środa, 26 września 2018

Astrid Lindgren, Ilon Wikland - "Bullerbyn. Trzy opowiadania"

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ilon Wikland
Tytuł: Bullerbyn. Trzy opowiadania
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 88
Ocena: 11/10
Wiek: 3+

Opis:

Dzieci z Bullerbyn nigdy się nie nudzą. Wiosną Lisa, Lasse, Bosse, Olle, Britta i Anna chodzą po płocie, ujeżdżają byka, włażą w kałuże i wpadają do strumienia. Z okazji Dnia Dziecka wymyślają mnóstwo zabaw dla małej Kerstin. Gdy zbliża się Boże Narodzenie, pomagają w przygotowaniach — zwożą drzewo na opał, ścinają w lesie choinki, pieką pierniczki i pakują prezenty.

Recenzja:

„Dzieci z Bullerbyn” to jedna z tych książek z dzieciństwa, z którymi wiążą się same fantastyczne wspomnienia (zapewne nie tylko w moim przypadku) – czytałam wielokrotnie, omawiałam w szkole, widziałam w teatrze a nawet sama brałam udział w przedstawieniu - i nie mogłam się już doczekać, kiedy przedstawię całą tą dzieciarnię mojej córce.

Kiedy trafiłam na pięknie dużą, cudownie kolorową książkę od Zakamarków, zawierającą trzy opowiadania prosto z Bullerbyn, całym sercem zapragnęłam ją mieć. Rozsądek walczył jednak z miłością od pierwszego wejrzenia - miałam w końcu gdzieś w domu dziadków wydanie z własnego dzieciństwa zawierające cały zbiór historii z tej malowniczej szwedzkiej wioski w jednym tomie, z dużą czcionką idealną do czytania przez początkujących. Mimo wszystko poszłam za głosem serca i wzięłam dla córki tą pięknie ilustrowaną wersję – nawet jeśli okrojoną. Pomyślałam, ze zaczniemy pomalutku – na początek tylko trzy opowiadania, za to idealne na prawie każdą porę roku, bo zajedziemy tam i wiosnę, i początek lata i czar Bożego Narodzenia.

Zatem usiadłyśmy do lektury. Czytam, czytam, czytam i nie mogę sobie przypomnieć tych historii! W ten oto sposób odkryłam trzy nieznane mi dotąd opowiadania uzupełniające przygodę mojego dzieciństwa. No cóż, lepiej późno, niż później! Poczułam się za to, jakby Gwiazdka przyszła wcześniej w tym roku.








Bullerbyn jest piękne w opisie i równie piękne na ilustracjach, które dodatkowo pobudzają wyobraźnię. A tych jest tu mnóstwo! Zajmują całe strony i połówki stron. Są na nich koty ciągnięte za ogon, urocze jeżyki i jagniątka, Britta chodząca po dachu, tańce wokół ogniska i wokół choinki, domek na łące, śniegowe kule, kury i małe prosiaczki, Kerstin w balii pełnej wody i mnóstwo innych rzeczy. Obrazki są genialne – duże, szczegółowe, kolorowe i w tym niepowtarzalnym, bullerbianym stylu.

Jako, że moja córka jest jeszcze mała i czytamy razem, ta obrazkowa wersja sprawdziła się idealnie – opowiadania są tylko trzy, dzięki czemu mój maluch nie zdąży się znudzić, a naprawdę jest na czym zawiesić oko. I to prawie trzyletnie i to ponad dwudziestopięcioletnie. Z pewnością sięgniemy po kolejne tomy tego cyklu jak tylko skończymy się ekscytować tą częścią i będziemy znały na pamięć każde zdanie i każdy obrazek. A na to się właśnie zanosi.

Minusy? Nieszczególnie wygodnie czyta się z dziecięciem na kolanach. Wolałabym orientacje pionową, niż poziomą. Podejrzewam jednak, że format książki jest wymuszony przez ilustracje, czyli trzeba cierpieć, żeby obcować z pięknem.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza