Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas z rodziną. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas z rodziną. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 czerwca 2021

"Bing. Zabawa w parku. Książka z magnesami"


 Tłumacz: Beata Żmichowska 
Tytuł: Bing. Zabawa w parku. Książka z magnesami
Wydawnictwo: HarperKids
Data wydania: 19.05.2021
Liczba stron: 10
Ocena: 10/10
Wiek: 3-7 lat

Opis:

Książka z magnesami to wyśmienita propozycja dla najmłodszych wielbicieli Binga: są tu kartonowe, wytrzymałe strony z kolorowymi ilustracjami, a do tego 8 magnesów z ulubionymi bohaterami! Magnesy można umieszczać w dowolnych miejscach na poszczególnych stronach, tworząc za każdym razem swoje własne, niepowtarzalne ilustracje do przygód Binga i jego przyjaciół. 

Dołącz do bohaterów serialu, którzy wybrali się do parku, na piknik i na zjeżdżalnię, i baw się dobrze, przenosząc magnesy z postaciami na kolejne strony! Komponując swoje wersje ilustracji, maluchy mogą również wymyślać i opowiadać przygody znanych z serialu postaci na nowo – to znakomite ćwiczenie dla wyobraźni i frajda dla całej rodziny!

Recenzja:

Są bajki, których główni bohaterowie szybko znajdują uznanie wśród dzieci i szczerze pisząc tak naprawdę nie wiem od czego zależy, dlaczego właśnie ta, a nie inna postać zyskujea dziecięce uwielbienie, a inna nie. Z pewnością wielu maluchów ciepłymi uczuciami dąży króliczka Binga. Jego perypetie nie tylko bawią, ale także uczą, bowiem często poruszają ważne życiowe sprawy. Wydawnictwo HarperKids już od dawna wprowadza na rynek książki z owym bohaterem. Tym razem przyszykowało całkiem nową publikację ze świetnymi dodatkami. Kogo zatem ucieszy Bing. Książka z magnesami. Zabawa w parku? Nie tylko fanów tegoż królika, ale wszystkie pociechy lubiące nietypowe wydania, wzbogacone w ciekawe dodatki zajmujące ich na dłuższy czas i umożliwiające im fantastyczną zabawę.


Mój młodszy syn chętnie ogląda serial animowany z Bingiem w roli głównej. Uważnie śledzę nowości na rynku wydawniczym, dlatego w naszej biblioteczce jest już naprawdę dość dużo książek, a wśród nich są oczywiście także te, w których głównym bohaterem jest właśnie ten królik. Stwierdziłam, że książka z magnesami będzie strzałem w dziesiątkę. I zupełnie się nie pomyliłam. Otóż, okazało się, że magnesy zrobiły na moim maluchu naprawdę dobre wrażenie, wręcz zafascynowały go bardziej niż sama książka. Mieliśmy z nimi mnóstwo fajnej zabawy. Używaliśmy ich nie tylko podczas czytania historii, układając je na kolejnych stronach publikacji, ale także wymyślaliśmy inne aktywności, jak na przykład odgadywanie postaci, które przedstawiają, czy umieszczanie ich na innych powierzchniach, chociażby na lodówce. Ten dodatek zrobił niemałą przyjemność mojemu synowi  i myślę, że inne dzieci będą równie mocno z niego zadowolone.

Otwierając tę kartonówkę dzieci wkroczą do pięknego, zielonego parku, w którym Bing i jego przyjaciele miło spędzają czas. Jak myślicie, co można tam robić? Zorganizować piknik, pograć w piłkę? Ależ oczywiście! Dzieci przekonają się, jak fantastyczna jest zabawa na świeżym powietrzu. Cieszę się, że ta książka promuję aktywny wypoczynek, aktywne zajęcia i zachęca dzieci, by nie rezygnowały z takich przyjemności. Z pewnością wiele dzieci je uwielbia, ale może zapomnili o tym, gdyż lockdown, nauczanie zdalne i ogólnie wszechobecny postęp technologiczny nie sprzyjały ostatnio zabawom na świeżym powietrzu. Park, podwórko, czy łąka to idealne miejsce dla dzieci, by pod opieką rodziców mogły poczuć ducha wolności. Poza tym publikacja ta umożliwia dzieciom układanie własnych historii i pobudzenie ich wyobraźni do pracy, co także może im przynieść wiele radości.



