Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Dmitroca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Dmitroca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2019

Zbigniew Dmitroca - "Owady i kwiaty"



Autor: Zbigniew Dmitroca
Ilustracje: Chiara Bordoni
Tytuł: Owady i kwiaty. Akademia mądrego dziecka. A to ciekawe!
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 14.08.2019
Liczba stron: 22
Ocena: 7/10
Wiek: 3-7 lat

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i poznawania świata. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie i barwne ilustracje odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:

Razem z dziećmi przepadamy za wszystkimi książkami, które są wydane w nietypowy sposób. Mam tu więc na myśli ruchome elementy, otwierane okienka, błyszczące strony i tym podobne urozmaicenia nadające każdej publikacji dla najmłodszych, niezwykłego, swoistego charakteru. Tym razem pokusiłam się o zamówienie książeczki z dziurkami od wydawnictwa Egmont. Owady i kwiaty przyciągnęły moją uwagę nie tylko oryginalną formą wydania, ale także piękną okładką i obietnicą odkrywania tajemniczego świata przyrody. Czy zatem warto uwierzyć jej opisowi i sięgnąć po tę dość nietypową propozycję czytelniczą dla najmłodszych? Uprzedzę, że owa nietypowość przejawia się nie tylko w sposobie wydania, ale również w treści i ilustracjach. Zanim rozwinę ten aspekt, na początek mam dla was kilka słów wstępu nawiązujących do naszych wrażeń o całości publikacji. Oto one:

Są książki, do których trzeba dorosnąć lub dojrzeć. Zarówno jeśli chodzi o te dla osób pełnoletnich, jak i o te, dla dzieci. Co półtorarocznego brzdąca może zainteresować w Owadach i kwiatach? Z wielką pasją będzie wkładał swoje rączki w każdą dziurkę oraz nienaturalnie wyginał strony. Mój maluch nie potrafi jeszcze docenić piękna jej ilustracji ani przekazu treści. Zatem polecam ją starszym pociechom - zupełnie tak jak sugeruje wydawca - trzylatkom, czterolatkom, pięciolatkom... bez ograniczeń wiekowych w tę stronę. To oni najwięcej osiągną z obcowania z tą właśnie książeczką. Docenią jej realizm magiczny i  poczują się zachęcone do własnej interpretacji wierszy a nawet może do stworzenia swoich historyjek o wspomnianych w książeczce osobnikach oraz przedstawicielkach pięknego świata flory.



Owady i kwiaty to zbiór jedenastu czterowersowych wierszyków, za pomocą których dzieci mogą poznać różne gatunki tytułowych stworzeń i roślinek. Wśród nich występują te powszechnie znane, ale autor wspomina także te słyszane po raz pierwszy, nawet przeze mnie. Charakterystyczny jest przekaz owych wierszy, gdyż nadają one owadom cech ludzkich i przedstawiają ich w sytuacjach zarezerwowanych zwyczajowo dla człowieka. Ta abstrakcyjność musi zostać więc zaakceptowana przez czytelników. Nie zdziwcie się zatem, że motyl robi zdjęcia, pluskwa maluje kwiatki a skorek wycina z płatków dzikiej róży serca na wisiorek. W mojej opinii wiersze mają swój urok, chociaż są nierealne to zachęcają do popuszczenia wodzy fantazji i to jest w nich najpiękniejsze. Ważne, że dzieci mogą poznać nazwy jedenastu owadów i kwiatów, co jest niewątpliwym plusem tej publikacji. W tekście są one pogrubione i napisane wielkimi literami, dzięki czemu starszym dzieciom będzie łatwiej je zapamiętać. Zauważyć to możecie na załączonych do recenzji zdjęciach oraz w poniższym cytacie:

"Na KLEMATIS weszła
Senna GĄSIENICA
Przeciąga się, ziewa,
Nic jej nie zachwyca."



