Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2022

Coralie Saudo & Jessica Das - "Czerwony Kapturek. Ty decydujesz" i "Trzy małe świnki. Ty decydujesz"

 


Autor: Coralie Saudo
Ilustracje: Jessica Das
Tytuły:  Czerwony Kapturek. Ty decydujesz i Trzy małe świnki. Ty decydujesz
Wydawnictwo: HarperKids
Data wydania: 27.04.2022
Liczba stron: 32 każda
Wiek: 3-6 lat
Ocena: 9/10

Opis:

Jak wyglądałaby bajka o Czerwonym Kapturku, gdyby została napisana dziś? Właśnie tak! Dynamiczna, pełna zwrotów akcja; współczesny język, grafika i realia, a przede wszystkim: interaktywna konstrukcja książki przypominająca grę.

Dziecko wciela się w główną postać z bajki, czyli Czerwonego Kapturka. Na każdej stronie ma do podjęcia decyzję, na przykład: zawiozę babci ciasto czy sam je zjem? Gdy zobaczę wilka, podzielę się z nim smakołykiem, czy ucieknę itd. Tym wyborom są przypisane odpowiednie ikony, które przenoszą czytelnika do różnych miejsc w książce, oznaczonych za pomocą specjalnych zakładek (indeksów). W ten sposób czytelnik staje się współautorem opowieści, a zmieniając decyzje przy kolejnej lekturze, kreuje inną opowieść! Dzięki temu jedna bajka może mieć aż pięć alternatywnych zakończeń i 22 możliwych wersji fabuły.

Ty decydujesz! to nowa na polskim rynku wydawniczym seria bajek wielokrotnego wyboru, zwanych też paragrafowymi. Nowocześnie przedstawione opowieści zapoznają dzieci z klasyką w atrakcyjny dla nich sposób. Przy okazji rozwijają wyobraźnię, pobudzają ciekawość i pomagają w zrozumieniu konsekwencji wyborów. Zaspokajają też potrzebę podejmowania decyzji. Dzieci przy lekturze się nie nudzą, ponieważ rozbudowane ilustracje oraz interaktywny charakter książki skutecznie angażują ich uwagę. To bajki do wspólnego czytania, przy których nie będą się nudzić też opiekunowie, wyczarowując przy każdej lekturze inną opowieść!

Bajki z serii Ty decydujesz sprawdzą się jako prezent dla przedszkolaków, młodsze dzieci mogą je traktować jako wyszukiwanki, a starsze – zachętę do samodzielnego czytania. Są też niezastąpione w podróży, gdy trzeba ograniczyć bagaż, a jednocześnie zapewnić dziecku rozrywkę.
***
Jak wyglądałaby bajka o Trzech małych świnkach, gdyby została napisana dziś?
Właśnie tak! Dynamiczna, pełna zwrotów akcja; współczesny język, grafika i realia, a przede wszystkim: interaktywna konstrukcja książki przypominająca grę.

Dziecko wciela się w jedną z głównych postaci bajki, najstarszą świnkę z rodzeństwa. Na każdej stronie ma do podjęcia decyzję, na przykład: mama wysyła nas w świat, więc grzecznie opuszczam dom, czy chowam się w kominku? Słyszę pukanie i otwieram drzwi czy najpierw sprawdzam przez okno, kto to? Tym wyborom są przypisane odpowiednie ikony, które przenoszą czytelnika do różnych miejsc w książce, oznaczonych za pomocą specjalnych zakładek (indeksów). W ten sposób dziecko staje się współautorem, a zmieniając decyzje przy kolejnej lekturze, kreuje inną opowieść! Dzięki temu jedna bajka może mieć aż 5 alternatywnych zakończeń i 22 możliwych wersji fabuły.

Recenzja:


Klasyczne bajki doczekały się już mnóstwa wznowień, interpretacji i coraz to ciekawszych wydań. Jednak takiego czegoś jeszcze na rynku wydawniczym nie widziałam. Nowa seria od wydawnictwa HrperKids, czyli Ty decydujesz, przypomina nam znane opowieści, jednak w wyjątkowy i oryginalny sposób. Oto Trzy małe świnki i Czerwony Kapturek jakich wy i wasze dzieci jeszcze nie znacie. Dzięki tym nowościom książkowym wasze pociechy mogą wcielić się w głównych bohaterów opowieści i same zdecydować, jak się one potoczą. Mają wpływ na przebieg wydarzeń, to od nich zależy, jak zakończy się dana historia. Ta sposobność jest niezwykle intrygująca, wciągająca i zmuszająca do dedukcyjnego myślenia, myślenia też o konsekwencjach podjętych działań. Poza tym, możliwych zakończeń jest aż pięć, a każde z nich zaskakuje, bo jest całkiem inne niż to, które znamy z pierwotnej wersji wspomnianych bajek. Taka możliwość zaciekawia i nadaje starym historiom nowego życia, które mali czytelnicy mogą tworzyć samodzielnie. 


Czerwony Kapturek rozpoczyna się tak jak zwykle, a więc wyruszeniem przez dziewczynkę z domu do chorej babci, z tym, że już po chwili czytelnik, a jednocześnie bohater hitorii musi podjąć decyzję, czy zje ciasteczka, czy może jednak powstrzyma się przed podjadaniem. W zależności od tego, jaką opcję wybierze musi przejść do strony, której przypisano obrazek znajdujący się przy wybranym rozwiązaniu. Na kolejnej stronie znowu mamy dwie sytuacje do wyboru i tak do momentu, aż nie natrafimy na stronę z napisem "koniec". Opowieść kończy się szybciej niż możemy się spodziewać, ale cieszę się, że mamy możliwość powrócić do początku i wybrać inne warianty, tworząc tym samym różne opowiadania. Każde zakończenie jest oryginalne, lecz w skonstruowanych przez dzieci opowieściach odnajdziemy humor, nieco strachu, a nawet naukę dobrych manier. Nie zabraknie także znanej wymiany zdań pomiędzy Czerwonym Kapturkiem a wilkiem-babcią, czyli dialogu rozpocznającego się od zdania: "Babciu, ale masz wielkie uszy!". Dobrze, że autorka tekstu postanowiła zachować stałe elementy, które identyfikują tę historię i nigdy się maluchom nie znudzą. 



