Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam sobie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2020

Justyna Bednarek - "Koperta z kotem"; "Koty i kotki"

Autor: Justyna Bednarek
Ilustracje: Maja Barska; Magda Kozieł-Nowak
Tytuły: Koperta z kotem; Koty i kotki
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 11.03.2020
Liczba stron: 32   
Ocena: 8/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

 Janek chce zrobić niespodziankę swoim kuzynkom, które kochają zwierzęta. Chciałby wysłać im psa i kota… tylko jak zmieścić zwierzaki do koperty?
„Koperta z kotem. Czytam sobie. Poziom 1” to pełna uroku książeczka do nauki czytania dla najmłodszych dzieci. Duża czcionka i napisana prostym, zrozumiałym dla maluchów językiem historia autorstwa Justyny Bednarek sprawią, że pierwsza przygoda z czytaniem stanie się łatwa i przyjemna. Ćwiczenia głoskowania ułatwią lekturę, a piękne ilustracje Mai Barskiej będą doskonałym uzupełnieniem tekstu.
***
Co może się wydarzyć, gdy dwa koty, Bazyli i Cyryl, wybiorą się na spacer nad staw? Kogo spotkają podczas swojej wycieczki? Czy uda im się złapać rybę, a przy tym nie wylądować w wodzie? Wyrusz na wycieczkę wraz z kocim duetem!
 
„Koty i kotki. Czytam sobie. Poziom 1” Justyny Bednarek to doskonały sposób na naukę czytania dla najmłodszych dzieci. Prosta historia z sympatycznymi bohaterami wciągnie najmłodszych, a duża czcionka i krótkie, zrozumiałe zdania nie sprawią problemu początkującym czytelnikom. Lekturę ułatwią także umieszczone w ramkach ćwiczenia głoskowania. 

Recenzja:

Koty to ulubione zwierzątka wielu dzieci. Miło jest przytulić się do takiego puchatego zwierzaczka i posłuchać, jak mruczy z zadowolenia. Mam wrażenie, że książki dla dzieci o kotach zawsze będą modne. Ostatnio w nasze ręce trafiły dwie książeczki z serii Czytam sobie, z poziomu pierwszego, od wydawnictwa Egmont. Obie zawierają "koty" w tytułach, ale mam też wiadomość pocieszającą dla wielbicielów psów: otóż w jednej z nich znajdziecie wzmiankę także o nich. Jakie niespodzianki czekają na nasze dzieci po otworzeniu wspomnianych publikacji? Piękne ilustracje i duża czcionka to tylko dwa z wielu plusów ich wydania.



Chociaż mój starszy syn opanował już dobrze czytanie (a wierzcie mi nie było z tym tak łatwo) to staram się podsuwać mu także prostsze w odbiorze historyjki, by zachęcić go do samodzielnego sięgnięcia po ich lekturę. Książeczki z tej serii są ku temu idealne. Poza tym jestem pewna, że idealnie sprawdzą się, kiedy mój młodszy syn będzie na tyle duży, aby zacząć podejmować pierwsze próby odczytywania wyrazów i zdań. Już teraz z zaangażowaniem przegląda strony owych książek, chociaż to widok kotków jest w tej chwili dla niego najbardziej zachęcający. Na czytanie przyjdzie jeszcze pora! To zadanie dla co najmniej pięciolatków. I dla takich dzieci jest dedykowana ta seria. Wydawca określił górną granicę wieku odbiorców serii na siedem lat, jednak myślę, że starsze dzieci też mogą z niej wiele skorzystać.

Koperta z kotem to historyjka o magii tradycyjnego wysyłania pocztówek. Podbarwiona jest nieco humorem, więc z pewnością podczas czytania zauważymy na buzi dziecka szeroki uśmiech, a może nawet lekkie zdumienie... Dzięki tej opowieści maluchy nie tylko potrenują czytanie, ale dowiedzą się o procedurze wysyłania i adresowania pocztówek oraz zrozumieją, że elektroniczna wiadomość ma znacznie mniejszą wartość niż list papierowy. To w dzisiejszych czasach ważny przekaz i cieszę się, że autorka zdecydowała się poruszyć taki właśnie temat w książce dla najmłodszych czytelników.



Natomiast Koty i kotki to książeczka opowiadająca o przygodzie Bazylego i Cyryla, którzy wyszli na spacer i spotkało ich coś niepokojącego. Czy wszystko skończyło się szczęśliwie i para rozrabiaków wyszła cało z opresji? Z pomocą przyjdą im inne kotki, więc z pewnością nie będzie tak strasznie. Nie martwcie się zatem! Poprzez tę historię dzieci poznają źródła niebezpieczeństw podczas samotnych spacerów, a także istotę pomocy dla innych. Nieskomplikowana w odbiorze historyjka wywoła u  naszych pociech trochę emocji i nauczy, jak odpowiednio sobie z nimi radzić oraz jak postępować w przypadku zagrożenia. Oczywiście w tekście nie ma tego wszystkiego opisanego dokładnie, gdyż zdań jest w nim naprawdę niewiele, ale są one doskonałą inspiracją dla rodziców do przeprowadzania ciekawych rozmów z dzieciakami.


Książeczki te są bogato ilustrowane. Rysunki są kolorowe i estetyczne. Można się nimi naprawdę zachwycić. Jeśli zatem szukacie książki do nauki czytania to koniecznie sprawdźcie te oraz inne tytuły z serii Czytam sobie. Seria ta składa się z trzech poziomów. Recenzowane tytuły pochodzą z poziomu pierwszego, w którym dzieci uczą się składania słówek. Na każdej stronie znajduje się tylko jedno zdanie, co nie przeraża dzieci i sprawia, że ich nastawienie do nauki czytania staje się odpowiednie i chętnie podejmują wysiłek, by odczytać konkretną wypowiedź. Niektóre wyrazy zostały podzielone na litery, co jest doskonałym ćwiczeniem wspomagającym czytaniem, nazywanym głoskowanie. Na końcu książeczek umieszczono naklejki oraz dyplomy mające docenić pracę dzieci. Dodatkowo na mistrzów czytania czekają trzy zadania, które będą sprawdzeniem ich koncentracji i rozumienia czytanego tekstu.



Koperta z kotem oraz Kotki i koty to pouczające, mądre i ciekawe historyjki wspomagające naukę czytania. Interesująca treść i przystępna dla maluchów forma wydania to idealny początek fascynującej pasji, którą jest czytelnictwo. Koniecznie sprawdźcie, jakie wrażenie zrobią na waszych dzieciach, zwłaszcza jeśli szukacie krótkich historyjek. Pamiętajcie przy tym, że czasami wrzucenie ich a głęboką wodę daje spodziewane efekty. Podsuwajcie tym starszym do czytania także trudniejsze teksty, a owe książeczki będą dla nich doskonałym przerywnikiem i wytchnieniem w niekiedy ciężkiej nauce czytania. Zatem: powodzenia!

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Czytam sobie. Poziom 1 – „Rajdowa krowa”, „Fasola Eulalii”

Autorzy: Rafał Witek; Justyna Bednarek
Ilustratorzy: Paweł Mildner; Daria Solak
Tytuły: Rajdowa krowa; Fasola Eulalii
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 32; 32
Ocena: 8/10

Opis:

Bela to odjechana krowa. Zamiast leniwie paść się na pastwisku, woli ścigać się rajdowym samochodem marki Land Krower. Zamiast dostarczać mleka, Bela woli dostarczać sobie adrenaliny. Nadchodzi dzień wyścigu, na starcie w rajdzie terenowym pojawia się rogata automobilistka. Jak jej pójdzie? Kto stanie jej na drodze? Czy wygra?


***

Eulalia nie może doczekać się wiosny. A wiosna w tym roku spóźniona i nie chce rozkręcić. Dziewczynka znajduje na to sposób. Postanawia kawałek wiosny wyhodować sobie samodzielnie. W słoiku, z fasoli. „Fasola Eulalii” zawiera kultowy przepis, jak wyhodować fasolkę ze słoika. Książeczka krok po kroku tłumaczy, czego trzeba, aby z fasolki wyrosły łodyga, liście i kwiaty. To fantastyczna opowiastka, nie tylko na wiosnę.  

***

Wszystkie książki z serii „Czytam sobie” są dopasowane do możliwości i upodobań młodych czytelników: 
- mają poręczny format, 
- są napisane dużą czcionką, 
- tworzą je wybitni polscy autorzy i ilustratorzy, 
- przedstawiają wciągające historie. 

Dlatego dzieci tak chętnie sięgają po książki „Czytam sobie”, a z półek w księgarniach zniknęło już ponad dwa miliony książeczek z tej serii. Polecamy!


Recenzja:

Jeśli wasze dzieci rozpoczęły już naukę czytania to koniecznie przeczytajcie tę recenzję. Oto bowiem, dzisiaj proponuję zwrócić uwagę na ciekawe książeczki z serii Czytam sobie od Wydawnictwa Egmont, gdyż są one idealne dla uczniów, którzy po poznaniu liter powinny konsekwentnie ćwiczyć tę umiejętność. Rajdowa krowa i Fasola Eulalii – bo o nich właśnie piszę – należą do poziomu pierwszego tego programu edukacyjnego, a więc dotyczącego składania wyrazów. Mój syn już radzi sobie z tym dość dobrze, jednak nadal szukam pomocy zachęcających go do dalszej pracy z książkami. Istotny jest sposób ich wydania, ale także fabuła, ponieważ rozumienie tekstu odgrywa szczególnie ważną rolę i czasami sprawia więcej trudności niż samo jego odczytywanie. Okazuje się, iż nie tak łatwo można trafić na dobrą publikację wzbudzającą zainteresowanie naszych pociech. Czym wyróżniają się zatem wspomniane wyżej egzemplarze?


Obie książki są dedykowane początkującym czytelnikom. Duża czcionka oraz niewielka ilość tekstu nie odstraszają nawet niechętnych do nauki i nie męczą tych bardziej w nią zaangażowanych. Natomiast ciekawe i zajmujące większą część strony ilustracje przyciągają wzrok, a także skutecznie pobudzają wyobraźnię dziecka. Ponadto, niektóre wyrazy zostały podzielone na litery – powtarzanie ich na głos to ważne ćwiczenie zaznajamiające z pojęciem głoski. Jeśli więc szukacie publikacji, która nie jest elementarzem a wspiera proces nauki czytania to zdecydowanie polecam tę właśnie serię,  składającą się z historii oryginalnych bohaterów, nieprzytłaczającą sposobem wydania ani fabułą. Poniżej przybliżę dwie z nich.


Rajdowa krowa zainteresowała mojego syna już samym tytułem. Podczas czytania poznaliśmy niezwykłą protagonistkę, która jest zwierzęciem a mimo to posiada ludzkie cechy –  w tym przypadku potrafi kierować samochodem, a co więcej bierze udział w wyścigu. Z pewnością szczególnie chłopcy będą zachwyceni tą opowieścią. Nie brak w niej również sytuacji pełnych humoru. Zwróciliśmy także uwagę na zdumiewające nazwy własne a nieprzewidywalne zakończenie wprawiło nas w zdumienie, gdyż zupełnie nie  spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Musicie wiedzieć, że dzięki niemu jest to wartościowa historia ukazująca priorytetowe postępowanie w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa innych. Autor za pomocą kilku zdań wykreował rozbudowany świat przedstawiony, momentami zaznaczając szczegółowo jego elementy. Bardzo polubiliśmy tę bohaterką i często powracamy do jej przygody.


Fasola Eulalii natomiast to książka idealna dla lubiących przeprowadzanie doświadczeń miłośników przyrody. Znajdziemy w niej instrukcję krok po kroku, co przygotować i zrobić, by wyhodować w słoiku fasolę. Syn był bardzo ciekawy efektu końcowego tego eksperymentu i z zaangażowaniem obserwował wzrost roślinki. Autorka w ten sposób połączyła czytanie z ciekawostką naukową, przy okazji zachęcając dzieci do działania. Z pewnością maluchy z niecierpliwością będą wyczekiwały na swoją własną fasolkę i utwierdzą się w przekonaniu, że warto czytać, ponieważ dzięki tej umiejętności dowiadujemy się wielu nowych faktów.

Obie książeczki są warte polecenia. Ćwiczenie czytania z nimi jest o wiele przyjemniejsze. Tekst umieszczono na dole strony, dzięki czemu dziecko może bezproblemowo wskazywać sobie go palcem – to wygodne rozwiązanie ma wielkie znaczenie dla komfortu pracy z książkami. Dodatkowo dołączane są do nich naklejki i dyplomy do uzupełnienia – wręczenie ich będzie symbolem zaangażowania w naukę i usatysfakcjonuje początkującego czytelnika. Seria ta składa się z wielu części, wszystkie są przedstawione na wewnętrznych stronach okładki, z możliwością zaznaczenia, które znajdują się już w naszej biblioteczce. Mój syn pytał o inne historie z tego cyklu, również ja sama jestem ich ciekawa a zwłaszcza tych z wyższych poziomów. Nie bójmy się więc wyzwań i podsuwajmy dzieciom także trudniejsze teksty, a efekty będą zadziwiające – wiem to z własnego doświadczenia.


Należy również pamiętać, że ważne jest rozumienie czytanego tekstu, dlatego trzeba zawsze rozmawiać z maluchami o poznanej opowieści. Na końcu każdej książeczki umieszczono pomocne pytania dotyczące opisanej w niej historii, które możemy a nawet powinniśmy zadać dziecku. Wskazano tam także, gdzie szukać na nie odpowiedzi (poprzez oznaczenie właściwego numer strony – takie rozwiązanie utrwala też znajomość liczb). Natomiast tekstura papieru użytego do wykonania tych pomocy sprawia, że pracuje się z nimi przyjemnie i wygodnie. Strony zaś są dość grube – ich przewracanie nie sprawia małym rączkom żadnych trudności.