Książka ma duży i poręczny format. Jej okładka oraz wszystkie kartki wykonane są z grubego kartonu, jest więc wytrzymała. Chociaż okładka nie ma zaokrąglonych rogów to wewnętrzne kartki już takie mają. Zadbano więc także o bezpieczeństwo dzieci. Z uwagi na dołączone magnesy trzeba zachować szczególną ostrożność, zwłaszcza jeśli używam je z młodszymi pociechami. Wydawca oczywiście określa dolną granicę wieku odbiorców publikacji na trzy lata. Wewnętrzne strony zostały wyposażone w powłokę, do której można przytwierdzać dołączone magnesy, jest ona niewidoczna dla czytelników, ale widać jej kontury. Rozmieszczanie magnesów jest proste, można swobodnie nimi operować i przemieszczać je w dowolne miejsca na stronach. Same magnesy są ciekawe i dobre jakościowo. Zabawa nimi to niezła gratka.


Bing. Zabawa w parku. Książka z magnesami to nietypowa na rynku wydawniczym publikacja, która zachwyci każdego fana tytułowego króliczka oraz wielbiciela świetnych dodatków. Interesująca fabuła i wiele możliwości zabawy zadowoli rodziców, a przede wszystkim dzieci. Uważam, że to pozycja obowiązkowa w biblioteczce młodego mola książkowego, a także malucha, który dopiero zaczyna przygodę z książkami. Polecam bardzo mocno. 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.

sobota, 10 kwietnia 2021

Jeff Kinney - "Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno"

Autor i ilustrator: Jeff Kinney
 Tytuł: Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 224
Wiek: 6-14 lat 
Ocena: 9/10

Opis:
 
 Wakacje w starym wozie kempingowym wujka Gary’ego? Brzmi jak przygoda! Rodzina Grega zamierza spędzić to lato w prawdziwej, najprawdziwszej głuszy. Tylko że w głuszy na ogół grasują jej niezbyt gościnni mieszkańcy – namolne niedźwiedzie, żarłoczne kleszcze i najgorsze z nich wszystkich – SKUNKSY. Czy urlop na łonie natury, który był szczytem marzeń Heffleyów, okaże się zupełnym dnem?
 
Recenzja:
 
Z pewnością wiele osób tęskni już za swobodą przemieszczania się i związanymi z nią wycieczkami pełnymi przygód. Miejmy nadzieję, że do wakacji sytuacja w kraju i na świecie ustabilizuje się do tego stopnia, iż będzie można wybrać się bez strachu na jakąś rodzinną wyprawę. Mimo różnych ograniczeń, w ostatnim czasie, dość popularne stały się podróże kamperem. Wydaje się, że taki wyjazd w nieznane na sto procent będzie zachwycający i niesamowity. Czy historia opisana w Dzienniku cwaniaczka. Zupełne dno jest na to potwierdzeniem? Kto zna już Grega Heffleya ma świadomość tego, że z nim nie da się nudzić. Kolejna część tej bestsellerowej serii dla dzieci to opowieść niepozbawiona momentów grozy, oczywiście przedstawionych w pozytywnym i humorystycznym kontekście, zachęcająca do czytania nasze - nawet najbardziej oporne ku temu - pociechy.


Mój starszy syn należy do dzieci, które nie przepadają za książkami. Jednak seria autorstwa Jeffa Kinney'a tak przypadła mu do gustu, że Dziennik cwaniaczka. Totalną demolkę zabierał nawet do szkoły i czytał go na przerwach. Przyznam szczerze, że to jedyny cykl literacki, który rzeczywistości go zainteresował. Po te opowieści sięga sam z własnej woli i dopytuje o kolejne części. Jestem zadowolona, że udało mi się trafić na te publikacje, bowiem dzięki nim moje prośby dotyczące codziennego czytania nie są już tylko związane z koniecznością wypełnienia przykrego obowiązku, ale potwierdzeniem tezy mówiącej o tym, że czas spędzony z książką naprawdę może być udany. Przekonać do tego mojego niespełna dziesięciolatka to nie lada wyzwanie, a Jeff'owi Kinney'owi poprzez stworzenie postaci Grega się to udało. Najnowszy tytuł jego autorstwa wydany w Polsce, czyli Zupełne dno jest tego kolejnym potwierdzeniem, bowiem mknie się przez tę opowieść niczym rowerzysta po równej szosie popychanym przez wiatr, którego odpowiednikiem literackim jest świetnie skonstruowane fabuła pełna niespodziewanych i absurdalnie prawdziwych wydarzeń. Czego tym razem ona dotyczy przeczytacie w poniższym akapicie.

