Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literacki Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literacki Egmont. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2020

Zofia Stanecka - "Basia i przyjaciele. Zuzia"


Autor: Zofia Stanecka
Tytuł: Basia i przyjaciele. Zuzia
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 24
Wiek: 3-7 lat
Ocena: 10/10

Opis:

Dlaczego mama Zuzi, koleżanki Basi, nagle wyjechała z miasta? Czy ma to coś wspólnego z tatą? Czy dziewczynka wróci do przedszkola? I czy przejdzie jej złość, którą czuje na tatę, koleżanki, kolegów…i cały świat?  

„Basia i przyjaciele. Zuzia” to wciągająca opowieść przeznaczona dla przedszkolaków. Ciepła historia o trudnych emocjach, takich jak strach, złość i poczucie opuszczenia, ale też bliskości i wybaczeniu pomaga najmłodszym lepiej rozumieć siebie i innych ludzi, uczy empatii i wrażliwości. Książka Zofii Staneckiej wzruszy i wywoła uśmiech na twarzach czytelników bez względu na wiek!  

„Basia i przyjaciele. Zuzia” to: 
● ciekawa, pełna emocji opowieść; 
● sympatyczni bohaterowie, z którymi łatwo się utożsamić; 
● prosty, żywy, zrozumiały dla najmłodszych język; 
● nie zawsze łatwe sytuacje i dylematy, które dzieci obserwują w swoim otoczeniu; 
● piękne ilustracje Marianny Oklejak. 

W serii „Basia i przyjaciele” znajdują się książki przeznaczone dla dzieci w wieku przedszkolnym, które znają Basię i chciałyby dowiedzieć się więcej o bliskich jej osobach: przyjaciołach, kolegach i koleżankach, a także członkach rodziny. Żywy język, wartka akcja, poczucie humoru i wartościowe przesłanie to cechy charakterystyczne tej serii, tak samo jak wszystkich książek o Basi!

Recenzja:


Basia to akutualnie ulubiona seria książek mojej dwuipółletniej córki. Najbardziej lubimy "Wielką księgę pytań" oraz "Basię do słuchania", niemniej namiętnie kolekcjonujemy także inne, pojedyncze przygody Basi i jej przyjaciół. 

Zuzia to koleżanka Basi z przedszkola. Dość charakterna i niebojąca się wyrazić własnego zdania. Nawet jej zdarza się jednak mieć gorszy dzień, na przykład wtedy, gdy mama pokłóci się z tatą i wyjedzie gdzieś z tego powodu, nic nie tłumzcząc córce, a dziewzynka usłyszy później w przedszkolu od kolegi, że jej rodzice na pewno się rozwiodą. Trudno wtedy zapanować nad emocjami, które rozsadzają od środka. Gdy doprowadzą do wybuchu, dzieje się coś, co dla nikogo nie jest przyjemne - ani dla Zuzi, ani dla jej przyjaciół, ani dla taty, który musi przyjechać do przedszkola, by odebrać córkę, która źle się poczuła. Nie martwcie się jednak, cała historia zakończy się dobrze, a to za sprawą najlepszego z możliwych sposobu rozwiązywania problemów - rozmowy.



To nie jest łatwa i przyjemna książka o emocjach. Ale za to bardzo potrzebna, bo dotyczy tych trudnych - strachu, rozżalenia, złości, oraz sposobów radzenia sobie z nimi, tych akceptowalnych i tych, które ranią. Bo nie ukrywajmy - w emocjach czasem trudno o wybór tego optymalnego. Zuzi też było trudno, ale jej przykład pokazuje, że wszystko da się naprawić, nawet to, że popchnęło się przedszkolnego kolegę. Zresztą dzięki tej niełatwej sytuacji stało się coś jeszcze - Zuzia i tata zbliżyli się do siebie, zaczęli rozmawiać i wyjaśniać różne sprawy. Dziewczynka zrozumiała, że nie wszystko jest takie, jakie się na początku wydaje - owszem, mama wyjechała, ale to wcale nie znaczy, że nigdy nie wróci. 

Moja córka lubi tę część przygód Basi, często po nią sięga. Ja też ją lubię, bo jest taka życiowa, jak zresztą wiele części tej serii. Nie jest cukierkowo, pokazuje się tu sytuacje trudne, z których jednak udaje się bohaterom wyjść obronną ręką. I to jest fajne! Basia jest fajna! Zdecydowanie polecam.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

środa, 9 października 2019

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i zegarek"

 
Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i zegarek
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

Pewnego dnia Basia dostaje od Dziadka Henryka w prezencie piękny zegarek z błyszczącymi brylancikami. Jednak co oznaczają przesuwające się wskazówki i jak odczytać z nich godzinę? Dziewczynce przychodzą do głowy też inne pytania… Dlaczego podczas zabawy czas pędzi jak szalony, a gdy na coś bardzo, bardzo się czeka, minuty ciągną się jak godziny? Co oznacza przemijanie? Czy Dziadek będzie znał odpowiedzi na te pytania?

Ulubiona bohaterka dzieci powraca z kolejną porcją przygód! Sympatyczną i niesforną Basię łatwo polubić i jeszcze łatwiej się z nią utożsamić. W książce „Basia i zegarek” dziewczynka uczy się kolejnych ważnych umiejętności, ale też zadaje ważne pytania o naturę czasu i przemijanie.

„Basia i zegarek” to piękna, zabawna i wciągająca historia o walorach edukacyjnych dla dzieci w wieku przedszkolnym. Napisana prostym językiem i przesycona humorem opowieść Zofii Staneckiej zaciekawi przedszkolaków tematem czasu, a przy tym rozbawi do łez. Kapitalne ilustracje Marianny Oklejak są doskonałym uzupełnieniem tekstu.


Recenzja:

Obawiałam się trochę, że to jedna z tych „poważniejszych” Baś, na które moja trzyipółlatka będzie jeszcze trochę za mała – w końcu trudno „znać się” na zegarku, jeśli nie zna się jeszcze cyferek. Szybko okazało się jednak, że „Basia i zegarek” wcale nie ma na celu nauczyć przedszkolaki jak odczytywać godzinę, a przybliżyć im koncepcję czasu. 

Czym zegarek różni się od biżuterii? Czym jest przeszłość, przyszłość i teraźniejszość? Ile to jest „za minutkę”, a ile „za godzinę”? Czy to moralne „zabijać czas”? A tracić? Czy czas mieszka w zegarku? I dokąd on w ogóle płynie i ucieka? Co nam daje, a co odbiera?
 





Kolejna przesympatyczna książeczka o przygodach Basi i to z naszym ulubionym, okrąglutkim dziadkiem Henrykiem w jednej z głównych ról (zabawa w kotka i myszkę z poprzedniej „dziadkowej” części wciąż umila nam każdy wieczór zmieniając moje spokojne domowe zacisze w prawdziwy dom wariatów…). Nie jest łatwo zmierzyć się z tak abstrakcyjnym pojęciem, jak natura czasu i przemijania. Szczególnie w taki sposób, by był on zrozumiały dla przedszkolaka. A jednak się udaje – jest wesoło, mądrze, całkiem prosto i z filozoficzną nutką. 

A obłędnie kolorowe ilustracje jak zwykle nie pozwalają oderwać oczu od książki. Tylko gdzie ja teraz znajdę zegarek z błyszczącymi cyrkoniami i wesołymi pieskami na pasku dla mojej basiomaniaczki? 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 18 września 2019

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i przyjaciele. Janek"


Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i przyjaciele. Janek
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:


Starszemu Bratu Basi, Jankowi, niestraszne żadne wyzwanie – jest przecież najstarszy z rodzeństwa! Sprawa komplikuje się jednak, gdy chłopiec dowiaduje się, że być może będzie musiał nosić okulary. Jak poradzi sobie z obawą, że inne dzieci będą się z niego śmiać? I jak przyznać się przed sobą do trudnych emocji? Tego dowiedzą się mali czytelnicy w następnej opowieści z cyklu „Basia i przyjaciele”!

„Basia i przyjaciele. Janek” to kolejna książka z serii przedstawiającej bliskie osoby uwielbianej przez dzieci dziewczynki. Tym razem bohaterem jest Janek, starszy brat Basi, który mierzy się z trudną dla niego sytuacją – ma nosić okulary! Mądra i zabawna historia będzie świetnym pretekstem do rozmowy z dzieckiem o własnych emocjach, potrzebie akceptacji i lęku przed odrzuceniem.

Opowieści o Basi i jej przyjaciołach to sposób na rozwijanie miłości do czytania od najmłodszych lat. Twoje dziecko szybko zaprzyjaźni się z wesołą, kreatywną dziewczynką i będzie towarzyszyć jej w odkrywaniu świata.


Recenzja:

Odrobina męskiego spojrzenia w basiowym świecie. W końcu bycie bratem nie jest łatwe. A już bycie najstarszym bratem, to już w ogóle! 

Kiedy Janek dowiaduje się, że być może będzie musiał nosić okulary, wcale nie podchodzi to tego ze spokojem. Mimo, że wady wzroku są bardzo popularne nie tylko wśród rówieśników, ale nawet w basiowej rodzinie – w końcu mama Basi i Janka nosi okulary i daje radę! – lęk przed zmianą i reakcją otoczenia zmusza do bardzo emocjonalnej reakcji. Ani próby pocieszenia ze strony rodziców, ani wyjątkowo entuzjastyczne podejście młodszej siostry nie pomagają ani trochę. 





W dodatku mając dwoje młodszego rodzeństwa dopchanie się do rodziców po uwagę i zrozumienie graniczy z cudem, wymarzony majówkowy wyjazd okazuje się rozczarowaniem, a obowiązki i oczekiwania wobec Janka jako starszego brata bywają przytłaczające. Czasami nie pozostaje nic innego, jak uciec od wszystkich i wszystkiego. Nawet, jeśli ucieczka kończy się tuż za rogiem. 

Seria o Basi jest skarbnicą istotnych zagadnień, bardzo się cieszę, że porusza kolejne z nich – i to hurtowo, bo mamy tu nie tylko widmo okularów, ale również presję najstarszego wśród rodzeństwa (znam ten ból z własnego doświadczenia!), jak i potrzebę wysłuchania i akceptacji. Basia uczy, bawi i wychowuje. Jak zawsze w genialnej szacie graficznej. I oczywiście nie tylko dziewczynki!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

czwartek, 9 maja 2019

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia. Wielka ksiega pytań"


Autor:
Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia. Wielka księga pytań
Wydawnictwo: EGMONT Literacki
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 112
Ocena: 10/10
Wiek: 3-4, 5-7 lat

Opis:

„Basia. Wielka księga pytań” to tak naprawdę wielka księga odpowiedzi na codzienne i niecodzienne pytania przedszkolaków. W końcu, jak wyliczyli naukowcy, dzieci w wielu przedszkolnym zadają około 300-400 pytań dziennie. Basia również. Dlaczego? Po co? Jak? Kiedy? Dociekliwa Basia dopytuje mamę, wierci dziurę w żołądku tacie i ciągnie za język babcię, dziadka, a nawet pluszowego Miśka Zdziśka. Chce zrozumieć, po co jest to wszystko, skąd się wzięło i jak działa.

„Basia. Wielka księga pytań” to skarbnica wiedzy dla dzieci i praktyczna ściąga dla dorosłych. W końcu nie tak łatwo odpowiedzieć na pytania:
- Dlaczego znowu ktoś nasiusiał na deskę?
- Dlaczego dorośli mówią brzydkie słowa?
- Dlaczego tata pryka buzią?
- Jak działa bankomat?
- Skąd się biorą bączki?
- Kiedy dojedziemy na miejsce?

Książka zasypuje pytaniami, ale i odpowiedziami. „Basia. Wielka księga pytań” ma formę krótkich rozmów Basi z ofiarami jej niebywałej ciekawości. Autorka Zofia Stanecka, jak zwykle postarała się, aby były to dyskusje cięte, pełne humoru i ciepła. Jak zwykle podczas czytania Basi, trudno się powstrzymać się od chichotu. 

Seria książek o Basi stworzona przez Zofię Stanecką i Mariannę Oklejak należy już do kanonu literatury dla przedszkolaków. Książkę wielką sympatią darzą też rodzice oraz pracownicy bibliotek. 


Recenzja:
W moim odczuciu nie ma nic gorszego, niż książka dziecięca, która nudzi rodzica. Szczególnie ta ulubiona, którą trzeba czytać w kółko i w kółko, a i tak za każdym razem, gdy z ulgą próbujemy odłożyć ja na bok, słychać pełne nadziei „jeszcze raz!”

Chyba właśnie na tym polega fenomen Basi – jest napisana tak, by zyskując sympatię dziecka, jednocześnie zaciekawić rodzica. Prawdziwa, pełna autentycznych dziecięcych humorków, podejmująca tematy z życia codziennego każdej rodziny i zabawna. Książki (bo to już nie są malutkie książeczki do maluchów, co to, to nie!) z przygodami Basie skradły nasze serca już dawno. Ale Wielka Księga Pytań to jednak coś troszkę innego i zupełnie nie wiedziałam, czym autorki mnie zaskoczą. 

