Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2020

Mikki Lish & Kelly Ngai - "Dom na wzgórzu"

Autorzy: Mikki Lish & Kelly Ngai
Tytuł: Dom na wzgórzu
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 14 października 2020
Liczba stron: 376
Ocena: 9/10

Opis:

Czy odważysz się przekroczyć bramę tajemniczego domu na wzgórzu?
Tutaj nic nie jest oczywiste… A dziwne zdarzenia zaskoczą Cię na każdym kroku!
Hedy i Spencer przyjeżdżają do niezwykłego, nawiedzonego i trochę strasznego domu na wzgórzu swojego ukochanego dziadka. Nagle zaczynają odbierać tajemnicze wiadomości, które pojawiają się na ramach obrazów! Rodzeństwo otrzymuje je również od niezwykłych eksponatów, które dziadek zgromadził w domu oraz od… duchów zamieszkujących ten nawiedzony dom. To będzie naprawdę upiorna przygoda!
Czy rodzeństwu uda się rozwikłać rodzinną tajemnicę? Czy dowiedzą się, dlaczego ich babcia zniknęła? Co ukrywa ich niezwykły dziadek? I jakie duchy zamieszkują dom na wzgórzu i czego chcą?

Recenzja:

W dzieciństwie marzyłam o wypadzie do starego i trochę strasznego domu – i choć w młodości mi się to nie udało, Mikki Lish i Kelly Ngai udało się porwać mnie właśnie do takiego miejsca! Dom na wzgórzu - choć skierowany do młodych czytelników – okazał się dla mnie nieziemską przygodą oraz bardzo przyjemnym thrillerem, pełnym tajemnic oraz… odrobiny abstrakcji.

Głównymi bohaterami powieści jest dwójka rodzeństwa – Hedy i Spencer. Są bardzo zgrani i fantastycznie czyta się o ich przygodach, bo – krótko mówiąc – są przesympatyczni! Co prawda, dziewczynka wydała się w niektórych momentach wykazała się nadzwyczaj dojrzałym rozumowaniem, a Spencer… wręcz przeciwnie. Nie przeszkadza to w lekturze, a wręcz przeciwnie – bardzo ją urozmaica! Dziwaczniej moim zdaniem zachowywali się dorośli w tej powieści, ale może to był aspekt celowy – wszak dzieci nie zawsze rozumieją starszych, prawda?

W książeczce kryje się sporo magii, ale nie do końca oczywistej – bo pojawiają się tutaj także… sztuczki magiczne! Paranormalnym elementem historii są także duchy, ale – prawdę mówiąc – nie są one za specjalnie straszne – raczej bardzo tajemnicze. Całość nie jest jakoś przerażająca. No, jest kilka niepokojących wydarzeń, ale myślę, że nie przestraszoną one zbytnio dzieci, więc z powodzeniem młodsi mogą sięgnąć po tę powieść.

Dla młodego czytelnika z całą pewnością przypadnie również język powieści. Jest bardzo przyjemny w odbiorze, a gdy dodamy do tego młodych bohaterów i różne cuda oraz dom pełen sekretów – dostajemy przepis na wciągającą i frapującą opowieść! Żałuję tylko, że historia nie zakończyła się z jakimś wielkim przytupem, ale nie uważam tego za wadę – dzieciom na pewno się spodoba!

Króciutko podsumowując, Dom na wzgórzu to faktycznie niezwykle wciągający thriller dla młodszych czytelników! Jestem przekonana, że dzieciaki polubią Hedy i Spencera, a od opowieści nie będą potrafili się oderwać! To idealna lektura na chłodne wieczory – szczególnie, że jak wspomniałam powyżej, duchów tutaj nie brakuje… Booo! Polecam z całego serca! :)

P.S. Okładka jest GENIALNA!

poniedziałek, 30 listopada 2020

Jenny McLachlan - "Powrót do Krainy Smoków"

Autor: Jenny McLachlan
Ilustracje: Ben Mantle
Tytuł: Powrót do Krainy Smoków
Cykl: Kraina Smoków (tom 2)
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 30 września 2020
Liczba stron: 320
Ocena: 9/10

Opis:

Kiedy Artur i Rose byli mali, w wyobraźni wyruszali do Krainy Smoków. Trafiali tam przez rozkładane łóżko stojące na strychu dziadka. Teraz bliźnięta nie mogą się doczekać powrotu do Krainy. Ale kiedy tam wracają, nie ma czasu na zwiedzanie, ponieważ ich wróg – Wroniak (strach na wróble) czyha na ich życie.
Tajemnicza skrzynia w Krainie Smoków zawiera rzeczy, które zawsze najbardziej przerażały bliźnięta, a jeśli Wroniak ją przejmie, Kraina Smoków znajdzie się w ogromnym niebezpieczeństwie.
Wkrótce Artur i Rose wyruszają na kolejną ekscytującą przygodę w towarzystwie starych przyjaciół i nowych sprzymierzeńców. Ale czy dotrą do skrzyni, zanim zrobi to Wroniak?
A jeśli otworzą skrzynię, co w niej zobaczą?

Recenzja:

Kraina Smoków bardzo przypadła nam do gustu, dlatego ogromnie się ucieszyłam, gdy zauważyłam kontynuację tej serii o jakże wymownym tytule - Powrót do Krainy Smoków. Fantastycznie było ponownie spotkać się z Arturem i Rose i wybrać się z nimi na kolejne niesamowite przygody! I wiecie co? Przeczytaliśmy całość w jedno popołudnie!

Kontynuacja okazała się dla nas znacznie lepsza niż tom pierwszy. Przede wszystkim więcej tutaj zabawy i akcji, mnóstwo niespodzianek i nowych zagrożeń (i starych – znów ten Wroniak!), więc i emocji także nie zabrakło, a i nie można narzekać na brak fascynujących postaci (piraci, jednorożce). Najmilej zaskoczyło mnie tutaj rodzeństwo, które jest głównymi bohaterami serii – naprawdę fantastycznie czyta się o takiej szalonej i współpracującej (prawie zawsze) parze.

Jenny McLachlan odkrywa tutaj przed czytelnikiem nowe rejony tytułowej Krainy Smoków, częstując nas pełną wyobraźni lekturą. Jej styl jest przebajeczny – przystępny, humorystyczny, a i bardzo trafnie przelewa na papier uczucia, które dręczą bohaterów. Fenomenalnie też tutaj ugryzła postać Rose – która wiecznie zgrywa twardzielkę (i we wcześniejszym tomie była doprawdy irytująca) – a jednak… tutaj potrzebuje pomocy i potrafi ją przyjąć. Chyba każdy z nas ma gorsze chwile, prawda? Dzięki tej prawdziwości emocji książeczkę czyta się szybko i przyjemnie!

Nie można zapomnieć także o oprawie graficznej tej serii, bo ilustracje (i mapka!) są po prostu cudowne, choć – podobnie jak przy wcześniejszych tomach – tak i tutaj niektóre są odrobinę mroczne – szczególnie ta z postacią Wroniaka. Brrr! Ten strach na wróble przyprawia mnie o dreszcze!


Powrót do Krainy Smoków to kolejna kapitalna przygoda w nietuzinkowym świecie, zaserwowana przez Jenny McLachlana dla małego czytelnika. Jestem przekonana, że każde dziecko z przyjemnością wybierze się w podróż z Arturem i Rose, aby uratować ukochany świat. Czy bohaterom się uda? I co znajdą w tajemniczej skrzyni z opisu? Tego Wam nie zdradzę! Ale podpowiem Wam, że… książeczkę polecam z całego serca! :)

sobota, 14 listopada 2020

Isabelle Filliozat, Éric Veillé - "Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję"

 

Autorzy: Isabelle Filliozat,  Éric Veillé
Ilustrator:  Éric Veillé
Tytuł: Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję
Wydawnictwo:
HarperKids 
Data wydania: 16.09.2020
Liczba stron: 72
Wiek: 3-12 lat
Ocena: 9/10

Opis:
 
 Dobre stosunki z rodzeństwem to wyzwanie. Czasami brat lub siostra są całkiem w porządku, a czasami się na nich denerwujemy. Czasem nawet chcielibyśmy, żeby ich nie było…

W tej książce dzieci znajdą wiele ćwiczeń i zadań, które pomogą im zrozumieć braci i siostry, a także zaakceptować emocje, które odczuwają w stosunku do rodzeństwa i rodziców, nie ważne czy jest się najstarszym, środkowym czy najmłodszym w rodzinie.

W środku znajduje się poradnik dla rodziców.

Książka opracowana przez Isabelle Filliozat, psychoterapeutkę i guru pozytywnego rodzicielstwa we Francji, autorkę bestsellerów takich jak „W sercu emocji dziecka” i „Próbowałam już wszystkiego”.
 
Recenzja:
 
Konflikty w rodzeństwie bywają uciążliwe, zarówno dla samych dzieci jak i dla ich rodziców. Wśród maluchów, ale także tych nieco starszych pociech trudno uniknąć konfliktów, są one wręcz czymś stałym. Jako rodzice co najmniej dwójki dzieci wiemy, że trudno jest przeżyć dzień chociażby bez jednej kłótni, czy niewielkiej scysji pomiędzy naszymi podopiecznymi. Starsze, jak i młodsze dziecko ma swoje powody do niepokoju związane z obecnością drugiego, najważniejszego dla rodziców członka rodziny. Zrozumieć to, co dzieje się we wzajemnych relacjach pomoże książka z serii Akceptuję, co czuję z podtytułem Bracia i siostry. Czy praca z nią poprawi stosunki między naszymi dziećmi, a tym samym korzystnie wpłynie na wzajemne postrzeganie brata lub siostry jako najbliższej, ale niezależnej od nich osoby? Z pewnością wesprze w zrozumieniu i opanowaniu negatywnych emocji związanych z takim, a nie innym zachowaniem, kogoś kto jest nieodłącznym towarzyszem ich codzienności.
 
 
Jestem mamą dwóch synów, którzy czasami potrafią rozpętać wielką awanturę, mimo tego iż młodszy z nich ma dopiero dwa i pół roku. Oczywiście on jest nieco zbyt mały na lekturę recenzowanej książki, dlatego postanowiłam pracować z nią razem ze starszym, dziewięcioletnim synem. Oczywiście to, co od razu zyskało jego uznanie to zadania, które wymagają skupienia i rozmyślania nad pewnymi istotnymi kwestiami dotyczącymi więzi braterskiej. Jednak trzeba wiedzieć, że ta książka zawiera także tekst skierowany w stronę rodziców. Na końcowych stronach znajdziemy poradnik dotyczący konfliktów pomiędzy naszymi pociechami i tego, jak wspierać ich, by wzajemne relacje były właściwsze, naturalne, ale nie destrukcyjne. Zatem publikacja ta skierowana jest zarówno do dzieci, jak i do rodziców. Warto po nią sięgnąć i popracować z dziećmi nad ich emocjami, by wspierać i rozwijać dobre stosunki w rodzeństwie.

"Zazdrość to uczucie, na które składa się wiele emocji - strach, wstyd. To, że ktoś jest zazdrosny, nie znaczy, że jest zły, tylko, że bardzo cierpi." 

Przystępując do pracy z tą książką trzeba wyposażyć się w niezbędne do tego narzędzia, które każdy z nas ma w domu. Uzbrojeni, między innymi w nożyczki, klej i pisaki możemy przystąpić do misji mającej na celu poprawić stosunki pomiędzy rodzeństwem, a przede wszystkim uświadomić dzieciom, że oboje są tak samo ważni chociaż mają zupełnie inne poglądy i oczekiwania względem siebie i swojego otoczenia. Publikacja ta jest tą z grupy książek aktywnościowych, angażujących dzieci do pracy i wykonywania zadań pomagających oswoić im swoje emocje. Nasze pociechy poprzez rysowanie, opisywanie, zaznaczanie i opowiadanie będą ujawniać swoje odczucia względem swojego brata lub siostry. Autorka wskazuje, że mimo wszystko rodzeństwo ma ze sobą coś wspólnego, zwraca uwagę na emocje związane z pojawieniem się nowego członka rodziny oraz tego w jaki sposób odnoszą się do swoich dzieci rodzice, ukazując różnice w sposobie ich postrzegania i traktowania, wynikające ze względu na różny wiek i obowiązki do niego adekwatne. To wszystko uświadomi maluchom, że pomimo różnych przeszkód pojawiających się w stosunkach między nimi a rodzeństwem, każdy jest tak samo ważny i rodzice kochają wszystkich z taką samą mocą.

Książka została wydana w dużym formacie, dlatego paca z nią jest łatwa i przyjazna dzieciom. Tekstura papieru sprawia, że z łatwością można po nim pisać, rysować i malować. Stonowane kolory wewnętrznych ilustracji zapobiegają rozpraszaniu uwagi dzieci i ułatwiają skupienie się na właściwym temacie. Dodatkowo do publikacji dołączono naklejki, które uwielbiają wszystkie maluchy. Różnorodność zadań gwarantuje udany czas spędzony z tą publikacją, owocny w nową wiedzę i umiejętności. 
 


Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję to książka pełna wartościowych zadań. Jeśli potrzebujecie pomocy i wsparcia w zrozumieniu relacji pomiędzy rodzeństwem i umacnianiu jej w odpowiedni sposób, warto zaopatrzyć się w tę publikację. Dzięki niej dzieci wiele zrozumieją, a przede wszystkim zaakceptują swoje emocje względem brata lub siostry. Bo rodzina jest najważniejsza i trzeba o nią dbać, dbając także o samego siebie.
 
Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.

sobota, 18 lipca 2020

Ulf Stark, Charlotte Ramel - "Siostrzyczka"

Autor: Ulf Stark
Ilustracje: Charlotte Ramel 
Tytuł: Siostrzyczka 
Wydawnictwo: Zakamarki 
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 28 
Ocena: 9/10
Wiek: 0+ 

Opis: 

Najpierw jej nie było.
Potem była piłką w brzuchu mamy.
Teraz jest moją siostrzyczką.


Prosta, ciepła historia o tym, jak to jest, kiedy na świecie pojawia się młodsze rodzeństwo. Początkowo nie można się z nim ani porozumieć, ani za bardzo pobawić, ale można – poczuć się dużym i odpowiedzialnym!


Recenzja:

Bycie jedynakiem, czy też jedynaczką ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Jednak myślę, że każde dziecko czuje się komfortowo z tym, że rodzice poświęcają całą swoją uwagę tylko jemu. Co prawda niektóre dzieciaczki marzą o braciszku lub siostrzyczce, ale nie do końca zdają sobie sprawę z czym i z kim będą musieli się zmierzyć, kiedy ich pragnienie się spełni. Wówczas często czują się zaniedbane, a nawet wykorzystywane przez rodziców do opieki nad nowym członkiem rodziny. Warto zatem uświadomić pociechom, które czekają na nowego członka rodziny lub już się go doczekali, jak od tej chwili będzie wyglądała ich codzienność. Bowiem mieć rodzeństwo to zaszczyt. Książka pod tytułem Siostrzyszka dla najmłodszych dzieci w przystępny sposób pokazuje tę relację. Czy zatem trzeba bać się często krzyczącego malucha, który jeszcze tak niewiele potrafi? Oczywiście - nie i okazuje się także, że troska o niego może być naprawdę ciekawym doświadczeniem.


W najbliższym czasie nie spodziewam się powiększenia mojej rodziny. Mój młodszy synek ma dwa latka, a starszy  już dziewięć. Mimo to postanowiłam zamówić tę książkę, ponieważ do tej pory nie natrafiłam jeszcze na taką skierowaną do najmłodszych czytelników, która w zaledwie kilkunastu zdaniach opisywałaby relację pomiędzy rodzeństwem. Śmiem zatem stwierdzić, że nawet jeśli w waszych domach także nie planujecie przywitania nowego członka rodziny, to możecie sięgnąć po Siostrzyczkę, by na jej przykładzie przekazać dzieciom jak ważna jest odpowiedzialność za drugą osobę. Nie ograniczam zatem grona odbiorców tej publikacji do mam będących w ciąży z drugą pociechą. Wiadomo, że maluchy lubią dzidziusie i lalki (nawet chłopcy), dlatego same przeglądanie ilustracji może okazać się dla nich ciekawym zajęciem. U nas tak właśnie się stało.

Bohaterem tej krótkiej historyjki jest chłopczyk, który został obdarowany przez rodziców i los siostrzyczką. Dowie się on, że słodziutki niemowlaczek niewiele potrafi. Oczywiście mama po urodzeniu córki ma swoje obowiązki, dlatego pewnego razu prosi chłopca o przypilnowanie śpiącej dziewczynki. Kiedy maleństwo się budzi, okazuje się, że tylko ssanie kciuka jest w stanie go uspokoić. Czy pomimo tego, że nowa osoba w domu nie ma jeszcze żadnych zainteresowań, zdoła zdobyć serce starszego brata? Wystarczy, że się uśmiechnie i zamknie oczka do snu, by tak się stało.




Autor swoim krótkim tekstem opisuje okres pojawiania się drugiego dziecka w rodzinie. Za pomocą prostych zdań przedstawia najmłodszym czytelnikom, co taki mały człowieczek potrafi i czego wymaga od najbliższych mu osób. Niewątpliwie książka zaciekawi każdego malucha, ale tego nieco starszego, a więc takiego, który rozpoczął już trzeci rok życia. Młodsze pociechy mogą jeszcze nie okazywać tak wielkiego zainteresowania tematem, ale widok  małego dzidziusia na ilustracjach bardzo ich zadowoli. Z przejęciem będą wskazywać na małe zawiniątko i ekscytować się obserwowanym maleństwem. Publikacja ta jest także subtelnym przekazem dla dzieci mających rodzeństwo, dotyczącym tego, że chociaż ich wspólna codzienność nie zawsze jest taka, jak tego oczekują, to warto być razem. Możemy ten przekaz odnieść nawet do każdego, bo przecież wspólne relacje wymagają poświęcenia, a to w konsekwencji owocuje chwilami pełnymi szczęścia.

Wydanie w twardej oprawie emanuje elegancją odznaczającą się nieskomplikowanym i prostym stylem. Ilustracje wykonano w sposób przejrzysty techniką przypominającą rysunek kredkami. Idealnie odzwierciedlają sens czytanego tekstu i nie są przeładowane zbyt wieloma szczegółami. Jedyny malutki minus jest taki, że książeczka nie posiada kartonowych stron, zatem trzeba być ostrożnym oddając ją w ręce chociażby dwulatków, którzy nie opanowali jeszcze odpowiedniego posługiwania się książkami. Więcej zastrzeżeń do Siostrzyczki nie mamy i musimy przyznać, że miło spędziliśmy z nią czas.

Siostrzyczka powita was krzykiem i płaczem. Żeby go opanować potrzeba czasu i poświęcenia. Dzięki niej przekonacie swoje pociechy, że warto mieć rodzeństwo, bo uśmiech śpiącego dziecka wynagradza wszelkie trudy, nie tylko rodzicom, ale także starszemu bratu lub siostrze. Na pewno nie pożałujecie, jeśli zaprosicie ją do własnego domu.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki.