Trzy małe świnki z serii Ty decydujesz to historia o opuszczeniu domu rodzinnego. Czy dziecko-świnka chętnie pożegna mamę, czy jednak będzie chciało się przed tym ustrzec? Jak sobie poradzi dalej? Wszystko zależy od niego. Do wyboru tu też są dwa wyjścia. Oczywiście, co byśmy nie zrobili zawsze czujemy gdzieś obok zagrożenie  spotkania na swojej drodze wilka. Mali czytelnicy będą mogli skonfrontować swoje wybory z ich konsekwencjami. Chociaż przebieg i zakończona są tu różne i inne niż to klasyczne to niemal tak samo interesujące, a może nawet jeszcze bardziej. Książkę można czytać wielokrotnie i zmieniać rozwój wydarzeń. Szybko się nie nudzi i po dojściu do zakończenia ciągle słyszymy: "jeszcze raz". Takim sposobem poznajemy coraz bardziej fajniejsze historie. Fascynujące, prawda?






Publikacje mają twarde okładki i duży format A4, z tym że w orientacji poziomej. W środku na brzegach poszczególnych kartek znajdują się wycięcia, tworzące zakładki, dzięki którym bezproblemowo można przenieść się do wybranej wcześniej scenki i kontynuować swoją przygodę. Ilustracje są kolorowe, ciekawe, ekspresyjne, doskonale odzwierciedlające dziecięcą podróż, a nawet emocje bohaterów. 

Ty decydujesz to seria oryginalnych bajek, które dzieci tworzą same, dokonując własnych wyborów. Zapewniają świetną zabawę, rozbudzają ciekawość i skupiają na sobie uwagę przez dłuższy czas. 


Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids

sobota, 14 sierpnia 2021

Thierry Culliford, Falzar i Antonello Dalena - "Smerfy i świat emocji. Smerf, który bał się ciemności. Tom 1"


Scenarzysta: Thierry Culliford, Falzar
Ilustrator: Antonello Dalena
Tytuł: Smerfy i świat emocji. Smerf, który bał się ciemności. Tom 1
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 24.03.2021
Liczba stron: 40
Wiek: 3+
Ocena: 8/10

Opis: 

Pierwszy tomik zupełnie nowej serii o Smerfach. Przeznaczona jest dla najmłodszych czytelników i pomaga im w przezwyciężeniu wszelkiego rodzaju lęków i problemów. Każdy album jest uzupełniony zrozumiale napisanymi radami dla rodziców, jak mają rozmawiać z dzieckiem, aby pomóc mu w kłopotach emocjonalnych. Także same dzieci mogą korzystać z tych wskazówek. Strachuś boi się wszystkiego, jednak najgorzej jest nocą – nie może zasnąć, bo czuje obezwładniający strach przed ciemnością. W dodatku jego krzyki sprawiają, że cała wioska budzi się raz za razem. Na szczęście innym Smerfom i Papie nie brakuje pomysłów, jak pomóc biednemu przyjacielowi!  

Seria komiksów „Smerfy i świat emocji” pomaga rodzicom rozmawiać z dziećmi o emocjach.  

Smerfy wymyślił belgijski scenarzysta i grafik Pierre Culliford (1928–1992) używający pseudonimu Peyo. Seria dla najmłodszych jest współtworzona przez jego syna Thierry’ego. 

Recenzja:

Smerfy to stworzenia, które już od bardzo dawna zabawiają swoimi perypetiami najmłodszych fanów komiksów, bajek i filmów animowanych. Z całą pewnością na świecie  trudno by znaleźć taką osobę, która chociaż raz nie zetknęłaby się z tymi niebieskimi stworkami. Ich historie nie tylko są doskonałą rozrywką, ale bardzo często mają także edukacyjny wydźwięk. Tym razem nowa seria komiksowa zatytułowana Smerfy i świat emocji od wydawnictwa HarperKids pozwoli dzieciom oswoić się z różnymi sytuacjami w życiu codziennym, w których górę biorą emocje. Pierwszy tom nosi tytuł Smerf, który bal się ciemności i dotyczy nieprzyjemnego uczucia, jakim jest strach. Czego zatem boi się bohater owego komiksu i czy uda mu się przezwyciężyć swoje lęki? Z pomocą najbliższych wszystko jest możliwe. Młodzi czytelnicy poznają ciekawą opowieść, a jednocześnie uświadomią sobie, że strach wcale nie musi być taki... straszny, jak go malują.

Strach przed ciemnością jest mi znany z własnego doświadczenia, gdyż mój starszy syn, mimo iż ma już dziesięć lat to nadal się jej obawia i zapala światło, wychodząc nocą do toalety, a także trudno jest mu samodzielnie zasnąć. Oczywiście pozwalam mu na zapalenie lampki w pokoju, ale też chciałabym by stopniowo pozbywała się swoich lęków. Tak naprawdę nie istnieje jedno skuteczne antidotum na oswojenie się z ciemnością. Nawet historia Strachusia jest tego przykładem. Oswojenie strachu nie jest łatwym procesem i wymaga pomocy bliskich. Na szczęście to uczucie ma nie tylko wady, ale także zalety. Jakie? Otóż odczuwanie strachu sprawia, że stajemy się czujniejsi, przez co jesteśmy bardziej świadomi niebezpieczeństwa i możemy się przed im ochronić. W tej publikacji nie zapomniano o tej stronie lęku i jest to wyraźnie zaznaczone w jej drugiej części, zawierające porady napisane przez specjalistkę.