Okazuje się, iż jest to 31 baaardzo dzieciowych pytań podzielonych na cztery kategorie: „Pytania od kuchni” (np. „Czy mogę wylizać ciasto z miski?”), „Kto pyta nie błądzi” (np. „Skąd się bierze bałagan?”), „Bardzo poważne pytania” (np. „Dlaczego mnie urodziłaś?) i „Dlaczego zwierzęta?” (np. „Po co są komary?”). A każde pytanie do pretekst do wysnucia kilkustronicowej historyki, w której Basia próbuje rozwikłać daną zagadkę, a rodzice i rodzeństwo cierpliwie starają się jej w tym pomóc. 







Spodziewałam się, że ta pozycja, podobnie, jak niektóre „Basie” podejmujące trudniejsze nieco tematy jeszcze nie zainteresuje mojej trzylatki. A przynajmniej nie w takim stopniu, jak nasze ulubione tytuły. Jednak duże gabaryty książki deprymują jedynie na pierwszy rzut oka – wnętrze skrywa niedługie, bardzo przystępne teksty. Spokojnie czytamy po dwa/trzy pytania, zanim moje dziecię się rozproszy i przestanie słuchać odpowiedzi. A co najważniejsze – nawet w przypadku tak krótkich form, Basia nie przestaje być sobą. I rodzic nie ma szans na nudę, zwłaszcza, że to nie tylko mnóstwo różnorodnych tematów, ale i spora pomoc rodzicielska. Bo nie ma gwarancji, że to akurat któreś z tych pytań nie padnie kiedyś z ust mojego dziecka? I zamiast się pocić i wyginać, można będzie wtedy odpowiedzieć „A pamiętasz, jak czytałyśmy Basię….” Bo mimo wszystko jednak nie wiedziałabym dlaczego świnki mają zakręcone ogonki. A teraz już wiem! I jestem gotowa!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 1 maja 2019

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i śmieci"



Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i śmieci
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

Tym razem mała Basia mierzy się z wielkim problemem zaśmiecenia środowiska. „Myślałaś kiedyś o tym, że jesteś wielorybem?” – pyta mamę Basia. Od tego przewrotnego pytania zaczyna się rozmowa o ekologii i brudnej stronie współczesnego świata. „Bo wieloryby nie mogą jeść torebek” – słusznie zauważa Basia. Dziewczynka odkrywa, że świat wokół niej nie jest tak różowy i wszyscy mamy za uszami. Używamy foliowych torebek, plastikowych opakowań, słomek. Krótko mówiąc, śmiecimy.

Basia otwiera oczy młodym czytelnikom na jedno z najpoważniejszych wyzwań dzisiejszego świata: zanieczyszczenie środowiska. Razem z Basią dowiadujemy się:
- czym jest ekologia,
- jak ludzie zanieczyszczają środowisko,
- jak nasze działania wpływają na przyrodę,
- co możemy zrobić, żeby zmienić nasze nawyki.

Autorki serii o Basi Zofia Stanecka oraz Marianna Oklejak po raz kolejny stworzyły opowieść, którą pokochają przedszkolaki, docenią rodzice, i o którą będą zabiegać wszystkie dziecięce biblioteki w kraju.

Doceniając proekologiczny przekaz „Basi i śmieci”, książkę swoim patronatem objęły WWF i Greenpeace.

Recenzja:
Seria o Basi jest w naszym domu prawdziwym fenomenem – czytamy ją od prawie dwóch lat i jeszcze nie mamy dość. Ani my, ani córka. 

Basia jest prawdziwa, zabawna, sympatyczna i świetnie zilustrowana. Co więcej oswaja malucha z najrówniejszymi problemami i niespodziankami życia codziennego – od alergii, przez powiększenie rodziny, dentystę, remont, aż po pojęcie wolności, czy różnorodności. Mierzy się z osiągnięciami cywilizacji, jak telewizor, czy tablet. Tym razem przyszła pora na jeszcze większe zagrożenie, niż postęp cyfryzacji – na śmieci. 

Najnowsza część przygód Basi pojawiła się w księgarniach z okazji obchodów Dnia Ziemi, kiedy to problem zastraszającej produkcji odpadów i ekologii staje się przedmiotem namysłu nawet najmłodszych, którym beztroskie dzieciństwo zazwyczaj oszczędza takich refleksji. A szkoda, bo nigdy nie jest za wcześnie na kształcenie dobrych nawyków. Basia wie o tym najlepiej. I chętnie pomoże! 