środa, 18 września 2019

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i przyjaciele. Janek"


Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i przyjaciele. Janek
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:


Starszemu Bratu Basi, Jankowi, niestraszne żadne wyzwanie – jest przecież najstarszy z rodzeństwa! Sprawa komplikuje się jednak, gdy chłopiec dowiaduje się, że być może będzie musiał nosić okulary. Jak poradzi sobie z obawą, że inne dzieci będą się z niego śmiać? I jak przyznać się przed sobą do trudnych emocji? Tego dowiedzą się mali czytelnicy w następnej opowieści z cyklu „Basia i przyjaciele”!

„Basia i przyjaciele. Janek” to kolejna książka z serii przedstawiającej bliskie osoby uwielbianej przez dzieci dziewczynki. Tym razem bohaterem jest Janek, starszy brat Basi, który mierzy się z trudną dla niego sytuacją – ma nosić okulary! Mądra i zabawna historia będzie świetnym pretekstem do rozmowy z dzieckiem o własnych emocjach, potrzebie akceptacji i lęku przed odrzuceniem.

Opowieści o Basi i jej przyjaciołach to sposób na rozwijanie miłości do czytania od najmłodszych lat. Twoje dziecko szybko zaprzyjaźni się z wesołą, kreatywną dziewczynką i będzie towarzyszyć jej w odkrywaniu świata.


Recenzja:

Odrobina męskiego spojrzenia w basiowym świecie. W końcu bycie bratem nie jest łatwe. A już bycie najstarszym bratem, to już w ogóle! 

Kiedy Janek dowiaduje się, że być może będzie musiał nosić okulary, wcale nie podchodzi to tego ze spokojem. Mimo, że wady wzroku są bardzo popularne nie tylko wśród rówieśników, ale nawet w basiowej rodzinie – w końcu mama Basi i Janka nosi okulary i daje radę! – lęk przed zmianą i reakcją otoczenia zmusza do bardzo emocjonalnej reakcji. Ani próby pocieszenia ze strony rodziców, ani wyjątkowo entuzjastyczne podejście młodszej siostry nie pomagają ani trochę. 





W dodatku mając dwoje młodszego rodzeństwa dopchanie się do rodziców po uwagę i zrozumienie graniczy z cudem, wymarzony majówkowy wyjazd okazuje się rozczarowaniem, a obowiązki i oczekiwania wobec Janka jako starszego brata bywają przytłaczające. Czasami nie pozostaje nic innego, jak uciec od wszystkich i wszystkiego. Nawet, jeśli ucieczka kończy się tuż za rogiem. 

Seria o Basi jest skarbnicą istotnych zagadnień, bardzo się cieszę, że porusza kolejne z nich – i to hurtowo, bo mamy tu nie tylko widmo okularów, ale również presję najstarszego wśród rodzeństwa (znam ten ból z własnego doświadczenia!), jak i potrzebę wysłuchania i akceptacji. Basia uczy, bawi i wychowuje. Jak zawsze w genialnej szacie graficznej. I oczywiście nie tylko dziewczynki!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

wtorek, 3 września 2019

Marta Galewska-Kustra - "Pucio umie opowiadać"


Autor: Marta Galewska-Kustra
Tytuł: Pucio umie opowiadać
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 40
Ocena: 10/10

Opis:

Piąta część przygód Pucia to dla dzieci potrafiących już mówić okazja do ćwiczenia umiejętności opowiadania. Zachętą do tego są perypetie związane z pojawieniem się nowego członka rodziny. 
Pod każdą dużą ilustracją znajdują się dodatkowe obrazki mobilizujące do opisywania przeżyć bohaterów własnymi słowami, a także pytania skłaniające do rozmowy z rodzicem na temat szczególnie interesujący każdego malucha: własne przyjście na świat. 
Opowiadanie wymaga m.in. rozumienia związków przyczynowo-skutkowych i relacji czasowych. Możemy dzieciom pomóc, zadając pytania typu: "Co się wydarzyło na początku?", "Co potem zrobił Pucio?", " Dlaczego?" oraz używając zwrotów: "najpierw", "później", "na koniec". Przede wszystkim jednak pozwólmy swoim pociechom na samodzielność w opowiadaniu, zadawaniu pytań i wyjaśnianiu napotkanych w książce sytuacji. 

Recenzja:

Pucio mieszka chyba w każdym domu, w którym są dzieci. No może prawie w każdym, sama znam tylko jeden, gdzie go nie ma, ale jako że ostatnio, gdy z córą udałyśmy się tam w odwiedziny i wzięłyśmy ze sobą naszą książkę, a potem usłyszałyśmy "My też chcemy Pucia!", to te statystyki mogą ulec zmianie :)

To już nasza siódma książeczka o Puciu, puzzle też mamy wszystkie, a ja paraduję po świecie z puciową torbą, więc myślę, że śmiało można nas zaliczyć w poczet puciomaniaków. Tym razem autorka porwała się na temat, który z córą uwielbiamy - rodzeństwo. Pucio wspomina i opwiada, jak to było, gdy Bobo był jeszcze w brzuchu mamy, a następnie gdy przyszedł na świat. Bardzo podoba mi się idea niewielkich obrazków na dole, które podpowiadają młodym czytelnikom wydarzenia, o których mają oni opowiedzieć, oraz pytania, jakie mają zadać rodzicom, nawiązujące do ich własnego życia.

W dalszym ciągu nie wiemy co prawda, jak Bobo ma na imię, ale za to poznajemy zmiany, jakie zachodzą w domu, w którym pojawia się bobas. Autorka przedstawiła ten temat bardzo życiowo, skupiając się na różnych aspektach, włącznie z tym, że mama jest zmęczona po całonocnej opiece nad noworodkiem, bo choć wiem, że nie u każdego tak to wygląda, to nam ten opis jest naprawdę bliski. Marta Galewska-Kustra w swojej najnowszej książce pokazuje także, że dzieci bardzo, bardzo szybko rosną. Bobo dopiero co się urodził, Pucio wciąż zastanawiał się, kiedy w końcu zacznie się z nim bawić, aż tu nagle pewnego dnia to po prostu się dzieje. Piękna i bardzo życiowa historia.



