Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci starszych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci starszych. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 kwietnia 2021

Jeff Kinney - "Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno"

Autor i ilustrator: Jeff Kinney
 Tytuł: Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 224
Wiek: 6-14 lat 
Ocena: 9/10

Opis:
 
 Wakacje w starym wozie kempingowym wujka Gary’ego? Brzmi jak przygoda! Rodzina Grega zamierza spędzić to lato w prawdziwej, najprawdziwszej głuszy. Tylko że w głuszy na ogół grasują jej niezbyt gościnni mieszkańcy – namolne niedźwiedzie, żarłoczne kleszcze i najgorsze z nich wszystkich – SKUNKSY. Czy urlop na łonie natury, który był szczytem marzeń Heffleyów, okaże się zupełnym dnem?
 
Recenzja:
 
Z pewnością wiele osób tęskni już za swobodą przemieszczania się i związanymi z nią wycieczkami pełnymi przygód. Miejmy nadzieję, że do wakacji sytuacja w kraju i na świecie ustabilizuje się do tego stopnia, iż będzie można wybrać się bez strachu na jakąś rodzinną wyprawę. Mimo różnych ograniczeń, w ostatnim czasie, dość popularne stały się podróże kamperem. Wydaje się, że taki wyjazd w nieznane na sto procent będzie zachwycający i niesamowity. Czy historia opisana w Dzienniku cwaniaczka. Zupełne dno jest na to potwierdzeniem? Kto zna już Grega Heffleya ma świadomość tego, że z nim nie da się nudzić. Kolejna część tej bestsellerowej serii dla dzieci to opowieść niepozbawiona momentów grozy, oczywiście przedstawionych w pozytywnym i humorystycznym kontekście, zachęcająca do czytania nasze - nawet najbardziej oporne ku temu - pociechy.


Mój starszy syn należy do dzieci, które nie przepadają za książkami. Jednak seria autorstwa Jeffa Kinney'a tak przypadła mu do gustu, że Dziennik cwaniaczka. Totalną demolkę zabierał nawet do szkoły i czytał go na przerwach. Przyznam szczerze, że to jedyny cykl literacki, który rzeczywistości go zainteresował. Po te opowieści sięga sam z własnej woli i dopytuje o kolejne części. Jestem zadowolona, że udało mi się trafić na te publikacje, bowiem dzięki nim moje prośby dotyczące codziennego czytania nie są już tylko związane z koniecznością wypełnienia przykrego obowiązku, ale potwierdzeniem tezy mówiącej o tym, że czas spędzony z książką naprawdę może być udany. Przekonać do tego mojego niespełna dziesięciolatka to nie lada wyzwanie, a Jeff'owi Kinney'owi poprzez stworzenie postaci Grega się to udało. Najnowszy tytuł jego autorstwa wydany w Polsce, czyli Zupełne dno jest tego kolejnym potwierdzeniem, bowiem mknie się przez tę opowieść niczym rowerzysta po równej szosie popychanym przez wiatr, którego odpowiednikiem literackim jest świetnie skonstruowane fabuła pełna niespodziewanych i absurdalnie prawdziwych wydarzeń. Czego tym razem ona dotyczy przeczytacie w poniższym akapicie.

Greg wraz z rodziną pomieszkuje przejściowo w piwnicy swojej babci. Na szczęście są wakacje, więc mogą wyrwać się z tego pomieszczenie i przeżyć ekscytującą przygodę, podróżując... wozem kempingowym. Oczywiście w czasie tej wycieczki spotka ich wile niezwykłych sytuacji, ale niekoniecznie takich, które byłyby dla nich dobre. Spotkanie oko w oko z niedźwiedziem lub oko w... tyłek ze skunksem raczej nie należą do najprzyjemniejszych wydarzeń. Co jeszcze przydarzy się Gregowi w głuszy z dala od domu? Możecie by pewni, że akcja tej opowieści nie zwalnia ani na chwilę, a mnogość absurdalnych i zabawnych scen sprawi, że wasze dzieci przeczytają ją migiem i będą chcieli poznać inne części z serii. Jeśli ich nie znają to mają co nadrabiać, bowiem Zupełne dno to już piętnasty tom Dziennika cwaniaczka. Oczywiście każdą historię można czytać bez znajomości poprzednich, mimo że da się zauważyć niewielkie nawiązania do przeszłości, ale nie mają one znacznego wpływu na odbiór aktualnie czytanej książki.



Styl wydania tej części jest podobny do poprzednich. Dla tych, co mają zamiar po raz pierwszy sięgnąć po książkę z serii Dziennik cwaniaczka, napiszę kilka słów o formie i stylu publikacji. Otóż, dostaniecie w swoje ręce zgrabną publikację, w przystępnym do użytkowania formacie zeszytowym. Strony książki są stylizowane na takie pochodzące z prawdziwego dzienniczka - mają liniatury zapisane grubą czcionką, już bardziej przypominającą drukowaną, co nie komplikuje czytania i sprawia, że każde dziecko z łatwością zauważy, iż zdania czyta się szybko, sprawnie i komfortowo. Rysunki są pozbawione kolorów, stylizowane na zwykle szkice bez wypełnienia. Mimo to są bardzo starannie wykonane i przyjemnie je się ogląda. Cała historia jest nieprawdopodobna, zabawna i poprzez swoją niezwyczajność zapewnia dzieciom fantastyczną zabawę z książką. Polecam zarówno chłopcom i dziewczynkom, a zwłaszcza do samodzielnego czytania.

 
Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno to kolejna wciągająca historia z Gregiem Heffleyem w roli głównej, pełna niespodziewanych wydarzeń wprawiających w doskonały nastrój. Młodzi czytelnicy na pewno z zaciekawieniem będą poznawać kolejne perypetie tego zwariowanego chłopca i zapragną przeżyć równie ekscytujące przygody. Przy okazji zrozumieją także, że czas spędzony całą rodziną to ważna sprawa, której nie wolno lekceważyć.
 
Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

sobota, 13 marca 2021

Marcin Dudek - "Plus minus. Nauka liczenia"

 

Autor: Marcin Dudek 
Ilustracje: Joanna Kłos
Tytuł: Plus minus. Nauka liczenia 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 7-107 lat
Ocena: 9/10

Opis:

Gra "Plus minus. Nauka liczenia" pomaga dzieciom utrwalić umiejętność dodawania i odejmowania do 10. Z kolejnymi wariantami przyspiesza ten proces i wprowadza dodatkowe pojęcia (parzyste, nieparzyste, mniejsze niż itd.).
Gra ma 3 poziomy trudności. Wariant 1. jest wprowadzeniem do działania kart. Dzieci zaczynają dodawać i odejmować do 10, starając się coraz szybciej wykonywać działania. Wariant 2. to zręcznościowa wersja wariantu 1. Z kart ułożonych w formie kwadratu 4 × 4 uczestnicy zbierają te z wynikiem spełniającym konkretny warunek (np. parzyste). Wariant 3. jest przeznaczony dla zaawansowanych graczy. Mając do wyboru określoną liczbę akcji, gracze muszą tworzyć ciągi działań szybciej od innych. Tutaj znaczenie ma nie tylko umiejętność wykonywania działań, lecz także strategiczne myślenie.
90 kart działań i 20 kart celów zapewnią godziny świetnej zabawy, przy okazji poprawiając u młodszych uczestników szybkość liczenia.

Recenzja:

Z matematyką nie warto żyć na bakier, gdyż w wielu sytuacjach ciągle przewija się przez nasze życie, a zwłaszcza pod postacią dodawania i odejmowania rożnych liczb. Warto zatem oswoić się z nią i polubić tę niebanalną królową nauk już w najmłodszych latach. Współcześnie mamy tyle pomocy dydaktycznych, iż z radością i stosunkowo szybko, można zaprzyjaźnić się z odejmowaniem i dodawaniem. Czy gra karciana Plus minus. Nauka liczenia pomoże dzieciom w utrwaleniu podstawowych umiejętności z tego zakresu? Wspólne ćwiczenia z pewnością zaowocują sprawniejszym posługiwaniem się liczbami i wykonywaniem działań, jednocześnie dostarczając miłych chwil podczas treningu umysłowego w formie zabawy. Najważniejsze jest bowiem to, by przedstawić swoim pociechom naukę jako przyjemność, a nie obowiązek. I ta gra nam w tym pomaga. Zatem cieszę się, że została wydana i może wspierać rodziców w edukacji swoich dzieci oraz oswajaniu ich z istotnymi zagadnieniami matematycznymi.


Co prawda mój starszy syn jest już w trzeciej klasie i powinien sprawnie posługiwać się liczbami, w tym wykonywać działania nie tylko na odejmowanie i dodawanie, ale też na mnożenie i dzielenie. Jednak nie będę ukrywać, że nie jest on zwolennikiem matematyki i nadal ma trudności z niektórymi zagadnieniami z tej dziedziny. Postanowiłam zatem zamówić tę grę właśnie dla niego, by sprawdzić jego wiedzę obliczeniową i jeszcze potrenować podstawowe umiejętności matematyczne. Bowiem na doskonalenie ich nigdy nie jest za późno, zwłaszcza że jest on na pierwszym etapie swojego rozwoju naukowego i trzeba wspierać go w nauce na różne sposoby. Zatem polecam tę karciankę nie tylko tym uczniom, którzy dopiero rozpoczynają - w ich odczuciu - skomplikowaną przygodę z liczbami i działaniami, ale także tym, którzy z jakichś powodów nie opanowali ich dostatecznie dobrze, mimo że już powinni. Z pewnością przekonają się, że liczenie może być nawet przyjemne.


W pudełku znajdziemy zestaw stu dziesięciu kart, w tym: 45 kart dodawania, 45 kart odejmowania i 20 kar celów oraz oczywiście instrukcję przeprowadzenia rozgrywek. Za pomocą dostępnego zestawu kart możemy rozegrać trzy warianty gry. Oczywiście na początek warto zacząć od tego najłatwiejszego. Wystarczy z kart dodawania i odejmowania wybrać kilka i rozłożyć je przed dzieckiem, jednocześnie mówiąc wymyśloną przez siebie wartość. Na przykład 7. Dziecko stara się znaleźć karty, których wynik będzie wynosił właśnie tyle. Karta, która jest oznaczona dużą cyfrą 2, a w jej górnych rogach widnieje napis "+5" spełnia ten warunek. To proste ćwiczenia wspiera nieskomplikowane obliczenia w pamięci w zakresie do dziesięciu. Im sprawniej i szybciej dziecko będzie je wykonywać tym lepiej dla niego. Wypracowanie tej umiejętności to idealna podwalina pod bardziej zaawansowane działania.

W wariancie drugim będą nam także potrzebne karty celów. Rozkładamy szesnaście kart zgodnie ze schemtem w instrukcji, a obok kładziemy stos kart dodawania i odejmowania oraz karty celów. Następnie odkrywamy pierwszą z kart celów. Zadaniem graczy jest wybranie z rozłożonych kart tych spełniających odkryty cel. Wygrywa osoba, mająca przy sobie najwięcej kart po zakończeniu zabawy. Tu liczy się spostrzegawczość i szybkość. Wprowadzone zostają ważne pojęcia matematyczne, które dzieci mogą sobie sprawnie przyswoić.



Ostatni wariant przeznaczony jest dla graczy zaawansowanych. Polega na układaniu ciągu liczb, z których każda kolejna musi być o jeden większą od poprzedniej. W instrukcji wszystko zostało fajnie objaśnione i rozrysowane, więc nie będę tu szczegółowo opisywać zasad przeprowadzania tej rozgrywki. Wspomnę tylko, że warto rozegrać rundę próbną, by zapoznać się z zasadami najtrudniejszej wersji. Tutaj trzeba bardziej się skupić i nieco dłużej zastanowić nad kolejnym ruchem. Gra umożliwia także przeprowadzenie zabawy w dwie osoby. Mnogość i różnorodność wariantów pod względem stopnia zaawansowania sprawia, że tytuł pomoże dzieciom etapami oswoić się z matematyką i zadowoli zarówno mniej pojętnych uczniów, jak i zapalonych prymusów. Taka forma nauki na pewno spodoba się każdemu.


