Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria mała miss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria mała miss. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2019

Roger Hargreaves – „Mała Kłopotka”, „Mała Ślicznotka”, „Pan Hałasek”, „Pan Siniaczek”

Autor: Roger Hargreaves
Tytuły: Mała Kłopotka, Mała Ślicznotka, Pan Hałasek, Pan Siniaczek
Seria: Mr. Men i Mała Miss
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 27.02.2019
Liczba stron: 32
Ocena: 8/10
Wiek: 3+

Opis:

Jedna z najpopularniejszych serii dla dzieci na świecie wreszcie w Polsce! Pełne humoru i przewrotne książeczki z charakterkiem opisujące przygody bardzo wyrazistych postaci, z którymi dzieciom łatwo się utożsamić. 
***
Mała Kłopotka zawsze płata jakieś figle, a potem zwala na innych i się z tego śmieje! Uwielbia, gdy ktoś inny musi ponosić konsekwencje jej czynów!
***
Mała Ślicznotka myśli właściwie tylko o sobie. Żyje w luksusie i jest bardzo bogata. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że jest arogancka. Nie ma czasu dla nikogo oprócz siebie!
***
Pan Hałasek żyje w Łoskotowicach i jest tak głośny, że słychać go z odległości setek kilometrów. Nawet jeśli się skrada, robi mnóstwo hałasu.
***
Chodząca ofiara, zawsze w gipsie. Pan Siniaczek ma niezwykłego pecha do wypadków i jeśli tylko może się o coś potknąć albo na coś wpaść, na pewno to zrobi. Ale zawsze szybko się podnosi i nigdy nie traci humoru!

Recenzja:

Niewątpliwie każdy człowiek ma jakieś indywidualne przyzwyczajenia związane ze swoją cechą charakteru. Na przykład, osoby leniwe jeżdżą wszędzie samochodem, nawet jeśli cel podróży jest bardzo blisko. Niektóre złe nawyki wpływają także na nasz stosunek do innych ludzi. Ich skutki mogą sprawić komuś przykrość – w konsekwencji przynoszą szkodę także samemu inicjatorowi nieodpowiedniego zachowania – z czego tak naprawdę początkowo nie zdaje on sobie sprawy. Podstępnie robiąc z kogoś żarty, a nawet krytykując publicznie i nie okazując szacunku starszym, młodszym ani rówieśnikom – przekonany o bezkarności takich czynów, wpada na coraz śmielsze pomysły. Jednak czasami przychodzi taki moment, gdy rolę się odwracają –sprawca staje się ofiarą i to na własne życzenie.


Seria książeczek zatytułowana Mr. Men i Mała Miss to zbiór krótkich historyjek o sposobie bycia oraz przypadłościach współczesnych ludzi i ich nieprzyjemnych następstwach. Wybrałam cztery opowieści: Mała Kłopotka, Mała Ślicznotka, Pan Drobiażdżek i Pan Siniaczek. Po poznaniu przygód wymienionych bohaterów mamy ochotę przeczytać także pozostałe części serii. Teraz jednak skupmy się na tych wspomnianych powyżej.

Książeczki te posiadają miękką oprawę. Są one malutkie – mają kształt niewielkiego prostokąta, dlatego ich przechowywanie nie sprawi nam żadnego problemu. Głównym bohaterem każdej z nich jest tytułowa postać, autor wyeksponował w historyjce jej cechy charakterystyczne. Opowieści mają prześmiewczy ton i kończą się zazwyczaj w sposób świadczący o tym, że złe czyny powracają do ich inicjatorów, czasami nawet ze zdwojoną siłą. Pomaga to uzmysłowić dzieciom, jakie zachowania są negatywne i na które trzeba zwrócić szczególną uwagę, by móc popracować nad ich zmianą lub całkowitym wyeliminowaniem. Po przeczytaniu mój syn i jego kuzynka chętnie uczestniczyli w rozmowie o przygodach bohaterów. Która im się najbardziej spodobała?