 

Pewnego dnia Basia wraca z przedszkola strasznie przygnębiona – dowiaduje się jaki bardzo papierowe torebki mogą zaszkodzić wielorybom. Nagle wszędzie wokół siebie widzi śmieci – nie tylko w parku, ale również w swoim pokoju, gdzie przewalają się opakowania po ukochanych żelkach, papierki i sreberka po czekoladkach. Mała dziewczynka zwraca uwagę całej rodziny na potrzebę troski o otaczającą nas naturę, a rodzice pomagają jej tą potrzebę spełnić i zaznajamiają ją z pojęciem ekologii, zarówno w teorii, jak i w praktyce – wspólnie szyją wielorazowe torebki na zakupy, postanawiają kupować żelki na wagę i wrzucać je do własnego pojemniczka, sadzą drzewa.
Ta książka naprawdę potrafi dać do myślenia – nie tylko dzieciom i nie tylko tym wrażliwym na los wielorybów. Jutro wyciągam z dna szafy maszynę do szycia!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 5 września 2018

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i tablet"


Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i tablet
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

Basia z rodziną wyjeżdża nad morze. Czas w drodze umila (a może raczej utrudnia) jej tablet, który Janek dostał od kuzyna. Nie dość, że tablet ma tyle różnych funkcji, że ciężko wspólnie zadecydować, w jaki sposób go wykorzystać, to jeszcze psuje nerwy mamie, która obawia się, że dzieci wpadną przez niego w nałóg. Niby tata tłumaczy, że mądrze wykorzystywany nie szkodzi, ale do końca nie wiadomo, jaka jest prawda.
Czy Basi uda się zrozumieć, czemu taki mały przedmiot budzi tyle skrajnych emocji? Czy dowie się, o co tak naprawdę chodzi z tym nałogiem, o którym wspomina zaniepokojona mama?

W tym tomie przygód Basi autorki zmierzyły się z tematem nowoczesnych technologii w życiu dziecka. Dotknęły przy okazji kwestii uzależnień w sposób przystępny dla młodego człowieka. Ta historia pomoże dzieciom zrozumieć, dlaczego rodzice ograniczają im kontakt z komputerami i tabletami, a rodzicom ułatwi rozmowę z dziećmi na ten temat.

Recenzja:

Całe szczęście, że problem uzależnienia od tabletu jeszcze się w naszym domu nie pojawił (z tej prostej przyczyny, że go w naszym domu nie ma), ale nowoczesne technologie są już częstym gościem w życiu mojej dwuipółlatki (szczególnie bajki na puszczane na telefonie, których Majka chce ostatnio coraz więcej i więcej), więc przestroga na pewno się przyda. A seria o Basi, wyjątkowo u nas lubiana, świetnie tłumaczy maluchom tego rodzaju zjawiska i problemy.

Janek dostał od kuzyna tablet i ten niepozorny gadżet z każdym dniem uzurpuje sobie prawo do coraz większej ilości czasu i uwagi całej basiowej rodziny generując kłótnie niemalże od pierwszego dnia.
I nawet jeśli tabletowe gry mogą okazać się wybawieniem podczas przydługiej podróży albo choroby w deszczowy dzień (o ile tylko rodzeństwo zgodnie się nim dzieli), to kiedy staje się główną atrakcją wakacyjnego wyjazdu, przedkładaną wysoko ponad innymi rozrywkami, to zaczyna się kłopot.







Uwielbiam rodziców Basi za ich szczerość, prawdziwe emocje i słabości oraz cierpliwość w objaśnianiu dzieciom świata. Bo historia o tablecie nie dotyczy wyłącznie problemów z techniką rozpychającą się łokciami w naszym życiu i będącą niejednokrotnie bardziej atrakcyjną opcją niż wyjście na plac zabaw, czy rodzinny obiad, ale o nałogach i uzależnieniach w ogóle. A to dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Prostymi słowami na poważne tematy i przykłady z życia to główne atuty tej powieści. Do tego ciepło i rodzinna bliskość jako lek na wszystkie zmartwienia. No a Basia jest cudna jak zawsze!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 4 lipca 2018

Megan McDonald, Peter H. Reynolds - "Wielka księga wyzwań Hani Humorek"


Autor: Megan McDonald
Ilustracje: Peter H. Reynolds
Tytuł: Wielka księga wyzwań Hani Humorek
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 384
Ocena: 5/10
Wiek: 6+

Opis:

„Hania Humorek, miała humorek. Humorek na dzierganie na palcach, a nie na myślenie o szkolnych zdjęciach. Chciała teraz  osiedzieć sama. I żeby żaden paskudny młodszy brat nie przeszkadzał jej jak natrętny komar. Bzzz! Głos Smrodka ciągle bzyczał jej w uchu.„