Rajdowa krowa i Fasola Eulalii to książki, które warto podsunąć dzieciom rozpoczynającym naukę czytania. Ciekawe historie i przejrzyste wykonanie zachęcają do pracy i spędzania z nimi czasu. Było to nasze pierwsze spotkanie z tą serią, ale z pewnością nie ostatnie. Z przyjemnością uzupełnimy kolekcje o kolejne tytuły. 

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.



środa, 27 lutego 2019

Hayley Scott, Pippa Curnick - "Filiżankowy domek. Cześć, Króliczki!"

Autor: Hayley Scott
Ilustrator: Pippa Curnick
Tytuł: Filiżankowy domek T1. Cześć, Króliczki!
Wydawnictwo: Akapit Press
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 128
Ocena: 10/10
Wiek: 6+

Opis:

Poznajcie rodzinę Króliczków! Są małe, puszyste i mieszkają w Filiżankowym Domku – zabawce którą Ania dostała od babci. Mają też sekret. Kiedy tylko dziewczynka się odwraca, Króliczki ożywają! Zajrzycie do nich i przekonajcie się, że mały świat może być pełen wielkich przygód.

Recenzja:

Od razu uprzedzam, że to będzie potwornie subiektywna recenzja, ale ta książeczka mnie oczarowała. Więcej – po prostu skradła mi serce przypominając jedną z moich najulubieńszych zabaw z dzieciństwa. 

Mniej więcej w pierwszych klasach podstawówki dostałam od babci… pluszowego króliczka, który wraz z pieskiem-breloczkiem do kluczy stały się moimi najukochańszymi zabawkami. Urządzałam im domki w kartonach po butach, robiłam miniaturowe posłania z chusteczek, zmuszałam babcię, by dziergała im ubranka, lepiłam marcheweczki z plasteliny, łamałam ołówki, by zrobić im kredki z kawałków grafitu i pisałam mini książeczki, by moje pluszaczki mogły je czytać. 

Główna (ludzka) bohaterka „Filiżankowego domku”, Ania, właściwie dostaje to wszystko już gotowe. Z okazji przeprowadzki Babunia przynosi jej wyjątkowy prezent – spory zabawkowy domek w kształcie filiżanki wraz z całym wyposażeniem i rodzinką antropomorficznych króliczków w ciuszkach z poprzedniej epoki w roli lokatorów - który przed laty należał do jej mamy. Króliczki mają jednak pewną nietypową cechę charakterystyczną – pojawiają się czasami nie do końca tam, gdzie się je odłożyło…




 
Przesympatyczna historia opowiedziana z dwóch perspektyw – małej dziewczynki i pluszowych króliczków, które pod nieobecność właścicielki ożywają. Ponadto jest fantastycznie, cudnie i uroczo zilustrowana, a same obrazki pełnią również bardzo dużą rolę nie tylko w tworzeniu klimatu, ale również w przedstawianiu fabuły. 

A do tego wielkie wrażenie zrobiła na mnie postać króliczki Zosi, która została przez autorki przedstawiona jako rozkochana w książkach, ciekawa świata twórczyni wynalazków z nieodłączną lornetką w łapce. Girl Power!

Supersłodka, całkiem mądra i śliczna książka dla dziewczynek, które dopiero co nauczyły się czytać. I dla ich mam, które z przyjemnością na kilka chwil wrócą do własnego dzieciństwa. Nie mogę się już doczekać kolejnych części! I momentu, w którym moja córka dorośnie do tej pozycji!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akapit Press
Bajkowir ma przyjemność patronować tej pozycji.

piątek, 14 września 2018

Rafał Witek - "Rekin Nudojad"


Autor: Rafał Witek
Ilustrator: Joanna Rusinek
Tytuł: Rekin Nudojad
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 8/10

Opis:

Rekin Nudojad to niezły wesołek. Ma wielki apetyt nie tylko na flaki z olejem, ale przede wszystkim na gry i zabawy. Pewnego dnia tak się nudził, że postanowił popłynąć do starego wraku. Niestety, wpadł w niezłe kłopoty. Na szczęście krab ratunkowy był w pobliżu i wszystko skończyło się dobrze. Przeczytaj sam te niezwykłą historię! „Rekin Nudojad” to pierwszy poziom nauki czytania w ramach serii Czytam sobie. 

Dzięki tej książce twoje dziecko będzie mogło poćwiczyć głoskowanie, a krótkie zdania zawierające 23 podstawowe głoski ułatwią mu samodzielne przeczytanie opowiadania o rekinie nudojadzie. W książce jest około 150 - 200 wyrazów, co sprawia, że jest ona odpowiednia dla dzieci uczących się składać słowa. Bardzo duża czcionka użyta w książkach „Czytam sobie” z poziomu pierwszego również pomaga początkującym czytelnikom w lekturze.  

