Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkomyślność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekkomyślność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2019

Dorota Suwalska - "Tabletki na dorosłość"

Autor: Dorota Suwalska
Ilustrator: Marta Ruszkowska
Tytuł: Tabletki na dorosłość
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 26.07.2018
Liczba stron: 256
Ocena: 8/10
Wiek: 12+

Opis:

Wszystko miało się skończyć, kiedy je połknie. Wreszcie stanie się dorosły i będzie mógł zlekceważyć załamującą nad nim ręce mamusię. Oleje mającego i tak wszystko gdzieś tatusia. Zignoruje zapatrzone w siebie dziewczyny. Wypnie się na nic nierozumiejących kumpli. Wyśmieje nauczycieli złośliwie stawiających pałę za pałą.  

Wszystko miało się skończyć, kiedy je połknie. A dopiero się zaczęło.

Recenzja:

Większość dzieci wchodząc w wiek nastoletni, z niecierpliwością odlicza czas do dorosłości, by być w pełni wolnymi i móc decydować samemu o sobie. Niestety zazwyczaj posiadają mylne wyobrażenie o tej samodzielności, gdyż nie uwzględniają potencjalnych problemów, które się z nią wiążą. Dopiero po wielu latach zrozumieją, jakim pięknym etapem w życiu człowieka jest właśnie dzieciństwo. Bohater powieści Tabletki na dorosłość przekonuje się na własnej skórze, czym może grozić przedwczesna dojrzałość, zwłaszcza fizyczna. Jego opowieść mimo wszystko jest utrzymana w humorystycznym nastroju. Jakich wrażeń po tej lekturze może spodziewać się młodzież i starsi czytelnicy?


Książka wzbudziła moją uwagę już samym tytułem. Zaintrygował mnie, więc postanowiłam dowiedzieć się, jaką historię skrywa. Kiedy po raz pierwszy ją otworzyłam, przekonałam się również, że jest ona wydana w nietypowy sposób, to znaczy inny niż większość powieści, które czytam. Czym zatem się ona wyróżnia? Zawiera kilkanaście rysunków przedstawiających wybrane sceny. Są one wykonane w sposób prosty, stonowanymi kolorami, z przewagą odcieni błękitu i czerni. Kolejny znaczący aspekt to sposób poprowadzenia fabuły. Otóż, główny bohater prowadzi bloga, publikując na nim wydarzenia z własnego życia, jednocześnie twierdząc, że jest to historia wymyślona, którą pisze wspólnie z anonimowym autorem. Treść jest wzbogacona zatem napisanym niebieską czcionką tekstem umieszczanym przez chłopca na literackim blogu. To pomysłowe rozwiązanie nadaje opowieści współczesny wymiar, gdzie komunikowanie się w sieci jest na porządku dziennym. Poznajmy teraz lepiej naszego protagonistę.


Emanuel, Mani, Marek, Mikrob, Mały. To wcale nie jest pomyłka, bowiem te wszystkie imiona i ksywki odnoszą się do jednej osoby, a więc głównego bohatera Tabletek na dorosłość. Chłopiec ma trzynaście lat i wiedzie wcale niełatwe życie, ani w szkole ani w domu. Jego ekscentryczny ojciec rockman i bardziej przyziemna mama już dawno przestali się ze sobą dogadywać. Marek, by poczuć się lepiej postanawia założyć bloga i takim sposobem trafia na Magika, który dostarcza mu uwaga –tabletki na dorosłość. Co się stanie, gdy je zażyje i jakie mogą być skutki uboczne tego uczynku? Podstawowe pytanie jednak brzmi: czy dorosłość jest naprawdę taka fajna?
"Przecież jedyny powód, dla którego warto być dorosłym, to... spełnienie marzeń z dzieciństwa."
Pomysł na fabułę okazał się oryginalny. Pomimo niejakiego tragizmu opowieść utrzymana jest w humorystyczny nastroju, z pewnym dystansem odnosząc się do różnych problemów bohatera. Tabletki zsyłają bowiem na niego masę problemów. Będzie musiał umieć poradzić sobie w nowej sytuacji. Irracjonalne wydarzenia, a więc zamiany w dorosłą osobę intrygują czytelnika i napędzają akcje trzymając go w niepewności o dalsze losy głównego bohatera. Z łatwością można bowiem go polubić i z chęcią towarzyszyć mu w jego drodze po dorosłość, nie tylko tę fizyczną.


Oprócz skomplikowanych relacji nastolatka z rówieśnikami zauważymy w jego opowieści złożoną sytuację rodzinną, która w znacznym stopniu wpływa na jego samopoczucie. Jego rodzina nie jest doskonała, dosiegają ją pewne problemy. Jednak wszystko można naprawić, jeśli ktoś wskaże nam ku temu drogę. Magik stawia przed Markiem zadania, których celem jest poznanie własnej osobowości, a także powrót do swoich korzeni. Przekonamy się o istotnym wpływie przodków na losy ich pokolenia. Wszystko to jest przedstawione w sposób przystępny dla nastolatka, a także starszego czytelnika.


Teraz przejdźmy do zakończenia, które niezbyt przypadło mi do gustu, gdyż było bardziej zakręcone niż wszystkie poprzednie wydarzenia. Zgubiłam się w jego przesłaniu i nie chciałam drugi raz wracać do jego treści, by je zrozumieć. Nie lubię takich niejasności, ale być może każdy indywidualnie do tego podejdzie i będzie umiał wykrzesać z zakończenia więcej niż ja.

Tabletki na dorosłość to historia oparta na oryginalnym pomyślę z bohaterem, którego bez problemu łatwo zrozumieć i utożsamić się z nim. Wesołe sytuacje umilają czas spędzony z książką, a są też takie, które zmuszają do zastanowienia się nad ważnymi sprawami, podkreślając rolę rodziny w życiu każdego dziecka. To lektura idealna dla młodzieży i czytelników lubiących magiczne opowieści, w pewnym stopniu oderwane od rzeczywistości. Dałam się złapać w jej sidła i wcale tego nie żałuję.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Adamada.

niedziela, 28 kwietnia 2019

Yvan Delporte i Peyo – Czarne Smerfy. Tom 1

Scenariusz: Yvan Delporte i Peyo
Tytuł: Czarne Smerfy oraz Latający Smerf i Łowca Smerfów
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 64
Rok wydania: 2019
Ocena: 9/10

Opis:

Pierwszy tom sławnej serii o przygodach uwielbianych przez dzieci niebieskich skrzatów! Album zawiera trzy opowieści: Czarne Smerfy, Latający Smerf i Łowca Smerfów. Smerfy żyją w wiosce położonej za górami, za lasami. Przewodzi im mądry i znający magię Papa Smerf, ale nawet on nie może przewidzieć wszystkich niebezpieczeństw... 

Pewnego dnia jeden z małych bohaterów zostaje ugryziony przez muchę bze-bze i zmienia się w czarnego stwora, którego jedynym celem jest pokąsanie innych Smerfów! Mieszkańców wioski czeka bitwa z rosnącą armią czarnych istot. Później poznamy wynalazcę, który marzy o lataniu w przestworzach, a w kolejnej historii dojdzie do pierwszego spotkania Smerfów z ich największym wrogiem – czarownikiem Gargamelem! 

Smerfy wymyślił belgijski scenarzysta i grafik Pierre Culliford (1928–1992), używający pseudonimu Peyo. Obecnie autorami serii są następcy Peyo, w tym jego syn Thierry. 

Recenzja:


Dorośli i dzieci – z pewnością wszyscy, niezależnie od wieku, niejeden już raz słyszeli o istnieniu fikcyjnych postaci zwanych Smerfami. Te niezwykłe niebieskie stworzenia całkowicie zasłużyły sobie na sympatię czytelników i widzów z całego świata. Już od bardzo dawna wzbudzają powszechne zainteresowanie w świecie popkultury i do dziś są ulubionymi bohaterami bajki z dobranocki. Zadebiutowały jednak nie w telewizji, ale na kartkach komiksu – ich twórcą był belgijski rysownik Pierre Culliford, znany pod pseudonimem Peyo. Po jego śmierci w 1992 roku serię tę ciągle tworzą różni artyści we współpracy z jego synem – Thierrym. Osobiście, rasę tę kojarzę z animacji i nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej historii obrazkowej z nimi w roli głównej. Widząc więc zapowiedź w ofercie wydawnictwa Egmont trzech takich opowieści w jednym tomie, postanowiłam go zamówić i z wielką ciekawością czekałam wraz z synem na przesyłkę. Tak oto poznaliśmy ją w innej odsłonie i całkowicie przepadliśmy za sprawą jej zalet. Taka forma odbioru dostarczyła nam niesamowitych wrażeń, gdyż okazały się one komiksami, od których trudno się oderwać.


