprowadza aurę tajemniczości, dlatego stale jesteśmy zainteresowani czytaną historią.

Historia Elli może być wsparciem dla wszystkich osób, które również czują się odrzucone i inne. Przez to tak bardzo jest ona wartościowa i dlatego tak bardzo mi się podoba. Na pewno na długo zapamiętam tę historię.

Wartka akcja i elementy fantastyczne świata przedstawionego sprawiają, że książkę czyta się z największą przyjemnością. Pomysł na fabułę uważam za rewelacyjny, główny wątek za niezwykle potrzebny, a jego przedstawienie wyszło autorce nad wyraz dobrze. Ella to bohaterka wyjątkowa w swej odmienności. Jak każdy z nas. Wszystkie dzieci i wszyscy ludzie są wyjątkowi. Pamiętajmy o tym.

Pomimo że jest to książka dla dzieci to świat przedstawiony jest bardzo rozbudowany. Wędrówka Elli choć krótka nie jest pozbawiona zaskakujących momentów i niesamowitych miejsc, których zasady funkcjonowania są dla nas jak nie z tego świata. Mam tu na myśli zwłaszcza bibliotekę w świecie elfów i sam sposób czytania przez nich książek. Naprawdę autorka wykorzystała fantastycznie rozwinięte pomysły, które tworzą ciekawą całość i na długo zapadają w pamięć.

Treść i problematyka tej książki jest uniwersalna i ponadczasowa, ponieważ w każdych czasach znajdzie się taki zły charakter, który nie będzie wykazywał się tolerancją dla innych osób, zwłaszcza tych, którzy wyróżniają się czymś z tłumu.

Uważam, że jest to ważna i potrzebna pozycja, z pozytywnym przekazem, podtrzymująca na duchu i zachęcająca do optymistycznego spojrzenia na świat mimo różnych przeciwności, które czyhają na nas i na nasze dzieci, zwłaszcza ze strony innych osób.

Formuła Elli ucieszy każde dziecko lubiące fantastyczne opowieści, które mają głębszy sens, a jednocześnie są interesująco i prosto napisane. A jakie stwory nie z tego świata Wasze dzieci lubią najbardziej? 🙂

Po więcej informacji zapraszamy na stronę internetową wydawnictwa HarperKids.
Książka została zrecenzowana w ramach współpracy reklamowej z wydawnictwem.

niedziela, 27 czerwca 2021

Carbone, Gijé - "Pozytywka. Witamy w Pandorii. Tom 1"

Scenariusz: Carbone
Ilustracje: Gijé
Tytuł: Witamy w Pandorii
Cykl: Pozytywka, tom 1
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 56
Ocena: 8/10

Opis:

Pierwsza część przygodowej opowieści o dziewczynce, która zostaje wezwana na pomoc przez mieszkańców ukrytego świata...
Nola obchodzi ósme urodziny, ale czuje przede wszystkim smutek, bo tęskni za niedawno zmarłą mamą. Czy chociaż trochę rozweseli ją prezent – piękna pozytywka? Dziewczynka przekręca kluczyk zabawki i... tak rozpoczyna się wielka przygoda! Nola przedostaje się do krainy dziwów, gdzie spotyka niezwykłe istoty i wpada w wir szalonych wydarzeń, a przede wszystkim poznaje sekrety z przeszłości swojej mamy. Czy jednak nawet najbardziej fascynujące przeżycia mogą uleczyć ból po stracie ukochanej osoby?

Recenzja:

Strata bliskiej osoby to sytuacja niełatwa i bardzo się cieszę, że powstają pozycje, które otwarcie o śmierci wspominają – wszak to może dotknąć rodzinę każdego. W Witamy w Pandorii, pierwszym tomie Pozytywki ten temat również się pojawia – głównej bohaterce niedawno zmarła mama. Otrzymuje w prezencie piękną pozytywkę, która do niej należała i… w ten sposób rozpoczyna się jej magiczna podróż – w której odkrywa nie tylko nowy świat, ale i ma szansę dowiedzieć się nieco o przeszłości swojej mamy.

Opowieści, gdzie bohater lub bohaterka przenoszą się do magicznego świata nie są niczym nowym, niemniej Carbone i Gijé udowadniają, że wciąż można to zrobić w sposób oryginalny i nietypowy. Nola dostaje się poprzez pozytywkę do tytułowej Pandorii, gdzie poznaje nowych przyjaciół i jednocześnie ma szansę dreptać śladami swojej mamy – co zdaje się odrobinę ukajać ból po jej śmierci. W tym ukrytym świecie na dziewczynkę czeka mnóstwo niesamowitości, a także… pewne śledztwo.

To, co rzuciło mi się w oczy, że świat Pandorii jest znakomicie wykreowany. Choć komiks nie jest zbyt długi, a Nola nie przebywa przez cały czas opowieści w nim, możemy go całkiem nieźle poznać – zarówno wizualnie, pod względem niebywałych istot, jak i uszczknąć zasad w nim panujących. Jak szybko się okazuje, zostają tutaj przedstawione także inne sprawy ważne, jak choćby tolerancja czy też temat miłości – można rzec - ponad reguły w tym świecie panujące. Na uwagę zasługuje także kreacja postaci, których ocenianie po pozorach okazuje się krzywdzące.

Interesująca jest także kwestia wizualna komiksu, bo ilustracje są przebajeczne – co w zasadzie nie było dla mnie zaskoczeniem, bo okładka to cudo. Ogromnie przypadła mi kreska, nieco kredkowa (że tak powiem) – niesamowite barwy i piękne cieniowania. Różnorodność istot oraz emocje wymalowane na twarzach bohaterów (kocham miny Noli!) także zachwycają – graficzna strona Witamy w Pandroii tworzy świat równie cudownie, jak i treść.

Witamy w Pandorii to kolejny wspaniały komiks dla młodych czytelników od Wydawnictwa EGMONT, w którym można się zakochać. Ten tom zdaje się być zaledwie wstępem do przygody, gdyż scenariusz maluje przed nami wiele niewiadomych, przez co czekanie na część kolejną jest dość bolesne (a ta dopiero w sierpniu!) – bardzo chciałabym wiedzieć, jakie jeszcze przygody spotkają Nolę! Jeśli lubicie magiczne światy, pełne niezwykłości – polecam z całego serca!