Tekturowe, duże strony o zaokrąglonych rogach są dość wytrzymałe. Dziurki w książeczce są wykonane bardzo pomysłowo - kolejna jest mniejsza od poprzedniej - co sprawia, wrażenie jakbyśmy zbliżali się do środka kwiatu wraz z przewracanie kolejnych kartek książki. Na uwagę zasługują również nietypowe, piękne i wielobarwne ilustracje, które świat przyrody przedstawiają jako całość składającą się z elementów krawieckich i papierniczych - kwiaty wykonane z tkanin i bibuły sprawiają wrażenie jakby to była bardzo starannie wykonana praca młodego artysty. Widać więc, że nie tylko tekst jest tu abstrakcyjny, ale również ilustracje, co nadaje tej książeczce specyficznej magii, wykraczającej poza realia otaczającego nas świata. Oczywiście takie zobrazowanie owadów i kwiatów odzwierciedla ich prawdziwą kolorystykę, kształt i całościowy wygląd a poprzez oderwanie od rzeczywistości jest bliższe niemal każdemu dziecku. Mogą znaleźć się osoby, do których nie przemówi taka forma przekazu. Jednak my do nich nie należymy. Poznając w taki sposób niewielki ułamek przyrody, przy okazji warto wspomnieć dzieciom, że poezja rządzi się swoimi prawami i niekoniecznie musi przedstawiać świat takim, jakim jest naprawdę, co ma swój cel i nie jest wcale niewłaściwe.





Owady i kwiaty to zbiór jedenastu wierszyków z niezwykłymi ilustracjami skutecznie pobudzającymi wyobraźnię najmłodszych czytelników. Ich nierzeczywisty przekaz nadaje publikacji magii i oryginalności. Piękne wydanie zachwyca i sprawia, że książeczkę można przeglądać bez końca.


Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

środa, 13 lutego 2019

Zbigniew Dmitroca - "Ciekawski kotek. Akademia Mądrego Dziecka"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Ciekawski kotek
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 22
Ocena: 8/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji. 

Recenzja:

Po ostatnim rozczarowaniu dziurawą książką z serii Akademia Mądrego dziecka, ta okazała się naprawdę miłym zaskoczeniem.
Tym razem fabuła naprawdę się klei – pewien ciekawski rudzielec (co za miła odmiana po „Kundlu Burym”) wykazuje wyjątkowe zainteresowanie otaczającymi go dziurami i otworami. Okazuje się jednak, że większość z tych dziur prowadzi do domu jakiegoś zwierzęcia – psiej budy, kreciej norki, czy dziupli dzięcioła. Część z nich inne zwierzęta wygryzły jedząc, lub szukając pożywienia, a jeszcze inne mogą okazać się… rozdziawioną paszczą!






Tak, to prawda – rymy wciąż są częstochowskie. Ci, którzy mieli już wcześniej do czynienia z Panem Dmitrocą dobrze wiedzą, że te książki to bardziej sympatyczne czytadełka, niż ambitna literatura. A i takie są potrzebne. Bo wierszyk jest bardzo prosty, wpada w ucho i praktycznie sam się czyta. Podoła nawet najbardziej zaspany rodzic.

Jest nieskomplikowanie, zaskakująco i sympatycznie. Są stopniowo zmniejszające się dziurki do wciskania rączek i paluszków, na kartach książeczki mały czytelnik spotyka mnóstwo zwierząt i dowiaduje się co nieco o ich zwyczajach.

Ilustracje są całkiem ładne, a bohater uroczy. No i jak zwykle wielkim atutem tytułów z tej serii jest wyjątkowo zaawansowana dziecioodporność – książki z dużej tektury nie zagnie nawet mały siłacz, rogi są bezpiecznie zaokrąglone, więc bez stresu można pozwolić „czytać samodzielnie” nawet zupełnemu maluszkowi, a ze śliskich stron można ścierać litry śliny bez większych strat.