Przechodząc do samej historii, trzeba napisać, że nie jest ona jakaś szczególnie wyjątkowa, czy ponadprzeciętnie interesująca. Wszystko dzieje się w wiosce Smerfów, a głównym fabularnym problemem jest oczywiście obawa jednego z bohaterów przed ciemnością i jego trudności w zasypianiu. Te kłopoty mają druzgocący wpływa na wszystkich mieszkańców osady. Przeszkadzają im w spokojnym zasnięciu i bezproblemowym przespaniu całej nocy. Czy Smerfom uda się pomóc swojemu towarzyszowi i wesprzeć w pokonaniu nieprzyjemnych lęków? Oczywiście są na to sposoby, ale jak się szybko okazuje wszystko ma swoje złe strony... Liczyłam na ciekawsze rozwiązanie problemu Strachusia, niestety zakończenie okazało się mało zaskakujące i niezbyt rewolucyjne, chociaż zapewne nieco pomocne w przezwyciężaniu lęków. Niemniej jednak sam fakt zwrócenia uwagi na ten problem i jego dalsze opracowanie staje się przydatne dla dzieci, które się z nim borykają, ponieważ ukazuje go jako coś zupełnie naturalnego, z czym można się zmierzyć i osiągnąć jeszcze z tego korzyści. To zdecydowany plus całej publikacji.


Komiks wydano w miękkiej, ale nieco usztywnianej i zalaminowanej okładce. Całość ma mały, wygodny w użytkowaniu format. Historyjka jest krótka i niezbyt skomplikowana, dlatego już trzylatki powinny w skupieniu wysłuchać jej do końca. Ilustracje są kolorowe i wyraźne, trochę w innym stylu niż te znane nam z właściwej serii komiksów o Smerfach. Dostosowane zostały do preferencji młodszych odbiorców. Na końcowych stronach znajdziemy dodatek opracowany przez psycholożkę dziecięcą i psychanalityczkę dotyczący oczywiście różnych stron strachu i porad na temat tego, jak go oswoić. Niewątpliwie publikacja ta jest wartościowa i potrzebna. Pozwala spojrzeć na strach z innej strony, a dla rodziców jest pomocą i skarbnicą inspiracji do rozmów z dziećmi o odczuwanych przez nich lękach.


Smerfy i świat emocji. Smerf, który bał się ciemności. Tom 1 to ciekawa propozycja z gatunku komiksów o emocjach dla najmłodszych. Krótka historyjka chociaż zwyczajna ma w sobie swój urok oraz szczyptę humoru tak charakterystyczną dla owych niebieskich stworków. Dodatek napisany przez specjalistę pomaga lepiej zrozumieć, czym jest strach i rozpocząć walkę z jego oswojeniem. Warto zapoznać się z tym i kolejnymi tomami z serii, bo są one wartościowymi tytułami wspierającymi rozwój emocjonalny naszych dzieci.

Komiks zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

piątek, 21 maja 2021

Kenneth Grahame - "O czym szumią wierzby"

 Autor: Kenneth Grahame

Tytuł: O czym szumią wierzby

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 272

Wiek: 6+ 

Ocena: 9/10

Opis:

Pewnego dnia na wiosnę Kret zaczyna robić porządki w swoim mieszkaniu, gdy nagle opanowuje go nieprzeparta chęć, by rzucić wszystko i wyjść na zewnątrz. Tak oto poczciwy futrzak odkrywa otaczający go świat, a także poznaje pozostałych bohaterów: dzielnego Szczura, dla którego najlepsze pod słońcem jest podróżowanie łodzią, statecznego i nieco opryskliwego Borsuka oraz bardzo niesfornego Ropucha, który co rusz pakuje siebie i swoich przyjaciół w kłopoty.

O czym szumią wierzby to wspaniała, pełna ciepła i humoru historia o prawdziwej przyjaźni, harcie ducha i tajemnicy natury. Niesamowite przygody czwórki przyjaciół wzruszają i bawią kolejne pokolenia czytelników.

Książka od lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników. Na liście The Big Read BBC, obejmującej dwieście książek wszech czasów, znalazła się na wysokim 16. miejscu. Wielokrotnie wydawana i przekładana na różne języki. Doczekała się wielu adaptacji filmowych (m.in. w wytwórni Walta Disneya), teatralnych (po raz pierwszy przeniesiona na scenę przez A.A. Milne'a) i radiowych.

Recenzja:

"O czym szumią wierzby" to tytuł pewnie znany wielu z was, jeśli nie w postaci książki, to być może adaptacji filmowych. Dziś chciałabym pokazać wam przepiękne wydanie tego klasyka!

Książka zaciekawia czytelnika już od pierwszego rozdziału, kiedy poznajemy bohaterów - Kreta, Szczura, Borsuka i Ropucha. Każdy z nich jest inny, każdy z nich ma zarówno zalety, jak i wady, każdy jest wyjątkowy, tak jak wyjątkowa jest ich znajomość. A trzeba przyznać, że za sprawą nieroztropnego Ropucha ta przyjaźń jest wystawiana na różne próby, mimo wszystko zwierzęta czują się za siebie odpowiedzialne. 

I to jest jedna z uniwersalnych wartości, jakie spotkamy w tej książce. Aż ciężko uwierzyć, że "O czym szumią wierzby" po raz pierwszy wydano w... 1908 roku! Po ponad stu latach książka wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. Wcale się temu nie dziwię.

Warto przez chwilę skupić uwagę na samym wydaniu książki, tym konkretnym. Ja wiem, że o gustach się nie dyskutuje, są różne i nie zawsze dla nas zrozumiałe. Coś, co jednego zachwyci, dla kogoś innego może wydawać się co najwyżej przeciętne. Ale mam jakieś dziwne wrażenie, że... ta książka wymyka się temu - konia z rzędem temu, kto znajdzie osobę, która powie: nie, ta książka, te ilustracje mi się nie podobają. Jakoś trudno mi sobie to wyobrazić. Ta subtelna, ale jakże piękna i efektowna kreska dla mnie jest prawdziwym dziełem sztuki. 



Zapowiedź tego, co czeka nas w środku, spotykamy już na okładce. I później, na kolejnych stronach, te obrazy będą za każdym razem nas zachwycać i dopełniać lektury. 