Greg wraz z rodziną pomieszkuje przejściowo w piwnicy swojej babci. Na szczęście są wakacje, więc mogą wyrwać się z tego pomieszczenie i przeżyć ekscytującą przygodę, podróżując... wozem kempingowym. Oczywiście w czasie tej wycieczki spotka ich wile niezwykłych sytuacji, ale niekoniecznie takich, które byłyby dla nich dobre. Spotkanie oko w oko z niedźwiedziem lub oko w... tyłek ze skunksem raczej nie należą do najprzyjemniejszych wydarzeń. Co jeszcze przydarzy się Gregowi w głuszy z dala od domu? Możecie by pewni, że akcja tej opowieści nie zwalnia ani na chwilę, a mnogość absurdalnych i zabawnych scen sprawi, że wasze dzieci przeczytają ją migiem i będą chcieli poznać inne części z serii. Jeśli ich nie znają to mają co nadrabiać, bowiem Zupełne dno to już piętnasty tom Dziennika cwaniaczka. Oczywiście każdą historię można czytać bez znajomości poprzednich, mimo że da się zauważyć niewielkie nawiązania do przeszłości, ale nie mają one znacznego wpływu na odbiór aktualnie czytanej książki.



Styl wydania tej części jest podobny do poprzednich. Dla tych, co mają zamiar po raz pierwszy sięgnąć po książkę z serii Dziennik cwaniaczka, napiszę kilka słów o formie i stylu publikacji. Otóż, dostaniecie w swoje ręce zgrabną publikację, w przystępnym do użytkowania formacie zeszytowym. Strony książki są stylizowane na takie pochodzące z prawdziwego dzienniczka - mają liniatury zapisane grubą czcionką, już bardziej przypominającą drukowaną, co nie komplikuje czytania i sprawia, że każde dziecko z łatwością zauważy, iż zdania czyta się szybko, sprawnie i komfortowo. Rysunki są pozbawione kolorów, stylizowane na zwykle szkice bez wypełnienia. Mimo to są bardzo starannie wykonane i przyjemnie je się ogląda. Cała historia jest nieprawdopodobna, zabawna i poprzez swoją niezwyczajność zapewnia dzieciom fantastyczną zabawę z książką. Polecam zarówno chłopcom i dziewczynkom, a zwłaszcza do samodzielnego czytania.

 
Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno to kolejna wciągająca historia z Gregiem Heffleyem w roli głównej, pełna niespodziewanych wydarzeń wprawiających w doskonały nastrój. Młodzi czytelnicy na pewno z zaciekawieniem będą poznawać kolejne perypetie tego zwariowanego chłopca i zapragną przeżyć równie ekscytujące przygody. Przy okazji zrozumieją także, że czas spędzony całą rodziną to ważna sprawa, której nie wolno lekceważyć.
 
Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Krzysztof Pietrzak - "Dziki futbol"

 
Autor: Krzysztof Pietrzak
Ilustrator: Maryna Rudzko
Tytuł: Dziki futbol
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis:

Afrykańskie zwierzęta gromadzą się na sawannie, aby zobaczyć finał Ligi Dzikich Zwierząt. Kto zostanie zwycięzcą? Odważne Lwy czy Szarżujące Nosorożce?
Odkrywaj karty, rozpatruj piłkarskie akcje, strzelaj gole i sprawdź, czy twoja drużyna sięgnie po puchar!

Recenzja:

Zwierzęta to najbardziej lubiani bohaterowie w dziecięcych książkach, ale nie tylko w nich. Doskonale sprawdzają się także jako najważniejsze postaci w grach karcianych. Mogliśmy się samodzielnie o tym przekonać biorąc udział w rozgrywce pod tytułem Dziki futbol. Oczywiście to, z jakiego gatunku pochodzą zawodnicy naszych drużyn nie miało tu większego znaczenia, gdyż sam przebieg gry okazał się tak fascynujący, iż nie było czasu na rozmyślania o wyglądzie, czy pochodzeniu jej bohaterów. Cała nasza uwaga skupiała się na kolejnych akcjach. Zatem czy ta gra od wydawnictwa Zielona Sowa wzorowana na technice piłki nożnej realistycznie oddaje ducha sportowej rywalizacji? Ależ oczywiście! Ponadto zaskakująco szybko wciąga i sprawia, że zapominamy o codziennych obowiązkach dobrze się przy tym bawiąc.

