niedziela, 16 grudnia 2018

Mikrofon w stylu vintage ze statywem, podłączenie mp3



Przychodzę dziś do Was z inną zabawką - spoza serii "I'm a genius", którą tak bardzo uwielbiam. Chciałam jednak trochę poszerzyć horyzonty - szczególnie, że mam w rodzinie dzieciaka, który uwielbia śpiewać, grać na różnych przedmiotach i inne takie. Po prostu jest bardzo muzykalny, chociaż nie ma nawet pięciu lat. Stwierdziłam więc, że taka zabawka sprawi mu wiele radości - szczególnie, że jest ona dosyć ciekawa i trochę bajerancka. Nie myliłam się, maluch świetnie się przy niej bawił i nie chciał się od niej oderwać. Przejdźmy więc do konkretów, bo jestem pewna, że na nie czekacie najbardziej - żeby sprawdzić, czy i Waszym dzieciakom ta zabawka przypadnie do gustu. 

Chociaż pudełko jest głównie po angielsku, to łatwo domyślić się, co w sobie kryje - i do czego powinno się używać tego zestawu: nawet, jak się nie zna języka. W swojej recenzji wytłumaczę jednak dokładnie, co i jak. Mam nadzieję, że nawet jeśli nie rozumiecie tego, co pisze na opakowaniu, to po mojej recenzji będziecie wiedzieli, co się z czym je. Nie jest to jednak skomplikowany zestaw i sądzę, że nawet bez znajomości języka obcego, nawet dziecko jest w stanie się połapać co, jak i gdzie.


Jak zwykle zajmiemy się na początku informacją, dla kogo jest skierowana ta zabawka. Producent na opakowaniu zapewnia, ze już osoby powyżej trzeciego roku życia są w stanie się z nią bawić (w bezpieczny sposób) - a na stronie Alemaluch.pl jest ona umieszczona nawet w kategorii 10-11 lat, więc sądzę, że faktycznie dzieciaki w różnym wieku są w stanie się nią świetnie bawić - szczególnie jeśli lubią muzykę, lubią śpiewanie i przez chwilę chcą się poczuć jak profesjonalne gwiazdy.


Na opakowaniu pisze także, że urządzenie ma dwanaście piosenek - ale tak naprawdę ma ich znacznie więcej. Wystarczy, że podepnie się swój telefon i się coś puści. Zabawka ma bowiem funkcję podłączenia mp3, telefonu, czy też iPoda. Wystarczy więc kabelkiem połączyć telefon i zabawkę, a dziecko nagle zaczyna mieć dostęp do wielu piosenek. Zaraz zresztą Wam pokażę, jak wygląda ów zestaw - musicie mieć jednak jeszcze trochę cierpliwości. Na zdjęciu wyżej macie natomiast podgląd, jak to według producenta powinno wyglądać - jest to bowiem obrazek wzięty z pudełka.


Natomiast tu, na zdjęciu powyżej, macie zdjęcie tej części, która odpowiada za podłączenie telefonu, czy też innego sprzętu, i która ogólnie rzecz biorąc jest chyba najważniejsza częścią z tego zestawu. Jak widzicie, oprócz kabelka, są tu także różne funkcje - takie jak oklaski, włączanie, przyciszanie, pogłaśnianie, czy bębny. 

Jak się pewnie domyślacie - wypadałoby tu po raz kolejny poruszyć temat baterii, które nie są dołączane do zabawek, ale postanowię to sobie tym razem darować. Niemniej jednak jasno komunikuję, że są one potrzebne, żeby w ogóle odpalić ten sprzęt. W końcu efekty dźwiękowe i te dwanaście piosenek nie pójdą, jeśli ich nie będzie. Jeśli więc planujecie kupić to na prezent - dorzućcie przy okazji pudełko baterii do paczki! 


Oczywiście nie mogło zabraknąć regulowanego statywu, który miałby podtrzymywać mikrofon, który zaraz Państwu przedstawię. Można tutaj zwiększać i zmniejszać jego wysokość, żeby odpowiednio dobrać go do wzrostu dziecka. Co więcej, umocowuje się go właśnie w części głównej, o której chwilę temu Państwu opowiadałam. Ta zabawka nie jest z jakichś trwałych tworzyw, ale jeśli nie będzie się nią rzucać, tylko odpowiednio szanować, to powinna długo posłużyć. 


Przechodzimy do mikrofonu - bo pewnie Państwo na to czekali. Jak widzicie na zdjęciu, jest jest jakiś szczególny - co do tworzywa raczej każdy po tym zdjęciu może się domyślić, z czego to jest. Mikrofon jednak doskonale spełnia swoją funkcję i pozwala dziecku na to, żeby chociaż przez chwilę poczuło się jak międzynarodowa gwiazda. Dziecka nie obchodzi bowiem, czy to profesjonalny mikrofon, czy tylko zabawka - ono po prostu świetnie się przy tym bawi. Ba, ciężko odciągnąć chętne dziecko od tego sprzętu. 