środa, 26 maja 2021

Beata Ostrowicka - "Kolorowe serca"

Autor: Beata Ostrowicka
Tytuł: Kolorowe serca
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 24
Wiek: 0-6 lat
Ocena:
8/10

Opis:

Beata Ostrowicka opowiedziała historię o zamku, w którym pojawił się obcy. Jasiek ulepił Niebieskiego z resztek plasteliny. Niebieski wcześniej był hipopotamem, a jeszcze wcześniej – słoniem, miał nieśmiały uśmiech i chciał się zaprzyjaźnić z mieszkańcami zamku…

Elżbieta Wasiuczyńska wycięła z papieru Niebieskiego, a także Białą, Zielonego, Czerwoną i pozostałych Kolorowych Rycerzy zamieszkujących zamek, dzięki czemu ta mądra historia o tolerancji zyskała niezwykłe trójwymiarowe ilustracje.

„Kolorowe serca” skłaniają do zastanowienia, czy więcej nas łączy, czy dzieli. Czy nowe miejsce, nowa sytuacja, nowa osoba to powód do niepokoju? Czy to wstyd zmienić zdanie?


Recenzja:

Żółty nie lubi zmian. Nie lubi nowych, niespodziewanych sytuacji, nowych osób i miejsc, bo sprawiały, że on – najważniejszy, największy i pierwszy z rycerzy czuje się niepewnie.

Dlatego kiedy pojawia się Niebieski – niewielkiego wzrostu, nieśmiały i z nogą z zapałki, gdyż nie starczyło na nią plasteliny, mimo wątpliwości innych rycerzy Żółty jest nieugięty – „Nie będziemy z nim rozmawiać!”.

Tylko czym łzy Niebieskiego różnią się od łez Żółtego? I jak to możliwe, że każdy jest inni, a jednak wszyscy czują tak samo? 




„Kolorowe serca” to uniwersalna i pełna emocji opowieść o odmienności, braku akceptacji, byciu nowym w grupie, przełamywaniu niechęci, empatii i otwartości na drugą osobę. Opowieść z morałem ukazana w abstrakcyjnej przestrzeni rycerzy ulepionych przez Jacka, co nie może nie wzbudzać u tych trochę starszych czytelników nostalgicznych skojarzeń z „Plastusiowym Pamiętnikiem”.

Na szczególną uwagę zasługują wyjątkowe ilustracje – chociaż historia opowiada o ludzikach z plasteliny (i innych elementów, jak zapałki, ale jednak głównie z plasteliny), to stworki obrazujące opowieść przedstawione zostały jako trójwymiarowe, wielowarstwowe wycinaki z papieru z gościnnym udziałem kolorowych gałganków. Tylko plastelinowa Piłka faktycznie została wykonana z plasteliny. W wizualnym budowaniu świata niemały udział mają również kredki – nie tylko do cieniowania, obrysowania konturów i uśmiechów, ale również jako budulec, bo zamek, w którym mieszkają kolorowi rycerze jest właśnie z kredek cały. Mamy więc kolorowych papierowych rycerzy na kolorowych tłach dzierżących kolorowe kredki i robiących obchody kredkowego zamku. I cała ta imaginacja prezentuje się naprawdę bardzo atrakcyjnie!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

środa, 28 kwietnia 2021

Sandro Natalini - "Jesteśmy rodziną"

 


Autor: Sandro Natalini
Tytuł: Jesteśmy rodziną
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 32
Wiek: 0-6
Ocena: 10/10

Opis:

Jest tu miejsce dla wszystkich – małych i dużych, czarnych i białych, a także łaciatych i pręgowanych. Szczęśliwe rodziny mogą wyglądać bardzo różnie. Na przykład tak jak rodzina nietoperzy, która wszystko robi do góry nogami!

Ta ciepła i mądra książka uczy dziecko akceptacji dla odmienności i pokazuje, że najlepszy dom rodzinny to ten, w którym jesteśmy kochani.

Recenzja:

Ta książka jest jednym z najlepszych przykładów, jak przy użyciu minimalnej liczby słów przekazać monumentalną treść. Bo i w tym picturebooku na każdej stronie znajduje się zaledwie po kilka wyrazów, gdzie zdania ciągną się przez dwie, a czasem nawet przez trzy strony. A zabawne i supersympatyczne ilustracje wypełniające szczelnie całe strony pomagają dziecku zwizualizować sobie przedstawianą sytuację. I choć książka prezentuje rodziny mniej lub bardziej zantropomorfizowanych zwierząt, bez najmniejszego problemu przekładamy ją na nasz – ludzki – grunt. Tak to już bywa z uniwersalnymi wartościami – nigdy nie jest zbyt wcześnie, by przekazywać je dzieciom i nie raz trzeba przypomnieć o nich dorosłym.


„Tym, co łączy rodzinę, nie są więzy krwi. To szacunek i miłość, z którymi towarzyszymy najbliższym w ich życiowych wyborach”.


„Jesteśmy rodziną” traktuje o rodzinach wszelakich – licznych i dwuosobowych, bardziej lub mniej kolorowych, żyjących blisko lub daleko od siebie. Mających różne upodobania względem spędzania wolnego czasu czy stylu życia. Bo w rodzinie jest miejsce dla każdego. Miejsce pełne miłości, bezpieczeństwa i zrozumienia.


 Pełna akceptacji dla odmienności, otwartości na drugiego człowieka, miłości i wsparcia. Cudowna. I super ważna, nie tylko dla maluszków.


Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia. 


poniedziałek, 14 grudnia 2020

Magdalena Zarębska - "Skąd jest Pola?"

Autor: Magdalena Zarębska 
Ilustrator: Elżbieta Moyski 
Tytuł: Skąd jest Pola? 
Wydawnictwo: Skrzat 
Data wydania: 25 listopada 2020 
Liczba stron: 144 
Ocena: 7/10 

Opis: 

Czy Pola zadomowi się w nowym miejscu? Czym zajmują się artyści? I co to znaczy „być stąd”? 

W spokojnym Brzegu nagłe poruszenie: Julek i Martyna zastanawiają się, kim jest dziewczynka, która zamieszkała obok. Dlaczego nie reaguje na zaczepki i nie chce wyjść na podwórko? 
Wkrótce nadchodzi rok szkolny i Pola musi się zmierzyć z zainteresowaniem, które wzbudza. Postanawia, że z nikim się nie zaprzyjaźni, ale Julek ma wobec niej inne plany. Jego pies, Mazgaj, również... 

Lęk do pokonania i radość z odkrywania sztuki. Przyszywana rodzina i nie taka straszna zmiana. Wspaniała opowieść o przyjaźni, tolerancji oraz poznawaniu innych i... siebie! 

Recenzja: 

Bardzo mnie cieszy, gdy w powiastkach dla dzieci i młodzieży poruszany jest temat tolerancji. Warto pisać o tym – i mówić – że bycie innym wcale nie jest złe, niezależnie w jaki sposób ta oryginalność się przejawia. Skąd jest Pola? to ciepła książeczka właśnie o akceptacji oraz… przyjaźni. 

Pozycja została bardzo ładnie wydana – szata graficzna jest kolorowa i przyjemna dla oka, a przedstawieni bohaterowie niezwykle sympatyczni. Za te pełne uroku ilustracje odpowiedzialna jest Elżbieta Moyski, która idealnie uchwyciła wydarzenia oraz postaci opisane przez Magdalenę Zarębską. Myślę, że dzięki takiemu idealnemu odwzorowaniu łatwiej się dziecku zaprzyjaźnić z Polą, Julkiem i całą resztą. Warto tutaj również wspomnieć o dużej czcionce, która zdecydowanie ułatwi zapoznanie się z treścią początkującego czytacza. 

Język powieści jest prosty, a akcja – choć nie dzieje się tutaj jakoś super dużo – ma bardzo przyjemne tempo. Ot, czytamy o na pozór zwyczajnym życiu dziewczynki, która czuje się nieco wyobcowana w nowym miejscu. Z czasem jednak – jak to zazwyczaj bywa – poznaje nowych przyjaciół i przeżywa kilka sympatycznych przygód, choć pomiędzy tym wszystkim spotyka ją też przykrość. Magdalena Zarębska fantastycznie tutaj pokazuje, jak młody człowiek powinien radzić sobie z problemem i… że nie wszystko jest takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje. 

- (…) Z ludźmi trzeba rozmawiać. Pokazywać im, że inny nie znaczy gorszy. Być może muszą się o tym dowiedzieć właśnie od nas. Od ciebie i ode mnie. Może nikt im tego wcześniej nie powiedział? 

Bardzo przypadła mi do gustu również bardziej artystyczne elementy książki (wszak mama Poli jest artystką) oraz… pokazanie, że czytanie to nie tylko książki, ale i komiksy – i że każdy w takiej czy owakiej literaturze znajdzie coś dla siebie. Zachęcanie dzieci do obcowania z kulturą jest bardzo ważne, dlatego zostałam miło zaskoczona! 

Króciutko podsumowując, Skąd jest Pola? to przyjemna książeczka, która choć zapowiada opowieść o akceptacji i przyjaźni, kryje w sobie znacznie więcej. Myślę, że każdy młody czytelnik będzie zachwycony tą lekturą, bo nie brakuje tutaj i pięknych ilustracji, i przyjemnej historii, i mnóstwa emocji, i… zabawnego psiaka! Polecam serdecznie. :)

czwartek, 10 grudnia 2020

Helen i Thomas Docherty - "Abrakazebra"


Autor: Helen i Thomas Docherty 
Tytuł: Abrakazebra 
Wydawnictwo: Amber 
Data wydania: 26 listopada 2020 
Liczba stron: 40 
Ocena: 10/10 
PATRONAT BAJKOWIRU

Opis: 

W Ziewanicach, starej wiosce, dość sennej, 
dzieci nie miały do roboty nic specjalnego. 
Nie czekało ich nic nowego ani nic fajnego… 

Aż pewnego dnia zjawiła się tajemnicza Abrakazebra ze swoim Magicznym Przedstawieniem. Wszyscy byli zachwyceni... z wyjątkiem Kozła. 

Czy i on przekona się, że odrobina magii może ubarwić życie, a marzenia, wspólna radosna zabawa i przyjaźń są ważniejsze niż poczucie, że jest się najważniejszym? 

Recenzja: 

Bajeczki od Amberka mają to do siebie, że zawsze poza historią niosą ze sobą znacznie więcej. Dlatego też z przyjemnością powitałam w swoich progach kolejną opowiastkę dla dzieci, Abrakazebrę, która w ciekawy sposób podejmuje temat… zazdrości. 

Akcja całości dzieje się w niewielkiej wiosce, Ziewanice, w której nie dzieje się zbyt wiele ciekawego. Zwierzęta żyją sobie normalnym trybem, a dzieci się nudzą – do czasu, gdy pojawia się niesamowita Abrakazebra! Wszyscy z przyjemnością oglądają jej Magiczne Przedstawienia i słuchają jej opowieści, jednakże zazdrosny Kozioł rozpowiada nieprzyjemne rzeczy na jej temat. Po odejściu bohaterki w paski każdy staje się jednak smutny, a Kozioł zaczyna rozumieć, że popełnił błąd i zachował się paskudnie, więc… zwierzęta z nim na czele ruszają na poszukiwania Abrakazebry! Czy ją odnajdą? Czy im wybaczy? Jak zapewne się domyślacie – książeczka kończy się pozytywnie! 


Abrakazebra jest doprawdy ciekawą opowieścią, a pomiędzy jej wersami przewija się wiele treści, które warto omówić z dzieckiem – choćby wcześniej wspomnianej zazdrości, ale także i tolerancji (bo zebra została zdyskwalifikowana z wioski przez swoje paski). Wszystko podane jest w przyjemnie rymowanej formie, a czytając historię nie sposób się nie uśmiechnąć. Nie można przejść obojętnie również obok bajecznie kolorowej szaty graficznej i sympatycznych postaci zwierząt, których spotkamy tutaj mnóstwo. Są koty, świnki, krowy, psy, owce, kozły – oraz znacznie więcej! Myślę, że każde dziecko pokocha tę opowiastkę również przez wzgląd na tak wielu zwierzęcych bohaterów na ilustracjach – miło na nich wypatrywać kolejne postaci oraz to, co w danej chwili robią! A – podpowiem Wam – że na rysunkach dzieje się naprawdę wiele! 


Abrakazebra to obowiązkowa pozycja dla każdego malucha, który uwielbia zwierzęta i pozytywne historyjki. Jak wspominałam powyżej, poza opowieścią może być też zabawą na spostrzegawczość, bo ilustracje są nie tylko przepysznie barwne, ale i pełne miłych dla oka detali. Króciutko mówiąc – polecam z całego serca! To doprawdy przyjemnie pouczająca i wesoło opowiastka. :)

niedziela, 23 lutego 2020

Harper Lee, Fred Fordham - „Zabić drozda”

Autor: Harper Lee
Ilustracje: Fred Fordham
Tytuł: Zabić drozda
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 22 styczeń 2020
Liczba stron: 288
Ocena: 10/10 

Opis: 

Lata trzydzieste XX wieku, południe Stanów Zjednoczonych. Sześcioletnia Scout i jej starszy brat Jem pod troskliwą opieką ojca oraz ciemnoskórej kucharki Calpurnii dorastają i poznają nieoczywiste prawa rządzące ich światem. Atticus Finch, adwokat i głowa rodziny, broni młodego Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny. Obwinionemu grozi kara śmierci. Mieszkańcy Maycomb już wydali wyrok, „czarnuch” z pewnością jest winny. Jego obrońca ma przeciwko sobie całe miasteczko.

