Strony

środa, 23 sierpnia 2017

Liesbet Slegers - "Kuba i jego nocnik"


Autor: Liesbet Slegers
Tytuł: Kuba i jego nocnik
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 32
Ocena: 10/10
Wiek: 24m+

Opis:
Jestem taki duży, ze nie muszę już nosić pieluchy! Mama dała mi śliczne majteczki z samochodzikiem i jakąś dziwną miseczkę. To nocnik. Teraz muszę się nauczyć się robić do niego siusiu. Ciekawe, czy od razu mi się uda?


Recenzja:
Pamiętacie jeszcze pewnego uroczego smyka z serii kartonowych książeczek dla najmłodszych od Adamady? Liesbet Slegers stworzyła dwa cykle książeczek dopasowanych do wieku maluszka – kartonówki dla roczniaka i nieco poważniejsze książki dla dwulatka – dzięki czemu bohater rośnie razem z czytelnikiem. 

Tym razem znany nam już chłopiec (teraz wiemy, że na imię mu Kuba) jest rok starszy i mierzy się z pierwszym prawdziwym problemem – nauką korzystania z nocnika. To pierwsza umiejętność, którą dziecko nabywa świadomie, niezbędna do funkcjonowania w społeczeństwie. Wielkie wyzwanie niepozbawione prób i błędów, przykrych wpadek i zabawnych sytuacji. Książeczka nie szczędzi nam ani jednej, ani drugiej strony „nocnikowania”. I bardzo dobrze!

Całość poprzedzona jest krótkim „słowem do rodzica” – to niewielki wstęp, który w uspokajających słowach dodaje otuchy dorosłemu, który zdecydował zmierzyć się z heroicznym zadaniem nauczenia swej latorośli załatwiania się tam, gdzie trzeba. A że to ciężki kawałek chleba, to każdy rodzaj moralnego wsparcia jest mile widziany ;) 

Na drugiej stronie umieszczono krótki wierszyk, który można wykorzystać jako zachętę dla maluszka w jego pierwszych nocnikowych próbach i który może stać się częścią toaletowego rytuału. My akurat z niego nie korzystamy, bo już wcześniej sama ułożyłam dla córki prostą rymowankę, ale ten jest naprawdę sympatyczny i polecam go wykorzystać, szczególnie rodzicom chłopca. Bo znany i powtarzany za każdym razem wierszyk to świetny sposób, by zatrzymać bobasa na nocniku choć chwilę dłużej. 

Ta książeczka nie jest już tak bardzo oszczędna w słowa, jak w przypadku poprzedniej serii. Tym razem jedna strona w całości przeznaczona została na umieszczony w barwnej ramce tekst, drugą natomiast zajmuje ilustracja. 

Bardzo dużym plusem jest kładzenie nacisku na zabiegi higieniczne (czego brakuje na przykład w pozycji z serii o Kici Koci podejmującej tą samą tematykę) – brudne po wpadce majteczki razem z mamą wrzucamy do pralki, a po wszystkim Kubuś dzielnie myje rączki. Nigdy nie jest zbyt wcześnie na naukę dobrych nawyków. Podoba mi się również podkreślenie wsparcia, jakiego potrzebuje dziecko w całym procesie – Kuba otrzymuje je zarówno ze strony wyrozumiałej mamy (a już mamy wiedzą jak trudno jest zachować spokój, kiedy kanapa ZNOWU została zasikana), jak i ze strony towarzyszącego mu pluszowego misia. 

Żywe, kontrastowe kolory, kształty otoczone czarnym konturem i wyraźne pociągnięcia pędzla w nieskomplikowanych, stylizowanych na dziecięce rysunkach – wiem, że nie każdemu odpowiada stylistyka ilustracji Slegers, ale ja akurat bardzo ją lubię. Postacie sią sympatyczne, ich mimika jest prosta i intuicyjnie rozpoznawalna, a obłe krawędzie budują miękki i przyjazny klimat. A pozorna niedbałość, rozmazania i „wychodzenie za linię” od małego uczy akceptacji drobnych błędów w świecie ciągłego dążenia do ideału. No i deseń z rolek papieru toaletowego moim osobistym zdaniem jest bombowy!







Tym razem książka nie jest już typową kartonówką – jest większa i nieco cięższa, ma również zdecydowanie więcej stron, które, choć wciąż dość sztywne, nie są już wykonane z grubego kartonu. Choć zamknięta jest w twardej oprawie, dokładnie zaokrąglone brzegi zapobiegają wypadkom. Całość jest całkiem wytrzymała – szyta, dzięki czemu kartki nie wylatują nawet po wielokrotnym przekartkowaniu (akurat u nas w domu temat nocnikowego treningu jest bardzo na topie, więc i książeczka jest niemal non stop w użyciu), a żeby pognieść sztywne strony trzeba by się naprawdę dobrze napracować, szczególnie, że są śliskie i naprawdę łatwo je przewracać – moja mała Destrukcja na razie jeszcze nie poczyniła żadnych zniszczeń. 

Ciepła, sympatyczna i pełna humoru. Wraz z córką bardzo polecamy tą pozycję jako lekturę pomocniczą podczas nauki korzystania z nocnika – świetnie sprawdza się jako pozycja edukacyjna, bo tak naprawdę wszystkie etapy nauki zostały w niej zawarte (no, może poza mamą, która emanując wściekłością, kolejny raz pierze kanapę) i bardzo dobrze nadaje się do czytania podczas „dłuższego posiedzenia”, kiedy to chcemy utrzymać dziecko w jednej pozycji choć chwilę dłużej ;) 

I mimo, że sugerowany wiek to powyżej 24 miesiąca życia, to spokojnie można zaproponować ja dziecku wcześniej – kiedy tylko zdecydujecie się rozpocząć przygodę z nocnikiem. Moja córka dostała ją w wieku 17 miesięcy – książka spodobała się od pierwszego wejrzenia i wciąż jest na topie.

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.

5 komentarzy:

  1. Szkoda,ze tak pozno trafilysmy na ta ksiazeczke :) Moja corka zalicza drobne wpadki, ale jak na dwulatke radzi sobie z nocniczkiem rewelacyjnie. Mame rozpiera duma:-) Bardzo fajny pomysl z dobrymi nawykami, odkad moje dziecko samo myje raczki wystarczy drobny okruszek i leci do lazienki :-) Wiadomo kazde dziecko inne dlatego warto promowac ksiazeczki napisane z glowa :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Monika Stanisławska

    Fajna książeczka i ciekawie wydana. Na pewno przydprzydałaby się mamom, które są na etapie odzwyczajenia pociechy od pieluchy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niektóre książki dla dzieci mnie rozwalają :D Sama bym poczytała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo, widzę kolejną książeczkę (zdrobnienie ze względu na wielkoąść), która pozwinna się znależć w zestawie lektur dla rodziców przygotowujących dziecko do rozpoczęcia edukacji przedszkolnej. Może być pomocna nie tylko w odpampersowaniu, wypracowaniu nawyków higienicznych, ale także kształtowaniu samodzielności dzieci. Sama chętnie bym do niej zajrzała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super :) przyda się dla mojego 22-miesięcznego Synka, który zaczyna przygodę z nocnikiem :)

    OdpowiedzUsuń