Tekturowe pudełko posłuży nam przez długi czas jako miejsce przechowywania kart. Dzięki plastikowej wkładce z dwoma otworami, w której są one umieszczone, zachowujemy porządek wewnątrz opakowania, więc karty nie "latają" nam w jego wnętrzu. Jeżeli chodzi o jakość kart, są dość wytrzymałe i wygodne w użytkowaniu. Stonowane kolory i wyraźne oznaczenia ułatwiają koncentrację i skupienie się na zadaniu podczas rozgrywki. Nie od dziś wiadomo, że karty mogą mieć różne moce, a te zrobią z waszych dzieci mistrzów matematyki, a przynajmniej pomogą im w nauce dodawania i odejmowania oraz zastosowania w praktyce pojęć związanych z liczbami. Gra odczaruje mroczną wizję matematyki, jako nauki niezrozumiałej i udowodni, że jest ona całkiem przyjemna.

Plus minus. Nauka liczenia to zestaw kart, dzięki którym dzieci pokochają matematykę. Różne warianty gry pozwalają stopniowo wprowadzać je w zawiły świat liczb, działań i pojęć matematycznych. Umożliwiają polepszenie szybkości liczenia i sprawią, że dodawanie i odejmowania z wielkim prawdopodobieństwem będzie opanowane do perfekcji. Ta wspaniała pomoc dydaktyczna przekonuje, że nauka przez zabawę jest najefektywniejsza.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia

środa, 12 sierpnia 2020

Jakub Woźnicki - "Zjedz mnie!"

 

Autor: Jakub Wodnicki
Ilustrator: Katarzyna Fic
Tytuł: Zjedz mnie!
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis: 
 
Nie od dziś wiadomo, że w przyrodzie wszystko ma swój ustalony porządek. Lis połasi się na kurę, a kura na dobre ziarno czy robaka. Każde zwierzę po prostu musi zjeść swój obiad. Ale głodny wilk to już bardzo zły wilk, który może pożreć cudzą babcię. Czasem na obiad trzeba zapolować, czasem wystarczy przyłożyć pysk do ziemi, a niekiedy można najeść się… odpadami.

Jak wyglądałby świat na wspak i co potrafi zjeść dziwak? Sprawdź, grając w "Zjedz mnie!"

"Zjedz mnie!" to gra karciana, która dzięki swojej zabawnej konwencji przybliży najmłodszym graczom obowiązujące w naturze zasady konsumpcji. Gracze układają z kart "łańcuchy pokarmowe" zgodnie z zasadami obowiązującymi w przyrodzie - drapieżnicy pożerają roślinożerców, a ci jako wegetarianie odżywiają się pokarmem roślinnym. Rozgrywkę urozmaicają karty akcji, które np. cofają ruch gracza, cofają kolejność układania kart. Wygrywa osoba, która pozbędzie się wszystkich kart z ręki. W instrukcji znajdują się dwa dodatkowe warianty rozgrywki: "Jadłospis na cały tydzień" oraz "Wszyscy są bardzo głodni".

Recenzja:
 
Przyroda jest naprawdę fascynująca. Otaczające nas rośliny i żyjące w różnych środowiskach zwierzęta wzbudzają u wszystkich zainteresowanie, niejednokrotnie także podziw lub lęk oraz intrygują swoim życiem i przyzwyczajeniami. Wiadomo, że świat flory i fauny rządzi się swoimi prawami. Niektóre z nich są dla nas niezrozumiałe i bulwersujące, chociaż zgodne z naturą i chęcią przetrwania danego gatunku. Sami jako ludzie żywimy się innymi organizmami roślinnymi i zwierzęcymi. Dla dzieci zwierzęta są jak przyjaciele. Łańcuchy pokarmowe to temat, który może być dla nich trudny do przyswojenia, zwłaszcza przez ich delikatność. Zatem czy gra Zjedz mnie! pozwoli  im na zrozumienie złożonych praw przyrody? Tak, bowiem w ciekawy sposób wprowadzi ich w reguły przetrwania organizmów żywych, jednocześnie zapewniając świetną rozrywkę z elementami dydaktycznymi.


Osobiście ze szczegółowymi informacjami o łańcuchach pokarmowych miałam styczność na lekcjach przyrody i biologii. Na co dzień nie poruszam tego tematu w rozmowach z dziećmi. Za sprawą gry Zjedz mnie! od wydawnictwa Zielona Sowa zrozumiałam, ile tajemnic skrywa przed nami natura w tej konkretnej kwestii. To prawda, że dla osób dorosłych niektóre fakty z tego zakresu są naturalne i zrozumiałe, jednak maluchy przyjmują je z niejaką rezerwą. Zatem ta karcianka jest według mnie odpowiednia dla dzieci w wieku szkolnym, gdyż należy trochę zastanowić się nad jej zasadami i dobrze przyswoić sobie oznaczenia kart, by móc przystąpić do rozgrywki. Oczywiście bardziej cierpliwe czterolatki też mogą wziąć w niej udział, jeśli zechcą do końca wysłuchać, o co w niej tak naprawdę chodzi. A chodzi tu o tworzenie łańcuchów pokarmowych i pozbywanie się swoich kart. W końcu okazało się jednak, że ten pierwszy cel nie jest tak trudny do osiągnięcia, dzięki sprytnym i wyraźnym symbolom widniejącym na kartach. 

Otwierając pudełko z grą znajdziemy w niej ciekawie zilustrowane karty, są wśród nich: 12 kart Wody, 12 kart Roślin, 21 kart Zwierząt, 3 karty Ludzi, karta Beara Nieustraszonego i 11 kart Akcji (to one urozmaicają przebieg gry) oraz oczywiście instrukcję przeprowadzenia rozgrywki. Przygotowanie do niej nie zabiera zbyt wiele czasu, chociaż musimy zwrócić uwagę, w ile osób gramy, gdyż od tego będzie zależał sposób rozdawania kart. Ogólnie opisując etap przygotowań wygląda to tak: trzeba rozdać graczom po jednej karcie Wody, resztę kart potasować i wydać z talii po pięć sztuk dla każdej osoby. Ten, kto rozpoczyna rundę zagrywa kartę Wody, a kolejna osoba kartę ze swojej ręki. Jeżeli nie ma odpowiedniej wówczas może spasować i dobrać kolejną ze stosu lub wymienić na inną. Możemy tworzyć kilka łańcuchów pokarmowych na raz. W jaki sposób? Wystarczy patrzeć na oznaczenia kart: po lewej stronie widzimy symbole tego lub kogo przedstawiciel danej  karty zjada, a po prawej przez kogo jest zjadany. Wykładając karty spoglądamy na oznaczenia z lewej strony i dążymy do zwycięstwa. Wygra osoba, która pierwsza pozbędzie się wszystkich kart. Muszę przyznać, że na początku musieliśmy dobrze przeanalizować instrukcję, aby przystąpić do zabawy, jednak gdy już wszystko było dla nas zrozumiałe przekonaliśmy się, że to całkiem fantastyczna gra, skupiająca uwagę i zapoznająca nas w interesujący sposób z prawami rządzącymi naturą związanymi z kwestią pożywienia i chęcią przetrwania.

