Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 czerwca 2021

Päivi Arenius - "Muminki i zima. Szukaj i znajdź"

 

Autor:
Päivi Arenius
Tytuł: Muminki i zima. Szukaj i znajdź
Wydawnictwo: HarperKids
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 22
Ocena: 10/10
Wiek: sugerowany wiek to 3-7 lat, moim zdaniem raczej 1-3

Opis:

Mogłoby się wydawać, że zimą czas w Dolinie Muminków płynie leniwie, a Muminki zapadają w sen. Tego roku jest jednak inaczej. Dom Muminków odwiedzają niespodziewani goście, a na śniegu odbywają się harce i zabawy! Daj się zaprosić do pełnego ciepła świata Muminków i poczuj jego niezwykłą aurę. Pomogą w tym przepiękne ilustracje w stylu Tove Jansson, w których rozsmakują się zarówno najmłodsi, jak i trochę starsi odbiorcy.

Szukaj i znajdź to dopracowana graficznie i pięknie wydana kartonowa książka, którą można przeglądać bez końca, wyszukując na ilustracjach elementy wskazane w poleceniach. To doskonała zabawa, dzięki której dziecko ćwiczy spostrzegawczość, umiejętność liczenia czy znajomość kolorów i kształtów. Ilustracje zostały opracowane tak, by kilkulatek z łatwością poradził sobie z odnajdywaniem na nich wskazanych rzeczy, a polecenia w książce to tylko punkt wyjścia do wspólnej zabawy z maluchem! Towarzystwo Muminków oraz ich przyjaciół sprawi, że czas spędzony z książką będzie niezapomnianym przeżyciem, a mocne kartonowe strony wytrzymają wszystkie dziecięce eksperymenty!
 
Recenzja:
 
Czy komuś dały już w kość wiosenne upały? Jeśli tak, to mam dla Was świetną pozycję na ochłodę – „Muminki i zima” to najnowsza część z serii wyszukiwanek „Szukaj i znajdź” inspirowanych przygodami bohaterów ulubionych bajek.

Odwieźmy Dolinę Muminków przysypaną śniegiem. Czy będzie tam co robić, skoro Muminki zapadają w sen zimowy? Oczywiście! W końcu Dolina pełna jest również innych mieszkańców. Co robią mała Mi, Too-Tiki, Paszczak i Ryjek, kiedy Muminki śpią? Znajdzie się też ktoś, kto zakłóci im zimowy odpoczynek, w końcu nie mogą ich ominąć zimowe zabawy! Będzie lepienie bałwanów (i Buki) ze śniegu, łowienie ryb na zamarzniętym jeziorze, spiżarnia pełna zimowych zapasów, narty, sanki i łyżwy. Wśród tylu atrakcji nasi bohaterowie ani się obejrzą, a wróci wiosna. A wraz z nią Włóczykij.





Barwne ilustracje wypełniające całe strony tej kartonówki nie są bardzo szczegółowe (są zdecydowanie mniej skomplikowane, niż na przykład ilustracje z serii „Ulica Czereśniowa”), dzięki czemu proponuję ta pozycję najmłodszym czytelnikom. Na każdej stronie zostały przedstawione po trzy szczegóły, które trzeba odszukać, ale każdej z ilustracji towarzyszy również krótki tekst, w którym zadane są pytania, na które należy odpowiedzieć przyglądając się obrazkowi. W związku z tym, poza spostrzegawczością, cierpliwością i skupieniem uwagi maluch ćwiczy również myślenie przyczynowo-skutkowe oraz umiejętność budowania zdań i całych wypowiedzi. Na końcu książki znajdują się odpowiedzi.

Jeśli jednak macie ochotę zajrzeć do świata Muminków, ale niekoniecznie wśród zimowej aury, polecam inny tytuł z serii – „Muminki i morze”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.


środa, 4 listopada 2020

Barbara Supeł, Agata Łuksza - "Staś Pętelka. Ferie w lesie"

 
Autor: Barbara Supeł
Ilustracje: Agata Łuksza
Tytuł: Staś Pętelka. Ferie w lesie
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 45
Ocena: 10/10
Wiek: 4-5 lat

Opis:

Nie każde wakacje oznaczają wyjazd nad morze. Tym razem rodzina Pętelków na wycieczkę wybiera się w środku zimy! Jak wygląda pokryta białym puchem puszcza? I czy żubrów trzeba się bać? Poznaj Stasia, czteroletniego chłopca, który po raz pierwszy jedzie na zimowe ferie do puszczy! W planach jest tropienie zwierząt, zabawy na śniegu, przejażdżka wielkimi saniami i ognisko na polanie. Dołącz do rodziny Pętelków i wraz z nimi przeżyj zimową przygodę!


Bogato ilustrowana seria dla dzieci ukazuje istotne wydarzenia z życia przedszkolaka. Każde dziecko odnajdzie tu znane mu sytuacje i wraz ze Stasiem spotka się z emocjami, których samo doświadcza.
Warto również poznać Jadzię Pętelkę, młodszą siostrę Stasia bohaterkę serii dedykowanej maluszkom!



Recenzja:

Rodzina Pętelków wybiera się na spontaniczne zimowe wakacje – wbrew pozorom wcale nie w góry, a w samo serce bielusieńkiej Puszczy Białowieskiej. To pierwsze ferie zimowe Stasia i jednocześnie nasze pierwsze spotkanie z tymi bohaterami. Jestem pewna, że się polubimy!

Od razu bardzo spodobała mi się konstrukcja książki – chociaż to już dłuższa historia, podzielono ją na kilka mniejszych rozdziałów po 5-6 stron, dzięki czemu możemy ją czytać „na raz”, na przykład przed spaniem, albo w przypadku mniej zaawansowanych słuchaczy, stopniować sobie lekturę po jednym albo po kilka rozdziałów.
 




Książeczka jest bogato ilustrowana – mamy tu zarówno bardzo ładne ilustracje całostronicowe, jak i towarzyszące tekstowi, dzięki czemu każda ze stron została w jakiś sposób ozdobiona i nawet maluch na pewno nie będzie się nudził podczas czytania.

Nie mówiąc już o samych przygodach! Bo dla dzieci każda czynność nosi przecież znamiona przygody – od trudności z pakowaniem i dłużącą się podróż, przez lepienie bałwana, szaleństwa w śniegu, kulig i ognisko aż po tropienie zwierząt (i odwiedzanie ich w rezerwacie też!).

Bardzo fajna propozycja dla przedszkolaków - na stronach tej książeczki śnieg jest gwarantowany! Aż zatęskniłam za sankami, zaspami i kuligiem zakończonym pieczeniem kiełbasek na ognisku!
Na pewno sięgniemy też po inne przygody Stasia i jego rodzinki.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Gabriel Dylan - "Zamieć"

Autor: Gabriel Dylan 
Tytuł: Zamieć 
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Data wydania: 8 kwietnia 2020 
Liczba stron: 336 
Ocena: 7/10 

Opis: 

„Kazała nam usiąść i opowiedziała pewną historię. Historię istot, które żyły w lasach i jedynie nocą wyłaniały się ze swoich kryjówek.”

Charliemu szkolny wyjazd narciarski wydaje się doskonałą okazją do ucieczki przed nieszczęśliwym życiem rodzinnym. Nadchodzi jednak burza i miasteczko zostaje odcięte od reszty świata… Uwięzieni w górach uczniowie wraz z tajemniczą przewodniczką Hanną czekają, aż śnieg przestanie padać. Jednak kiedy zapada noc, pewien do tej pory zapomniany sekret przypomina o sobie. Burza okazuje się wówczas najmniejszym z problemów… 

Recenzja: 

Nieczęsto mam przyjemność z horrorem przeznaczonym dla młodszego czytelnika, a z całą pewnością dotychczas żadna przeczytana przeze mnie lektura nie przypominała Zamieci autorstwa Gabriela Dylana. Muszę przyznać, że ta książka niezwykle mnie zaskoczyła (i to nadzwyczaj pozytywnie), a – w wielu fragmentach – prawdziwie mną wstrząsnęła. 

Zacznę może od małego ostrzeżenia - Zamieć to dość krwawa opowiastka, dlatego polecam ją dla nieco starszych czytelników (choć sądzę, że odważny 12-latek z powodzeniem da jej radę – mnie samą w tym w wieku pożerał pociąg do książek Stephena Kinga, a to lektura zdecydowanie lżejsza). Historia – jak to bywa w horrorach – rozwija się niepozornie. Ot, obserwujemy nastolatków w górach – autor stopniowo przedstawia nam ich sylwetki (i powiela nieco stereotypów) oraz ich problemy – iście młodzieżowe. Mieszkańcy zaczynają uciekać przed nadchodzącą burzą, niemniej nauczyciele, instruktorzy i uczniowie zostają w schronisku. Niestety, nie wiedzą, że straszliwe opady atmosferyczne to ich najmniejszy problem. Krótko mówiąc – krwi nie brakuje, pałętają się straszliwe stwory, a z przeszło trzydziestoosobowej grupki zostaje… niewielu. I tych niewielu próbuje przetrwać – w miejscu odciętym od świata… 

A zatem nie było Minecrafta, nie było Grand Theft Auto, nie było żadnej sieciowej rozrywki. Nico tak się przyzwyczaił do widoku uczniów ściskających w dłoniach świecące ekraniki, że ich brak z niejasnych powodów go niepokoił. (...)