Raczej nikomu szczególnie nie trzeba przedstawiać tych postaci. Czarne Smerfy. Tom 1 to album zawierający trzy historie, dostarczające czytelnikom chwil radości poprzez nagromadzenie w nich wielu zabawnych sytuacji. Umieszczenie w jednym zeszycie kilku opowieści to bardzo dobre rozwiązanie, z którego jesteśmy zadowoleni. Razem z synem zaangażowaliśmy się w nie i jesteśmy pewni, że każdy kto po nie sięgnie będzie w pełni usatysfakcjonowany.


Pierwsza w kolejności historia zatytułowana Czarne Smerfy zawiera dużo humorystycznych scen oraz jest pełna wesołego zamieszania. Mucha bze-bze gryzie jednego z niebieskich ludków i sprawia, że jego skóra staje się czarna. Dotknięty tą dziwną przypadłością może zarażać innych – w ten sposób epidemia rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Czy Papa Smerf zdoła ją powstrzymać? Niedokładnie pamięta przepis na remedium a w trakcie eksperymentalnych prób napotyka na niesprzyjające mu okoliczności. Bądźcie przygotowani na zakręconą historię, która wciągnie nie tylko malucha.


Kolejna opowieść to Latający Smerf. Dwóch niebieskich stworków wybiera się na poszukiwanie orzechów. Niestety jeden z nich postanawia zignorować polecenie Papy Smerfa i wszelkimi sposobami próbuje nauczyć się latać. Jego postawa chociaż naiwna, pokazuje zawziętość i determinację w dążeniu do sięgnięcia założonego celu. Uczy, że czasami należy odpuścić, idąc za głosem rozsądku. Również ta historia jest zabawna i skupia na sobie całkowitą uwagę dziecka.


Na koniec czeka na nas historia z występem okrutnego Gargamela, pod tytułem Łowca Smerfów. Podczas wędrówki dwóch niebieskich stworzeń, jeden z nich opętany swoim łakomstwem wpada w zastawioną przez czarnoksiężnika pułapkę i zostaje przez niego porwany. Smerfy przychodzą przyjacielowi z odsieczą. Jak przebiegnie ta niebezpieczna misja i czy uda im się pokonać swój strach przed wrogiem całej rasy i jego potwornymi kotem – Klakierem? Ta opowieść zawiera w sobie trochę grozy i świadczy o tym, że zazwyczaj nie warto ulegać pokusom, gdyż może się to skończyć katastrofą.


Wszystko w tym komiksie przyciąga uwagę, poprzez ciekawą fabułę przez interesujące i szczegółowe ilustracje po zabawne dialogi. Rysunki pobudzają wyobraźnię, wzbogacone są również dodatkowymi opisami i wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Syn chętnie czytał te napisane większą czcionką. Możemy zatem odgrywać scenki i artykułować głos, bardzo dobrze się przy tym bawiąc. Warto wspomnieć także, że te postaci mają swój specyficzny sposób porozumiewania się i używają w wypowiedziach charakterystycznych dla nich słów. Ich ilość nie jest przesadzona, dlatego nie przeszkadzają w odbiorze i rozumieniu tekstu. Poza tym idealnie wkomponowują się w treść i są po prostu śmieszne. W ostateczności okazuje się to miłym urozmaiceniem.

Format A4 sprawia, że z komiksu korzysta się wygodnie. Rysunki są dość duże, wyraźne i przejrzyste, dlatego możemy je dokładnie obejrzeć bez konieczności wysilania wzroku. Oczywiście tekst w chmurkach jest napisany małą czcionką, więc samodzielne czytanie okazuje się trudniejsze dla młodszych dzieci, ale starszym nie powinno to sprawić kłopou. Wzmocniona miękka oprawa prezentuje się bardzo ładnie i jest do tego solidna i wytrzymała. Jakościowo wydanie nie budzi naszych zastrzeżeń.


Na końcowej stronie znajdziemy spis wszystkich tomów o przygodach Smerfów –  jest ich naprawdę dużo i bardzo chętnie poznany inne. Przyznam jednak, że jestem zwolenniczką umieszczania kilku historii w jednym albumie. Trzy w zupełności wystarczają i zapewniają nam sposób na przyjemnie spędzony czas z pociechą.

Czarne Smerfy i dwie pozostałe opowieści zaciekawiają i dostarczają powodu do uśmiechu. Zabawne sytuacje oraz rysunki z subtelną kreską wprowadzają w świat, z którego trudno się wyrwać. Bywają również pouczające. Na pewno umilą niejeden wieczorny rytuał czytania. Jesteśmy nimi zachwyceni.

Komiks zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.