 


Oprócz dwóch wariantów dotyczących liczby graczy, twórca tytułu proponuje nam także trzeci, który po nałożeniu pewnych ograniczeń na zasady z rozgrywki podstawowej zapewnia nam mnóstwo emocji, gdyż uczestnicy zabawy mają wówczas dziesięć sekund na podjęcie ruchu i wyłożenie karty. Grając w niego w kilka osób można poddać się wesołemu nastrojowi, bowiem jest to najbardziej energiczny wariant dostępny w grze Zjedz mnie!. Elementów gry w opakowaniu nie ma zbyt wiele, ale owe karty zostały stworzone w bardzo ciekawej i przyjemnej dla oka kolorystyce. Ich jakość jest zadowalająca, mają rozmiar zwykłych kart do gry i posługiwanie się nimi jest wygodne oraz bezproblemowe nawet dla mniejszych rączek. Nie zlepiają się ze sobą i nie sprawiają nam żadnych trudności podczas przebiegu gry. Grę polecam szczególnie osobom zainteresowanym przyrodą oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają wszelkiego rodzaju gry karciane. Dzięki niej świat przyrody nie będzie już miał przed dziećmi żadnych tajemnic.

Sposób rozdania kart podczas gry w dwie osoby


Zjedz mnie! to gra, która zabierze was w głąb środowiska naturalnego, gdzie wszystko ma swoje znaczenie a obowiązujące w nim prawa bytu są nie do przeskoczenia. Różne warianty gry pozwolą na rozgrywkę w mniejszym i większym gronie. Możecie wypróbować także granie na czas. Najwięcej frajdy  sprawią wam karty Akcji, których treść jest przykładem na to, że mimo pewnych naturalnych przyzwyczajeń trzeba być przygotowanym także na to, co niespodziewane. Czasami nawet musimy się wycofać, by dojść do mety. Podejmiecie to wyzwanie? Mam nadzieję, że tak.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

sobota, 22 lutego 2020

Dr Sarah Herlofsen, Dagmar Geisler - "Co to ten rak?"

Autorzy: Dr Sarah Herlofsen, Dagmar Geisler
Tytuł: Co to ten rak?
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 23.10.2019  
Liczba stron: 96
Ocena: 10/10
Wiek: 9+

Opis:
  
Co to jest ten rak? Dlaczego tyle osób choruje? Czy mogę przytulić chorą babcię? Czy zawszę muszę być miły dla chorej siostry?

Kiedy dzieci stykają się z rakiem, czy to z powodu choroby członka rodziny czy własnej, mają wiele pytań, na które rodzic nie zawsze zna odpowiedź.

Dr Sarah Herlofsen odpowiada na nie szczerze i otwarcie, wyjaśnia, jak rozwija się guz i co się wówczas dzieje w organizmie. Podpowiada również rodzicom, w jaki sposób mogą rozmawiać ze swoim dzieckiem na wszystkie trudne tematy związane z tą chorobą.


Recenzja:

Choroba nowotworowa zbiera przerażające żniwo wśród dorosłych, ale także wśród dzieci. Jej młodszym ofiarom trudniej zrozumieć, dlaczego nieszczęście spotyka właśnie ich. Istnieje także inny punkt widzenia na tego bezwzględnego potwora, nazywanego potocznie rakiem. Otóż, cierpimy przez niego nie tylko wtedy, gdy jesteśmy nim bezpośrednio dotknięci, ale także wtedy, gdy choroba zaatakuje bliską nam osobę. Z pewnością dzieci są bardziej wrażliwe i nie jest łatwo uświadomić im z czym mają wówczas do czynienia. Książka zatytułowana Co to ten rak? jest ku temu dobrym środkiem. W czym dokładnie pomoże im przetrwać ten najtrudniejszy w życiu czas? Na pewno będzie idealnym źródłem, z którego można czerpać wiedzę o tym, co spotyka chore osoby. Będzie także dobrym punktem zaczepienia, od którego można zacząć rozmowę na ten niezwykle smutny i trudny temat.

Na szczęście mój syn nie doświadczył przykrości z powodu obcowania z chorobą nowotworową, ale często oglądam programy, w których opisane są problemy dzieci z nią związane i któregoś razu zadał mi pytanie, dlaczego ta dziewczynka jest tak bardzo chora. Wtedy nie byłam na to przygotowana i muszę przyznać, że moja odpowiedź była zdawkowa. Powiedziałam tylko: "tak już jest". To zdecydowanie za mało. Zwłaszcza dla osób, które ten problem dotyka bezpośrednio. Po lekturze owej książki wiele zrozumiałam i żadne pytanie z tego tematu nie jest mi straszne. Warto zatem było zapoznać się z treścią tejże publikacji. Mi jako osobie dorosłej dostarczyła cennych informacji a dodatkowo pokrzepiła me serce, bo jej styl jest ciepły i przyjazny, dlatego nawet najgorszy scenariusz związany z rakiem nie jawi się już jako coś ostatecznego.



"Niektórzy mówią, że kiedy ma się raka, to ma się w ciele złośliwe komórki. Dużo jest lepiej mówić, że te komórki są chore. Komórki nowotworowe nie szkodzą ciału specjalnie, dlatego że są złośliwe, ale dlatego, że nie umieją inaczej."