Zacznę od Małej Kłopotki. To postać, której zachowanie może wprawić w oburzenie. Jest inicjatorem wielu nieporozumień pomiędzy innymi bohaterami, co oczywiście oznacza dla nich kłopoty. Rozpowszechnia nieprawdziwe informacje, świadczące o tym, że jedni powiedzieli coś niemiłego na temat innych. Kiedy jej podstępne żarty wychodzą na jaw Kłopotka sama wpada w tarapaty i wtedy nie będzie jej już tak wesoło. W tej krótkiej historyjce jest zawarte kilka wartościowych przesłań. Przekonajcie się sami, czego nauczyć może ta opowieść. Dzieci przysłuchiwali się jej z niedowierzaniem, nie zabrakło również śmiechu, bo pomimo oczywistego tragizmu przedstawionych sytuacji, są one opisane w zabawny sposób.



Mała Ślicznotka to kolejna bohaterka tej niezwykłej serii. Jest to osoba narcystyczna, zapatrzona w siebie i wręcz gardząca osobami znajdującymi się w jej otoczeniu oraz wszystkim, co proste i zwyczajnie. Szybko przekonuje się, że ignorancja, którą okazuje na każdym kroku, może mieć także negatywne skutki. Czy Ślicznotka wyciągnie odpowiednie wnioski ze swojej przygody? Na pewno powinna, jednak nie tak łatwo jest zmienić swój charakter. Niezbyt ją polubiliśmy, ale śmialiśmy się w głos, gdy otrzymała nauczkę od losu za swoją pychę i zadzieranie nosa.

Kolejnym bohaterem, którego poznaliśmy był Pan Hałasek. Muszę przyznać, że sposób bycia tej postaci, zdecydowanie może denerwować i uprzykrzać życie osobom mającym z nim bliski kontakt, gdyż od jego głośnych wypowiedzi mogą rozboleć uszy. Jaki sposób znajdą inni, by zachowywał się on ciszej? Hałas jest nieodłącznym towarzyszem zabaw naszych pociech. Ta historia kładzie nacisk na to, że jest to zjawisko uciążliwe i nieprzyjemne. Czytając ją artykułowałam głos, co niezwykle spodobało się maluchom. Włączyli się w odgrywane przeze mnie scenki, a momentami nawet zakrywali uszy od takich wrzasków.



Natomiast Pan Siniaczek jest postacią, która najbardziej zapadła nam w pamięć. Wzbudził w nas współczucie. Jego nieporadność i nieszczęścia na niego czyhające okazały się bardzo rozczulające, a także nieprzyzwoicie śmieszne. Jednak jego przypadłość okazała się mieć również dobre strony. To wcale nie jest smutna historia! Napawa optymizmem i świadczy o tym, że po niepowodzeniach nie należy tracić nadziei na sukces. Możemy zmotywować z jej pomocą dzieci do prób w wykonywaniu nowych zadań i przekonać je, że błędy nie zawsze oznaczają porażkę. Pan Siniaczek został – przynajmniej na tę chwilę – naszym ulubieńcem.


Jak wspominałam na początku książeczki mają mały format, dzięki czemu są bardzo poręczne. Dodatkowym atutem jest wyodrębnione miejsce do uzupełnienia umieszczone na wewnętrznej stronie okładki – możemy tu wpisać imię dziecka, któremu chcemy podarować daną książkę. To będzie dla niego fajna pamiątka. Czcionka tekstu jest niewielka, dlatego dzieci będą wyłącznie słuchaczami, gdyż samodzielne czytanie w tym przypadku jest utrudnione. Ilustracje wykonano w ciekawy sposób, sprawiają wrażenie jakby były wykonane ręcznie, zajmują całą stronę, charakteryzują się dużymi elementami, pozbawionymi zbędnych detalów. Ich barwność i niejaka prostota przyciągają wzrok dzieci.


Historie z tej serii są warte przeczytania. Śmieszą, bawią i uczą. Idealne na wieczorne czytanie i prezent dla dzieci. Momentami tracą rytm poprzez wprowadzenie scen sprawiających wrażenie niespójności pod względem językowym i merytorycznym. Jednakże nie przeszkadza to znacznie w ich odbiorze a maluchy raczej tego nawet nie zauważą. Nasze serca skradł Pan Siniaczek a historia Małej Kłopotki dostarczyła najwięcej powodów do śmiechu. Z pewnością i wy polubicie tych bohaterów.


Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa EGMONT.

piątek, 2 marca 2018

Roger Hargreaves - "Mała Wstydnisia", "Mała Uparciuszka", "Mała Buntowniczka"





Autor: Roger Hargreaves
Tytuł: Mała Wstydnisia, Mała Uparciuszka, Mała Buntowniczka
Seria: Mała Miss
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 7/10
Wiek: 2+

Opis:

„Mała Wstydnisia nie mogła na to nic poradzić. Ciągle się wstydziła. Była okropnie, przeraźliwie nieśmiała. Była tak nieśmiała, że aż żal było patrzeć. Dlatego nazywano ją chorobliwie nieśmiałą.”

Ciężkie jest życie Małej Wstydnisi, która wstydzi się tak bardzo, że nie wychodzi w ogóle z domu. Nawet na zakupy. Nie potrafiłaby o nic poprosić w sklepie, dlatego hoduje wszystkie potrzebne do życia produkty w swoim ogródku. Dla Małej Wstydnisi najgorsi są ludzie. Wstydzi się ich tak bardzo, że od razu na ich widok robi się czerwona jak burak. Unika więc wszelkich kontaktów międzyludzkich i cierpi po cichutku, w swoim malutkim domku wielkości naparstka. Pewnego dnia listonosz zostawia jej przesyłkę z zaproszeniem na przyjęcie u Pana Figlarza. Mała Wstydnisia jest przerażona – z jednej strony wstydzi się tak bardzo wyjścia z domu, z drugiej wie, że swoją nieobecnością może sprawić przykrość Panu Figlarzowi. Od dnia, w którym otrzymała zaproszenie, Mała Wstydnisia cały czas rozważa, czy powinna pójść na przyjęcie, czy jednak ma zostać w domu. Gdy nadchodzi dzień imprezy, ona nadal nie wie co zrobić…Czy Mała Wstydnisia dotrze na przyjęcie? Czy zwycięży paraliżujący wstyd, który nie pozwala jej wyjść z domu? Chcesz poznać finał tej historii?

„Mała Buntowniczka wszystko robiła nie tak, jak się po niej spodziewano. (…) I nigdy nie mówiła tego, co naprawdę myślała. Zawsze na odwrót! Ale musicie wiedzieć, że... To nie była jej wina.”

Mała Buntowniczka to bardzo zbuntowana dziewczynka. Dla niej „dzień dobry” to „do widzenia”, poproszona o włączenie światła zawsze włącza telewizor, a z okazji urodzin życzy każdemu wszystkiego najgorszego. A to wszystko dlatego, że mieszka w Mętlikowie, gdzie wszystko jest bardzo skomplikowane, niejasne i dzieje się na odwrót. Trzeba naprawdę dużo cierpliwości, by zrozumieć Małą Buntowniczkę.
Pewnego dnia Mała Buntowniczka dostaje zaproszenie na przyjęcie urodzinowe Pana Radosnego. Zjawia się tam dzień wcześniej, o zupełnie innej godzinie...Ciekawe, jak zakończy się to spotkanie i co Pan Radosny otrzyma w prezencie od Małej Buntowniczki…

„Mała Uparciuszka była – co nietrudno sobie wyobrazić – straszliwie uparta. Gdy coś sobie postanowiła, to nie było od tego odwrotu. „

Bycie upartym to główne zajęcie Małej Uparciuszki. Nie słucha nikogo, bo sama zawsze wie najlepiej, co powinna zrobić. Nie potrzebuje żadnych wskazówek, nie dla niej dobre rady od przyjaciół. Mała Uparciuszka jest nieomylna. A przynajmniej samą siebie za nieomylną uważa. Nikt i nic nie zniechęci jej do działania, kiedy coś sobie postanowi. Plan Małej Uparciuszki zawsze musi być zrealizowany. Dla niej niemożliwe nie istnieje.
Pewnego dnia w domu Małej Uparciuszki zabrakło jajek...

Autorem serii jest Roger Hargreaves, który zanim zajął się tworzeniem książek, pracował jako wzięty copywriter. Gdy założył rodzinę, a na świecie pojawili się synowie, to zamarzył, by spędzać z nimi więcej czasu. Wtedy też zaczął myśleć o ilustrowaniu książek dla dzieci.
Postaci Mr. Mena i Małej Miss narodziły się pewnego dnia w 1971 roku, przy śniadaniu, za sprawą ośmioletniego wówczas syna autora, który zapytał go o to, jak wyglądają łaskotki. Kreatywny tata postanowił je…narysować i tak powstała pierwsza postać serii, a po niej kolejne. Od tamtej pory, mimo upływu lat, Mr. Men i Mała Miss zdobywają serca kolejnych pokoleń dzieciaków na całym świecie. Do dziś sprzedano ponad 100 milionów egzemplarzy książek, na ich podstawie powstały seriale, wydano płytę z piosenkami Mr. Mena, a półki sklepowe uginają się od gadżetów związanych z serią.