Hania Humorek uwielbia wyzwania! W „Wielkiej księdze wyzwań” znajdziecie dwa opowiadania, w których ta bystra dziewczynka mierzy się z poważnymi kwestiami.
Jak wiecie, Hania Humorek słynie z tego, że miewa humorki. Czasem mniejsze, często całkiem duże, którym towarzyszy zła minka. Lubi robić wszystko na przekór, dlatego jest zachwycona, jak wreszcie nadchodzi jej ulubiony dzień w roku: Dzień na Opak. Dziewczynka postanowiła zaskoczyć wszystkich swoim wyglądem i zachowaniem: zamiast fryzury na kształt ptasiego gniazda, jaką nosi na co dzień, tego dnia uczesała się i spięła włosy. Porzuciła też na dnie szafy swoją ulubioną koszulkę z napisem JESTEM DZIEWCZYNKĄ WRRR i założyła piękne ubranie, a nawet dopasowała do siebie skarpetki!
Zachowywała się też zupełnie jak nie ona. Swoją postawą zaskoczyła wszystkich i tak jej się to spodobało, że postanowiła zrobić sobie aż Tydzień na Opak…

W drugim opowiadaniu Hania podejmuje wyzwanie stworzenia swojej listy marzeń i jak najszybszej ich realizacji. Inspiracja do tego wyzwania jest dla niej Lista Marzeń Ostatnich jej babci, którą przypadkowo znajduje. Czy dziewczynce uda się nauczyć grać na jakimś instrumencie, pojechać pod namiot, zacząć wydawać gazetę z samymi dobrymi wiadomościami i dotrzeć na prawdziwą Antarktyke przed zakończeniem czwartej klasy? Przekonajcie się.

„Hania Humorek. Wielka księga wyzwań” to idealna propozycja dla wszystkich fanów rezolutnej bohaterki stworzonej przez amerykańską pisarkę Megan McDonald. Prosty język, duże litery i wygodny format sprawiają, że książki są chętnie czytane przez dziewczynki i chłopców w wieku wczesnoszkolnym. 

Autorem ilustracji do serii „Hania Humorek” jest Peter Reynolds, który podkreśla, że jego misja to „opowiadać́ historie, które mają znaczenie”.


Recenzja:

Bez większego owijania w bawełnę – rozczarowała mnie ta książka. To w dużej mierze moja wina, bo nie skojarzyłam tytułów, jakie kryją się akurat w tej księdze, ale mimo to dobór opowiadań nie do końca mi odpowiada.






Zdawałam sobie sprawę z faktu, że Wielkie Księgi Hani Humorek zbierają w sobie po dwa opowiadania ze wszystkich już wydanych przygód tej psotnej dziewczynki, które dobierane są pod względem tematyki. Ale założyłam, że skoro nie czytałam praktycznie żadnej Hani (poza jedną) od dobrych dziesięciu lat, to przynajmniej powtórzę sobie jakąś historię z dzieciństwa. A tu klops. W książce, którą otworzyłam trafiłam na jedno z nowszych opowiadań – wydane w drugiej połowie zeszłego roku. I to właśnie moim zdaniem zupełnie nie zdaje egzaminu. Wydaje mi się, że takie zbiory powinny sięgać do źródeł i przypominać wcześniejsze części Hani. Wydawanie tej samej historii w dwóch osłonach na przestrzeni kilku miesięcy jest dla mnie trochę bez sensu.

Oczywiście sama Hania jak zwykle jest ekstra i podczas lektury drugiego z opowiadań (z 2015 roku, co ma już znacznie większy sens) bawiłam się fantastycznie, bo ta bohaterka potrafi kompletnie rozbroić czytelnika niezależnie od jego wieku. Sam pomysł ksiąg też jest super, bo chociaż ja sama wolę każdy tom osobno, to nie zaprzeczam, że połączone w księgi dużo lepiej prezentują się na półce, a i satysfakcja z przeczytania tak grubej książki jest proporcjonalnie większa. 

Pomysł jest super, Hania jest świetna, ale dobór historii w 50% nieudany. A dla małego kolekcjonera takie rzeczy są ważne. Podobnie, jak dla finansującej książkowe zakupy mamy.
Hanię jednak będę polecać zawsze, dlatego jeśli nie znacie jeszcze obydwu historii, nie wahajcie się z zakupem/wypożyczeniem, bo warto. Ale jeśli jesteście na bieżąco, trzeba niestety czekać na kolejną, niezależną część.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

piątek, 11 maja 2018

Stanecka Zofia - "Basia. Wielka księga słów"


Autor: Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia. Wielka księga słów
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 144
Ocena: 9/10

Opis:

Basia używa wielu słów. Znaczenie części z nich zna tylko ona i jej rodzina, ale poza tym to doskonale znane wszystkim wyrazy, takie, jak chociażby „jajecznica”, „choinka” czy „telewizor”. Tylko nie zawsze dla Basi te słowa znaczą to samo, co dla Was. Zresztą większość z nich dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego. Bo na przykład dla Basi przyjaciel to ktoś zupełnie inny niż dla taty czy mamy. Natomiast dla Janka „mama to mama” a dla Basi mama jest milutka do przytulania. Niezły bałagan!  
„Basia. Wielka księga słów” to wyjątkowa propozycja wydawnicza dla wszystkich fanów Basi. Dzięki tej książce dzieci będą mogły poznać znaczenie słów, nauczyć się ich interpretacji i zrozumieć, że nie zawsze dany wyraz znaczy to samo dla wszystkich. 

Pięknie wydana, bogato ilustrowana „Basia. Wielka księga słów” dostarczy mnóstwo wrażeń małym i dużym miłośnikom basiowego świata. Wielka księga pęka w szwach od słów, które niosą tak wiele znaczeń, często różnych dla wielu osób. – Jeśli powiem Basi: Jak sprzątniesz, zrobimy coś miłego, to ja mam na myśli czytanie, a Basia jedzenie żelków. Bywa, że trochę różnie rozumiemy to samo słowo. – mówi Tośka, mama Basi. – Słowo to jest takie coś, czym mówimy albo piszemy. Kiedy na przykład powiem: Chcę żelki!, to Mama wie, czego chcę, chociaż tam wcale nie ma żelków. Lubię takie słowa jak żelki. Nie można ich zjeść, ale jak mówię żelki, to od razu jest mi weselej. – wtóruje Basia Książki z serii Basia ukazują się od 2008 roku.

Każdy z tomów to osobna historia z życia Basi i jej rodziny. Książki dotyczą spraw istotnych dla dzieci w wieku przedszkolnym. Są nie tylko doskonałą lekturą na dobranoc, ale również stanowią pretekst do rozmów z dzieckiem na ważne tematy.  
Autorka Zofia Stanecka nie boi się poruszać trudnych zagadnień. Z humorem i poszanowaniem wagi danego tematu dla dziecka tworzy wspaniałe opowieści, które uczą, bawią i wzruszają. Wraz z autorką ilustracji - Marianną Oklejak - stworzyły wiodącą na polskim rynku serię książek dla dzieci w wieku 3-6 lat, docenianą i wielokrotnie nagradzaną. tak wiele znaczeń, często różnych dla wielu osób. Przekonajcie się, co znaczą one dla Basi.

Recenzja:


Nie wiem, czy potrafiłabym wskazać rodzica, który nie zna serii o Basi. Większość z tych, których znam, zwłaszcza gdy chodzi o mamy dziewczynek, ma w domu co najmniej jedną taką książeczkę. Bo Basia jest po prostu fajna - sympatyczna, oryginalna i ciekawa świata. Dobrze zatem poczytać dzieciom o kimś takim, w dodatku o ich prawie rówieśniku. Książki o Basi mają to do siebie, że są króciutkie i dotyczą konkretnego zagadnienia, z jakim aktualnie zmaga się dziewczynka. Tym razem mamy jednak do czynienia z czymś ekstra, bo "Wielka księga słów" jest skarbnicą wiedzy o świecie widzianym oczami naszej bohaterki. To trochę tak, jakby zebrać najciekawsze pomysły Basi w jednym miejscu. Publikacja musi zatem być słusznych rozmiarów. I jest!

"Basia. Wielka księga słów" urzekła mnie już samą swoją ideą. Na co dzień nie zastanawiamy się przecież zbyt często nad tym, że różne wyrażenia mogą oznaczać dla każdego coś innego. Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do patrzenia na świat przez pryzmat własnej wiedzy o nim i swoich doświadczeń. Autorka już we wstępie przypomina nam, że jesteśmy w błędzie, bo to, że miłe spędzenie czasu wolnego dla mnie na przykład jest synonimem czytania, to nie znaczy, że dla kogoś innego także. Ktoś inny może woleć biegać, iść na lody, jechać na wycieczkę i robić mnóstwo innych rzeczy, jednocześnie uważając czytanie za nudne.

Tak naprawdę w każdym domu znalazłoby się co najmniej kilka takich określeń - właściwych i znanych jedynie domownikom i bliskim osobom. To jakby wycinek nowego języka, którym posługują się tylko ludzie w niewielkim kręgu, wśród samych swoich. Swoją drogą - chyba właśnie podsunięto mi świetny pomysł na najbliższe lata, kiedy moja córa zacznie już mówić. Stworzenie naszej domowej Wielkiej Księgi Słów - to byłoby coś! Wiadomo, że to robota na lata, ale z drugiej strony - piękna pamiątka.