Ten tytuł w pełni zasługuje na miejsce w podręcznej biblioteczce maluszka.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

piątek, 24 sierpnia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Co by tu zjeść?"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Co by tu zjeść?
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 22
Ocena: 8/10
Wiek: 3-4 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji. 

Recenzja:

To już nasza kolejna przygoda z książeczką tego autora z serii, którą uwielbiamy z córą - za wdzięczne, rymowane wierszyki, wprowadzanie nowych słów, kolorowe ilustracje i przede wszystkim za wykonanie. Zosia uwielbia okienka, chętnie za nie łapie, przewracając strony, a nawet przez nie wygląda. Pod względem atrakcyjności wykonania jest to zdecydowanie najfajniejsza seria dla malucha, z jaką się spotkałyśmy, a spotkałyśmy się z wieloma. Bo tutaj dziecko nie tylko ogląda i słucha, ale manipuluje książeczką jak zabawką. Dlatego grube, tekturowe strony są jak najbardziej na miejscu i pożądane.

Wróćmy do tej konkretnej publikacji. Pod względem treściowym jest miło, rytmicznie, tak jak już Zbigniew Dmitroca nas do tego przyzwyczaił. Tym razem bohaterką jest mała gąsienica, której bardzo doskwiera pusty brzuszek. Na swojej drodze spotyka różnego rodzaju owoce (i nie tylko), ale niestety inni przedstawiciele owadziego świata uświadamiają ją, ze gąsienice tych wszystkich specjałów nie jadają. W ten sposób poznajemy nie tylko nazwy owoców, ale także różnych owadów.

Ilustracje może nie powalają, przynajmniej niektóre, zwłaszcza te owoców - truskawki osobiście bym nie rozpoznała, bardziej przypominała mi jakiegoś dziwnego buraka, ale już rysunki owadów mogą się spodobać - dokładne, konturowe, bardzo w moim guście.



Tak więc pod względem wykonania wręcz idealnie, merytorycznie - bardzo poprawnie i miło dla ucha malucha, wizualnie - całkiem ok, z niewielkimi zgrzytami. Nie zmienia to jednak naszego poglądu na tę serię - Zosia uwielbia ją na razie przede wszystkim za okienka, ja za wartość poznawczą książeczek i za każdym razem niecierpliwie wypatrujemy kolejnych części serii, która zajmuje ważne miejsce w domowej biblioteczce Zosi. W zasadzie nie tylko w niej, bo też rzadko te publikacje po prostu leżą na swoim miejscu, częściej są po prostu pod ręką, by sięgać do nich zawsze wtedy, gdy Zocha ma na to ochotę.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

środa, 22 sierpnia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Słodki domek"



Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Słodki domek
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 22
Ocena: 4/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:

Jako, że jestem mamą Mai i wnuczką pszczelarza, tematyka pszczół i miodu jest u nas na topie przez okrągły rok. Dlatego też od dłuższego czasu czaiłam się na „Słodki domek”, który nareszcie trafił w moje i majkowe ręce i… niestety zupełnie nie spełnił naszych oczekiwań. 

Miałyśmy już kilka książek z tej serii i dziurki zawsze są bardzo absorbującym elementem wspólnego czytania. Podobnie w tym przypadku – zmniejszające się z każdą stroną wycięcia w kształcie ośmioboku przykuwają uwagę małych palców. I niestety jest to jedyny atut tej książeczki.
Proste wiersze Dmitrocy zawsze wpadają w ucho, dlatego też miałam nadzieję, że pomogą w zapamiętaniu kilku związanych z pszczołami określeń. Że pojawi się „truteń”, „plaster”, „pasieka”. No i, jak sam tytuł wskazuje, że mały czytelnik dowie się co nieco o wyglądzie i funkcjonowaniu pszczelego domku oraz o życiu tych niezwykłych owadów. Niestety obie z córką musiałyśmy obejść się smakiem. 