Wstrząsająca historia o uprzedzeniach rasowych, nierównościach społecznych, kryzysie sumienia. Ale też uniwersalne przesłanie o tolerancji, współczuciu i dobroci. 

Recenzja: 

Jestem przekonana, że o powieści Zabić drozda słyszał niemal każdy. Pamiętam, że gdy pierwszy raz sięgnęłam po tę książkę ogromnie mnie poruszyła, zszokowała i oburzyła. Teraz, po wielu latach, wróciłam do tej pozycji w formie komiksu i… wciąż towarzyszą mi wspomniane emocje. Być może nawet bardziej… 

Przyznam szczerze, że z początku nieco obawiałam się takiej adaptacji dzieła Harper Lee, nie potrafiłam sobie wyobrazić zmieszczenia wszystkiego – natłoku myśli, emocji, wydarzeń – w zaledwie trzystu stron kolorowych kadrów (wszak sama powieść jest znacznie bardziej obszerna). Byłam sceptyczna, ale wystarczyło kilka stron, abym została przekona do tego pomysłu. Ilustracje Freda Fordhama są zjawiskowe i wspaniale oddają klimat powieści – dodatkowo artysta uczynił postaci bardziej namacalnymi, rzeczywistymi, dzięki czemu czytelnikowi bliżej do nich, łatwiej mu nawiązać z nimi więź. Kreacje bohaterów są doprawdy udane, bowiem mniej-więcej w ten sam sposób wyobrażałam sobie poszczególne postaci, co więcej – z ich komiksowych twarzy można czytać. Nie mogę również nie zwrócić uwagi na tło całości, które wspaniale odwzorowują lata trzydzieste XX wieku oraz ówczesne Stany Zjednoczone. Komiks jest nieprawdopodobnie więc realistyczny… 

Piękna oprawa oraz bajeczna obrazowość to nie jedyne atuty komiksowego wydania Zabić drozda. Choć niektóre elementy są tutaj pominięte, najważniejsze sceny oraz cała istota powieści zostały zachowane. Nietolerancja, naciski ze strony społeczeństwa, nierówności płciowe, uprzedzenia rasowe i niesprawiedliwość zostały tutaj znakomicie uchwycone, jednakże nie zabrakło i miejsca na pozytywne aspekty – sceny, które wywołają na ustach czytelnika uśmiech oraz przywrócą wiarę w ludzkość. Bo wśród tych problemów i nieprzychylności jest miejsce na dobroć, uroki dzieciństwa oraz… nadzieję. 

Drozdy nikomu nie szkodzą, tylko nam wszystkim śpiewają. Nie niszczą ogrodów, nie gnieżdżą się w kukurydzy, nic złego nie robią, tylko śpiewają dla nas z całego serca. Właśnie dlatego zabić drozda to grzech.

Komiksowa adaptacja Zabić drozda jest przecudownym dowodem na to, że warto eksperymentować z klasyką literatury, bowiem może wyjść z tego coś niesamowitego. Jestem przekonana, że taka forma tego dzieła zachęci wielu młodszych czytaczy do sięgnięcia po tę książkę, przeżycia jej, zrozumienia. Jestem absolutnie zakochana i nie mogę się doczekać kolejnych tego typu tworów. Polecam z całego serca! 

sobota, 7 grudnia 2019

Daniela Kulot - "Krokodyl i żyrafa. Zakochana para"

Autor: Daniela Kulot
Tytuł: Krokodyl i żyrafa. Zakochana para
Wydawnictwo: Esteri
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 16
Ocena: 8/10

Opis:

Krokodyl i żyrafa właśnie postanowili wyruszyć na wycieczkę do miasta. Niestety, pomysł okazał się nie najlepszy, gdyż osobliwa para zwracała uwagę niemal wszystkich, stając się przedmiotem kpin. Wszędzie wytykano ich palcami do czasu, aż zdarzyło się coś strasznego. Coś, co zapadło wszystkim w pamięć i sprawiło, że na ogromną żyrafę i malutkiego krokodyla zaczęto patrzeć zupełnie inaczej...

 Kolejna seria szalonych przygód oryginalnej, jedynej w swoim rodzaju pary, dla której - jak się okazuje - nie ma rzeczy niemożliwych.

Piękna opowieść o potędze miłości, która przezwycięża wszelkie przeciwieństwa losu, ale także o akceptacji odmienności i potrzebie tolerancji.

Recenzja:

W ostatnim czasie coraz częściej trafiam na książki, które poruszają temat odmienności i związanej z nią tolerancji. Bardzo mnie to cieszy, gdyż są to zagadnienia niezwykle istotne, o których trzeba mówić i od najmłodszych lat wpajać naszym dzieciom, że nie wolno nikogo ranić bez względu na wygląd, inne od powszechnych upodobania, czy też oryginalny sposób bycia. Historyjka opisana w książce Krokodyl i żyrafa. Zakochana para od wydawnictwa Esteri doskonale oddaje istotę tych kwestii, do tego jest ciekawa i pięknie zilustrowana oraz oczywiście pouczająca. Co zatem możemy przekazać naszym dzieciom z jej pomocą? Bardzo wiele, bo nie od dziś wiadomo, że najważniejsze jest znaczenie treści a nie jej ilość i wystarczy zaledwie szesnaście stron, by otrzymać lekcję na całe życie, rozbudzając przy tym wyobraźnię i zaspokajając dziecięcą ciekawość. Zaś bohaterowie będący zwierzętami to od dawna lubiane przez wszystkich rozwiązanie w książkach dla najmłodszych miłośników literatury.

Na szczęście ja i moje dzieci nie doświadczyliśmy przykrości ze strony innych osób, polegającej na wyszydzaniu lub równie bolesnych uczynkach. Oczywiście mój syn nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednak do sprawienia komuś krzywdy niekiedy wcale nie potrzeba konkretnego powodu. Zdaję sobie także sprawę, że nie jestem w stanie wszystkiego skontrolować i to nie jest też wcale moim zamiarem, gdyż dzieci potrzebują samodzielności. Potrzebują także rozmowy na różne tematy a dzięki tej książce łatwiej będzie nam wytłumaczyć najmłodszym pewne sprawy o współczesnym społeczeństwie i funkcjonowaniu w nim. Poza tym to intrygująca opowieść, od której nie można się oderwać dopóki nie usłyszy się jej zakończenia. 