Książkę czytamy z moją dwulatką, myślę natomiast, że grupa dolelowa jest zdecydowanie szersza. To publikacja dobra i dla malucha, i dla kilkulatka. Doskonała, by przygotować dziecko, jeśli na świecie ma się pojawić rodzeństwo. O ile wiedziałam, że nie zawiodę się na Puciu i że to będzie nasz kolejny hit, o tyle sama tematyka stanowi dla mnie dużą wartość dodaną. Uwielbiamy Pucia i czekamy z niecierpliwością na kolejne jego przygody!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Matt Robertson - "Super Staś"


Autor: Matt Robertson
Tytuł: Super Staś
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2019
Liczba kart: 40
Ocena: 9/10

PATRONAT BAJKOWIRU

Opis:

Życie może być trudne, kiedy twój młodszy brat jest SUPERBOHATEREM Wszyscy myślą, że Super Staś jest WSPANIAŁY! I nikt się nie interesuje jego starszym bratem, Jasiem. Ale czasem nawet superbohater potrzebuje małej pomocy dużego brata... Urocza, pięknie ilustrowana opowieść dla każdego rodzeństwa? i o rodzeństwie. Pokazuje, jak się dogadywać, i że każde z nich jest tak samo SUPER!

Recenzja:

Zazdrość wśród dzieci, a już wśród rodzeństwa szczególnie - temat znany rodzicom jak świat długi i szeroki. Ten umie coś robić lepiej, tamten ma fajniejsze zabawki, jeszcze innego bardziej lubią dzieci w przedszkolu i tak dalej. Czasem nawet dorosłym trudno jest zrozumieć to, że dzieci nie powinno się porównywać, bo każde z nich jest inne, każde posiada swoje mocne i słabe strony i dzięki temu wszystkie one są wyjątkowe. 

W tej książce także brat zazdrości bratu, w końcu Staś wszystko robi najlepiej i wszyscy go podziwiają. Wszyscy, tylko nie Jaś. Bo kiedy Jaś robi coś dobrego i miłego, Staś właśnie kończy robić coś niesamowitego i to na nim skupia się cała uwaga. A bycie wciąż w cieniu genialnego brata na pewno nie jest łatwe. Przychodzi jednak taki czas, że to Staś potrzebuje pomocy i gdy wszyscy wokół bezradnie rozkładają ręce, jeden tylko Jaś wie, co należy zrobić, w końcu jest starszym bratem Stasia i zna go doskonale. Bo kto powiedział, że tylko jeden z braci może być super?

Historia tu opisana jest jasna, wyrazista, pokazuje, jak czuje się ten, który zawsze jest pomijany, zawsze na drugim miejscu. Dzięki temu pomimo całej wspaniałości Stasia to z drugim z braci czytelnik się solidaryzuje. Mnie osobiście ta opowieść bardzo się podoba, bo tak naprawdę żadnemu z braci nie nadano negatywnych cech charakteru. Staś nie był złośliwy ani nic z tych rzeczy, on po prostu był dobry we wszystkim. To Jaś postrzegał go przez pryzmat tego, że to nim wszyscy wokół się zachwycają. To dorośli w tej historii nie potrafili pokazać, że żaden z nich nie jest faworyzowany, bo obaj są wyjątkowi. I to jest według mnie najmocniejszy punkt publikacji, bardzo prawdziwy i życiowy.



Na uwagę zasługują także bardzo efektowne i wdzięczne ilustracje. Jest kolorowo i pięknie, tak jak w picturebooku być powinno. W zasadzie mogłabym komplementy na temat ilustracji w publikacjach wydawnictwa Amber skierowanych do dzieci kopiować i wklejać do każdej recenzji, bo pod tym względem naprawdę nie ma się do czego przyczepić.

Mądra, życiowa i poczuająca historia. Warto sięgnąć, gdy ma się w domu kilkulatków walczących o uwagę rodziców, ale też tak po prostu dla siebie, by zrozumieć, co czuje dziecko, które jest w cieniu innego.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Amber.

sobota, 27 kwietnia 2019

Megan McDonald – „Hania Humorek i przyjaciele. Wróżka Zębuszka”

Autor: Megan McDonald
Ilustracje: Erwin Madrid
Tytuł: Hania Humorek i przyjaciele. Wróżka Zębuszka
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 64
Ocena: 8/10
Wiek: 8+

Opis:  

Ta historia rozśmieszy każde dziecko! 
Kiedy Hania i jej przyjaciele grają w piłkę na boisku szkolnym, Julka Wróbel przynosi straszliwą wiadomość: pewien piątoklasista powiedział, że… Wróżka Zębuszka nie istnieje! Czy to możliwe? Na szczęście do akcji wkracza Hania Humorek! Potrzebuje tylko ruszającego się zęba, nieco opornego młodszego brata, wanny, nitki, nakręcanej motorówki i… Smrodku, otwórz szeroko buzię! A jeżeli Wróżka Zębuszka nie przyleci?

Wielbiciele Hani Humorek na pewno ze smakiem wgryzą się w tę opowieść pełną niespodzianek… i odrobiny magii.

Recenzja: 

Czy znacie Hanię Humorek? Muszę przyznać, że Wróżka Zębuszka to pierwsza książka z tą bohaterką w roli głównej, którą przeczytaliśmy. Być może już wiecie, że jest ich wiele, zatem my – chcąc nadrobić zaległości – musimy sięgnąć po kilkanaście innych części. Wspomniana wyżej opowieść pochodzi z nowej serii zatytułowanej Hania Humorek i przyjaciele. Fani tej fantastycznej dziewczynki z pewnością zacierają ręce zastanawiając się, co też tym razem ona wymyśliła. Natomiast ci mający zamiar spotkać się z nią po raz pierwszy muszą przygotować się na to, że prawdopodobnie skradnie ich serca. Nie trzeba nawet sięgać po tomiki w kolejności w jakiej zostały wydane. Ja sugerowałam się wyłącznie tytułem i nie miałam pojęcia, że jest to książka z siódemką na grzbiecie. Na szczęście w niczym to nie przeszkadza, bo przygody we wszystkich częściach są odrębne a łączą je jedynie ci sami bohaterowie. 

Chociaż etap utraty mlecznych ząbków mój syn ma za sobą to stoi przed nim jego czteroletnia kuzynka. Razem postanowiliśmy przybliżyć jej ten temat, przy okazji przeprowadzając trening czytania  z czynnym udziałem starszego dziecka.