Z racji tego, że jest to książka dość długa, polecam dla trochę starszych dzieci, niemniej i dorosły znajdzie przyjemność w czytaniu jej!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka.

sobota, 12 grudnia 2020

Jan Madejski, Agata Zarzycka - "Dziadek do orzechów" (gra)

 


Autor: Jan Madejski
Ilustrator: Agata Zarzycka
Tytuł: Dziadek do orzechów (gra)
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Data wydania: 16.09.2020
Wiek: 6+ lat
Ocena: 10/10
 
Opis:  
 
Kto nie zna opowieści o Klarze, która otrzymała od ojca chrzestnego dziadka do orzechów? Wyobraźcie sobie, że podobnie jak Drosselmejer jesteście konstruktorami zabawek. Stwórzcie piękne dziadki do orzechów z kolorowych części, aby wygrać. Zwycięzcą okaże się ten konstruktor, który wykona jak najwięcej dziadków z części w tym samym kolorze! 
 
Cel gry:  
 
Gracze starają się zdobyć jak najwięcej punktów za ułożone przez siebie kompletne dziadki do orzechów. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów pod koniec gry.
 
Wiek graczy: 6+  |   Liczba graczy: 2-4 osób  |  Czas rozgrywki: 15-25 min.  
 
Zawartość pudełka:  
 
105 kart: 95 kart Dziadków i 10 kart Prezentów, 3 karty Rzędów, karta Pierwszego Gracza, instrukcja.
 
Recenzja:

Są takie historie, które wraz z upływem czasu nie tracą na swojej wartości. Nieważne, że zostały opowiedziane już milion razy na tysiąc sposobów - nadal wywołują w nas te same emocje. Z pewnością jedną z nich jest ta zatytułowana Dziadek do orzechów. Stała się ona inspiracją do stworzenia gry o takim samym tytule. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, a szczególnie klimat tej opowieści, który przeniesiony na karty daje możliwość stworzenia niepowtarzalnej atmosfery podczas gry i zostanie... konstruktorem zabawek. Kompletowanie dziadków do orzechów jeszcze nigdy nie było tak fascynujące. Czy dacie porwać się tej magicznej zabawie? Jestem przekonana, że tak, gdyż jej prosty mechanizm, a zarazem klasyczna niezwykłość wciąga na długi czas. Z zestawem tych niezwykłych kart nie można się nudzić.


Dziadek do orzechów to opowieść dobra na każdy czas. Dziadek do orzechów to także gra dobra na każdy czas. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a w tym okresie każda historia nabiera większego znaczenia. Nasze relacje stają się mocniejsze, a więzi bardziej zacieśnione. Te chwile, kiedy wspólnie z rodziną spędzamy wolny czas są niezapomniane. Nie tylko w Święta. Zapewniam, że ta gra dostarczy tym chwilom mnóstwo kolorów i sprawi, że będą one niezapomniane. Jeśli lubicie integrować się przy pluszówkach, polecam wam nabyć także tę. Przyznam szczerze, że dawno nie urzekła mnie aż tak żadna z karcianek, w które miałam okazje zagrać. Poza tym nie trzeba długo zastanawiać się nad jej zasadami, dlatego dzieci, które nie przepadają za grami planszowymi również mogą się nią zachwycić.


W rozgrywce Dziadka do orzechów może uczestniczyć od dwóch do czterech osób. Liczba graczy jest tu szczególnie ważna, gdyż od tego zależy skład talii kart, którą będziemy się posługiwać. Wszystko jest idealnie wyjaśnione w instrukcji dołączonej do zestawu, więc nie musicie się obawiać, że czegoś nie zrozumiecie. Następnie wykładamy karty zgodnie z rysunkiem zawartym w instrukcji i możemy rozpocząć pierwszą rundę. Wystarczy tylko ze stosu kart dobierać ich o jedną więcej niż jest uczestników zabawy. Po obejrzeniu wyjętych kart należy trzy z nich umieścić w pierwszym rzędzie w taki sposób, aby zostały odkryte, a ostatnią położyć zakrytą. Kolejna osoba robi to samo. Postępujemy zgodnie z tymi zasadami, aż do wyczerpania wszystkich kart ze stosu. Następnie zabieramy karty z wybranej kolumny i układamy swoje zestawy dziadków do orzechów oraz zliczamy punkty. Gra nie jest skomplikowana, ale mimo to daje mnóstwo radości, a do tego ćwiczy pamięć. Dostępne są także dwa dodatkowe warianty zabawy - dla młodszych i starszych graczy.


"Kiedy gracze zabiorą wybrane przez siebie kolumny, oglądają swoje karty i układają je odkryte na stole przed sobą. W grze są dwa rodzaje kart: karty Dziadków i karty Prezentów. Z kart Dziadów gracze budują dziadki do orzechów. Na kompletny zestaw składają się 3 karty: głowa, tułów oraz nogi. Zestaw niekompletny to taki, w którym brakuje przynajmniej jednej z wyżej wymienionych kart."

Karty są nieco cienkimi, małymi kafelkami, które charakteryzują się prostą lecz urzekającą grafiką. Po otwarciu opakowania możemy przeczytać fragment historii o Klarze i Dziadku do orzechów, co wprowadza nas w magiczny klimat. Instrukcja jest czytelna i zrozumiała. Zaś zasady gry niezwykle przystępne. Zachwyciłam się ich niebanalną prostotą. Ten zwykły mechanizm urzeknie także was. Można do zabawy zachęcić także młodsze dzieci i wprowadzić podczas niej także naukę kolorów. Starsze pociechy mają możliwość potrenowania obliczenia, chociaż z pewnością będą potrzebowały pomocy przy zliczaniu wszystkich punktów. Układanie zestawów również ćwiczy spostrzegawczość i logiczne myślenie. Napiszę krótko: po prostu kocham te grę. To idealny prezent nie tylko na Święta.