Ci, którzy znają Basię z innych książeczek z serii, wiedzą, że jej słownik jest naprawdę bogaty. W tej publikacji znajdziecie jej definicje przeróżnych wyrazów - od spraw poważnych, życiowych i niejednokrotnie trudnych (jak na przykład adopcja) przez członków rodziny po pojęcia typowo abstrakcyjne (co powiecie na błotne kotleciory?).



Publikacja zdecydowanie warta polecenia - tak dzieciom, które już znają Basię, jak i młodym Czytelnikom, którzy dopiero chcieliby ją poznać.

Książę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa EGMONT.

środa, 27 września 2017

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i basen"


Autor:
Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i basen
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 3-7 lat

Opis:

Tata zabiera Basię i Janka do parku wodnego. Czy Basia nauczy się pływać? Czy odważy się zjechać z największej zjeżdżalni? I czy uda jej się umknąć przed... rekinem?

Przygody Basi pomagają dziecku zrozumieć świat, swym humorem rozśmieszają dzieci i dorosłych.


Recenzja:

Czy jest tu ktoś, kto nie zna jeszcze Basi? Uczciwie przyznaję, że ja nie znałam. Bohaterką mojego dzieciństwa była Lotta z Ulicy Awanturników, moja młodsza siostra wychowała się śledząc losy Martynki i już czuję w lewym kolanie, że moja córka będzie dorastać w towarzystwie Basi.

Na tą książkę zwróciłam uwagę zupełnym przypadkiem i jestem po prostu zachwycona. Kupuję tą małą psotnicę wraz z jej zakręconą rodzinką całym sercem i już wiem, co Bobasa dostanie na święta od każdego chyba członka rodziny, bo seria o Basi to mistrzostwo świata i na pewno niejedną jej przygodę po prostu musimy mieć na półce.

Lektura przygód Basi to rozrywka dla całej rodziny – ciepła, mądra i pouczająca, a dla rodziców niezwykle zabawna i rozczulająca. I co najważniejsze – autentyczna. To pełne codziennego komizmu historyjki z życia pewnej rodzinki obnażające sympatyczne, choć niewątpliwie męczące perypetie bycia rodzicem. Bo z Basi jest niezłe ziółko i niełatwo za nią nadążyć - jest żywą, rezolutną i strasznie sympatyczną dziewczynką. Ma starszego brata (sztuk jeden), młodszego brata (sztuk jeden), mamę, tatę lekarza (aż dziw, że nie prawnika :D) i żółwia. Rozpiera ją energia i ciekawość. A poznawanie świata z tak uroczą bohaterką to prawdziwa przyjemność – niezależnie od wieku czytającego.

Jakby nie patrzeć, to jedna z tych ksiażek, które działają na jajniki zdecydowanie lepiej niż program 500+.

Poza lekkim humorem, wysokim poziomem literackim, intertekstualnością i bohaterami, z którymi trudno się nie utożsamiać, książka zachwyca również genialnymi ilustracjami. Marianna Oklejak to moje całkiem nowe odkrycie i powiem najzupełniej szczerze, że zakochałam się w jej stylu bez pamięci.

W tej części mamę zmogła choroba - na tyle poważna, że nawet nie zjadła przygotowanych przez dzieci kanapek z kremem czekoladowym! By dać jej szansę na wypoczynek i choć chwilę spokoju, tata zabiera swoje małe rozrabiaki na basen (marząc jednocześnie o małym relaksie w jacuzzi). A jak wiadomo, taka wyprawa bywa zazwyczaj kumulacją zabawnych sytuacji – od przymusowych zakupów (w końcu zawsze ktoś zapomni kąpielówek), przez niegroźne upadki aż po fascynację Basi pewnym wytatuowanym jegomościem. Bo na basenie nie sposób się nudzić – na każdym kroku czeka moc atrakcji (szczególnie, kiedy trzeba pilnować dwójki ciekawskich, nadaktywnych małolatów) i zazwyczaj brakuje już czasu na odpoczynek w bąbelkach. Ot, uroki rodzicielstwa ;)





„Basia” wciąga i najlepszym tego dowodem jest fakt, że to pierwsza książka o takiej objętości tekstu, którą moja półtoraroczna córka wysłuchała w całości. A potem zamknęła książkę, obróciła do początku i zażyczyła sobie czytania od nowa. Trudno o lepszą reklamę.

Basię poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa EGMONT, wielkie dzięki!