Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka z dziurą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka z dziurą. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2021

Tove Jansson - "Co było potem?"


 Autor: Tove Jansson

Tytuł: Co było potem?

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2021

Liczba stron: 28

Wiek: 3-6 

Ocena: 9/10

Opis:

Muminek wraca do domu, niosąc bańkę z mlekiem dla mamy. Wiatr zawodzi w ciemnych koronach drzew, zza których wyłania się słońce. Na łące wśród kwiatów można chwilę odpocząć przed dalszą drogą. Kto by pomyślał, że to początek fascynującej przygody?

Dzięki wyciętym w kartkach otworom mały czytelnik na każdej rozkładówce może zobaczyć tajemniczy fragment kolejnej strony i spróbować zgadnąć, co się za chwilę wydarzy. Potem wystarczy odwrócić kartkę, by się przekonać, czy miał rację!

Ta przepiękna książka zachwyci dzieci i ich rodziców.

Recenzja:

To dopiero świetny pomysł na książkę! A już zwłaszcza taką ze znanymi i lubianymi bohaterami, a do takich z pewnością należy zaliczyć Muminki!

Pomysł jest taki, że na każdej rozkładówce, dzięki dziurom, pokazany jest kawałeczek kolejnych stron. Wdzięczny, rymowany tekst opowiada o przygodach Muminka, a każda rozkładówka kończy się pytaniem: co było potem? Dzięki temu dziecko może puścić wodze fantazji i wymyślać ciąg dalszy tej historii. A następnie sprawdzać... jak daleko było od prawdy! Bo przygody Muminka i Mimbli są w tej książce tak szalone, że naprawdę niełatwo je odgadnąć :)

Okładka jest gruba, więc książka posłuży na dłużej. I już w okładce mamy pierwszą dziurę, która jest taką zapowiedzią tego, co spotkamy w środku. Na samym końcu także spotkamy dziurę, ale... za małą, by się przez nią przecisnąć, a więc zostajemy w książce :)



Podoba mi się pomysł, podoba mi się jego realizacja i humor w tej publikacji. Podoba mi się nieobliczalność przygód głównych bohaterów i to, że po drodze spotkamy także inne postacie. W zasadzie chyba wszystko mi się tu podoba. A skoro tak, to mogę napisać tylko jedno: polecam.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Zbigniew Dmitroca - "Myszka szuka domu. Akademia mądrego dziecka. A to ciekawe"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Myszka szuka domu. Akademia mądrego dziecka. A to ciekawe
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 22
Ocena: 7/10

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i poznawania świata. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie i barwne ilustracje odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:

Serię "Akademia mądrego dziecka" dobrze już znamy, lubimy i cenimy. Za pomysł, wykonanie i dziury w książkach. Te ostatnie moja córa uwielbia. Z tekstem też zawsze było wszystko w porządku - wdzięczny, rymowany, o umiarkowanej, ale sensownie wplecionej wartości poznawczej. Tymczasem pierwsze czytanie tej książeczki wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie. Dlaczego?

Motyw przewodni to wędrówka małej myszki w poszukiwaniu własnej norki, gdyż zgubiła ona drogę do domu, a chce już wrócić do mamy. Motyw dość popularny i lubiany przez dzieci, zwłaszcza jeśli zostanie ujęty w tak miłą dla oka i rąk oprawę. Zaskoczeniem był dla mnie jednak sam tekst, a raczej to, co pierwszej chwili do mnie z niego dotarło. Bo mała myszka prosi o pomoc różne zwierzęta, ale spotyka się z reakcjami dalekimi od ideału - jedni ją ignorują, inni nie chcą pomóc, a ktoś nawet chce ją zjeść. Daleka jestem od walczenia z łańcuchem pokarmowym i wmawiania dzieciom, że takie rzeczy się nie dzieją, ale jednak oczekiwałabym od innych bohaterów trochę empatii. Na szczęście w końcu znajduje się ktoś, kto pomoże i wskaże drogę.