Dziadek do orzechów to prosta i niezwykle klimatyczna gra, od której nie będziecie mogli się oderwać. Zapewnia dobrą zabawę dla całej rodziny. Dostarcza mnóstwo możliwości, a to wszystko dostępne w niewielkim niebieskim i jakże uroczym pudełku. 
 
 
Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa

sobota, 12 września 2020

Astrid Lindgren i Ingrid Vang Nyman - "Pippi w parku"

 

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ingrid Vang Nyman
Tytuł: Pippi w parku
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 20
Ocena: 8/10
Wiek: 3+ lat


Opis: 
  
Pippi, Tommy i Annika przeczytali w gazecie o chuliganach panoszących się w sztokholmskim parku. Annika stwierdziła, że nikt się tak nie nadaje do zaprowadzenia tam porządku jak Pippi! Wyruszają więc w trójkę wraz z koniem i małpką Panem Nilssonem do stolicy. Co zastaną na miejscu? Czy Pippi, najsilniejszej dziewczynce świata, uda się rozprawić z opryszkami nękającymi spacerowiczów?
 
Oto nieznana wcześniej polskim czytelnikom przygoda Pippi Pończoszanki!
 
Ta historia ukazała się pierwotnie w broszurze z programem obchodów Dnia Dziecka w sztokholmskim parku Humlegården w 1949 roku. Pod koniec wieku wygrzebano ją z archiwów, dwubarwne ilustracje Ingrid Vang Nyman odrestaurowano i pokolorowano i w ten sposób powstała książka obrazkowa wydana w Szwecji w 2000 roku. Dwadzieścia lat później oddajemy ją do rąk polskich czytelników z okazji 75. urodzin Pippi Pończoszanki. 
 
Recenzja:
 
Czy jest ktoś na tym świecie, kto jeszcze nie zna Pippi Pończoszanki? Z pewnością tak, bowiem mam wrażenie, że w ostatnim czasie stała się ona nieco zapomniana przez swoich młodych fanów i ich opiekunów, a szkoda, bo jej przygody są naprawdę fantastyczne, przebojowe i niezapomniane. Pippi w tym roku skończyła już siedemdziesiąt pięć lat, aż trudno w to uwierzyć, że czas tak szybko płynie. Kiedy zobaczyłam w ofercie wydawnictwa Zakamarki książkę zatytułowaną Pippi w parku od razu wróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa i koniecznie chciałam ją mieć w swojej biblioteczce, a dokładniej - w biblioteczce moich synków. Czy ta  krótka historyjka o niezwykłej przygodzie dziewczynki i dwójki jej towarzyszy - Tommy'ego i Anniki, napisana w 1949 roku może spodobać się dzieciom żyjącym siedemdziesiąt jeden lat póżniej? Oczywiście, gdyż pomimo upływu lat fabuła dotyka nadal aktualnego problemu chuligaństwa, któremu zaradzić ma Pippi i jej ponadnaturalna siła.


Muszę przyznać, że sama na wiele lat zapomniałam o tej niezwykłej bohaterce literatury dziecięcej. Pippi w parku to pierwsza książka zapoznająca moje dzieci z ową charakterną postacią o przebojowym i nieco ekscentrycznym wizerunku. Cóż, lepiej późno niż wcale. Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę publikację, gdyż odżyły we mnie miłe wspomnienia z nią związane. Poza tym, mogłam przedstawić dzieciom odważną, pewną siebie dziewczynkę, która może być dla nich w pewnym stopniu wzorem i zachętą do tego, by nie bali się w uzasadnionych sytuacjach wykazywać się walecznością i pomagali innym. Oczywiście opowieść książkowa jest nieco przerysowana a sama Pippi posiada zdolności wyraźnie przekraczające jej fizyczne możliwości, ale takie wyolbrzymienie intensywnie działa na dziecięcą wyobraźnię, pozwalając im ponieść się własnym fantazjom i czerpać z tego przyjemność i satysfakcję.

"Jednak Pippi spieszyło się, by skończyć dom przed wieczorem, więc chwyciła pana w szarym garniturze i z całą uprzejmością przeniosła go na przyległą do parku ulicę."

Pippi wraz z dwójką przyjaciół dowiadują się, że w pewnym parku w Sztokholmie grasują chuligani. Oczywiście nikt oprócz niezwyciężonej Pończoszanki nie jest w stanie im się przeciwstawić. Odważna dziewczynka postanowia przenieść się na pewien czas do owego parku i zbudować tam Willę Śmiesznotkę. Czy cała akcja zakończyć się powodzeniem a niebezpieczni zbirzy opuszczą wspomniany teren i nie będą już zakłócać panującego tam spokoju? Odwaga i hart ducha wspaniałej Pippi może zdziałać cuda. Jest to historia o ponadczasowej świetności pozostawiająca w tyle wszystkie gry i smartfony. Może wasze dzieci, biorąc przykład z bohaterki zechcą zbudować swoją własną willę i rozwiązać jakiś lokalny, najlepiej wyimaginowany problem. Pozwólmy im na to!

Książka została wydana w twardej okładce i 
w dużym formacie. Jest to naprawdę krótka historyjka, dlatego na pewno dzieci nie będą nią znudzone. Może nawet trochę zbyt szybko się kończy, ale pamiętajmy, że to nie jedyna publikacja, w której główną bohaterką jest Pippi Pończoszanka. Kolorowe ilustracje wykonano dość szczegółowo, drobną i wprawną kreską. Poza tym najbardziej w tym wszystkim zadziwia niecodzienny wizerunek bohaterki i jej charakter oraz ogromna siła, która pozwala wystraszyć nawet silnych zbirów. My jako rodzice musimy jednak zadbać o to, by nasi mali słuchacze czy też czytelnicy nie wzięli jej poczynań za rzeczywiste i nie chcieli ich naśladować w dosłowny sposób. Myślę jednak, że zrozumieją, iż to po prostu ciekawa historia o nieprawdopodobnym przebiegu. Bo wszystko, co dotyczy Pippi takie właśnie jest - niezwykłe i nieprzewidziane. Krótko pisząc warto zapoznać dzieci z tą małą bohaterką dziecięcej literatury.



Pippi w parku to krótka opowieść dla najmłodszych o sile i ponadprzeciętnych umiejętnościach małej Pończoszanki. Wyruszcie wraz z nią na pełną wrażeń przygodę i podejmijcie niebezpieczne wyzwanie, podczas którego trzeba wykazać się odwagą. Tylko nieustraszona Pippi będzie w stanie się z nim zmierzyć. Kibicując jej nie raz pokręcimy głową z niedowierzaniem, będziemy zazdrościć jej siły, ale przede wszystkim z zainteresowaniem przysłuchiwać się jej poczynaniom. Poznajcie zatem, dotąd nieznaną w Polsce, historię najodważniejszej dziewczynki na kuli ziemskiej. 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki.

niedziela, 14 czerwca 2020

George Orwell, Odyr - "Folwark zwierzęcy"

Autor: George Orwell 
Ilustrator: Odyr 
Tytuł: Folwark zwierzęcy 
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 27 maja 2020 
Liczba stron: 176 
Ocena: 9/10 

Opis: 

Ponadczasowy tekst George’a Orwella, opublikowany w 1945. Na przykładzie sytuacji na farmie pana Jonesa obrazuje, w jaki sposób wypacza się i deformuje każda władza, która zapomni o zasadach demokracji i zechce działać samowolnie. Zwierzęta, które buntują się przeciwko traktowaniu ich przez farmera, zaprowadzają własne porządki. Początkowo wszystkie zwierzęta miały uzyskać równe prawa i równe traktowanie, po czasie okazało się, że są równe i równiejsze. I tak zamknęło się koło, doprowadzając do sytuacji wyjściowej.

Oto wersja nieznana dotąd czytelnikom, która w niczym nie ustępuje oryginałowi i nie gubi jego oryginalnego sensu. Odwrotnie, ujęta w ramy ilustrowanej opowieści, odsłania swoje dodatkowe oblicze. 

Recenzja: 

Folwark zwierzęcy to zdecydowanie jedna z najlepszych alegorii władzy w powieściach, z jakimi się spotkałam. Bardzo cenię tę książkę (jak i inne twory Orwella), dlatego – podobnie jak w przypadku komiksowej adaptacji Zabić drozda - bardzo ucieszyłam się, że wyjdzie ilustrowana odsłona tego tytułu. Tym razem podeszłam z wielkim entuzjazmem do takiej formy przedstawienia klasycznego dzieła i – jak się zapewne domyślacie – nie zawiodłam się! 


Kreska tego swoistego komiksu jest po prostu nieziemska – rysunki przypominają malowidła, nieco rozmyte wizualnie, lecz wyraźne w odbiorze. Na wielu stronach musiałam się zatrzymać, bowiem niektóre kadry to małe arcydzieła, a dobór kolorów jest nieziemski. Bardzo spodobało mi się również to, że ilustratorowi, Odyrowi, udało się oddać klimat miejsca akcji, wiejskie tło oraz zwierzęta zostały doprawdy wspaniale przedstawione. W niektóre kadry wkradło się nawet nieco humoru, choć – prawdę mówiąc – głównie z tego tworu płynie groza oraz przestroga… 


Ilustrowana odsłona Folwarku zwierzęcego zaskoczyła mnie także tym, jak zgrabnie ujęła tekst powieści, bo – prawdę mówiąc – wydaje mi się, że cała istota książki została tutaj bardzo dokładnie odwzorowana, a rysunki dopowiedziały całą resztę. Oczywiście, jakichś drobnostek brakuje i tak, ale moim zdaniem jest to naprawdę wzorowa adaptacja i z pewnością bardzo przypadnie do gustu dzieciom i młodzieży, którzy raczej nie przepadają za literaturą klasyczną – wszak sama wiem, że niektóre lektury to męka (choć akurat „Folwark zwierzęcy” do nich nie należy). Myślę, że taka forma może nawet zachęcić do sięgnięcia po powieść w normalnym wydaniu, bowiem zarówno treść, jak i obrazy bardzo mocno oddziaływają tutaj na emocje i wyobraźnię czytelnika. 

(...) patrzyły od świni do człowieka i od człowieka do świni, ale nie potrafiły powiedzieć, kto jest kim.

Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Jaguar postanowiło zacząć wydawać komiksowo klasyki, bowiem dzięki temu z pewnością więcej młodych sięgnie po ważne treści. Nie można ukryć, że obecnie większą uwagę przykłada się do grafik niż treści, więc jest to jakiś przełom, krok ku naszym czasom. Czy to dobrze, czy źle – to pozostawiam każdemu do przemyślenia. Uważam jednak, że nieistotne jest, w jakiej formie przekazywane są ważne treści, wartości i wiedza – ważne jest ich zgłębianie. Szczególnie, że Folwark zwierzęcy jest zdumiewająco aktualną lekturą. Polecam z całego serca!

sobota, 11 kwietnia 2020

Marta Galewska-Kustra - "Pucio. Domino"

Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustrator: Joanna Kłos
Tytuł: Pucio. Domino
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Liczba graczy: 2-4
Ocena: 8/10   
Wiek: 2-9 lat 

Opis:

Puciowe domino to kolejna okazja do spotkania z ulubionym bohaterem najmłodszych!
Pudełko zawiera 28 dwustronnych kartoników. Na jednej stronie znajdziemy prostsze domino obrazkowe dla młodszych dzieci (z podpisami, które mogą wesprzeć pierwsze kroki w nauce czytania), na drugiej zaś klasyczne (wspomagające ćwiczenie umiejętności liczenia) dla starszych.
Dzięki pięknym ilustracjom Joanny Kłos zabawka ucieszy każdego małego fana Pucia.