Mój starszy syn jest fanem piłki nożnej i sam trenuje tę dyscyplinę sportu. Ma on już dziewięć lat, więc gdy zobaczyłam w ofercie wydawnictwa tę grę, byłam pewna, że się mu spodoba. Wiek sugerowany przez wydawcę jest tu naprawdę wyjątkowo umowny, gdyż nawet czteroletnie dziecko może odnaleźć się w tym turnieju, z zaangażowaniem w nim uczestnicząc. Oczywiście takie maluchy będą potrzebowały pomocy w odczytywaniu poleceń zapisanych na kartach. Tym jednak bez problemu może zająć się starszy z graczy. Jako osoba dorosła również świetnie bawiłam się podczas tego karcianego meczu. Gra dedykowana jest dla dwóch osób, jednak gdyby ktoś chciał zwerbować do swojej drużyny jakiegoś pomocnika, nie widzę do tego żadnych przeciwwskazań.


Pomysł na grę przypadł nam do gustu i oboje z synem cieszymy się, że powstała karciana wersja piłki nożnej. Dzięki niej możemy wstąpić w szeregi jednej z drużyn, które tworzą afrykańskie zwierzęta. Pojedynek piłkarski pomiędzy Odważnymi Lwami a Szarżującymi nosorożcami toczy się na dalekiej sawannie. Przy okazji możemy rozwinąć temat nie tylko sportu, ale także samego kontynentu, którym jest w tym przypadku Afryka. Życie w tym zakątku świata na pewno zaciekawi młodych graczy a rozmowy o nim mogą być świetnym przerywnikiem podczas zaciętej rywalizacji w finale Ligii Dzikich Zwierząt.

Przygotowanie do turnieju jest bardzo proste i zajmuje niewiele czasu, dzięki czemu sprawnie i szybko można rozpocząć ten emocjonujący mecz. Wystarczy postępować zgodnie z instrukcją, z której odczytaniem i zrozumieniem na pewno nie będziecie mieli żadnych problemów. Ogólnie etap przygotowań składa się z tasowania i odpowiedniego rozmieszczenie wszystkich kart. Na zdjęciu poniżej możecie podpatrzyć jak wygląda prawidłowo przygotowane do piłkarskiego pojedynku pole gry. Ważnym rekwizytem jest znacznik piłki, który wskazuje, który z graczy jest aktualnie przy piłce. Osoba rozpoczynająca rozgrywkę odkrywa pierwszą z kart Akcji. Następnie musi postępować zgodnie z zawartymi na niej poleceniami. Wszystkie zasady są szczegółowo opisane w instrukcji, więc nie będę się o nich rozpisywała. Wspomnę tylko, że zadania podczas trwania meczu są zróżnicowane, pomysłowe i dostarczają graczom mnóstwo frajdy. Zwycięstwo też nie przychodzi szybko, gdyż możemy się nim cieszyć dopiero po wygraniu dwóch rund. To sprawia, że emocje buzują w nas do ostatniej chwili meczu. 



Graficzne wykonanie elementów gry jest przyjemne dla oka. Jakościowo też wszystko zostało wyprodukowane na najwyższym poziomie. Dodatkowym urozmaiceniem jest tablica wyników oraz symbole (liczby) goli, którą możemy sami aktualizować, dzięki czemu nie pomylimy się w bieżącym wyniku i unikniemy niepotrzebnych nieporozumień dotyczących liczby strzelonych bramek przez konkretną drużynę. Osobiście uważam, że to niemal obowiązkowa gra dla każdego młodego fana piłki nożnej i gier planszowych. Z pewnością chętnie rozegra on niejeden karciany mecz ze swoim kolegą, tatą, a nawet mamą, czy też siostrą. Każdy może się nią zachwycić i poddać emocjom Dzikiego futbolu.