Wydaje mi się, że jak na taką cenę, to ten sprzęt jest całkiem dobry. Profesjonalnych rzeczy w tej kwocie się nie może oczekiwać - bo sam mikrofon, który miałby byś porządny i który nadawałby się do nagrywania fajnych dźwięków, kosztuje mały majątek. Przy zakupie tego zestawu można sprawić dziecku jednak sporą radość - chociażby na chwilę. Twierdzę jednak, że jest to zabawka, do której mały piosenkarz, czy piosenkarka będą powracali wielokrotnie - nie tylko od święta. 

Polecam więc. Jestem przekonana, że to fajna alternatywa dla dziecka. Na pewno można się z nim świetnie bawić - razem śpiewać, razem spędzać czas i dodawać przy tym pewności siebie dziecku, chwaląc go za to, jak ładnie śpiewa. Myślę, że to świetny prezent - zarówno dla trzylatka, jak i dla jedenastolatka. Sprawdźcie sami!


TĘ ZABAWKĘ KUPICIE >>> TUTAJ <<<
Zestaw ten zrecenzowałam dla Was dzięki uprzejmości sklepu alemaluch.pl

piątek, 14 grudnia 2018

Marianne Dubuc - "Przed moim domem"


Autor: Marianne Dubuc
Tytuł: Przed moim domem
Wydawnictwo: Dwie siostry
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 120
Ocena: 9/10

Opis:

Podróż przez wyobraźnię, wyliczanka i zaskakujący słownik obrazkowy – w jednym.

Przed moim domem jest krzak róży. Na krzaku róży – ptaszek. Nad ptaszkiem – okno. A za oknem – mnóstwo następnych rzeczy do odkrycia i nazwania.

Zaskakująca podróż przez słowa, obrazy i skojarzenia, która rozbudzi wyobraźnię najmłodszych. Radosna i nieokiełznana jak dziecięca zabawa, która z zacisznego podwórza przed domem w mgnieniu oka przenosi się do bajkowego lasu, w przestrzeń kosmiczną i w głębiny oceanu – by potem równie szybko powrócić tam, gdzie się rozpoczęła.  

Recenzja:

Najpierw w naszym domu pojawiła się "Księga dźwięków" od Wydawnictwa Dwie Siostry i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę, także pod względem formatu przyjaznego małym rączkom - niewielki, kwadratowy, taki w sam raz. Moja Zosia bardzo polubiła tę niewielkich rozmiarów, choć grubą książeczkę, dlatego zdydowałam się sięgnąć po "Przed moim domem". Choć treściowo jest zupełnie inaczej, to sposób wydania ten sam i treść także przyjazna maluchom.


Tym razem nie było może efektu wow, bo od "Księgi dźwięków" córkę do tej  pory trudno oderwać. Na początku do "Przed moim domem" Zosia podchodziła nawet nieufnie, co mnie zaskoczyło, ale w końcu udało nam się z publikacją zapoznać w całości - powoli, po kilka stron, czasem po kolei, innym razem wybiórczo. Teraz córka ma już nawet swoje ulubione strony z odrażającym człowiekiem śniegu na czele. Naśladuje także różne odgłosy, bo i takich obrazków w książce nie brakuje.

Idea książki jest prosta, acz chwytliwa. Swoją podróż zaczynamy i kończymy na małym domku ogrodzonym płotkiem. Tyle że pomiędzy tą klamrą dzieje się naprawdę dużo. Na każdej stronie spotykamy nową rzecz, zwykle pojedynczą, więc łatwiej jest zapamiętać nowe słowa. Nie wszystkie proste, bo oprócz lwa  czy skapretki mamy na przykład... nenufar, tak więc i nieco starsze dzieci poszerzą dzięki tej publikacji swoje słownictwo. Wielki plus za rozmieszczenie tych wszystkich rzeczy w przestrzeni - tutaj wszystko jest za/przed/na/pod, dzięki czemu już od małego kształcimy u naszych pociech wyobraźnię przestrzenną i umiejscawianie w przestrzeni.



Ilustracje są estetyczne, ładne, miłe dla oka. Format, jak wspominałam, przyjazny dla łapek malucha. Kartki nie tekturowe, ale z grubszego papieru, więc tak łatwo nie ulegną zniszczeniu. Spotkałam się co prawda z zarzutem, że publikacje w takim formacie, z racji połączenia tylu kartek, szybko stają się książkami w częściach, ale jak dotąd nic takiego się u nas nie wydarzyło, a obie eksploatuejemy niemal codziennie, intensywnie, a i zdarzyło się już kilka razy, że córa upuściła książeczki, ale na szczęście wyszły z tego obronną ręką. Tak więc nie mogę się przyłączyć do tego argumentu, Zosia jak na razie zdaje się go obalać.

Podsumowując, "Przed moim domem" to ciekawa propozycja dla tych najmłodszych, którzy nie potrzebują jeszcze zbyt dużo tekstu, za to miłego dla oka obrazu jak najbardziej. Pomoże w nauce pierwszych (i kolejnych) słówek, a istnieje spora szansa, że i rodzicowi przypadnie do gustu. Tak było w moim przypadku.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dwie Siostry.