Przyznam Wam szczerze, że nie spodziewałam się tak wciągającej historii. W treści kryje się wiele tajemnic, które czytelnik z drżącym sercem rozwiązuje. Co więcej, do niektórych postaci można się naprawdę przywiązać (team Hana!), za to innym – może to niemiłe – ale życzymy śmierci. Najważniejsze, że nie jest nam nikt obojętny. Poza tym, autor fajnie przedstawił realia współczesnych nastolatków – m.in. poruszył w treści temat uzależnienia od telefonów i nawiązał do tytułów popularnych ówcześnie gier. Bardzo przypadło mi do gustu również to, że każdy bohater – nawet dość stereotypowy – jest JAKIŚ: każdy jest inny. Jednak najlepszym elementem całości jest to, że stale trzyma w napięciu, nie puszcza, a czytelnik jest coraz bardziej ciekawy rozwiązania, które… jest nie do końca spodziewane. I – niestety – lekko niedopowiedziane, co jest zarazem zawodzące, jak i na swój sposób fascynujące. 

Krótko podsumowując, Zamieć to bardzo interesująca pozycja dla młodzieży, która lubi mocniejsze lektury, budzące wiele emocji. Książkę czyta się fenomenalnie i – choć porusza tematykę zimową – doskonale sprawdzi się i na letnie wieczory. Myślę, że nawet dorośli fani horroru mogą czerpać przyjemność z tej książki – ot, to fantastyczny odpoczynek od ciężkich tytułów, niepozbawiony jednak uroku i zgrozy. Polecam z całego serca!

środa, 28 listopada 2018

Elsa Beskow - "Zimowa wyprawa Ollego"


Autor: Elsa Beskow
Ilustracje: Elsa Beskow
Tytuł: Zimowa wyprawa Ollego
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 32
Ocena: 10/10
Wiek: 3+

Opis:
Olle dostał od ojca nowe narty i nie może się doczekać, kiedy będzie mógł je wypróbować. A zimy jak nie ma, tak nie ma. Nareszcie przed Bożym Narodzeniem zaczyna sypać śnieg. Olle zakłada narty i wyrusza do lasu. Wokół jest tak pięknie, że Olle nie może się nadziwić. Kiedy nagle staje przed nim starzec przyodziany od stóp do głów w oślepiającą biel, Olle nie ma wątpliwości, że trafił do zaczarowanego lasu...

Recenzja: 

Totalnie uwielbiam tak wydane książki. Ten styl ilustracji, gramatura papieru, czcionka, a nawet rozplanowanie tekstu w jakiś specyficzny sposób przypominają mi dzieciństwo i książki, które czytała mi babcia. I może coś w tym jest, bo oryginał został napisany w 1907 roku. Mimo to, przez te ponad 100 lat historia wciąż urzeka - niepowtarzalna atmosfera książeczki nie zdezaktualizowała się ani odrobinę. 

A ilustracje są przecież tylko dopełnieniem cudownie baśniowego klimatu opowieści. Kilkuletni Olle marzy o wypróbowaniu nowych nart, dlatego nie może doczekać się zimy okraszonej porządnie sporymi opadami śniegu. Kiedy biały puch nareszcie się pojawia, jego radość nie ma końca, szczególnie, że mama pozwala mu zostać na dworze aż do zmroku. Uszczęśliwiony chłopiec, zachwycony malowniczym krajobrazem głośno dziękuje Królowi Zimy za przybycie. I właśnie w ten sposób zaczyna się jego wielka przygoda.
 





Ma zaszczyt poznać poczciwego Wujka Szrona, który staje się jego przewodnikiem po magicznym świecie śniegu i lodu – odwiedzają wspólnie pałac Króla Zimy i poznają małych pracusiów bez wytchnienia szykujących wymarzone prezenty dla dzieci – narty, sanki i łyżwy.
To odświerzający odpoczynek od komercyjnego wizerunku św. Mikołaja i jego fabryki pełnej elfów – oparty na tym samym schemacie, a jednak jakoś bardziej prawdziwy, być może ze względu na mniejszą krzykliwość. 