Bohaterami tej historii są oczywiście krokodyl i żyrafa. Jest to zakochana para i autorka wyraźnie wskazuje na to, że zwierzątka się kochają. Akcentuje także różnice pomiędzy nimi, zwłaszcza te najbardziej widoczne, a więc związane z ich wyglądem. Pewnego dnia oboje postanawiają wybrać się do miasta. Jednak tam napotykają same zdziwione spojrzenia i są adresatami niemiłych komentarzy. Dopiero ich heroiczny czyn pozwala zrozumieć innym, jak świetnymi są osobnikami i że nie można na nikogo patrzeć przez pryzmat wyglądu oraz sposobu życia. Wielu dorosłym przydałaby się podobna lekcja... Opowieść ta jest naprawdę interesująca i ważna w swoim prostym przekazie. Wyzwala także niemało emocji, w tym obawę i powodzenia akcji ratowniczej podczas pożaru. Fabuła i wartościowe przesłanie udały się autorce znakomicie. Dzieci, które uwielbiają słuchać ciekawych historyjek będą zadowolone z poznania właśnie tej. Natkniemy się tu nawet na niezapowiedziany zwrot akcji i zadrżymy o los występujących w niej postaci. 

"Krokodyl i żyrafa zostali parą. Bardzo w sobie zakochaną.  Kochali się, pomimo że żyrafa była ogromna, a krokodyl malutki."

Książka w twardej oprawie z kolorowymi ilustracjami, które zajmują większą część każdej strony, jest naprawdę warta uwagi. Idealna do przeczytania przed snem lub o każdej innej porze. Tekst nie jest skomplikowany i łatwo można go zrozumieć, dlatego nawet najmłodsze dzieci powinny być nim zainteresowane. Autorka zaskoczy ich tylko nazwami własnymi zarezerwowanymi dla określenia miejsca akcji. Wiek dziecka nie odgrywa znaczącej roli, zarówno czterolatek jak i ośmiolatek może być nią zainteresowany. Oczywiście ważny jest tu także udział rodzica i rozmowa z dzieckiem o puencie tego opowiadania, dostosowanej do jego rozwoju emocjonalnego. Owa opowieść ma nie jeden ukryty przekaz i od nas zależy, czy zechcemy je wszystkie zauważyć i opowiedzieć o nich naszym pociechom.



Krokodyl i żyrafa. Zakochana para to ciekawa i pouczająca historia dla najmłodszych. Sugestywnie i subtelnie naprowadza czytelników na wartości, którymi powinni kierować się w społeczności, a więc nie poddawać się uprzedzeniom i z wyrozumiałością akceptować odmienność innych osób. Przystępny dla malucha tekst wzbogacony w krótkie dialogi oraz barwne i szczegółowe ilustracje łączące fikcję z rzeczywistością sprawiają, że nie sposób nie ulec magii tej opowieści. Zachęcam do wkroczenia w świat, w którym na podium z dumą staje miłość i dobre serce pokonując uprzedzenia i brak tolerancji.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Esteri.

poniedziałek, 2 września 2019

Amber Lee Dodd - "Jesteśmy wielcy"

Autor: Amber Lee Dodd 
Tytuł: Jesteśmy wielcy 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 3 kwietnia 2019 
Liczba stron: 240 
Ocena: 8/10 

Opis: 

Sydney uważa, że jej mama Amy jest najlepsza na świecie – pomimo że jest inna niż wszystkie. Pozostali ludzie rosną, a Amy osiągnęła wysokość 124 cm i ani milimetra więcej. Według Sydney to całkiem w sam raz – wystarczająco wysoko, by sięgnąć do lodówki z lodami w supermarkecie, i wystarczająco nisko, by być wyjątkowym. Tata dziewczynki zmarł, gdy miała pięć lat, ale jej wspomnienia o nim, miłość mamy oraz towarzystwo starszej siostry Jade sprawiają, że Sydney nigdy nie czuje się samotna. 
Kiedy rodzina jest zmuszona do przeprowadzki, życie staje się bardziej skomplikowane. Sydney i Jade muszą nawiązać nowe przyjaźnie, stawić czoła szkolnym łobuzom i pojąć, o co właściwie chodzi z tym dorastaniem. A Sydney wcale nie chce rosnąć, jeśli miałoby to oznaczać, że przerośnie swoją mamę. 

Recenzja:


Bardzo lubię pozycje dziecięco-młodzieżowe, które poruszają ważne problemy oraz uczą młodego czytelnika właściwej wrażliwości, reakcji, postaw. W Jesteśmy wielcy nie brakuje wartościowych lekcji – m.in. o tolerancji, dorastaniu, rodzinie oraz… radzeniu sobie ze stratą. Wszystko to podane jest w lekkiej i zabawnej opowieści, która bez wątpienia poruszy serducho każdego! 

Sydney bardzo kocha swoją mamę i nie przeszkadza jej, że ta ma zaledwie 124 cm wzrostu. Niestety, niektórzy ludzie uważają inaczej – np. kiedyś facet w supermarkecie zapytał jej mamę, czy jest jednym z siedmiu krasnoludków. Nic dziwnego, że przez konieczność przeprowadzki na dziewczynkę spada mnóstwo zmartwień. Czy w nowym miejscu ludzie przyzwyczają się do inności jej Mamy? I czy – przez zmianę miejsca – nie ulecą z niej wspomnienia o tacie? 

W powieści Amber Lee Dodd można zakochać się od pierwszych stron. To sprawka bardzo lekkiego i przyjemnego stylu oraz przesympatycznej bohaterki-narratorki, która wspaniale prowadzi opowieść. Dziewczynka opowiada o bieżących wydarzeniach, wspomnieniach, smutkach oraz uczuciach jej towarzyszących. Bez trudu można się z nią zaprzyjaźnić. Rozkosznie opowiada o zmarłym tacie, który opowiadał jej rozmaite historie – te bardziej prawdziwe, jak i baśniowe – np. o Alvissie, mistrzu rzemieślniczym krasnoludów, który wytwarzał broń dla Thora, boga piorunów. Martwi się również dorastającą siostrą, która sprawia mnóstwa przykrości jej i Mamie przez buntowniczy wiek, ale i własnym postępowaniem – emocje i w niej niekiedy budzą Dzikiego Stwora… 

Tak to już jest z rodzinami: każdy dobrze wie, czym doprowadzić do płaczu innych. 