W tej książeczce nie opisano zwykłej i prostej historii, bowiem Hania staje przed trudnym zadaniem udowodnienia, że Wróżka Zębuszka istnieje naprawdę. Poznaliśmy więc pomysłową dziewczynkę i z zainteresowaniem słuchaliśmy o jej poczynaniach. Ta opowieść zawiera w sobie magię i sytuacje powodujące wybuchy śmiechu. Czas spędzony z nią jednogłośnie zaliczyliśmy do udanych. Co warto jeszcze o niej wspomnieć?

Książka nie jest obszerna pod względem liczby stron, ale zawiera na nich dość dużo tekstu. Cała opowieść podzielona jest na trzy rozdziały o zbliżonej długości. Czytając je dziecku przed snem możemy nawet nie dobrnąć do końca jednego z nich. Format wydania okazał się niezwykle przyjazny – mniejszy niż zeszytu A5 – nie przytłacza swoim rozmiarem i umożliwia wygodne korzystanie z książeczki. Posiada okładkę z zakładkami – taką jaką lubimy najbardziej, gdyż można bezproblemowo zaznaczyć sobie miejsce, w którym skończyliśmy czytać a poza tym taki rodzaj oprawy znacznie chroni ją przed zniszczeniem.


Jeśli natomiast chodzi o fabułę to opiera się ona na bardzo dobrym pomyśle. Któż z nas nie słyszał o Wróżce Zębuszce zostawiającej pod poduszką monetę a zabierającą w zamian dziecięcy ząbek? Z pewnością wiele maluchów ufa, iż to dzieje się naprawdę. Moim zdaniem należy pozwalać im wierzyć w tę magię i nie wyprowadzać z nieświadomego błędu jak najdłużej. Podczas słuchania historii Hani mogą one przez chwilę poczuć grozę i rozczarowanie, ale spokojnie, bo... wszystko kończy się szczęśliwie. Ta trochę detektywistyczne a zarazem śmieszna i przede wszystkim interesująca przygoda zaciekawiła nas do tego stopnia, że przeczytaliśmy ją za pierwszym razem w całości. Jaki będzie koniec dochodzenia rozpoczętego przez tą słynną w świecie literatury dziecięcej bohaterkę? Przekonajcie się sami.


Warto poruszyć jeszcze jeden aspekt wydania tej książeczki. Otóż na okładce znajdziemy informację, że ta seria jest dedykowana dzieciom, które uczą się czytać. Skorygowałabym ją trochę i napisała, że po prostu wspiera ten proces, gdyż nie zawiera żadnego charakterystycznego ułatwienia dla początkujących czytelników oprócz dużej czcionki. Oczywiście jest to znaczne udogodnienie, ale dla starszych dzieci, które znają już większość liter, dlatego sugerowany wiek odbiorców to minimum osiem lat – z tym akurat się zgadzam, chociaż siedmiolatek też może podjąć próbę samodzielnego czytania tej opowieści i wyjść z niej zwycięsko. W moim odczuciu ten opis kłóci się nieznacznie z sugerowanym wiekiem odbiorców serii i może niektórych rodziców wprowadzić w błąd, zwłaszcza jeśli ich dziecko nie czyta jeszcze płynnie i boi się trudniejszych tekstów. W takim przypadku trzeba je zachęcić do prób i z cierpliwością czekać na pozytywne rezultaty.


Niemniej jednak Wróżka Zębuszka to kolejna odsłona przygód Hani Humorek, którą warto poznać. Spędziliśmy z nią miłe chwile. Ciekawa, wciągająca i odrobinę magiczna. Możemy przeczytać młodszym dzieciom na dobranoc lub kupić starszym w celu wspierania rozwoju umiejętności czytania. Chętnie poznamy inne części tej serii. A wy już znacie tę bohaterkę?

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 20 lutego 2019

Natalia Minge - Tosia czeka na braciszka


Autor: Natalia Minge
Tytuł: Tosia czeka na braciszka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 40
Ocena: 9/10
Wiek: 0-6 lata

Opis:

Tosia będzie miała rodzeństwo! Jest podekscytowana i jednocześnie trochę się boi, bo nie bardzo rozumie, co się dzieje. Widzi, jak rośnie brzuch mamy, pomaga w szykowaniu wyprawki, ale też zastanawia się, co narodziny braciszka zmienią w jej życiu. Czy będzie musiała dzielić się zabawkami? Czy rodzice znajdą dla niej czas?
Książka, która dziecku pomoże poradzić sobie z nieznaną sytuacją, a rodzicom wyjaśni, czego obawiają się ich pociechy. Pogodne ilustracje oraz poruszane tematy zachęcają do rozmów o powiększającej się rodzinie.


Recenzja:
Przyznam szczerze, że spodziewałam się po tej książce czegoś nieco innego (chociaż nie wiem, czy lepszego) – większego podobieństwa do jednej z wcześniejszych pozycji tego wydawnictwa, książeczki „Feluś i Gucio idą do przedszkola”. 

Bo choć wspólnych cech jest mnóstwo – poza oczywistymi nawiązaniami w sferze wizualnej, historia Tosi również poprzedzona jest krótkim instruktarzem dla rodziców (którzy przecież również znajdują się w zupełnie nowej sytuacji!), a podstawowym nośnikiem treści są świetne ilustracje wypełniające całe strony. Jest jednak zdecydowanie mniej tekstu. 






W tym przypadku mamy do czynienia zaledwie z jednym/dwoma zdaniami obrazującymi uczucia i obawy Tosi, nie zaś z dłuższym opisem obejmującym również nową sytuację i realia, jak to było w przypadku "Felusia". I chociaż rozumiem tą koncepcję, książka ma przede wszystkim skłaniać do rozmowy – zarówno rodzica, jak i dziecko, które ma szansę podzielić się swoimi pragnieniami i emocjami w oderwaniu od swojej własnej sytuacji, to jednak nie ukrywam, że lubię troszkę „iść na łatwiznę”, kiedy to treść książki jest znacznym ułatwieniem w opisywaniu i nazywaniu problemu.
Wspólna lektura wymaga więc większego wysiłku ze strony rodzica, ale i ma szansę bardziej zaangażować dziecko i „wyciągnąć” z niego zwierzenia. 

Bardzo mądrze skonstruowana pozycja pomagająca wytłumaczyć przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa i przygotować je na związane z tym wielkie zmiany. 

Jak zwykle wielkim plusem jest bardzo przemyślane wydanie – książka ma duży format, a strony są w całości wykonane z wytrzymałego (choć nie przesadnie grubego) kartonu. I ma bezpiecznie zaokrąglone rogi, co jest moją niegroźną obsesją. Nie sposób nie docenić również sympatycznych i czytelnych ilustracji Anny Łazowskiej, sprawiających, że tekst nie jest tak naprawdę niezbędny do pojęcia istoty podejmowanych problemów.

Ładna, świetnie wydana i pomocna. Polecam wszystkim planującym powiększenie rodziny!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

piątek, 29 czerwca 2018

Liesbet Slegers - "Kasia i brzuszek mamy"


Autor: Liesbet Slegers
Tytuł: Kasia i brzuszek mamy
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 32
Ocena: 8/10

Opis:

Mama, tata i ja będziemy mieli dzidziusia. Na razie siedzi sobie w brzuszku u mamy. Jest jeszcze malutki i musi duuuuużo urosnąć, zanim się urodzi. Bardzo jestem ciekawa, czy to będzie braciszek czy siostrzyczka. Już nie mogę się doczekać!
Dla maluchów, które wkrótce będą mieć rodzeństwo.

Recenzja:

Chociaż sama mam w domu dopiero jedną pociechę, to mam nadzieję, że w przyszłości nasza rodzina powiększy się jeszcze bardziej. Mimo wszystko mam też świadomość tego, jak trudno czasem małemu człowiekowi zaakceptować fakt, że nie będzie już jedynym maluchem. W końcu od tej chwili uwaga rodziców staje się rozproszona i nie skupia się w stu procentach na jednym dziecku. Zazdrość to całkiem naturalna reakcja w takiej sytuacji. Warto zatem rozmawiać o takich zmianach już wcześniej, kiedy bobas jest jeszcze w brzuszku mamy. Zwłaszcza że ciąża to czas, kiedy mama często nie ma już tyle siły na harce i szalone zabawy, bo wielki brzuch jej to skutecznie uniemożliwia. Widziałam już różne reakcje dzieci na wiadomość o powiększeniu się rodziny, więc tym bardziej skłaniam się ku rozmowie i stopniowemu oswajaniu z nową sytuacją.

Osobiście uważam, że książki mogą w takich sytuacjach pomóc przez pokazanie młodemu człowiekowi tego, że choć będzie teraz w domu inaczej, nie znaczy to, że gorzej. Posiadanie rodzeństwa to naprawdę fajna sprawa i jeśli tylko dziecko jest na to odpowiednio przygotowane, to istnieje duża szansa, że będzie się tym faktem cieszyć już od dnia narodzin braciszka czy siostrzyczki, a nawet wcześniej. Nie ma chyba nic bardziej rozczulającego niż dziecko rozmawiające z ciążowym brzuszkiem mamy. 

"Kasia i brzuszek mamy" to publikacja, która trafiła w mój gust z tego względu, że nie skupia się jedynie na zaletach powiększenia się rodziny. Taki obraz byłby przekłamaniem i dziecko szybko wychwyciłoby fałsz i niespójność z rzeczywistością. Książkowa bohaterka także czuje się czasem smutna i zawiedziona, bo mama nie zawsze ma siłę, by się z nią bawić. Jej pobyt w szpitalu, gdy na świat przychodzi braciszek, także okupiony jest sporym stresem. W końcu mama i tata gdzieś nagle zniknęli, a to na pewno duże przeżycie. Jest tak, jak w rzeczywistości - raz słodko, innym razem gorzko.



Osobiście lubię prostotę, z jaką Liesbet Slegers przedstawia świat z perspektywy dzieci, natomiast same ilustracje są średnio w moim guście - urocze, kolorowe, owszem, ale to po prostu nie mój typ obrazków. Niemniej jest to publikacja, którą w ogólnej ocenie muszę zaliczyć na plus. 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Adamada.

piątek, 27 października 2017

Magdalena Niedzwiedz - "Świat według Amelki"


Autor: Magdalena Niedzwiedz
Tytuł: Świat według Amelki
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 116
Ocena: 9/10

Opis:

Kiedy ludzie myślą o porodzie, zastanawiają się tylko nad tym, czy kobietę bardzo bolało i czy długo się męczyła – a czy ktokolwiek bierze pod uwagę uczucia dzieci? Nie wydaje mi się. A muszę Wam powiedzieć, że jest to dla nas (z pewnością mówię w imieniu wszystkich bobasów) wielka sprawa.

Mam na imię Amelka i już w chwili, gdy przyszłam na świat, wiedziałam, że czeka mnie tutaj wiele wyzwań. Bardzo kocham swoich rodziców i nie wyobrażam sobie mieszkać gdzie indziej niż w moim ciepłym, przytulnym domku. Moi rodzice zawsze dbają, żeby niczego mi nie brakowało: spędzają ze mną czas na wspaniałych zabawach, rysowaniu i rozwiązywaniu zadań z książeczek. Czasem też odwiedzam dziadków, jeżdżę w różne ciekawe miejsca, bawię się z innymi dziećmi i ciągle uczę się nowych rzeczy. Ostatnio urodził się mój brat Tymuś, który tylko leży i wiecznie płacze. W ogóle go nie rozumiem. Nie wiem, czy się polubimy. Zresztą za długo by opowiadać – lepiej otwórzcie tę książeczkę i przekonajcie się sami, co u mnie słychać.

Recenzja:

Myśląc o ciąży i porodzie, zwykle skupiamy się na przeżyciach przyszłej mamy - jej obawach, oczekiwaniach i doświadczeniach. Na rynek wydawniczy trafiają coraz to nowsze publikacje na ten temat. Niewiele natomiast mówi się o tej drugiej perspektywie - nowo narodzonego dziecka. A dla mnie, jako świeżo upieczonej mamy, jest to perspektywa szalenie istotna.

Poznajcie Amelkę, dziewczynkę, która dopiero co przyszła na świat. Niespecjalnie jej się tu podoba, w końcu jej poprzednie mieszkanko było ciche, cieplutkie, przyjemnie kołysało i w ogóle wszystkiego było tam pod dostatkiem. A teraz? Najpierw trzeba było się przeciskać, później oślepiało światło, dotykały zimne, nieprzyjemne przyrządy. Ogólnie - bez szału, ale nie pozwalają wrócić, a ty w dodatku jedyne, co potrafisz im powiedzieć to "aaaaaa" donośnym głosem. Dobrze, że chociaż inne dzieci rozumieją ten sekretny język, można przynajmniej wymienić się spostrzeżeniami. I tylko te dwie pary oczu wpatrzone w ciebie jak w obrazek dają nadzieję, że wszystko jednak będzie dobrze.