Długo zastanawiałam się nad tym, dlaczego tekst ujęto w takie słowa. Doszłam do wniosku, że może tym właściwym przesłaniem jest to, by się nie poddawać? Bo w końcu ta pomoc jednak nadeszła, nie od pierwszej, drugiej czy trzeciej osoby, ale na drodze myszki pojawił się ktoś chętny do pomocy. Być może, to wie jedynie sam autor.



Graficznie jest świetnie, a biorąc pod uwagę fakt, że książka na każdej stronie ma dziurę, na pewno znajdzie ona uznanie w oczach dzieci w dość szerokim przedziale wiekowym. U nas się sprawdza, córka chętnie po nią sięga i cieszy się, gdy główna bohaterka w końcu wpada w ramiona swojej mamy.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

czwartek, 2 maja 2019

Opracowanie zbiorowe - "Mój mały świat. Jajo. Wielkanocne poszukiwania"


Autor: Opracowanie zbiorowe
Tytuł: Mój mały świat. Jajo. Wielkanocne poszukiwania
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 16
Ocena: 8/10
Wiek: 0-2 lata

Opis:
Książki dla najmłodszych dzieci ułatwiające odkrywanie świata; pojazdów, dźwięków i zwierząt. Dzięki wyciętym w tekturze kształtom maluchy mogą łatwiej skupić się na zabawie. Sympatyczne rymowane historyjki i urocze ilustracje zintegrują rodziców z pociechami.

Jajo. Wielkanoce poszukiwania – krótkie i czytelne opowiadanie o poszukiwaniu wielkanocnym, w którym zwierzęta muszą wyzbierać wszystkie pisanki.

Recenzja:

Tuż przed świętami trafiła w nasze ręce ta niewielkich rozmiarów kartonówka w tematyce Wielkanocy. Byłam jej bardzo ciekawa, bo większość książek o Świętach Wielkanocnych jest skierowana raczej do starszych dzieci. Ta zapowiadała się fajnie dla malucha - w końcu miała "dziury", co Zosia wprost uwielbia, a i tytułowe poszukiwania intrygowały.

I przyznam, że tytuł był dla mnie nieco mylący. Bo skoro wielkanocne poszukiwania, to dziecię będzie czegoś szukać, w domyśle pisanek. A tymczasem nie - to bohaterzy tej opowiastki, różne zwierzęta, ich szukają, by ostatecznie przekonać się, że z jaj wykluwają się kurczaczki. Całość jest bardzo wdzięczna, ale uczciwie wyznam, że liczyłam tu na element zaangażowania dziecka w poszukiwania.

Tekst w większości jest rymowany, ułożony w różnego rodzaju fale przypominające wzorki na pisankach, co tworzy przyjemny dla oka efekt. Jest bardzo kolorowo, a przez obecność zwierzaków - sympatycznie. W sam raz dla malucha - to się akurat zgadza, to książeczka dla najmłodszych.



Wszystkie strony są wykonane z grubej tektury, co jest dużą zaletą w przypadku książek skierowanych do tej grupy wiekowej. Format jest niewielki, poręczny dla małych rączek. Największą zaletą są jednak wspomniane wcześniej "dziury", które ciekawią dziecko. Próbuje je ono na różne sposoby  - przekładając palce, wyglądając przez nie itp. Bardzo lubimy ten element w książkach.

Podsumowując, super, że powstała książeczka wielkanocna dla najmłodszych. Może nie dowiemy się tu za wiele o tradycjach, poza pisankami i zajączkiem wielkancnym, ale na to przyjdzie jeszcze pora. Trochę szkoda mi tych poszukiwań, w których dziecko nie bierze czynnego udziału, ale sądzę, że to taka pozycja w sam raz na pierwszą książkę o Wielkanocy.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.