Autorem tekstu jest Rafał Witek: pisarz i poeta, twórca czytanek i materiałów do edukacji wczesnoszkolnej. „Rekina Nudojada” zilustrowała Joanna Rusinek – m.in. autorka ilustracji do książki „Mały Chopin”, która ukazała się w kilkunastu krajach. 

„Czytam sobie” to program wspierający naukę samodzielnego czytania wśród dzieci w wieku 5-7 lat. Poszczególne książki są podzielone na poziomy zaawansowania - poziom pierwszy: „Składam słowa”, poziom drugi: „Składam zdania” oraz poziom trzeci: „Połykam strony”. W prace nad serią zaangażowani są czołowi polscy autorzy i ilustratorzy, a także pedagodzy i eksperci, którzy dbają o to, by każdy z tomów był zgodny z zaleceniami metodologów. Do tej pory sprzedano ponad milion egzemplarzy książek z serii „Czytam sobie”, co świadczy o tym, że to skuteczny i lubiany przez dzieci sposób na rozpoczęcie przygody z samodzielnym czytaniem. Serii „Czytam sobie” towarzyszy akcja społeczna „Czytam sobie. Mogę być, kim chcę!”, której celem jest pokazanie, jak nauka czytania od najmłodszych lat wpływa na rozwijanie w sobie pasji, a w konsekwencji świadomy wybór przyszłej drogi zawodowej. W promocję akcji zaangażowało się wielu aktorów, sportowców i ludzi mediów.

Recenzja:

Sięganie co jakiś czas po nowości z serii Czytam sobie to już u mnie swego rodzaju tradycja. Jakoś przypadliśmy sobie do gustu, a że mojej córce daleko jeszcze do nauki czytania, to najczęściej wybieram publikacje z poziomu pierwszego, do którego najprędzej dorośnie. Tym razem padło na kolejną książeczkę autorstwa Rafała Witka, tj. na Rekina Nudojada.

Sama historia jest raczej prosta, ale w przypadku książeczek do nauki czytania uważam to za zaletę - sympatyczny rekin, który stroni od nudy jak mało kto, wplątuje się w tarapaty, gdyż żądny przygód smyk udaje się do wraku statku, skąd nie może się wydostać. Na ratunek przybywa krab i osobiście bardzo się cieszę, że właśnie on, a o tym dlaczego, już za chwilę.

Dużą zaletą jest fakt, że zdania są krótkie, proste i zapisane na dole strony, na białym tle, dzięki czemu łatwiej jest składać literki. Zwłaszcza, ze czcionka jest słusznych rozmiarów. Na co drugiej stronie wybrane słowo jest ponadto rozłożone na czynniki pierwsze w postaci liter. Historia jest okraszona pewną dawka poczucia humoru, co także wpływa na jej atrakcyjność dla dziecka. Pod względem treści i ich zaprezentowania metodycznego nie mam publikacji nic do zarzucenia, zresztą raczej rzadko miewam ten zarzut w stosunku do tej serii.

Jest jednak coś, co trochę mi zgrzyta. Mianowicie są to ilustracje. Owszem, są ładne i spójne z tekstem, ale strasznie dużo w nich ciemnych odcieni niebieskiego. Pewnie, że z jednej strony wymaga tego tematyka, ale na okładce jest dużo lepiej i czytelniej niż w środku. Granat wody w połączeniu z tylko niewiele się różniącym w odcieniu rekinem tworzy połączenie może nie nieczytelne, ale raczej średnio atrakcyjne dla oka malucha. Na szczęście nie dotyczy to każdej strony, bo na niektórych jest jaśniej lub też dodany jest jakiś akcent w zupełnie innym kolorze. Na przykład rzeczony krab pięknie odcina się czerwienią wśród tych wszystkich granatów i odcieni niebieskiego.



Czytam sobie to jedna z tych serii, które zadomowiły się u nas, stopniowo rosnąć w liczebność na półce. Warta polecenia, bo łączy w sobie przyjemność z lektury czegoś ciekawego dla dziecka z walorami edukacyjnymi, a dla takiego połączenia jestem jak najbardziej na tak.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa EGMONT.