W takiej właśnie sytuacji, w sali porodowej w szpitalu, widzimy naszą bohaterkę po raz pierwszy. Choć nie jest specjalnie szczęśliwa z tego, że eksmitowano ją z poprzedniego lokum, postanawia przekonać się, co takiego czeka ją w nowym otoczeniu. A jak możecie się domyślać, czeka bardzo wiele. W końcu przed Amelką powrót do wielkiego domu, pierwsze spacery, wizyty gości, później pierwsze słowa, kroki i urodziny. Tych pierwszych razów w życiu Amelki będzie wiele, a każdy z nich opisany w sposób przywołujący uśmiech na twarz. Wszystko to właśnie dzięki tej dziecięcej perspektywie, której dorosła logika często stawia opór, nie rozumiejąc potrzeb maleńkiego człowieka, skoro ten nie potrafi ich zakomunikować werbalnie. Tymczasem najczęściej wystarczy odrobina wyobraźni i Amelka jest na to doskonałym przykładem. Narracja z pozycji dziecka, razem z dziecięcym pojmowaniem świata, sprawiają, że to lektura odpowiednia nie tylko dla młodych Czytelników, ale też dla dorosłych, którzy zapomnieli już, jak to jest być dzieckiem.

Pewnego dnia w życiu głównej bohaterki zachodzą duże zmiany - najpierw brzuch mamy zaczyna rosnąć, w końcu wygląda jakby zaraz miał pęknąć, a później mama wraca któregoś dnia do domu z nowym lokatorem, który przejmuje w dodatku łóżko dziewczynki. Skandal! Rodzice mają dla niej mniej czasu, bo mały krzykacz wciąż dopomina się o uwagę. Ale i na to Amelka znajdzie sposób i w końcu pogodzi się z faktem, że w rodzinie pojawiła się nowa osoba. Ba, może nawet polubi braciszka! Sądzę, że ten wątek może być pomocny w sytuacji, gdy Wasze pociechy nie mogą pogodzić się z faktem, że muszą się dzielić Waszą uwagą i czasem z rodzeństwem :)

Książka aż prosi się o to, by wystawić jej najwyższą notę. Nie mogę tego jednak uczynić. Wierna swoim zasadom, że w książkach dla dzieci oczekuję ilustracji, muszę odjąć jeden punkt. Szkoda, bo gdyby publikacja posiadała cieszące oko obrazki, byłaby książką kompletną. Mimo wszystko polecam. Na mnie wywarła bardzo pozytywne wrażenie.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.

środa, 27 września 2017

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i basen"


Autor:
Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia i basen
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 3-7 lat

Opis:

Tata zabiera Basię i Janka do parku wodnego. Czy Basia nauczy się pływać? Czy odważy się zjechać z największej zjeżdżalni? I czy uda jej się umknąć przed... rekinem?

Przygody Basi pomagają dziecku zrozumieć świat, swym humorem rozśmieszają dzieci i dorosłych.


Recenzja:

Czy jest tu ktoś, kto nie zna jeszcze Basi? Uczciwie przyznaję, że ja nie znałam. Bohaterką mojego dzieciństwa była Lotta z Ulicy Awanturników, moja młodsza siostra wychowała się śledząc losy Martynki i już czuję w lewym kolanie, że moja córka będzie dorastać w towarzystwie Basi.

Na tą książkę zwróciłam uwagę zupełnym przypadkiem i jestem po prostu zachwycona. Kupuję tą małą psotnicę wraz z jej zakręconą rodzinką całym sercem i już wiem, co Bobasa dostanie na święta od każdego chyba członka rodziny, bo seria o Basi to mistrzostwo świata i na pewno niejedną jej przygodę po prostu musimy mieć na półce.

Lektura przygód Basi to rozrywka dla całej rodziny – ciepła, mądra i pouczająca, a dla rodziców niezwykle zabawna i rozczulająca. I co najważniejsze – autentyczna. To pełne codziennego komizmu historyjki z życia pewnej rodzinki obnażające sympatyczne, choć niewątpliwie męczące perypetie bycia rodzicem. Bo z Basi jest niezłe ziółko i niełatwo za nią nadążyć - jest żywą, rezolutną i strasznie sympatyczną dziewczynką. Ma starszego brata (sztuk jeden), młodszego brata (sztuk jeden), mamę, tatę lekarza (aż dziw, że nie prawnika :D) i żółwia. Rozpiera ją energia i ciekawość. A poznawanie świata z tak uroczą bohaterką to prawdziwa przyjemność – niezależnie od wieku czytającego.

Jakby nie patrzeć, to jedna z tych ksiażek, które działają na jajniki zdecydowanie lepiej niż program 500+.

Poza lekkim humorem, wysokim poziomem literackim, intertekstualnością i bohaterami, z którymi trudno się nie utożsamiać, książka zachwyca również genialnymi ilustracjami. Marianna Oklejak to moje całkiem nowe odkrycie i powiem najzupełniej szczerze, że zakochałam się w jej stylu bez pamięci.

W tej części mamę zmogła choroba - na tyle poważna, że nawet nie zjadła przygotowanych przez dzieci kanapek z kremem czekoladowym! By dać jej szansę na wypoczynek i choć chwilę spokoju, tata zabiera swoje małe rozrabiaki na basen (marząc jednocześnie o małym relaksie w jacuzzi). A jak wiadomo, taka wyprawa bywa zazwyczaj kumulacją zabawnych sytuacji – od przymusowych zakupów (w końcu zawsze ktoś zapomni kąpielówek), przez niegroźne upadki aż po fascynację Basi pewnym wytatuowanym jegomościem. Bo na basenie nie sposób się nudzić – na każdym kroku czeka moc atrakcji (szczególnie, kiedy trzeba pilnować dwójki ciekawskich, nadaktywnych małolatów) i zazwyczaj brakuje już czasu na odpoczynek w bąbelkach. Ot, uroki rodzicielstwa ;)





„Basia” wciąga i najlepszym tego dowodem jest fakt, że to pierwsza książka o takiej objętości tekstu, którą moja półtoraroczna córka wysłuchała w całości. A potem zamknęła książkę, obróciła do początku i zażyczyła sobie czytania od nowa. Trudno o lepszą reklamę.

Basię poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa EGMONT, wielkie dzięki!