środa, 24 kwietnia 2019

Patricia Hegarty - "Pszczoła. Maleńki cud natury"


Autor: Patricia Hegarty
Ilustracje: Britta Teckentrup
Tytuł: Pszczoła. Maleńki cud natury
Seria: Cudowny świat przyrody
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 32
Ocena: 7/10
Wiek: 3+

Opis:


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie pszczół?
Te piękne żółto-czarne owady każdego dnia są zajęte ważnym zadaniem – zbieraniem nektaru kwiatów, z którego wytwarzają złocisty, słodki miód. To dzięki ich pracy przyroda rozkwita, a łąki, polany i ogrody wiosną zaczynają mienić się wszystkimi kolorami tęczy.
Pojawiające się na kolejnych stronach książki otwory o różnych rozmiarach pozwalają śledzić niezwykłą podróż pszczoły, a wierszowany tekst i czarujące ilustracje Britty Teckentrup ożywiają scenki w wyobraźni czytelników.


Recenzja:
Jako mama małej Mai i córka pszczelarza z zamiłowania, staram się śledzić dziecięce nowości związane z życiem pszczół. A pojawienia się tej książki nie sposób nie zauważyć, bo wizualnie mocno wyróżnia się z tłumu. Przepiękne, wycinankowe ilustracje w żywych kolorach i intrygujące dziurki sprawiają, że nie sposób nie wyciągnąć po nią ręki – niezależnie od tego, ile właściciel tej ręki ma lat. 

Jeśli chodzi o pszczółkowe książeczki, zauważyłam pewien brak – w naszej kolekcji znajdują się albo zupełnie proste książeczki obrazkowe dla bobasów, albo już nieco poważniejsze opracowania zawierające sporo szczegółowych informacji, dla dzieci w wieku około 5/6 lat. Brakuje za to fajnej propozycji dla już sporo ogarniającego brzdąca (2,5-4 lata), ale jeszcze nie potrzebującego zaawansowanej pszczelarskiej nomenklatury. Bardzo liczyłam na to, że właśnie książeczka Patricii Hegarty wypełni tą lukę.

Jednak bardzo mocno rozczarował mnie jej tekst. Nie jestem w stanie stwierdzić na ile to zamysł autorki, a na ile wina tłumacza, ale prostackie, częstochowskie rymy czyta się strasznie kulawo. A poza mądrym przesłaniem i kilkoma zdawkowymi informacjami na temat życia pszczół, treść za wiele nie wnosi. To raczej bezrefleksyjne powtarzanie, że pszczółka lata z kwiatka na kwiatek.

Na szczęście wyraziste, szczegółowe i urozmaicone ilustracje całkowicie przyćmiewają przeciętny tekst, a „dziurawy” pomysł na tą książkę jest za niego dostateczną rekompensatą. 







Ze względu na dość delikatne papierowe strony (a dziurki są przecież takie kuszące!) i zakończoną ostrymi rogami, twardą oprawę, klasyfikuję tą książkę jako lekturę da dzieci powyżej trzeciego roku życia. A szkoda, bo zdania są proste, krótkie i niezbyt liczne (po jedno-dwa na stronę), a sama książka bajecznie kolorowa. Gdyby pokusić się o kartonowe wydanie, byłaby to fantastyczna książka dla najmłodszych czytelników. 

Moja trzylatka, po pierwszej fazie absolutnego zachwytu opracowaniem graficznym tej pozycji szybko rzuciła ją w kąt znudzona infantylnym tekstem. Strasznie mi szkoda, bo jest piękna. Warto po nią sięgnąć nawet traktując ją wyłącznie jako opowieść obrazkową. 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.

środa, 13 lutego 2019

Zbigniew Dmitroca - "Ciekawski kotek. Akademia Mądrego Dziecka"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Ciekawski kotek
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 22
Ocena: 8/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji. 