Bo pszczeli domek jest tu jedynie rekwizytem, a cała opowieść dzieje się w sporym od niego oddaleniu. Dowiadujemy się, że pszczoły zaczęły budowę domku z pyłku i wosku (słowo „ul” nie pojawia się w tej książce ani razu!) na jednej z gałęzi. Ich pracy ciekawie przyglądają się kolejni mieszkańcy lasu i to właśnie na wprowadzaniu nazw kolejnych zwierząt tak naprawdę skupia się cały tekst. Czyli dokładnie tak, jak w większości książek z tej serii. Co ciekawe, miód pojawia się na samym końcu, a z tekstu wcale nie wynika, że produkują go pszczoły. Raczej, że lubią go niedźwiedzie. Dobrze, że na ostatniej stronie wspomniano, że pszczoły zbierają pyłek z kwiatów, bo inaczej skończylibyśmy tą lekturę bez żadnej konkretnej informacji o głównych bohaterkach. 

Pod względem merytorycznym klapa, ilustracje bardzo przeciętne. Całość ratuje solidne, „dziecioodporne” wykonanie i dziura w oryginalnym kształcie.

Mam wrażenie, że temat pszczół został potraktowany wyłącznie jako pretekst do przedstawienia otworu o kształcie „plastra miodu”. Strasznie szkoda, bo to naprawdę zmarnowany potencjał. Szczególnie, że to w końcu „Akademia” i Egmont „Edukacyjny”. 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 17 stycznia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Lisek i przyjaciele"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Lisek i przyjaciele
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 22
Ocena: 9/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:
"Czy na widok
Każdy zawsze daje dyla?
Czy z nim byłoby bezpiecznie
I czy bawiłby się grzecznie?”

Mały lisek najbardziej na świecie marzy o spotkaniu krokodyla. Wyrusza więc w świat na poszukiwanie tego tajemniczego zwierzęcia. Po drodze nawiązuje nowe przyjaźnie i znajomości i świetnie się bawi – leniuchuje z kotem, gra się w chowanego z kameleonem, chrupie marchewki z królikiem i zwisa z gałęzi razem z nietoperzem. 

„Czy z zielonym krokodylem
Byłoby tak samo mile?
Liska bardzo to ciekawi,
Czy przyjemnie się z nim bawi.”

Krokodyla jednak ani widu, ani słychu…






Nieskomplikowany, rytmiczny wierszyk z powtarzającym się refrenem wpada w ucho, zachęca do powtarzania i pomaga małemu czytelnikowi w zapamiętywaniu nazw zwierząt i ich najbardziej charakterystycznych cech. To również świetny trening kolorów. Bardzo podoba mi się, że w jednej pozycji zestawiono różne typy zwierząt – zarówno te „zwyczajne”, jak kot, królik, czy motyl, jak i tropikalne, możliwe do spotkania tylko w zoo, jak lew, kameleon, czy tukan. 

Porządne, kartonowe kartki dzielnie opierają się niszczycielskim zabiegom mojej córki i wydaje mi się, że wytrzymają nawet atak ząbkującego malucha. Śliska powierzchnia stron okazała się być odporna na wilgoć i zmywanie (ach ta wszędobylska czekolada!), a zaokrąglone rogi gwarantują bezpieczną zabawę. Na każdej lewej stronie umieszczono tekst wypisany dużą czcionką na białym tle, prawe strony wypełnia ilustracja – dzięki czemu całość jest czytelna dla dziecka i nie sprawia kłopotów z czytaniem nawet babci.

I, co najważniejsze, jest to książka „z dziurą” – zachęca małe paluszki do wciskania się w coraz to mniejsze dziurki, zaglądania przez nie i podejmowania pierwszych prób paluszkowo-kukiełkowego teatrzyku. 



 
Nie jestem jednak pewna, czy „przedziurawienie” akurat oczu zwierząt jest do końca trafionym pomysłem – jednak wkładanie palców w oczy (krokodylowi szczególnie!) nie jest sympatycznym nawykiem, który chciałabym trenować u swojej córki. 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.