piątek, 24 sierpnia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Co by tu zjeść?"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Co by tu zjeść?
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 22
Ocena: 8/10
Wiek: 3-4 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji. 

Recenzja:

To już nasza kolejna przygoda z książeczką tego autora z serii, którą uwielbiamy z córą - za wdzięczne, rymowane wierszyki, wprowadzanie nowych słów, kolorowe ilustracje i przede wszystkim za wykonanie. Zosia uwielbia okienka, chętnie za nie łapie, przewracając strony, a nawet przez nie wygląda. Pod względem atrakcyjności wykonania jest to zdecydowanie najfajniejsza seria dla malucha, z jaką się spotkałyśmy, a spotkałyśmy się z wieloma. Bo tutaj dziecko nie tylko ogląda i słucha, ale manipuluje książeczką jak zabawką. Dlatego grube, tekturowe strony są jak najbardziej na miejscu i pożądane.

Wróćmy do tej konkretnej publikacji. Pod względem treściowym jest miło, rytmicznie, tak jak już Zbigniew Dmitroca nas do tego przyzwyczaił. Tym razem bohaterką jest mała gąsienica, której bardzo doskwiera pusty brzuszek. Na swojej drodze spotyka różnego rodzaju owoce (i nie tylko), ale niestety inni przedstawiciele owadziego świata uświadamiają ją, ze gąsienice tych wszystkich specjałów nie jadają. W ten sposób poznajemy nie tylko nazwy owoców, ale także różnych owadów.

Ilustracje może nie powalają, przynajmniej niektóre, zwłaszcza te owoców - truskawki osobiście bym nie rozpoznała, bardziej przypominała mi jakiegoś dziwnego buraka, ale już rysunki owadów mogą się spodobać - dokładne, konturowe, bardzo w moim guście.



Tak więc pod względem wykonania wręcz idealnie, merytorycznie - bardzo poprawnie i miło dla ucha malucha, wizualnie - całkiem ok, z niewielkimi zgrzytami. Nie zmienia to jednak naszego poglądu na tę serię - Zosia uwielbia ją na razie przede wszystkim za okienka, ja za wartość poznawczą książeczek i za każdym razem niecierpliwie wypatrujemy kolejnych części serii, która zajmuje ważne miejsce w domowej biblioteczce Zosi. W zasadzie nie tylko w niej, bo też rzadko te publikacje po prostu leżą na swoim miejscu, częściej są po prostu pod ręką, by sięgać do nich zawsze wtedy, gdy Zocha ma na to ochotę.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza