Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: Horror! czyli skąd się biorą dzieci
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 64
Wiek: 6-10 lat
Ocena: 8/10
Opis:
Pani Miłka połknęła dziecko! I wcale się z tym nie kryje! Na przedszkolaki pada blady strach. Kto będzie następny? Rezolutny Bodzio, Rozalka czy też Grześ? Na wszelki wypadek najlepiej ukryć się w toalecie… albo w szatni… albo w gabinecie pani dyrektor… A jeśli ona jest w zmowie z panią Miłką? Trzeba natychmiast zadzwonić na policję! Przedszkolaki przeżyją prawdziwy horror, zanim odkryją, skąd się biorą dzieci…
"Z satysfakcją przeczytałam tę książkę. Jest napisana sprawnie i dowcipnie. Problem narodzin omawia rzeczowo, prosto i zrozumiale. Bez nadmiaru informacji, ale też bez rumieńców zawstydzenia. Za to z wdziękiem i dużą dozą ciepła.
Recenzja:
Lubię i cenię Grzegorza Kasdepke za to, że nie ucieka od trudnych tematów w utworach skierowanych do dzieci, a przy tym potrafi się wymknąć schematom, temu, co już dobrze znamy. A chyba jednym z takich sztandarowych trudnych pytań, których boją się rodzice, jest: skąd się biorą dzieci? Kasdepke odpowiada na to pytanie w sposób i rzeczowy, i humorystyczny.
Trzeba mieć niezłą wyobraźnię, żeby odpowiadając na to tytułowe pytanie, pokusić się nawet o wizytę antyterrorystów w książce! No ale, tak szczerze mówiąc, po tym, co tego dnia działo się w przedszkolu pani Miłki, wcale się nie dziwię, że grupa specjalna wkroczyła do akcji :)
Zaczęło się niepozornie - jedna z dziewczynek z przedszkola zobaczyła swoją panią na spacerze i dostrzegła zaokrąglony brzuszek. Jej tata zażartował, że pani Miłka połknęła dzidziusia. Możecie wyobrazić sobie strach przedszkolaków, które mają kolejnego dnia przebywać w jednym pomieszczeniu z kimś, kto zjada dzieci - naprawdę będzie wesoło, ale momentami też powieje grozą, bo sympatyczna nauczycielka trafi nawet do szpitala. Ale spokojnie - na szczęście wszystko dobrze się skończy, a dzieci w końcu poznają odpowiedź na dręczące je pytanie. Sama nie wiem, jak autor "upchnął" tyle wydarzeń na przestrzeni nieco ponad 60 stron, niemniej faktem jest, że w tej książce nie wieje nudą, ciągle coś się dzieje.
Ilustracje nie są do końca w moim guście, ale całkiem fajnie współgrają z tekstem, więc się nie czepiam. Zresztą znam ten styl już z poprzedniej książki o przedszkolu pani Miłki i jej grupy zwariowanych dzieciaków.
Książka warta polecenia dla dzieci, które pytają o to, skąd się biorą dzieci, i rodziców, którzy nie chcą mówić o bocianach, ale nie mają pojęcia, jak ugryźć temat.
Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.