Książka jest pełna dziecięcego zachwytu zimą, odporności na chłód, wojen na śnieżki, bałwanów i śniegowych fortów. Od samego czytania zmarzły mi koniuszki palców – to najlepszy znak, że jestem już stara. A przecież jeszcze kilka (no dobra, może kilkanaście) lat temu najchętniej zamieszkałabym w igloo, a na nartach jeździła od rana do nocy. Aż trudno uwierzyć, że teraz przemykam tylko z domu do samochodu opatulona po sam czubeczek nosa i pompon futrzanej czapki. Obawiam się jednak, że niedługo zima na nowo otworzy przede mną swoje podwoje – w końcu ktoś będzie musiał gonić z Majką po całym tym śniegu. Czy mu się to podoba, czy nie. Kto wie, może my też trafimy na Wujka Szrona?

„Zimowa wyprawa Ollego” to świetny przedsmak śniegowego szaleństwa. Idealne dopełnienie pierwszych białych dni. 

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

środa, 21 listopada 2018

Jujja Wieslander, Tomas Wieslander, Sven Nordqvist - "Mama Mu na sankach"


Autor: Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
Ilustracje: Sven Nordqvist
Tytuł: Mama Mu na sankach
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 27
Ocena: 9/10
Wiek: 3+

Opis:

Czy krowy mogą jeździć na sankach? Ależ oczywiście, Mama Mu zrobi wszystko, by bawić się tak wesoło jak dzieci! Jak zwykle musi stawić czoła krytycznemu Panu Wronie, który każdy pomysł Mamy Mu kwituje wyniosłym oburzeniem.

Recenzja:

Czasami  wydaje się człowiekowi, że widział już wszystko. A wtedy trafia na książkę z krową zjeżdżającą na sankach na okładce. Za to moja córka ma ten widok „odhaczony” jeszcze przed ukończeniem trzeciego roku życia! I to i z przedniej i z zadniej strony!





Ale to nie jedyna wartość edukacyjna Mamy Mu! Ta przygoda uczy przede wszystkim nie przejmowania się porażkami i podchodzenia do upadków z uśmiechem na twarzy!
Mama Mu z zazdrością patrzy na dokazujące w śniegu dzieci gospodarza. Szczególnie kusząco wyglądają zjazdy na sankach, a już najfajniej upadki prosto w białe zaspy. Dzięki odrobinie perswazji udaje jej się przekonać Pana Wronę do wyjścia na dwór i pożyczenia zapomnianych przez maluchy sanek. I już po chwili oboje świetnie się bawią! Mama Mu zupełnie nie przejmuje się brakami w swoich umiejętnościach, a po ścięciu wszystkich tyczek ogłasza powstanie nowego stylu – slalomu prostego. Po upragnionym upadku w biały puch śmieje się głośno i radośnie czerpiąc z niego maksimum frajdy. 

Pan Wrona jest natomiast typem perfekcjonisty z zadatkami na niezłego szpanera – slalom wykonuje idealnie, prowadzi sanki stojąc na jednej nodze z zamkniętymi oczami i w dodatku tyłem, podlatuje przy podskokach i stale wymyśla coraz to nowe akrobacje. On nie planuje upadków. Ale jak to już z upadkami bywa – zazwyczaj planują się same. 

Ta książka to całkiem sporo czytania, bardzo dużo ilustracji, które zdecydowanie dominują nad tekstem i są absolutnie fantastyczne (za krowę na sankach przyznaję osobistego Oscara! A śmiejąca się krowa otrzymuje nominację), potężna dawka humoru i mnóstwo zimowej frajdy. 

Majka od dawna już męczy mnie o śnieg i sanki – jak to dziecko. Ale tym razem nawet ja – najbardziej ciepłolubne stworzenie na świecie zatęskniłam za odrobiną zimowego szaleństwa. 

Śniegu, przybywaj! Jesteśmy gotowi!

PS. Jak już trochę przyzwyczaiłam się do opryskliwego sposobu bycia Pana Wrony, tak tym razem „Odkracz się” wyjątkowo nie przypadło mi do gustu. Ale po prostu na razie go nie czytam. Może jak Majka podrośnie i będzie częściej spotykać się z takimi odzywkami, to się przeprosimy.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.