W tym roku wreszcie polscy najmłodsi miłośnicy książek będą mogli poznać i pokochać tych bohaterów. Proste, przejrzyste i kolorowe ilustracje oraz pełne humoru opowieści z morałem z pewnością spodobają się i dwulatkom, i dzieciom w wieku przedszkolnym. Każda z książek to osobna historia, której bohaterem jest emocja czy element osobowości. Zapraszamy do odkrywania ich z Mr. Menem i Małą Miss.

Recenzja:

Po zaprzyjaźnieniu się z nieco przemądrzałym Panem Bystrzakiem nadszedł czas na przedstawicielki serii dla dziewczynek. Spośród trzydziestu pięciu książeczek, z których każda reprezentuje określoną cechę charakteru, wybrałam trzy: "Małą Buntowniczkę", "Małą Uparciuszkę" oraz "Małą Wstydnisię". Dlaczego akurat te? Cóż, po prostu najbardziej skojarzyły mi się z moją małą córą.

Zacznę może od mini publikacji, która podobała mi się najbardziej, a była to sympatyczna Buntowniczka w charakterystycznych lenonkach na nosie. To niewielkie stworzenie,  jak nietrudno się domyślić, zawsze szło pod prąd, na przekór wszystkim regułom współżycia społecznego i zasadom dobrego wychowania. Składając zatem życzenia urodzinowe, mówiło "Wszystkiego najgorszego!" albo "Wesołych Świąt!". Taka to była cudaczna istota, ale przy tym zawsze uśmiechnięta i przyjaźnie nastawiona do świata. Kto znał Małą Buntowniczkę, ten wiedział, że wszystko, co mówi, należy traktować zupełnie odwrotnie. Nikt zatem nie obrażał się na nią, słysząc z jej ust "Wszystkiego najgorszego", bo uśmiech zdradzał, że chciała powiedzieć coś zupełnie przeciwnego, ale jako mieszkanka Mętlikowa po prostu tego nie potrafiła. Dialogi z udziałem Małej Buntowniczki zdecydowanie przypadły mi do gustu ze względu na duże poczucie humoru i myślę, że małym Czytelnikom z recenzowanych dziś części najbardziej do gustu przypadnie właśnie ta. Kto z nas w końcu nie lubi się śmiać?



"Mała Wstydnisia" to z kolei stworzenie szalenie nieśmiałe. Takie, co chowa się pod stołem, gdy usłyszy stukanie do drzwi i nie wychodzi stamtąd do wieczora! I cóż ma począć ta nieśmiała istotka, gdy pewnego dnia otrzymuje zaproszenie na przyjęcie do Pana Figlarza? Przecież tam będzie tyle innych osób! A niektóre z nich pewnie nawet będą chciały z nią porozmawiać! Nie może tam pójść. Musi tam pójść. Ale nie może. Chociaż musi. Jak skończy się ta historia? Przekonajcie się sami, mnie w każdym razie się spodobała. Zakończenie jest urocze i może pomóc zbudować poczucie własnej wartości i złagodzić nieśmiałość u małych Czytelników.


Została nam jeszcze "Mała Uparciuszka", w moim odczuciu najsłabsza z części, które miałam przyjemność przeczytać. Cóż, Mała Uparciuszka była po prostu uparta i okazywała to na każdym kroku - wsiadając do autobusu jadącego w nieodpowiednim kierunku, wybierając niebezpieczną trasę dotarcia do Pana Siłaczka, czy też wreszcie robią jajecznicę ze zbyt wielu jaj. Jak na swoim uporze wychodziła? Łatwo można przewidzieć, ale to by było na tyle. W sumie żadnego większego morału, poczucie humoru też umiarkowane.