Rodzinne relacje to zdecydowanie jedna z najważniejszych spraw poruszana w opowieści. Ale – jak wspominałam wcześniej – równie istotna jest tutaj kwestia żałoby, radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby oraz… ruszenia dalej. Bliscy Sydney i ona sama musi sobie poradzić w końcu z tym, że jej tata już nie wróci, a wyprowadzka i pozostawienie znajomych kątów wcale nie sprawi, że zapomni o osobie, którą kocha... 

Nieważne, ile rzeczy się zmienia, nie zapominamy tych, których kochamy. 

Jesteśmy wielcy to cudowna opowieść, którą polecam absolutnie każdemu – nie tylko dzieciom. To fantastyczna pozycja, która bawi i wzrusza, pełna humoru i dramatów. Odpowiada na ważne pytania, choć… jeden istotny problem pozostawia bez odpowiedzi: jaki jest sens jazdy auto-zderzakami, jeśli nie można się zderzać? Przeczytajcie koniecznie!

środa, 24 stycznia 2018

Guido van Genechten - "Rikuś"


Autor: Guido van Genechten
Tytuł: Rikuś
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 32
Ocena: 9/10
Wiek: 3+

Opis:


Są króliczki grube i króliczki chude, króliczki mądre i króliczki mniej mądre, króliczki odważne i króliczki tchórzliwe, króliczki chłopcy i króliczki dziewczynki.

I jest Rikuś.

Wzruszająca historia o byciu innym i akceptacji siebie takim, jakim się jest.


Recenzja:

I ja i Majka od dłuższego czasu już uwielbiamy książki Genechtena (na tą o Gustawie naprawdę już nie mogę patrzeć, tyle razy byłam zmuszona ją czytać), ale Rikusia nie mieliśmy przyjemności poznać. Najwyższy czas to nadrobić!

Rikuś jest jednym z wielu białych króliczków. Ale już na pierwszy rzut oka coś odróżnia go od innych – jedno z jego uszek nie wyciąga się dumnie w stronę słońca, a leży smętnie oklapnięte. Z powodu tego, nieznacznego przecież szczegółu, nasz bohater staje się obiektem drwin i śmiechów ze strony innych króliczków, które podżegają go do prób „naprawienia” uszka.

Jednak mimo wielu niesamowicie kreatywnych prób, uszka nie udaje się wyprostować…
Na całe szczęście na drodze króliczka, który zupełnie utracił pewność siebie staje pewien mądry pan doktor.







Niesamowicie sympatyczna opowieść o odmienności, trudnościach w relacjach międzyludzkich (i międzyktórliczych również!), tolerancji i szacunku wobec inności. Bo każdy króliczek, każdy człowiek i każde ucho jest przecież inne i na tym właśnie polega siła różnorodności.

Tą lekturę polecam „nieco starszym” dzieciom, najlepiej przedszkolakom, które zdążyły się już spotkać z brakiem akceptacji ze strony innych – na własnej skórze, lub jako bierny obserwator. To lektura, która dodaje pewności siebie i uczy jak przekuwać swoje wady, na zalety.

Nie polecam jednak sięgania po tą pozycję zbyt wcześnie – jakby nie patrzeć postawa naśmiewających się królików nie jest godna naśladowania i nie powinna być przedstawiana jako coś normalnego. Warto pozwolić maluszkowi najpierw samemu zmierzyć się z taką sytuacją i wtedy dopiero sięgnąć po literacką pomoc.

Duży format i pastelowe ilustracje zajmujące zdecydowaną większość strony przykują uwagę nawet nieszczególnie jeszcze cierpliwego słuchacza, a niewielka ilość tekstu bogatego w treść nie pozwolą mu się znudzić. Czasami nie potrzeba elaboratów, by przekazać mądrą prawdę. I Rikuś jest tego najlepszym przykładem.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.

środa, 20 września 2017

Guido van Genechten - "Gustaw niestraszny duch"


Autor: Guido van Genechten
Tytuł: Gustaw niestraszny duch
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 32
Ocena: 10/10
Wiek: 4+

Opis:

Gustaw jest inny niż pozostałe duchy. Co wyróżnia go spośród całej rzeszy podobnych do siebie zjaw? Romantyczna dusza, delikatność i niezwykła różowa poświata. No i jeszcze to wycie, którym mógłby kogoś co najwyżej rozbawić, bo o przestraszeniu raczej nie ma mowy.

Czy Gustaw poradzi sobie w lodowatej (brr!) i mrocznej Opuszczonej Wieży?


Recenzja:

Poznajcie Gustawa – ducha, który urodził się wyjątkowy. Od kolegów odróżnia go nie tylko kolor – w przeciwieństwie do innych duchów jest… różowy – ale również sympatyczne usposobienie, pokojowe nastawienie do świata, upodobanie ciszy, skłonność do kontemplacji i brak jakichkolwiek predyspozycji do siania grozy. Jest po prostu zbyt miły i delikatny jak na straszyciela. Z tego powodu ma problemy w szkole i z w wyniku swojej nieudolności na lekcjach straszenia zostaje wysłany do kozy, której rolę pełni zimna i ciemna Opuszczona Wieża. 

Zesłanie okazuje się jednak nie być wcale takie straszne, kiedy Gustaw poznaje w wieży kota Miauczusia, który szybko staje się jego przyjacielem. Wspólnie zmieniają posępną Opuszczoną Wieżę w przytulne mieszkanko pełne kolorowych tkanin, polnych kwiatów i opowieści snutych przy ciepłym blasku płonącego w kominku ognia. Wieża Gustawa i Miauczusia szybko staje się również azylem dla zmęczonych nawiedzaniem posępnych miejsc duchów wystraszonych własnej straszności, Miejscem, gdzie można zregenerować siły przy ciepłej herbacie i pysznych ciasteczkach gościnnego Gustawa.






To sympatyczna i mądra opowieść o tolerancji, wymykaniu się określonym standardom i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Okazuje się, że nie każdy duch musi być straszny, nawet jeśli się tego od niego wymaga. Inność to powód do sympatii, nie do odrzucania, a wsparcie rodziny i przyjaciół pomaga odnaleźć swoją drogę i rozwinąć skrzydła. 

O ilustracjach Genechtena pisałam jakiś czas temu przy okazji jego książeczki dla maluszków „Odkryj, gdzie…”. W tej książce strona graficzna została znacznie bardziej rozbudowana – postaci umieszczone są w szerokim kontekście i na rozbudowanych tłach. Całość jest bardzo klimatyczna – dominują ciemne kolory, są pająki i pajęczyny, spękane muzy opuszczonych ruin, księżyc w pełni i nietoperze. A jednocześnie nie sposób się bać, bo miękkie krawędzie ocieplają wizerunek, a rumiane buźki duchów nie mogą nie wzbudzić sympatii. Szczególnie, gdy w samotnej wieży Gustawa pojawiają się kwiatowe desenie i babcine klimaty. 

Zupełnie nowym odkryciem jest dla mnie Adamada Czyta Dzieciom – aplikacja na urządzenia mobilne, dzięki której można odsłuchać treść książki czytanej przez Agnieszkę Ostrowską. Niestety aplikacja wymaga skanowania każdej ze stron na bieżąco, przez co nie ma możliwości wysłuchania audiobooka nie posiadając przed sobą książki. Liczyłam trochę na możliwość słuchania na przykład w kolejce do lekarza, albo w podróży, bo książka sama w sobie ma spore gabaryty (mniej więcej wielkości A4) i trudno zabrać ją ze sobą.

Sugerowany wiek czytelnika to 4+, ale moja półtoraroczna testerka słucha tej bajki z wielkim zainteresowaniem, szczególnie fragmentów z kotkiem. Audiobook jeszcze się u nas nie sprawdza – głosu mamy nikt nie zastąpi, nie jestem również entuzjastką wręczania smartphona dziecku ;)

Bardzo polecamy na jesień, na halloween i na co dzień.

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.


wtorek, 8 sierpnia 2017

Katarzyna Lewandowska-Turzyńska - "Kompleksy pandy i niepełnosprawność żyrafki"


Autor: Katarzyna Lewandowska-Turzyńska
Tytuł: Kompleksy pandy i niepełnosprawność żyrafki
Wydawnictwo: NOVAE RES
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 64
Ocena: 4/10
Wiek: 7-14 lat

Opis: 
Wzruszająca lekcja przyjaźni i tolerancji
Pewnego dnia w klasie pojawia się nowa uczennica – mała, niepełnosprawna żyrafa. Jest inna niż wszystkie dzieci, więc nie może liczyć na to, że będzie lubiana. Pomocną „dłoń” wyciąga do niej jedynie nieco zbyt obfita w kształtach panda, zapraszając ją do swojej ławki. Wkrótce pulchna panda i mała żyrafka na trzech nóżkach zostają przyjaciółkami. Czy razem uda im się pokonać własne lęki i uprzedzenia? Jak poradzą sobie ze szkolną rzeczywistością? W tej historii odnajdziecie dużo piękna i radości w relacji pomiędzy bohaterkami. Dodatkowo odkryjecie wartościowe i rozwijające propozycje warsztatu - rozmów z dzieckiem oraz dodatki ulubione przez bohaterów ksiżżki.
„– Dlaczego ja? – zapytała nadąsana, mała panda – no dlaczego… – Spojrzała z niepokojem za okno, jakby chciała uciec przez nie z klasy. W tym samym momencie przypomniała sobie, co widziała po drodze do szkoły, a była to mała żyrafa, która zamiast czterech miała jedynie trzy nóżki, a mimo to uśmiechała się, kiedy rozmawiała z mamą.”

Recenzja:

Historia przyjaźni pandy i żyrafki to książeczka, do której podeszłam z wielkim entuzjazmem. To wspaniale, że powstają pozycje mające na celu pomóc młodemu czytelnikowi uporać się z problemami, jakie z pewnością napotka na swojej drodze – zarówno tymi dotyczącymi go bezpośrednio, jak i pojawiającymi się w jego otoczeniu. A brak akceptacji dla inności, tolerancja i bycie sobą to tematy zawsze aktualne. Nie mogę jednak uczciwie powiedzieć, że książka spełniła moje oczekiwania, a moje odczucia po lekturze są raczej mieszane i niestety dalekie od entuzjazmu, z jakim po nią sięgałam.

Sam początek był świetny – bardzo spodobał mi się wstęp, w którym autorka zwraca się bezpośrednio do swojego czytelnika wprowadzając go w temat i wyjaśniając niektóre swoje pomysły i powody dla których w ogóle poruszyła ten niełatwy temat. To fantastyczny zabieg mający na celu zniwelować dystans między czytelnikiem, a autorem i jego bohaterami oraz sprawić, by historia była odbierana bardziej personalnie, co jak najbardziej udało się osiągnąć. Dorośli rzadko kiedy czują potrzebę tłumaczenia się dzieciom ze swoich decyzji i wyborów, tym bardziej cieszę się, że autorka nie wpisuje się w ten kanon.

Doceniam również propozycję ćwiczeń i mini-warsztatu do przeprowadzenia z dziećmi po skończonej lekturze. Taki zabieg pomoże usystematyzować zdobytą wiedzę, nakłoni do głębszego zastanowienia się nad tematem, pozwoli odpowiedzieć na pojawiające się pytania i rozwiać wątpliwości. Budowanie interakcji dziecka z tekstem to zawsze super sprawa.
Bardzo podoba mi się już sam pomysł na historię – osadzenie jej w szkolnych realiach gwarantuje dobrze znane wszystkim czytelnikom, codzienne otoczenie dla dziejącej się akcji (w końcu to w szkole najwcześniej i najłatwiej spotkać się zarówno z innością, jak i z odrzuceniem), a wybranie zwierzątek na bohaterów sprawia, że sytuacja zyskuje uniwersalny wydźwięk. Bardzo spodobał mi się wybór zwierząt-nauczycieli tak, by reprezentowali sobą prowadzony przedmiot – angielskiego uczy terier angielski, a polskiego orzeł.
Sama fabuła okazuje się jednak chaotyczna, ogólnikowa, pozbawiona szczegółów i, co najgorsze, całkowicie przegadana. Zdecydowanie więcej na temat bohaterów dowiadujemy się na podstawie ich słów i myśli, niż czynów.

Wiemy, że panda jest zła i rozżalona, bo powiedział nam o tym narrator, a nie wnioskujemy tego z jej zachowania. Brakuje szczerości emocji, ekspresji mimiki i gestu – przygryzienia ust, walki ze wzbierającymi łzami, piekącego rumieńca, ucisku w klatce piersiowej, chęci zapadnięcia się pod ziemię (choć faktycznie panda ma często ochotę nawiać przez okno), obrażania się, tupnięcia nogą, czy trzaśnięcia drzwiami – zwykłego nastoletniego dramatu. Zwielokrotniony wykrzyknik, czy znak zapytania nie załatwia sprawy. A samo stwierdzenie, że panda była „pełna żalu i pretensji” nie wystarczy, by czytelnik miał szansę poczuć te emocje.
Autorka wkłada w usta swych bohaterek, a szczególnie żyrafki, mądrości będące sednem i przesłaniem całej opowieści. Robi to jednak używając języka kompletnie oderwanego od dziecięcej rzeczywistości. Bo które dziecko mówi o swoich kontaktach towarzyskich używając słów „relacje z innymi”? Dziecko w wieku wczesnoszkolnym może powiedzieć, że ktoś go lubi, albo nie, że czuje się samotne albo popularne. Nie wydaje mi się, żeby ktoś w podstawówce z własnej woli używał tak abstrakcyjnego pojęcia jak „relacje” i to w rozmowie z koleżanką. Podobnie określenie, że przed zajęciami baletu zebra wykonuje „stretching” zamiast zwykłego, prozaicznego „rozciągania”, czy „rozgrzewki” brzmi po prostu dziwnie i trochę śmiesznie. A to tylko dwa z wielu przykładów zgrzytów językowych. Wydaje mi się, że niedopasowanie może znacząco utrudnić młodemu odbiorcy utożsamienie się z opisanymi postaciami. W tym momencie wrażenie pewnej sprzeczności – z jednej strony autorka stara się podać czytelnikowi wszystko jak na tacy nie licząc, że ten się domyśli, a jednocześnie operuje pojęciami trudnymi do zrozumienia. Znalezienie złotego środka między traktowaniem dziecka jako bystrego i domyślnego odbiorcy, a „mówieniem do dzieci po dziecięcemu” okazuje się nie być wcale taką prostą sprawą.

Ponadto samym bohaterkom brakuje charakteru, unikalnych cech, czy wyjątkowych pasji. Podobnie jak w przypadku emocji – czytelnik wie, że panda jest urocza, bo tak mu powiedziano, a nie wnioskuje tego po jej zachowaniu, bo np. chętnie rozdaje pogodne uśmiechy. Przez to trudno wyrobić sobie o dziewczynkach własną opinię i tak naprawdę trudno zapałać do nich sympatią. Myślałam, że czymś wyjątkowym dla pandy będzie jej miłość do baletu, ale okazuje się, ze w tej szkole prawie każdy tańczy (nawet żyrafka jeszcze przed wypadkiem), więc panda nie ma szansy podzielić się miłością do swojej pasji. Podobnie żyrafka – dobra z matematyki proponuje przyjaciółce pomoc w uporaniu się z zadaniami. Jednak pomoc, której udziela, choć bardzo ważna i potrzeba, dotyczy sfery psychicznej i nastawiania do życia, po czym sam problem liczenia zadań zostaje zapomniany. A przecież wystarczyłoby podsumowujące zdanie, że pomogła pandzie zrozumieć temat, a z pomocą przyjaciółki nawet groźna matematyka przestała być tak straszna na jaką wygląda. Przez zostawienie takich szczegółów w niedopowiedzeniu, cała sytuacja traci na prawdziwości, a rozważania emocjonalne całkowicie przyćmiewają zwykłe codzienne problemy – historia staje się jednowymiarowa.

Wydaje mi się, że można by tego uniknąć bardziej dopracowując tło wydarzeń, które moim zdaniem nie zostało potraktowane z należytą uwagą – tak naprawdę zupełnie pominięto prawie wszystkich bohaterów drugoplanowych poza może mamą żyrafki i nauczycielem polskiego. Poza kilkoma śmiechami brak jakiejkolwiek interakcji bohaterek z innymi uczniami – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. W dodatku czytelnik ma wrażenie odcięcia od pewnych wydarzeń – dowiaduje się, że dziewczyny zdecydowały się porozmawiać z niepełnosprawnym żółwiem, nie jest mu jednak dane być tego światkiem. Dowiadujemy się, że w ten sposób udało im się nawiązać nowe nici przyjaźni, nie mamy jednak pojęcia za co mogły polubić nowego kolegę, bo nie dane nam było go poznać. Podobnie nie dowiadujemy się za wiele o przeszłości żyrafki i jej kontaktach z innymi po wypadku. Wiemy, że została odrzucona przez koleżanki, nie jest nam jednak dane „poczuć tego na własnej skórze”.

Między innymi z tego powodu w książce tak naprawdę bardzo mało się dzieje – mimo wagi problemów, z jakimi mierzą się bohaterki, sama akcja jest bardzo statyczna, bazująca na relacji narratora, pełna powtórzeń i pourywanych wątków.

Jednym z najbardziej niedocenionych pomysłów jest motyw tańca. Autorka, której życie prywatne nierozerwalnie związane jest z baletem, przelewa tą pasję na swoją bohaterkę i ten pomysł jest świetny – w końcu najlepiej dzielić się tym, co kochamy. W pewnym momencie panda rozpamiętuje swoją miłość do tańca w krótkim akapicie pełnym specjalistycznych pojęć, których wytłumaczenie znaleźć można na końcu książeczki. I to jest moim zdaniem strasznie niewykorzystany potencjał – otrzymujemy suchą i niezrozumiałą wypowiedź pełną „trudnych słówek” do sprawdzenia. A przecież można by zrezygnować z odległych (bo jednak 20 stron to dla dziecka jest odległość) słowniczkowych definicji i na przykład nakłonić pandę do opowiedzenia przyjaciółce o swojej pasji i wytłumaczenia jej czym są dane pozycje i figury, jak wyglądają i jak ona sama się czuje podczas ich wykonywania. W ten sposób i panda i sam taniec zyskałyby życie.

Mam również małe zastrzeżenie co do ilustracji – same w sobie są urocze i bardzo sympatyczne, podoba mi się również ich forma jako chmurek w tekście – jednak umieszczenie jednego obrazka na dwóch stronach utrudnia jego odbiór, a poprzez ucięcie w zgięciu sam rysunek sporo traci na atrakcyjności. 




 

Podczas lektury (abstrahując zupełnie od potknięć składniowych, czy stylistycznych – miałam bowiem do czynienia z egzemplarzem przed ostateczną korektą) odniosłam wrażenie, że czytam zaledwie szkic do powieści. Pomysł jest świetny, temat trudny, kontrowersyjny i niedoceniony, przesłanie mocne i bardzo ważne, bohaterowie mają szansę rozwoju, a myślenie o książce jako o temacie do rozmów i pogłębionej analizy wraz z opiekunem jest godne naśladowania. Sama historia wymaga jednak jeszcze sporo pracy – rozwinięcia pobocznych wątków, pogłębienia emocji i charakteru głównych bohaterek, dopieszczenia tła.

Ta historia ma wielki potencjał i może (a nawet powinna!) być po prostu świetna.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa NOVAE RES.