Recenzja: 

Klasyczna gra Domino z pewnością znana jest już każdemu, a myślę też, że bohater o imieniu Pucio - także. Co zatem może wyjść z połączenia popularnej rozrywki z wyjątkową postacią z dziecięcego świata? Otóż, będzie to mega wyjątkowa zabawa z ulubionym chłopcem w roli głównej! Być może nie wszystkie dzieci zdążyły już polubić Pucia. Jednak większość zapewne tak i to oni najbardziej powinni ucieszyć się z takiego prezentu. Jednak dla pozostałych maluchów i tych starszych łobuziaków też, taki zestaw domina również będzie odpowiedni. Czym zatem wyróżnia się on od podobnych gier opartych na zasadach turnieju zwanego domino? Na pewno między innymi tym, że zawiera dwie wersje takiej rozrywki, stworzone specjalnie z myślą o młodszych i starszych dzieciach. Nawet sami rodzice z sentymentem powrócą do znanej im od dawna gry i z ochotą przystąpią do niej ponownie. Są bowiem zabawy ponadczasowe, które pomimo postępu technologicznego nie zostają zapomniane, ale odżywają dzięki takim rozwiązaniom, jak ten właśnie zestaw.



Mój synek nie ma jeszcze dwóch lat i przyznając szczerze nie jest aż tak wielkim fanem Pucia, jak niektóre dzieci. Jednak pomimo to z ochotą bawił się tym zestawem razem ze mną. Na grę z przestrzeganiem prawdziwych reguł domina też nie był jeszcze gotowy, ale wymyślaliśmy własne zasady wspólnej zabawy, które dawały nam dużo radości. Warto zaznaczyć, że odwracając plakietki na stronę bez obrazków otrzymujemy wersję domina dla starszych dzieci. Najbardziej właśnie zachwyciła mnie ta dwupoziomowość zaawansowania gry, co dla rodziców z dwójką dzieci o większej różnicy wieku ma niebagatelne znaczenie i pozwoli zadowolić dwójkę pociech jednym prezentem. Jestem pewna, że gdy mój maluszek nieco podrośnie z wielką chęcią przystąpi do nas i będzie nam się grało jeszcze ciekawiej.

W tekturowym i jak zwykle pięknie wydanym sześciokątnym pudełeczku znajdziemy 28 dwustronnych kartoników, na które składa się domino obrazkowe dla młodszych dzieci i domino klasyczne dla starszych. Zasady tej gry nie są skomplikowane, ale gdyby ktoś potrzebował ich przypomnienia, to wszystko jest bardzo zrozumiale opisane w instrukcji dołączonej do zestawu. Osobiście uwielbiam tę grę i ze starszym synem graliśmy w obie wersje już wiele razy. Można naprawdę się przy niej świetnie pobawić i przy okazji jeszcze bardziej wzmocnić rodzinne więzy. Nic bowiem nie daje dzieciom tyle radości, jak wspólnie spędzony czas z rodzicami. Pamiętajmy o tym. Zestaw Pucio. Domino sprawia, że ten czas jest magiczny, wesoły i niezwykle wartościowy.


Kartoniki z zestawu są bardzo trwałe, dość grube i duże, więc nie sprawiają małym rączkom trudności w posługiwaniu się nimi. Na każdym z nich znajdują się - z jednej strony - dwa obrazki ilustrujące postaci, zwierzęta i przedmioty z serii książek o Puciu. Są one podpisane, dlatego nieco starsze dzieci mogą nawet podjąć próbę samodzielnego ich odczytania. Każdy taki sam obrazek jest umieszczony na tle o tym samym kolorze, na przykład każdy piesek na zielonym a Bobo na różowym. Oczywiście, jak to w dominie bywa mamy też plakietki z pustymi polami. Druga strona kartoników  z dominem klasycznym wygląda zupełnie tak, jak elementy każdej innej tego typu gry, tylko w większym, kartonowym wydaniu. Jest to naprawdę fajny zestaw, który zachwyci każdego fana Pucia i malucha lubiącego spędzać czas z różnymi grami. Natomiast ci, którzy wolą inne formy rozrywki mogą zmienić zdanie po otrzymaniu i przetestowaniu tego wyjątkowego domina.

 

Pucio. Domino to fantastyczna wersja klasycznej gry, stworzona z myślą o dzieciach. Pozwala powrócić do znanych im już bohaterów i razem z nimi uczyć się nowych słówek, a nawet trenować liczenie. To w dużej mierze od nas samych zależy, jak wykorzystamy jej możliwości. Nawet jeśli dzieci nie będą jeszcze gotowe, by grać w nią zgodnie z instrukcją, można znaleźć inny sposób na zabawę nią. Natomiast fani Pucia na pewno będą nią zachwyceni, bez względu na wszystko...  

Zestaw zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.  

niedziela, 28 kwietnia 2019

Yvan Delporte i Peyo – Czarne Smerfy. Tom 1

Scenariusz: Yvan Delporte i Peyo
Tytuł: Czarne Smerfy oraz Latający Smerf i Łowca Smerfów
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 64
Rok wydania: 2019
Ocena: 9/10

Opis:

Pierwszy tom sławnej serii o przygodach uwielbianych przez dzieci niebieskich skrzatów! Album zawiera trzy opowieści: Czarne Smerfy, Latający Smerf i Łowca Smerfów. Smerfy żyją w wiosce położonej za górami, za lasami. Przewodzi im mądry i znający magię Papa Smerf, ale nawet on nie może przewidzieć wszystkich niebezpieczeństw... 

Pewnego dnia jeden z małych bohaterów zostaje ugryziony przez muchę bze-bze i zmienia się w czarnego stwora, którego jedynym celem jest pokąsanie innych Smerfów! Mieszkańców wioski czeka bitwa z rosnącą armią czarnych istot. Później poznamy wynalazcę, który marzy o lataniu w przestworzach, a w kolejnej historii dojdzie do pierwszego spotkania Smerfów z ich największym wrogiem – czarownikiem Gargamelem! 

Smerfy wymyślił belgijski scenarzysta i grafik Pierre Culliford (1928–1992), używający pseudonimu Peyo. Obecnie autorami serii są następcy Peyo, w tym jego syn Thierry. 