Dziki futbol to gra, która obudzi waszego ducha rywalizacji. Proste zasady i kompaktowe wydanie zachwycają już od pierwszej rundy. Jeśli nie możecie rozegrać prawdziwego meczu piłki nożnej, jego dzika wersja będzie dla niego doskonałą alternatywą. Stoczcie zacięty pojedynek i przekonajcie się, komu dopisze szczęście i kto będzie mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Emocje i dobra zabawa podczas turnieju są zagwarantowane. Nie potrzeba więcej, by miło spędzić czas.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

środa, 27 września 2017

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i basen"


Autor:
Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i basen
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 3-7 lat

Opis:

Tata zabiera Basię i Janka do parku wodnego. Czy Basia nauczy się pływać? Czy odważy się zjechać z największej zjeżdżalni? I czy uda jej się umknąć przed... rekinem?

Przygody Basi pomagają dziecku zrozumieć świat, swym humorem rozśmieszają dzieci i dorosłych.


Recenzja:

Czy jest tu ktoś, kto nie zna jeszcze Basi? Uczciwie przyznaję, że ja nie znałam. Bohaterką mojego dzieciństwa była Lotta z Ulicy Awanturników, moja młodsza siostra wychowała się śledząc losy Martynki i już czuję w lewym kolanie, że moja córka będzie dorastać w towarzystwie Basi.

Na tą książkę zwróciłam uwagę zupełnym przypadkiem i jestem po prostu zachwycona. Kupuję tą małą psotnicę wraz z jej zakręconą rodzinką całym sercem i już wiem, co Bobasa dostanie na święta od każdego chyba członka rodziny, bo seria o Basi to mistrzostwo świata i na pewno niejedną jej przygodę po prostu musimy mieć na półce.

Lektura przygód Basi to rozrywka dla całej rodziny – ciepła, mądra i pouczająca, a dla rodziców niezwykle zabawna i rozczulająca. I co najważniejsze – autentyczna. To pełne codziennego komizmu historyjki z życia pewnej rodzinki obnażające sympatyczne, choć niewątpliwie męczące perypetie bycia rodzicem. Bo z Basi jest niezłe ziółko i niełatwo za nią nadążyć - jest żywą, rezolutną i strasznie sympatyczną dziewczynką. Ma starszego brata (sztuk jeden), młodszego brata (sztuk jeden), mamę, tatę lekarza (aż dziw, że nie prawnika :D) i żółwia. Rozpiera ją energia i ciekawość. A poznawanie świata z tak uroczą bohaterką to prawdziwa przyjemność – niezależnie od wieku czytającego.

Jakby nie patrzeć, to jedna z tych ksiażek, które działają na jajniki zdecydowanie lepiej niż program 500+.

Poza lekkim humorem, wysokim poziomem literackim, intertekstualnością i bohaterami, z którymi trudno się nie utożsamiać, książka zachwyca również genialnymi ilustracjami. Marianna Oklejak to moje całkiem nowe odkrycie i powiem najzupełniej szczerze, że zakochałam się w jej stylu bez pamięci.

W tej części mamę zmogła choroba - na tyle poważna, że nawet nie zjadła przygotowanych przez dzieci kanapek z kremem czekoladowym! By dać jej szansę na wypoczynek i choć chwilę spokoju, tata zabiera swoje małe rozrabiaki na basen (marząc jednocześnie o małym relaksie w jacuzzi). A jak wiadomo, taka wyprawa bywa zazwyczaj kumulacją zabawnych sytuacji – od przymusowych zakupów (w końcu zawsze ktoś zapomni kąpielówek), przez niegroźne upadki aż po fascynację Basi pewnym wytatuowanym jegomościem. Bo na basenie nie sposób się nudzić – na każdym kroku czeka moc atrakcji (szczególnie, kiedy trzeba pilnować dwójki ciekawskich, nadaktywnych małolatów) i zazwyczaj brakuje już czasu na odpoczynek w bąbelkach. Ot, uroki rodzicielstwa ;)





„Basia” wciąga i najlepszym tego dowodem jest fakt, że to pierwsza książka o takiej objętości tekstu, którą moja półtoraroczna córka wysłuchała w całości. A potem zamknęła książkę, obróciła do początku i zażyczyła sobie czytania od nowa. Trudno o lepszą reklamę.

Basię poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa EGMONT, wielkie dzięki!