środa, 29 sierpnia 2018

Zofia Stanecka - "Thor i Loki. O tym, jak karły wykuły młot dla Thora"


Autor: Zofia Stanecka
Tytuł: Thor i Loki. O tym, jak karły wykuły młot dla Thora
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Czytam sobie
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 48
Ocena: 8/10
Wiek: 5-7 lata

Opis:

Thor i Loki to bogowie z Asgardu. Są braćmi i ciągle dochodzi między nimi do sporów. Bogowie są od siebie bardzo różni. Thor to silny i barczysty kolos, prawdziwy bohater, ale intelektualnie daleko do Lokiego, który, mimo że wątły, to bystry i pełen polotu. Niestety, Loki jest też niezłym intrygantem – potrafi kłamać jak z nut i jest zmienny jak pogoda. Co przyniesie kolejna awantura rozkręcona przez tego gagatka? Przeczytaj sobie te książkę i przekonaj się, że mity mogą być bardzo pasjonujące. „Thor i Loki. O tym jak karły wykuły młot dla Thora” to drugi poziom nauki czytania w ramach serii Czytam sobie.

Recenzja:

Już sam fakt, że tą książeczkę napisała Zofia Stanecka - autorka naszej ulubionej „Basi” – jest dla mnie wystarczającą zachętą. A skoro przy okazji jest to historia o moim ulubionym psotniku Asgardu, sięgnęłam po nią z przyjemnością, mimo że już od jakiegoś czasu w czytaniu jestem całkiem biegła. 

Ta niedługa historyjka opisuje jedną z psot boga kłamstw wobec ukochanej jego brata i, co znacznie ciekawsze, jego sprytny i wyjątkowo przekombinowany sposób na radzenie sobie z konsekwencjami swojego czynu. Bo silny Thor łatwo bratu nie wybaczy, a szkodę nie będzie łatwo naprawić.
Bywa trochę brutalnie, ale takie już uroki szorstkiej braterskiej miłości.
 





Tekstowi towarzyszą fantastycznie dynamiczne, baśniowe ilustracje Magdy Kozieł-Nowak, dzięki którym książka wygląda super, a wyobraźnia pracuje pełną parą. Duża czcionka ułatwia czytanie, a niektóre „trudne słówka” zostały wyróżnione z boku z podziałem na sylaby. Chociaż przyznam szczerze, że pod tym względem książka inspirowana skandynawską mitologią jest wyzwaniem – mam 26 lat, a dotychczas nie miałam pojęcia w jaki sposób czyta się nazwę młota Thora (człowiek uczy się całe życie!), a tekst obfituje w takie wzywania – szczególnie imiona i nazwy własne. 

Opowieść o boskich braciach należy do drugiego – średniozaawansowanego – poziomu serii „czytam sobie”, co oznacza, iż w tekście jest około 800-900 wyrazów i użyto 23 głosek, wraz z h, które podobno jest super trudne. Mimo wejścia na wyższy poziom czytelnictwa, na końcu książki wciąż znajduje się 6 naklejek-nagród. Czekają tam również kreatywne pytania dla wnikliwych czytelników testujące znajomość lektury i wymagające pomysłowości. 

Thor i Loki poczekają jeszcze kilka ładnych lat na moją córkę, ale takie historie się przecież nie starzeją. 

Wszystkim fanom mitologii i marvelowskich bohaterów serdecznie polecam.
 
Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 27 czerwca 2018

Justyna Bednarek, Daria Solak - "Muffiny Eufrozyny"


Autor: Justyna Bednarek
Ilustracje: Daria Solak
Tytuł: Muffiny Eufrozyny
Wydawnictwo: Edukacyjny EGMONT
Seria: Czytam sobie
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 10/10

Opis:

Eufrozyna zna się na gotowaniu i pieczeniu jak mało kto. Wie, co poprawia humor i jakimi słodkościami najlepiej podzielić się z bliskimi. Podpowie, ile czego odmierzyć i w jakiej kolejności połączyć wszystkie składniki, by powstały pyszne muffiny. A mały czytelnik nie tylko zechce jak najszybciej zabrać się do pieczenia, ale też połknie książkę – stronę po stronie.

Recenzja: 
„Muffiny Eufrozyny” to jedna z tych książek, które największe wyzwanie stawiają na samym początku – jak już małemu czytelnikowi uda się przeczytać tytuł, to potem będzie już z górki!

Seria „Czytam sobie” to książeczki do nauki czytania dobrane do stopnia zaawansowania maluszka (5-7 lat) podzielone na trzy poziomy trudności. Nasze muffinki są na poziomie pierwszym – oznacza to, że treść składa się z około 150-200 wyrazów podzielonych na krótkie zdania, a ponad nimi wyszczególniono trudniejsze słowa do literowania.








Jest to etap, w którym tekst dopiero zaczyna być głównym środkiem przekazu, a wypełniające niemalże całe strony ilustracje wciąż pełnią ważną rolę. I bardzo dobrze, bo są genialne. Super, że treść umieszczono pod nimi, na białym pasku, dzięki czemu duże litery są wyraźne i czytelne. Można też sunąć po nich paluszkiem podczas lektury.

Poza ćwiczeniem czytania książeczka pozwala małemu czytelnikowi dowiedzieć się czym jest przepis i zachęca go do poszerzania zainteresowań. Tekst jest niedługi, strony ponumerowane w widoczny sposób pomagają cieszyć się postępami w czytaniu, a książeczkę zakończono kilkoma kontrolnymi pytaniami, dyplomem sukcesu i naklejkami. Dla mnie takie szczegóły zawsze były dobrą motywacją.

Sympatyczna, apetyczna i edukacyjna. Eufrozyna i jej popisy kulinarne z pewnością zda egzamin. 

Zresztą wystarczy spojrzeć na te przeurocze uśmiechnięte muffinki z okładki – nie sposób się na nie nie skusić!

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

niedziela, 27 maja 2018

Justyna Bednarek - "Witajcie w Ponyville"


Autor: Justyna Bednarek
Tytuł: Witajcie w Ponyville
Seria/cykl: CZYTAM SOBIE
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 9 maja 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 6/10

Opis:

W barwnej krainie Equestrii położone jest małe miasteczko Ponyville. W miasteczku tym mieszkają radosne kucyki. Poznaj mieszkającą w bibliotece Twilight Sparkle i jej smoka Spike’a, projektantkę mody Rarity, uwielbiającą własny sad Applejack, odważną Rainbow Dash, łagodną Fluttershy i Pinkie Pie, która uwielbia śpiewać. Poczytaj sobie o tych niezwykłych kucykach!

Recenzja: 

Za kucykami z Ponyville szaleją miliony dzieci. Zarówno książeczki z tego cyklu, jak i serial animowany są bardzo przyjazne dla młodego czytelnika - szerzą właściwe postawy, dzięki czemu maluchy mogą wiele się z nich nauczyć, m.in. o relacjach z rówieśnikami. Bardzo ucieszyła mnie wieść, że książeczka o kucykach pojawi się w serii Czytam sobie na poziomie 1, bowiem bez wątpienia będzie ona wspaniałą zachętą do rozpoczęcia nauki czytania - szczególnie dla dziewczynek.

Pierwszym, co się rzuca w oczy w Witajcie w Ponyville to kolorowe i wesołe ilustracje, które zajmują znaczącą część strony. W książeczce nie ma za wiele treści, a druk jest naprawdę duży -wszak jest przeznaczona dla początkujących czytelników. Trudniejsze (lub dłuższe) słowa są przeliterowane w rogach kolejnych stron, choć większość nie należy do zbyt ciężkich dla dzieci - czterolatka na spokojnie dawała sobie z nimi radę. Jedyne, z czym miała problem, to zagraniczne imiona kucyków, które czyta się zupełnie inaczej, niż się pisze - myślę, że warto byłoby, gdyby dodano tutaj ich fonetyczny zapis. Maluchy w tym wieku z angielskiego umieją tylko podstawowe słówka (jak kolory, czy nazwy kilku zwierzątek).


Mimo tego mankamentu, z moją pomocą przy imionach kucyków, mojej czterolatce poszło znakomicie z czytaniem i świetnie się przy tym bawiłyśmy. Treść opowiada o kucykach, które mieszkają w Ponyville, a ich barwne i wesołe postaci na kartach książeczki zachęcają do wspólnej zabawy. W książeczce znajduje się również sześć uroczych naklejek, z każdą bohaterką i napisem, a na skrzydełku znajdują się trzy zadania - dwa z nich odnoszą się do treści, a jedno pobudza kreatywność i wyobraźnię dziecka (zaprojektowanie stroju na wycieczkę do Ponyville). To ostatnie najbardziej przypadło nam do gustu.

Autorką tej książeczki jest Justyna Bednarek, którą zdążyłam już poznać z jej - chyba najsławniejszych - bajeczek o skarpetkach i kilku innych opowieściach właśnie z cyklu Czytam sobie. Witajcie w Ponyville to kolejna prosta i pogodna historia spod jej pióra, w której bez wątpienia zakocha się niejeden maluch. Nauka czytania z ulubionymi bohaterami to naprawdę znakomity pomysł! Polecam z całego serca. :) 

środa, 13 września 2017

Ewa Nowak - "Droga do Nobla"


Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Droga do Nobla. Historia Marii Skłodowskiej-Curie
Wydawnictwo: Edukacyjny Egmont
Seria: Czytam sobie, poziom 3
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 64
Ocena: 10/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