Na pewno ciekawym rozwiązaniem byłoby zgromadzenie w dziecięcej biblioteczce całej serii i sięganie do odpowiednich historyjek, gdy przyjdzie na to ochota lub zajdzie taka potrzeba. Ale trzeba być także przygotowanym na to, że jak w przypadku każdej serii o dużej liczbie publikacji, jedne opowiastki będą ciekawsze, inne mniej i w sumie jest to całkowicie naturalny stan rzeczy.

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 28 lutego 2018

Roger Hargreaves - "Pan Bałagan", "Mała Pomocnica"



Autor: Roger Hargreaves
Tytuł: Pan Bałagan; Mała Pomocnica
Seria: Mr. Men; Mała Miss
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 6/10
Wiek: 2+

Opis:

„Pan Bałagan był największym bałaganiarzem, o jakim kiedykolwiek słyszeliście. Był bałaganiarzem, ponieważ robił bałagan we wszystkim, czego się tknął. (…) O tak, pan Bałagan był bałaganiarzem z nazwiska i urodzenia!”

Pan Bałagan mieszkał w zabałaganionym domu z jeszcze bardziej zabałaganionym ogrodem. Ze ścian domu obłaziła farba, w oknach brakowało szyb, trawa w ogrodzie nie była nigdy koszona, a rabatki z kwiatami dawno zarosły chwastami. Pan Bałagan uwielbiał to miejsce i doskonale się w nim czuł, mimo że często potykał się o porozrzucane wokół rzeczy. Sam też niezbyt często się mył, a jego włosy chyba nigdy nie widziały grzebienia. Pewnego dnia Pan Bałagan wybrał się na spacer do pobliskiego lasu. Co się tam wydarzyło? Przekonajcie się sami.

„Mała Pomocnica należała do tych osóbek, które uwielbiały wszystkim pomagać,
ale nigdy im z tego nic nie wychodziło. Wiecie, jak to jest, prawda?”

Ulubionym zajęciem Małej Pomocnicy jest pomaganie. Nieważne, czy ktoś sobie tego życzy czy nie, Mała Pomocnica spieszy z pomocą. Jej przyjaciele raczej nie są tym zachwyceni i od razu odmawiają, bo zazwyczaj nic dobrego z tego pomagania nie wynika, ale Małej Pomocnicy odmowa nigdy nie zniechęca. Mimo najlepszych chęci, pomoc jej nigdy nie wychodzi, bo jest dość niezdarną osóbką. Ale kto by się tym przejmował!
Pewnego dnia Pan Radosny zachorował na różyczkę. Lekarz polecił mu leżeć w łóżku, brać lekarstwo i się wygrzewać. Mimo, że Pan Radosny nie potrzebował żadnej pomocy, Mała Pomocnica zjawiła się u niego błyskawicznie. I postanowiła, mimo protestów, pomóc Panu Radosnemu i posprzątać jego dom. Pamiętajcie, że z Małą Pomocnicą nawet małe sprzątanie potrafi zamienić się w niezwykłą przygodę. Jesteście ciekawi?

Postaci Mr. Mena i Małej Miss narodziły się pewnego dnia w 1971 roku, przy śniadaniu, za sprawą ośmioletniego wówczas syna autora, który zapytał go o to, jak wyglądają łaskotki. Kreatywny tata postanowił je…narysować i tak powstała pierwsza postać serii, a po niej kolejne. Od tamtej pory, mimo upływu lat, Mr. Men i Mała Miss zdobywają serca kolejnych pokoleń dzieciaków na całym świecie. Do dziś sprzedano ponad 100 milionów egzemplarzy książek, na ich podstawie powstały seriale, wydano płytę z piosenkami Mr. Mena, a półki sklepowe uginają się od gadżetów związanych z serią.

W tym roku wreszcie polscy najmłodsi miłośnicy książek będą mogli poznać i pokochać tych bohaterów. Proste, przejrzyste i kolorowe ilustracje oraz pełne humoru opowieści z morałem z pewnością spodobają się i dwulatkom, i dzieciom w wieku przedszkolnym. Każda z książek to osobna historia, której bohaterem jest emocja czy element osobowości. Zapraszamy do odkrywania ich z Mr. Menem i Małą Miss.