Recenzja:

Po ostatnim rozczarowaniu dziurawą książką z serii Akademia Mądrego dziecka, ta okazała się naprawdę miłym zaskoczeniem.
Tym razem fabuła naprawdę się klei – pewien ciekawski rudzielec (co za miła odmiana po „Kundlu Burym”) wykazuje wyjątkowe zainteresowanie otaczającymi go dziurami i otworami. Okazuje się jednak, że większość z tych dziur prowadzi do domu jakiegoś zwierzęcia – psiej budy, kreciej norki, czy dziupli dzięcioła. Część z nich inne zwierzęta wygryzły jedząc, lub szukając pożywienia, a jeszcze inne mogą okazać się… rozdziawioną paszczą!






Tak, to prawda – rymy wciąż są częstochowskie. Ci, którzy mieli już wcześniej do czynienia z Panem Dmitrocą dobrze wiedzą, że te książki to bardziej sympatyczne czytadełka, niż ambitna literatura. A i takie są potrzebne. Bo wierszyk jest bardzo prosty, wpada w ucho i praktycznie sam się czyta. Podoła nawet najbardziej zaspany rodzic.

Jest nieskomplikowanie, zaskakująco i sympatycznie. Są stopniowo zmniejszające się dziurki do wciskania rączek i paluszków, na kartach książeczki mały czytelnik spotyka mnóstwo zwierząt i dowiaduje się co nieco o ich zwyczajach.

Ilustracje są całkiem ładne, a bohater uroczy. No i jak zwykle wielkim atutem tytułów z tej serii jest wyjątkowo zaawansowana dziecioodporność – książki z dużej tektury nie zagnie nawet mały siłacz, rogi są bezpiecznie zaokrąglone, więc bez stresu można pozwolić „czytać samodzielnie” nawet zupełnemu maluszkowi, a ze śliskich stron można ścierać litry śliny bez większych strat.

Ten tytuł w pełni zasługuje na miejsce w podręcznej biblioteczce maluszka.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 22 sierpnia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Słodki domek"



Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Słodki domek
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 22
Ocena: 4/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:

Jako, że jestem mamą Mai i wnuczką pszczelarza, tematyka pszczół i miodu jest u nas na topie przez okrągły rok. Dlatego też od dłuższego czasu czaiłam się na „Słodki domek”, który nareszcie trafił w moje i majkowe ręce i… niestety zupełnie nie spełnił naszych oczekiwań. 

Miałyśmy już kilka książek z tej serii i dziurki zawsze są bardzo absorbującym elementem wspólnego czytania. Podobnie w tym przypadku – zmniejszające się z każdą stroną wycięcia w kształcie ośmioboku przykuwają uwagę małych palców. I niestety jest to jedyny atut tej książeczki.
Proste wiersze Dmitrocy zawsze wpadają w ucho, dlatego też miałam nadzieję, że pomogą w zapamiętaniu kilku związanych z pszczołami określeń. Że pojawi się „truteń”, „plaster”, „pasieka”. No i, jak sam tytuł wskazuje, że mały czytelnik dowie się co nieco o wyglądzie i funkcjonowaniu pszczelego domku oraz o życiu tych niezwykłych owadów. Niestety obie z córką musiałyśmy obejść się smakiem. 






Bo pszczeli domek jest tu jedynie rekwizytem, a cała opowieść dzieje się w sporym od niego oddaleniu. Dowiadujemy się, że pszczoły zaczęły budowę domku z pyłku i wosku (słowo „ul” nie pojawia się w tej książce ani razu!) na jednej z gałęzi. Ich pracy ciekawie przyglądają się kolejni mieszkańcy lasu i to właśnie na wprowadzaniu nazw kolejnych zwierząt tak naprawdę skupia się cały tekst. Czyli dokładnie tak, jak w większości książek z tej serii. Co ciekawe, miód pojawia się na samym końcu, a z tekstu wcale nie wynika, że produkują go pszczoły. Raczej, że lubią go niedźwiedzie. Dobrze, że na ostatniej stronie wspomniano, że pszczoły zbierają pyłek z kwiatów, bo inaczej skończylibyśmy tą lekturę bez żadnej konkretnej informacji o głównych bohaterkach. 