Recenzja:


Dorośli i dzieci – z pewnością wszyscy, niezależnie od wieku, niejeden już raz słyszeli o istnieniu fikcyjnych postaci zwanych Smerfami. Te niezwykłe niebieskie stworzenia całkowicie zasłużyły sobie na sympatię czytelników i widzów z całego świata. Już od bardzo dawna wzbudzają powszechne zainteresowanie w świecie popkultury i do dziś są ulubionymi bohaterami bajki z dobranocki. Zadebiutowały jednak nie w telewizji, ale na kartkach komiksu – ich twórcą był belgijski rysownik Pierre Culliford, znany pod pseudonimem Peyo. Po jego śmierci w 1992 roku serię tę ciągle tworzą różni artyści we współpracy z jego synem – Thierrym. Osobiście, rasę tę kojarzę z animacji i nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej historii obrazkowej z nimi w roli głównej. Widząc więc zapowiedź w ofercie wydawnictwa Egmont trzech takich opowieści w jednym tomie, postanowiłam go zamówić i z wielką ciekawością czekałam wraz z synem na przesyłkę. Tak oto poznaliśmy ją w innej odsłonie i całkowicie przepadliśmy za sprawą jej zalet. Taka forma odbioru dostarczyła nam niesamowitych wrażeń, gdyż okazały się one komiksami, od których trudno się oderwać.


Raczej nikomu szczególnie nie trzeba przedstawiać tych postaci. Czarne Smerfy. Tom 1 to album zawierający trzy historie, dostarczające czytelnikom chwil radości poprzez nagromadzenie w nich wielu zabawnych sytuacji. Umieszczenie w jednym zeszycie kilku opowieści to bardzo dobre rozwiązanie, z którego jesteśmy zadowoleni. Razem z synem zaangażowaliśmy się w nie i jesteśmy pewni, że każdy kto po nie sięgnie będzie w pełni usatysfakcjonowany.


Pierwsza w kolejności historia zatytułowana Czarne Smerfy zawiera dużo humorystycznych scen oraz jest pełna wesołego zamieszania. Mucha bze-bze gryzie jednego z niebieskich ludków i sprawia, że jego skóra staje się czarna. Dotknięty tą dziwną przypadłością może zarażać innych – w ten sposób epidemia rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Czy Papa Smerf zdoła ją powstrzymać? Niedokładnie pamięta przepis na remedium a w trakcie eksperymentalnych prób napotyka na niesprzyjające mu okoliczności. Bądźcie przygotowani na zakręconą historię, która wciągnie nie tylko malucha.


Kolejna opowieść to Latający Smerf. Dwóch niebieskich stworków wybiera się na poszukiwanie orzechów. Niestety jeden z nich postanawia zignorować polecenie Papy Smerfa i wszelkimi sposobami próbuje nauczyć się latać. Jego postawa chociaż naiwna, pokazuje zawziętość i determinację w dążeniu do sięgnięcia założonego celu. Uczy, że czasami należy odpuścić, idąc za głosem rozsądku. Również ta historia jest zabawna i skupia na sobie całkowitą uwagę dziecka.


Na koniec czeka na nas historia z występem okrutnego Gargamela, pod tytułem Łowca Smerfów. Podczas wędrówki dwóch niebieskich stworzeń, jeden z nich opętany swoim łakomstwem wpada w zastawioną przez czarnoksiężnika pułapkę i zostaje przez niego porwany. Smerfy przychodzą przyjacielowi z odsieczą. Jak przebiegnie ta niebezpieczna misja i czy uda im się pokonać swój strach przed wrogiem całej rasy i jego potwornymi kotem – Klakierem? Ta opowieść zawiera w sobie trochę grozy i świadczy o tym, że zazwyczaj nie warto ulegać pokusom, gdyż może się to skończyć katastrofą.


Wszystko w tym komiksie przyciąga uwagę, poprzez ciekawą fabułę przez interesujące i szczegółowe ilustracje po zabawne dialogi. Rysunki pobudzają wyobraźnię, wzbogacone są również dodatkowymi opisami i wyrazami dźwiękonaśladowczymi. Syn chętnie czytał te napisane większą czcionką. Możemy zatem odgrywać scenki i artykułować głos, bardzo dobrze się przy tym bawiąc. Warto wspomnieć także, że te postaci mają swój specyficzny sposób porozumiewania się i używają w wypowiedziach charakterystycznych dla nich słów. Ich ilość nie jest przesadzona, dlatego nie przeszkadzają w odbiorze i rozumieniu tekstu. Poza tym idealnie wkomponowują się w treść i są po prostu śmieszne. W ostateczności okazuje się to miłym urozmaiceniem.

Format A4 sprawia, że z komiksu korzysta się wygodnie. Rysunki są dość duże, wyraźne i przejrzyste, dlatego możemy je dokładnie obejrzeć bez konieczności wysilania wzroku. Oczywiście tekst w chmurkach jest napisany małą czcionką, więc samodzielne czytanie okazuje się trudniejsze dla młodszych dzieci, ale starszym nie powinno to sprawić kłopou. Wzmocniona miękka oprawa prezentuje się bardzo ładnie i jest do tego solidna i wytrzymała. Jakościowo wydanie nie budzi naszych zastrzeżeń.


Na końcowej stronie znajdziemy spis wszystkich tomów o przygodach Smerfów –  jest ich naprawdę dużo i bardzo chętnie poznany inne. Przyznam jednak, że jestem zwolenniczką umieszczania kilku historii w jednym albumie. Trzy w zupełności wystarczają i zapewniają nam sposób na przyjemnie spędzony czas z pociechą.

Czarne Smerfy i dwie pozostałe opowieści zaciekawiają i dostarczają powodu do uśmiechu. Zabawne sytuacje oraz rysunki z subtelną kreską wprowadzają w świat, z którego trudno się wyrwać. Bywają również pouczające. Na pewno umilą niejeden wieczorny rytuał czytania. Jesteśmy nimi zachwyceni.

Komiks zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.