Recenzja:

Dwa cykle książeczek o przygodach sympatycznych animizacji to nowość od Wydawnictwa Egmont. Jeden z nich zrzesza bohaterów męskich, drugi żeńskich i choć z założenia seria Mała Miss powstała z myślą o dziewczynkach, a Mr. Men o chłopcach, to moja Majka zupełnie nie przejęła się takimi konwenansami. Bo czy dziewczynka nie może być marudą, a chłopcy nie bywają kapryśni? Najważniejsze, że każda z miniaturowych książeczek poświęcona została opisaniu pewnej cechy charakteru – pozytywnej lub niekoniecznie.


Pan Bałagan jest mistrzem nieporządku – ma harmider w swoim domku, w swoim ogródku i w swoim życiu. Pewnego dnia podczas spaceru odkrywa po drugiej stronie lasu pięknie wysprzątaną posesję. W ten sposób poznaje panów Czystego i Schludnego, który biorą go w obroty. Zabawna i bez wątpienia edukacyjna historia, ukazująca szkodliwość nadmiernego bałaganu (nasz bohater stale potyka się o swoje rzeczy) i przyjemność, jaką daje przebywanie w czystej i uporządkowanej przestrzeni. Nie bardzo podoba mi się za to, że Pan Bałagan nie sprząta samodzielnie, ani nawet nie pomaga – jego goście robią wszystko za niego. A to już zdecydowanie mniej pouczające…




Mała Pomocnica jest za to uosobieniem powiedzenia, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Za wszelką cenę stara się pomóc wszystkim wokoło, ale jej starania nigdy nie przynoszą nic dobrego. Wrodzona niezdarność i roztrzepanie sprawiają, że z Małej Pomocnicy jest wręcz więcej szkody, niż pożytku. A że nadrabia swoje braki nachalnością i entuzjazmem, naprawdę trudno się od niej opędzić… W tym przypadku nie do końca mi się spodobało, że bohaterka nie widzi swoich błędów i nie wyciąga z nich wniosków, przez co historia tak naprawdę nie ma morału. Chyba, że główną myślą byłaby przestroga przed przyjmowaniem pomocy, a tu chyba nie do końca o to chodzi… Do samej pomocy też niestety nie zachęca, spodziewałam się czegoś innego po tej pozycji.




Choć  wszystkie cechy zostały do pewnego stopnia zantropomorfizowane – zostały wyposażone w rączki, nóżki i całą gamę grymasów – wizualnie nie mają za wiele wspólnego z ludźmi. Wręcz przeciwnie, prezentują sobą całą gamę wielokolorowych cudaczków – kanciastych, obłych lub zwichrowanych. Nieskomplikowane ilustracje w soczystych kolorach wypełniają zawsze prawą stronę otwartej książeczki idealnie dopełniając tekst ze strony lewej.

Wielkim atutem książeczek jest ich rozmiar – są cieniutkie, malutkie i bardzo lekkie – zmieszczą się nawet w najmniejszej maminej torebce. I to kilka naraz! Dzięki temu okażą się prawdziwym ratunkiem w kolejce do lekarza, na placu zabaw, czy w autobusie. Kolejnym dużym plusem jest mała cena - ok 5 zł, choć widziałam nawet za 3! Jest to zatem świetny pomysł na symboliczny prezencik „bez okazji”. Ponadto obie serie są bardzo rozbudowane – Małą Miss to ponad 30 części, a Mr. Men prawie 50 – mogą zatem stać się zaczątkiem pierwszych kolekcji maluszka – zawsze to zdrowsze hobby niż żetony z chipsów, czy naklejki z gum do żucia ;)

To prawda, obie serie mogą kojarzyć się z niekoniecznie edukacyjnym „przyklejaniem etykietek”, ale moim zdaniem nie zostało to przedstawione w szkodliwy sposób. Chciało raczej o przedstawienie danej cechy lub emocji, dokładnego opisania jej kontekstu i jak najprostszego wytłumaczenia dziecku co tak właściwie się z nim dzieje. Choć przyznam, że „naprawianie na siłę”, np. Pana Bałagana, to niekoniecznie trafiony pomysł. W końcu nie ma nic złego w małym rozgardiaszu od czasu do czasu :)
Pomysły są super, podobnie jak sama wizualizacja abstrakcyjnych pojęć, za to nieszczególnie pasują mi „walory edukacyjne” książeczek, które miałam przyjemność przetestować.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.