Pod względem merytorycznym klapa, ilustracje bardzo przeciętne. Całość ratuje solidne, „dziecioodporne” wykonanie i dziura w oryginalnym kształcie.

Mam wrażenie, że temat pszczół został potraktowany wyłącznie jako pretekst do przedstawienia otworu o kształcie „plastra miodu”. Strasznie szkoda, bo to naprawdę zmarnowany potencjał. Szczególnie, że to w końcu „Akademia” i Egmont „Edukacyjny”. 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 17 stycznia 2018

Zbigniew Dmitroca - "Lisek i przyjaciele"


Autor: Zbigniew Dmitroca
Tytuł: Lisek i przyjaciele
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Akademia mądrego dziecka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 22
Ocena: 9/10
Wiek: 0-3 lata

Opis:

To seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego czytania, oglądania i odkrywania świata. Kolejne książeczki to kolejne niespodzianki. Zabawne wierszyki, sympatyczne postacie, barwne ilustracje z wycięciami na sztywnym papierze odkrywają przed dziećmi świat przyrody i świat wyobraźni, świat przygód i świat emocji.

Recenzja:
"Czy na widok
Każdy zawsze daje dyla?
Czy z nim byłoby bezpiecznie
I czy bawiłby się grzecznie?”

Mały lisek najbardziej na świecie marzy o spotkaniu krokodyla. Wyrusza więc w świat na poszukiwanie tego tajemniczego zwierzęcia. Po drodze nawiązuje nowe przyjaźnie i znajomości i świetnie się bawi – leniuchuje z kotem, gra się w chowanego z kameleonem, chrupie marchewki z królikiem i zwisa z gałęzi razem z nietoperzem. 

„Czy z zielonym krokodylem
Byłoby tak samo mile?
Liska bardzo to ciekawi,
Czy przyjemnie się z nim bawi.”

Krokodyla jednak ani widu, ani słychu…






Nieskomplikowany, rytmiczny wierszyk z powtarzającym się refrenem wpada w ucho, zachęca do powtarzania i pomaga małemu czytelnikowi w zapamiętywaniu nazw zwierząt i ich najbardziej charakterystycznych cech. To również świetny trening kolorów. Bardzo podoba mi się, że w jednej pozycji zestawiono różne typy zwierząt – zarówno te „zwyczajne”, jak kot, królik, czy motyl, jak i tropikalne, możliwe do spotkania tylko w zoo, jak lew, kameleon, czy tukan. 

Porządne, kartonowe kartki dzielnie opierają się niszczycielskim zabiegom mojej córki i wydaje mi się, że wytrzymają nawet atak ząbkującego malucha. Śliska powierzchnia stron okazała się być odporna na wilgoć i zmywanie (ach ta wszędobylska czekolada!), a zaokrąglone rogi gwarantują bezpieczną zabawę. Na każdej lewej stronie umieszczono tekst wypisany dużą czcionką na białym tle, prawe strony wypełnia ilustracja – dzięki czemu całość jest czytelna dla dziecka i nie sprawia kłopotów z czytaniem nawet babci.

I, co najważniejsze, jest to książka „z dziurą” – zachęca małe paluszki do wciskania się w coraz to mniejsze dziurki, zaglądania przez nie i podejmowania pierwszych prób paluszkowo-kukiełkowego teatrzyku. 



 
Nie jestem jednak pewna, czy „przedziurawienie” akurat oczu zwierząt jest do końca trafionym pomysłem – jednak wkładanie palców w oczy (krokodylowi szczególnie!) nie jest sympatycznym nawykiem, który chciałabym trenować u swojej córki. 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.