Autorka w ciekawy sposób tłumaczy na czym polega choroba nowotworowa. Jej przebieg wyjaśnia od strony biologicznej, ale opiera to na przykładach zrozumiałych dla dzieci. Porównuje komórki nowotworowe do chwastów rosnących w ogrodzie, których należy się pozbyć. Wyjaśnia podstawowe pojęcia biologiczne, opisuje sposoby walki z rakiem i wiele istotnych kwestii związanych z tą właśnie chorobą. Dodatkowo odpowiada na najczęściej zadawane pytania przez dzieci. Czytając książkę można zdobyć wiele cennych informacji o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu oraz o tym, co dzieje się, gdy nagle zaczyna chorować. Najwięcej emocji wzbudziły u mnie odpowiedzi na pytania, które dają wiele do myślenia i nie sposób nie przejść podczas ich poznawanie bez żadnej dodatkowej refleksji. Książka ta wiele tłumaczy, pokazuje drogę jaką należy podążać w zetknięciu z chorobą nowotworową. Jeśli znacie rodziców dzieci, które powinny ją przeczytać, koniecznie naprowadźcie ich na nią, bo będzie ona dla nich w pewnym stopniu bardzo pomocna.



Książka nie jest obszerna, czyta ją się szybko i pomimo trudnego tematu, którego dotyczy - także przyjemnie. Posiada twardą oprawę a jej dodatkowym atutem są zabawne ilustracje w przejrzysty sposób ilustrujące jej treść. Warto wspierać jej promocję, bo jest naprawdę wartościową i potrzebną publikacją.



Co to ten rak? to książka poruszająca trudny temat choroby nowotworowej. Skierowana jest głównie do dzieci, które z pewnych powodów mają styczność z rakiem: zachorowali sami lub choroba dotknęła bliskie im osoby. Pomaga ich opiekunom wyjaśnić im, co dzieje się z organizmem chorego człowieka. Autorka tłumaczy każdy istotny aspekt, także ten najgorszy a więc śmierć z powodu raka. Podkreśla, że w zetknięciu z rakiem ważna jest otwartość oraz bliskość. Dobrze jest mieć tę książkę w swoich domach, nawet jeśli temat w niej opisany nie dosięga nas bezpośrednio, bo nie tylko znajdziemy w niej odpowiedzi na ważne pytania, ale także rozbudzimy w sobie empatię, której tak bardzo potrzebują chorzy. Polecam przeczytać wspólnie ze starszymi dziećmi pytającymi o raka oraz wszystkim dorosłym - bez wyjątku.
  
Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mamania.

sobota, 10 sierpnia 2019

Jacek Inglot - "Eri czarodziejka"

Autor: Jacek Inglot
Ilustrator: Anita Graboś
Tytuł: Eri czarodziejka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 272
Ocena: 8/10
Wiek: 6-14

Opis:

Eri pobiera lekcje u dobrej szeptuchy Maruszy. Poznaje lecznicze właściwości roślin i różne sztuczki magiczne. Kiedy jej nauczycielka zostaje pilnie wezwana do zamku magów, dziewczynka wraca do swojej wsi. Rodzice powierzają jej opiekę nad braciszkiem, lecz niestety mały Misza pada ofiarą południc. Eri musi go odnaleźć. Znowu wyrusza w pełną przygód podróż, podczas której poznaje sympatycznego obieżyświata o imieniu Miko. Tylko czy na pewno nigdy wcześniej go nie spotkała? Kontynuacja powieści "Eri i smok".

Recenzja:

Małe czarodziejki i smoki to bohaterowie powieści fantasy, obok których nie możemy przejść obojętnie. Ku naszemu zadowoleniu trafiliśmy na ich wspólną przygodę w jednej książce. A to za sprawą autora Jacka Inglot i wydawnictwa Nasza Księgarnia. Mam tu na myśli powieść pod tytułem "Eri czarodziejka". Jak się okazało jest to już druga część przygód tej protagonistki. Jednakże, nie martwcie się, można ją przeczytać przed pierwszą częścią. Tak też zrobiliśmy i przyznam szczerze, że rozbudziła ona nasz apetyt na więcej. Musimy zatem zdobyć także pierwszą część, ale teraz skupmy się na "Eri czarodziejce". Kto może być zadowolony z poznania tej opowieści? Na pewno wszyscy, którym nie jest obca otwartość na alternatywny świat i niezwykłe prawa nim rządzące. 

Podejrzewam, że ta książka przypadnie do gustu nie tylko dzieciom. Z pewnością mała dziewczynka skradnie serca także niejednego dorosłego. Oczywiście z powodzeniem skradła moje. Chociaż czary są tu motywem głównym, to z fabuły można odczytać niejeden przekaz dotyczący prawdziwego życia. Przede wszystkim istotna jest tu praca zespołowa i odwaga, której bez wątpienia nie brak naszym pociechom. Oby tylko nie wyruszyli zbyt wcześnie w świat, tak jak nasza dzielna bohaterka… Niektóre sytuacje zmuszają do poświęceń, których podejmujemy się bez zastanowienia, w trosce o najbliższych, bo ich bezpieczeństwo zawsze jest dla nas priorytetem. 


Jak to w powieściach fantasy bywa, fabuła opiera się na wędrówce głównych bohaterów do konkretnego celu oraz walce z wrogami czyhającymi na ich drodze. W tej książce celem jest odnalezienie porwanego brata dziewczynki i uchronienie całej krainy przed złą mocą Widary. Eri nie jest osamotniona w swojej podróży, gdyż towarzyszy jej bajarz Miko, który niejednokrotnie ratuje ją z tarapatów. Tę dwójkę bohaterów z łatwością można polubić. Ich losy wciągają i podtrzymują ciekawość zarówno starszego, jak i młodszego czytelnika. Mnogość stworzeń zadziwia i nie pozwala się nudzić podczas tej lektury. Poznamy skrzaty, chochliki, nimfę wodną a nawet rycerza na koniu. Warto poznać Eri i jej towarzysza oraz resztę niezwykłych bohaterów. Każdy z nich może pochwalić się swoją historią i cechami charakterystycznymi. Pracowite skrzaty słyną z niegościnności, jednak czasami potrafią zmienić swoje nastawienie do obcych. Z jednej strony ich postawa jest zrozumiała, bowiem ostrożności nigdy za wiele.


Poza tym, warto zwrócić uwagę na postać bajarza, który intryguje swoją niespotykaną siłą, wytrzymałością oraz niezwykłymi zdolnościami. Na początku nic nie wskazuje na to, że z jego osobą może wiązać się jakaś tajemnica. Jednak pod koniec staje się to coraz bardziej odczuwalne. Kim tak naprawdę jest owy chłopiec i jaki związek ma z naszą główną bohaterką? Szczerze przyznam, że byłam zdziwiona takim rozwiązaniem. Być może, gdybyśmy poznali także pierwszą część to bylibyśmy bardziej podejrzliwi w tej kwestii. Niemniej jednak bardzo lubimy takie niespodziewane wątki i trzeba przyznać, że autorowi udało się rozwinąć i podtrzymać naszą ciekawość w dość dyskretny sposób. Ponadto, możemy zaobserwować na przykładzie tej dwójki prawdziwą przyjacielską relację, o której marzy każdy. Mieć dobrego przyjaciela to niesłychane szczęście.


Książka dedykowana jest dzieciom od szóstego roku życia. Jednak myślę, że zainteresuje nieco starsze dzieci. Możemy im czytać tę powieść na dobranoc, jednakże zajmie to nam pewnie kilka dni. Rozdziały są dość długie, dlatego mniej cierpliwe dzieci mogą poczuć się znużone ich treścią. Z uwagi na to polecam tę opowieść starszym dzieciom oraz tym wkraczającym w wiek nastu lat. Całość wzbogacają szczegółowe ilustracje. Czcionka jest przyjazna dla wzroku a całe wydanie choć skromne to wzbudza same pozytywne wrażenia. W tej części autor w kilku sytuacjach nawiązuje do poprzedniej historii. Jeśli więc zainteresuje was ta powieść to polecam od razu nabyć dwa tomy, gdyż wówczas można z powodzeniem zaspokoić swoją ciekawość. Jednakże podkreślam to jeszcze raz, że nic nie stoi na przeszkodzie, by przeczytać drugą część w pierwszej kolejności. Nie umniejsza to wcale przyjemności z czytania. 

"Eri czarodziejka" to ciekawa historia o dzielnej dziewczynce, która pagnie uratować swojego małego braciszka. Magiczne stworzenia i niesłychane przygody sprawiają, że możemy zaszyć się z lekturą na długie godziny. Najbardziej zadowolone z niej będą starsze dzieci gustujące w opowieściach fantastycznych.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

sobota, 25 maja 2019

Anna Matysek - "Soboty są dla nas"

Autor: Anna Matysek
Ilustrator: Joanna Pasek
Tytuł: Soboty są dla nas
Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 192
Rok wydania: 2019
Ocena: 8/10
Wiek: 7+

Opis:

Jak z nieciekawie zapowiadającego się dnia wyczarować prawdziwe święto?
Rodzice zajęci, sąsiedzi wyjechali i w sobotni poranek niespodziewanie wkrada się wróg wszystkich dzieci – nuda. Ale siedmioletnia Tosia odkrywa, że świat za oknem jest pełen niespodzianek: kwitnących drzew, przyrody karmiącej owocami, przyjaznych stworzeń i... obietnic nowych znajomości! Co znajdzie dziewczynka i kogo spotka za drzwiami rodzinnego domu? Jakie tajemnice skrywa posiadłość zagadkowego sąsiada i czy rzeczywiście to taki straszny ponurak? Kiedy wreszcie oczy Tomka się rozweselą? I czy kłopoty naprawdę mogą zniknąć, gdy powierzy się je brzozom?

Sześcioro dzieci, kilkoro dorosłych, parę psów, trójka kociąt, niesforne kozy i... mnóstwo dziecięcej, zwykłej-niezwykłej zabawy, która przegoni nudę raz na zawsze. Zajrzyj pod jabłonki i przeżyj wraz z bohaterami książki niezwykłą sobotę z przyjaciółmi!

Recenzja: 

Z pewnością wszyscy rodzice często słyszą słowa: “nuuuudzi mi się”. Wypowiadają je dzieci spragnione nowych wrażeń, chcąc zademonstrować, iż natychmiast potrzebują pomysłu na kreatywne zagospodarowanie ich wolnego czasu. Niekiedy znalezienie im odpowiedniego zajęcia bywa nie lada wyzwaniem, ale czasami naprawdę nie potrzeba zbyt wiele, by zorganizować jakąś pomysłową zabawę. Przygody bohaterów książki Soboty są dla nas są tego idealnym przykładem. Dziecko, które je usłyszy lub samodzielnie przeczyta, pozna wiele inspiracji do zabawy z rówieśnikami, których tłem jest malowniczy krajobraz polskiej wsi. Bo tak naprawdę na przeszkodzie do dobrej zabawy nie stoi nic oprócz braku chęci.


Książka spodoba się zarówno rodzicom jak i ich pociechom. Jest świetną propozycją do samodzielnego przeczytania przez dziecko. Dedykowana od siódmego roku życia, z czym w pełni się zgadzam. Wydawca trafił w punkt – potwierdzam to jako mama niespełna ośmiolatka. W zbliżonym wieku jest również główna bohaterka o imieniu Tosia. Idealne dopasowanie lektury pod tym względem to tylko jeden z licznych atutów tej opowieści. Aby je dostrzec wystarczy tylko wsłuchać się w płynące z tych kartek słowa i przenieść się w krainę dziecięcej codzienności. Wie o tym autorka – Anna Matysek, wydawnictwo Skrzat a teraz także i my. Czas na Was drodzy rodzice i kochane dzieci. Na odnalezienie w tej historii tego, co najlepsze i bezcenne w każdej małej główce – nieorganicznych podkładów wyobraźni, a także wyrozumiałości i dobroci płynącej prosto z serca. Oczywiście pojawiają się tu pewne konflikty i trochę smutku, bo życie nie jest idealne, ale każde nieporozumienie można zażegnać a każdą przykrość zamienić w uśmiech z pomocą bliskich nam osób.


Przejdźmy do zarysu fabuły, która pomimo swej prostoty zawiera w sobie wiele istotnych przesłań dla młodego czytelnika. Wspominana już wcześniej protagonistka przeprowadziła się wraz z rodzicami na wieś, gdzie każdej soboty spotyka się ze swoimi przyjaciółmi, by wspólnie miło spędzić czas. Razem wyruszą do lasu,  z pomocą opiekunów rozpalą ognisko, będą także zajmowali się malutkimi kotkami. To tylko kilka sposobów na zażegnanie nudy, które co sobotę zastosują z zadowalającym skutkiem. 

Trzeba przyznać, że Tosia ma bardzo pomysłowych rodziców, którzy znajdują szybkie rozwiązania na brak zajęcia dzieci. Ich przygody nie tylko bawią, ale także uczą a przede wszystkim pokazują jak pożytecznie i przyjemnie można spędzić czas z dala od komputera i smartfona. Wszystko zależy od naszego podejścia do pewnych spraw, rodzice Tosi mogą być dla innych bardzo dobrym przykładem. Chociaż mają pewne ułatwienie, gdyż ich córka to ugodowa dziewczynka, a bywają dzieci niechętne do współpracowy. Wówczas nie można się poddawać i bronić zawzięcie swoich racji. Rodzice to autorytet dla dzieci a państwo Gładeccy o tym dobrze wiedzą. Zatem nie tylko maluchy mogą skorzystać z tej opowieści. Co jeszcze w niej jest ważnego? Otóż, warto dodać, że nie obędzie się też bez poruszających tematów –  zasmucających, ale niezwykle potrzebnych i istotnych w swym przekazie. Strata najbliższych i tęsknota to najważniejsze z nich.


Sposób wydania książeczki jest przyjazny dla małego czytelnika. Książka nie jest obszerna a jej format odpowiedni, zapewniający wygodne jej trzymanie w rękach. Krótkie rozdziały i ciekawe ilustracje wzbudzają zainteresowanie dzieci. Większość z nich wykonana jest w kolorze, w sposób prosty i subtelny dokładnie obrazując opisywane sytuacje. Pomiędzy stronami znajdziemy także kika szarych, wykonanych samymi konturami obrazków będącymi atrybutami natury - rozmieszczone są one zazwyczaj na końcu rozdziałów.


Z pewnościa każde dziecko zechce podjąć próbę samodzielnego przeczytania chociażby kilku rozdziałów. Ciekawe historie małych bohaterów inspirują do zabawy i dostarczają też wiele istotnych informacji, wyjaśniając trudne pojęcia na przykład: natchnienie, fraszka, epitety i inne środki stylistyczne. Autorka zawarła tu tyle istotnych faktów, że aż trudno uwierzyć, iż ta opowieść liczy zaledwie niespełna sto dziewięćdziesiąt stron.


Soboty są dla nas to niezwykle wartościowa historia o grupie przyjaciół, którzy są bardzo aktywni i ciekawi otaczającego ich świata. Przedstawia obraz polskiej wsi w sposób wzbudzający zainteresowanie dzieci, jednocześnie zachęcając do przeżycia podobnych wrażeń. Jesteśmy zadowoleni z tej lektury, okazała się naprawę warta przeczytania.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Skrzat.

sobota, 4 maja 2019

Stéphane Frattini – „100 głupich porównań dla bystrzaków”

Autor: Stéphane Frattini
Ilustrator: Vincent Rif
Tytuł: 100 głupich porównań dla bystrzaków
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 24.04.2019
Liczba stron: 208
Ocena: 8/10
Wiek: 6-14

Opis:

Czego mamy więcej, brwi czy rzęs? Gdyby na Ziemi mieszkało 1000 osób, ile z nich byłoby Europejczykami? Który język ma więcej słów, angielski czy francuski? Czy istnieje oko większe od piłki do koszykówki? Czy na świecie rodzi się tyle samo dziewczynek, ile chłopców? Czy starczyłoby życia na policzenie głośno do miliarda? Kiedy spalamy więcej kalorii: podczas snu czy oglądania telewizji? Czy w Australii jest więcej kangurów czy ludzi? 
Podobało wam się "100 głupich pytań dla bystrzaków"? Oto książka, w której znajdziecie 100 wyjątkowo zwariowanych porównań. Zaspokoi ciekawość nawet największego bystrzaka!

Recenzja:

Dzieci znane są między innymi z tego, że zadają wiele trudnych i dziwnych pytań. Odpowiedzi na niektóre z nich nie są w stanie udzielić nawet najbardziej wykształceni dorośli. Zdumieni nimi, nieraz wpadają w osłupienie, bowiem okazuje się, że pociechy są żądne wiedzy na temat, nad którym ich opiekunowie nigdy się nie zastanawiali. Trzeba więc najpierw zebrać odpowiedni materiał, by móc wybrnąć z takiej sytuacji. Można posiłkować się wówczas takimi pomocami jak jedna z najnowszych publikacji wydawnictwa Naszej Księgarni – 100 głupich porównań dla bystrzaków. Zawarte w niej informacje zaciekawiły nie tylko mojego syna, ale również mnie samą. Co jest w tej książce takiego ciekawego? Czytajcie dalej!


Bardzo lubię poznawać wszelkiego rodzaju ciekawostki, dlatego przyznam szczerze, że ten egzemplarz zamawiałam z myślą o sobie. Jednak mój syn także z niego korzystał oraz z zainteresowaniem przysłuchiwał się opisywanym w nim rewelacjom. Jestem pewna, że to zwłaszcza te nieprzyzwoicie śmieszne zostaną przez niego najdłużej zapamiętane. Oboje zdobyliśmy wiedzę, dzięki której lepiej rozumiemy prawidłowości funkcjonowania otaczającego nas świata a nawet ludzkiego organizmu. Istnienie niektórych stworzeń do tej pory było poza naszą świadomością, a są one bardzo intrygujące zarówno poprzez swój wygląd jak i przyzwyczajenia oraz środowisko swojego życia. O zawartych tu informacjach nie rozmawiamy na co dzień, więc nie sposób przewidzieć, czego dowiemy się z tekstu umieszczonego na kolejnych stronach. Pozwólcie się więc zaskoczyć opisanymi w tej książce faktami.

Jak wskazuje sam tytuł, w publikacji tej znajdziemy zestawienie stu nietypowych porównań. Jeżeli więc zastanawiacie się na przykład: czego mamy więcej, brwi czy rzęs lub kiedy spalamy więcej kalorii: podczas snu czy oglądania telewizji, to dobrze trafiliście, bo właśnie na tego typu pytania odpowiadają autorzy tej publikacji. Każdemu zagadnieniu poświęcono dwie strony, więc jest to dość obszerny egzemplarz. Opisano je przejrzyście, po krótkim wprowadzeniu przechodzimy do trzech zwięzłych w swej treści akapitów poświęconych omówieniu danego tematu. W tekście znajdziemy dość dużo liczebników, stosowane są one w celu przybliżenia i zobrazowania skali danej ciekawostki. Omówienie utrzymane jest w humorystycznym tonie, co podtrzymuje uwagę dziecka i z reguły nie pozwala mu się nudzić. Dodatkowym atutem są zabawne ilustracje sprawiające wrażenie scen wyciętych ze śmiesznego komiksu. Niejedna z nich wywołuje uśmiech na twarzy. Sposób wydania zatem zasługuje na piątkę z plusem. Niemniej jednak jest to książka dla starszych pociech, ponieważ zawiera informacje, nad którymi trzeba trochę pomyśleć, by zrozumieć ich sens. Nie są to suche dane, mimo to trzeba się skupić podczas ich odczytywania i na spokojnie je przeanalizować. Najbardziej zadowoleni będą z nich spragnieni wiedzy miłośnicy zdobywania nowej wiedzy, a więc tytułowi bystrzacy.


Nie jest to książka, którą czyta się szybko. Nie trzeba również zapoznawać się z jej treścią strona po stronie. Możemy wybrać sobie dowolny temat, który najbardziej nas interesuje i zapoznać się z nim w pierwszej kolejności. Ułatwia nam to spis zagadnień umieszczony na końcu wydania. Informacje zawarte w publikacji można wykorzystać jako pomoc do przygotowania referatu na zajęcia w szkole. Znajdziemy tu wiele naukowych ciekawostek z różnych dziedzin, między innymi geografii, biologii, chemii i fizyki. To specyficzna encyklopedia wyjaśniająca złożoność zjawisk i prawidłowości wielu sfer życia i działalności człowieka. 

Chociaż tytuły niektórych porównań mogą wydawać się odbiorcom bezsensowne, to zupełnie jest to nieprawda. Wszystkie mają formę pytań i dotyczą dwóch tematów w nim zawartych. W rozwinięciu autorzy przybliżają nam każdy z nich i wskazują odpowiedź, która nie zawsze jest oczywista. Ponadto wyjaśniają nam definicje terminów, objaśniają etapy danych procesów i dostarczają aktualnej wiedzy z obszarów funkcjonowania człowieka w różnych zakątkach globu. To warta odkrywania skarbnica wielu naukowych i empirycznych wiadomości.


Lektura 100 głupich porównań dla bystrzaków dostarczy ciekawych informacji całej rodzinie. Polecam szczególnie starszym dzieciom zainteresowanym złożonością otaczającej ich rzeczywistości. Ta publikacja zaskakuje nietypowymi porównaniami i nieprawdopodobnymi, zwięźle a zarazem szczegółowo opisanymi odpowiedziami. Dodatkowo zabawne ilustracje rozśmieszają każdego. Warto się z nią zapoznać.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

środa, 10 kwietnia 2019

Ewa K. Czaczkowska - "Bajki Mariackie"


Autor: Ewa K. Czaczkowska
Tytuł: Bajki Mariackie
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 80
Ocena: 10/10
Wiek: 8+

Opis:

Ewa K. Czaczkowska, znana autorka książek, historyczka i dziennikarka, własnymi słowami opisała najmłodszym najpiękniejsze legendy z południowej Polski. Są to niezwykłe historie, uwielbiane przez kolejne pokolenia, dzięki którym dzieci dowiedzą się… skąd wzięły się wiewiórki na krakowskim rynku? Jak powstał najpopularniejszy polski hejnał? Dlaczego jedna z wież kościoła mariackiego jest wyższa od drugiej? Jak wygląda idealna szopka krakowska? Kiedy i dlaczego Karol Wojtyła po raz pierwszy odwiedził Kraków?

Recenzja:
Całkiem niedawno znajoma sprzedała mi genialny pomysł na pamiątkę z podróży – z każdego odwiedzanego miejsca stara się przywieźć sobie zbiór lokalnych baśni i legend. I właśnie trzymam książkę, która idealnie sprawdzi się jako tego rodzaju „suwenir” z Krakowa. 

Bardzo ładnie wydana książka w twardej oprawie (spokojnie przeżyje podróż, choć z pewnością doda walizce nieco ciężaru) kryje w sobie 9 opowieści opatrzonych wstępem. Nie wiem, czy powinnam się tym chwalić, ale z przytoczonych historii znałam tylko dwie – i to pobieżnie. Na swoją obronę mam tylko fakt, że w Krakowie byłam zdecydowanie zbyt dawno i wtedy nie mieli jeszcze takich fajnych książek. Bo jako mały bibliofil z pewnością bym na nią naciągnęła rodziców podczas naszej wycieczki sprzed lat. 

Teraz na szczęście miałam okazję nadrobić braki i już wiem dlaczego wieże Kościoła Mariackiego nie są równej wielkości, gdzie podziała się żółta ciżemka Wawrzka, jaki jest najlepszy sposób na przegonienie czarta, po co właściwie komukolwiek hejnał i co się stało z wiewiórkami z krakowskiego rynku. 

Spora, czytelna czcionka, przyjemne i naprawdę liczne ilustracje zajmujące całe strony (praktycznie na co drugiej stronie), stosunkowo krótkie historie i krwawe zbrodnie od czasu do czasu skradną dziecięce serca. 








Ale nie oszukujemy się – z równie wielką przyjemnością sięgnie po nie również dorosły. Ja wyczytałam całą w jeden wieczór. I tylko herbata zdążyła mi ostygnąć, bo zupełnie o niej zapomniałam. 

Polecam nieco starszym już czytelnikom, bo jak to w baśniach i legendach drzewiej bywało, trup sieje się gęsto i praktycznie w każdej z opowieści jest kogo opłakiwać. Nie da się jednak ukryć, że i taki klimat ma swój urok. Bardzo średniowieczny, ale niepowtarzalny! Ja tam zawsze lubiłam :D

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Emotikon.