Maria Skłodowska-Curie niezmiennie fascynuje, przede wszystkim tym, jaką siłą ducha musiała się wykazać, aby w czasach, kiedy nie przyjmowano kobiet na studia, skończyć je na najlepszej francuskiej uczelni, Sorbonie. I to z pierwszym wynikiem! Piotr Curie, gdy poznał Marię, pomyślał: „Nie wierzyłem, że na świecie są genialne kobiety. A właśnie teraz taką spotkałem”. Bo była genialna. Odkryła radioaktywność i nowe pierwiastki: polon i rad. Dostała za to dwa Noble. Jako pierwsza kobieta na świecie otrzymała profesorską katedrę fizyki na Sorbonie. O tym wszystkim pisze Ewa Nowak: o marzeniach, pasji, chęci poznawania, ale też o miłości i poświęceniu. To historia kobiety, z której powinniśmy być dumni. Trudno oderwać się od kart tej książki.

Recenzja:

Po raz pierwszy trafiłam na książeczkę z serii „Czytam sobie” i powiem szczerze, że jestem zachwycona. Mój wybór padł na pozycję z poziomu trzeciego, czyli najbardziej zaawansowanego – do jej napisania użyto 2500-2800 wyrazów i wszystkich głosek, a zdania są bardziej złożone niż w książeczkach z niższych poziomów. Podejmują także bardziej skomplikowane tematy.

Słyszałam kiedyś tezę, że jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w sposób zrozumiały, to znaczy, że sam tak naprawdę tego do końca nie rozumiesz. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej kłopotliwe tematy do tłumaczenia maluchom niż zagadnienia z zakresu chemii, fizyki, emancypacji kobiet i historii Polski pod zaborami. A ta książka porusza je wszystkie w sposób przejrzysty, oczywisty i, co najważniejsze, ciekawy.
Autorka posługuje się prostymi porównaniami to zobrazowania skomplikowanych zjawisk. Książeczka pełna jest faktów biograficznych z życia wybitnej polskiej badaczki i przeprowadza małego czytelnika przez wszystkie etapy jej naukowej działalności.
Mimo jasnego przekazu Ewa Nowak nie stroni od „trudnych słówek” – i całe szczęście, bo dzieciaki w tym wieku uwielbiają poznawać „dorosłe słownictwo” i chwalić się nim wszem i wobec (sama jeszcze w podstawówce dostałam od rodziców „Słownik wyrazów trudnych i obcych” i spałam z nim pod poduszką. Swoją drogą właśnie dzięki temu jako pierwsza z koleżanek dowiedziałam się czym tak właściwie jest „orgazm” :D). W zrozumieniu i utrwaleniu tych bardziej skomplikowanych pojęć pomaga umieszczony na końcu książki słowniczek. Mały czytelnik dowie się zatem kim była sufrażystka, a kim guwernantka, co to jest ksenofobia, promieniotwórczość, czy zabory. A poza tym dowie się jak wyglądało życie kobiet pod zaborami, jakie były warunki pracy wybitnych odkrywców i o co właściwie chodzi w tej całej nauce.







Sama czytałam ta niewielką książeczkę z niemałym zainteresowaniem, a i wyniosłam z niej trochę nowych informacji – nie zdawałam sobie na przykład sprawy z faktu, iż Piotr Curie, napromieniowany aż po świecące w ciemności zęby zginął pod kołami pędzącego wozu. Jest to też niezły dreszczowiec – a przynajmniej ja czułam na plecach dreszcze czytając o Marii wkładającej beztrosko gołe dłonie prosto w promieniotwórcze odpady. I o tej samej promieniującej promiennej noblistce nauczającej dzieci.
To po prostu piękna i interesująca historia o pasji, drodze do wolności i umiłowaniu nauki.
Ponadto jest bardzo atrakcyjna wizualnie – tekst jest wydrukowany dużą i przejrzystą czcionką i zdecydowanie przeważa nad stonowanymi „ołówkowymi” ilustracjami (które swoją drogą są świetne), dzięki czemu dziecko wie, że obcuje z poważną i „dorosłą” lekturą (prawie 80 stron!), a nie kolejną książeczką dla dzieci. Do czytania zachęcają krótkie rozdziały, dołączone naklejki mogące stanowić nagrody (a także dyplom przeczytania książki) i pytania, na które odpowiedzi mały mól książkowy odnajdzie w tekście. Książeczka jest lekka, a jej niewielki format ułatwia czytanie.

Ta niepozorna (i niedroga!) książeczka przekazuje rzetelną wiedzę prostymi słowami i w niezwykle wciągający sposób.
Fantastyczny pomysł na pierwsze spotkanie z biografią i rewelacyjny sposób na zainteresowanie dziecka nauką.
Jest edukacyjnie, ładnie i ciekawie - czego chcieć więcej?

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.