Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nunachopin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nunachopin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2017

P. Bednarczyk, S. Kiełbus, M. Kur, T. Samojlik "Kajko i Kokosz. Łamignat Straszliwy"

 
Autor: Piotr Bednarczyk, Sławomir Kiełbus, Maciej Kur, Tomasz Samojlik
Tytuł: Kajko i kokosz. Łamignat Straszliwy
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 40
Ocena: 8/10
Wiek: >7

Opis:
 
Kajko i Kokosz Janusza Christy to jedna z najpopularniejszych polskich serii komiksowych. Kolejne pokolenia czytelników zachwycają się przygodami dwóch dzielnych słowiańskich wojów. Pełna kolorowa edycja oryginalnego cyklu składa się z 20 tomów. Kontynuacji kultowej serii podjęli się – w swoim stylu, ale z wielkim szacunkiem dla ducha oryginału – znani polscy scenarzyści i rysownicy: Piotr Bednarczyk, Sławomir Kiełbus, Maciej Kur oraz Tomasz Samojlik.
W nowych komiksach z Mirmiłowa powracają starzy bohaterowie – rozbójnik Łamignat i jego ukochana żona Jaga, fajtłapowaci Zbójcerze na czele z Hegemonem, niesforny smok Miluś, desperujący Mirmił i jego rubaszny brat Wojmił, a także sami tytułowi bohaterowie. Czytelnicy znajdą w nowych przygodach Kajka i Kokosza wszystko to, za co kochali oryginalną serię – przygody, czary, bijatyki, humor sytuacyjny i słowny.
 Recenzja:
Komiks przeżywa obecnie swój renesans. Nawet dosłownie – pojawił się bowiem trend polegający na wskrzeszaniu serii zakończonych z powodu śmierci autora. Nowi twórcy podejmują się kontynuacji dzieła. Tak stało się też z serią „Kajko i Kokosz” stworzoną niegdyś przez Janusza Christę. Jeden z zeszytów nowych przygód tych słowiańskich wojów nosi tytuł „Łamignat Straszliwy”. Książeczka zawiera cztery krótkie historie – wszystkie są umieszczone w czasoprzestrzeni znanej z pierwszej serii, choć mają różnych autorów.
 
Pierwsza opowieść – „Zbójcerze. Słoń a sprawa zbójcerska” – to historia osobliwego ataku na Mirmiłowo. Fantazja autorów kazała im umieścić na słowiańskiej ziemi słonia, latające dywany i stadko ekologów. Opowiadanie zabawne acz w nieskomplikowany sposób.

„Łamignat. Łamignat Straszliwy” z kolei nawiązuje do pradawnych zwyczajów porwań urodziwych niewiast oraz form komunikacji naznaczonych nieco współczesnością. Historia jest zabawna i ujmująca na swój sposób, a Łamignat uroczy.

Trzecia z opowieści to „Miluś. Instytut badania smoków”. Tutaj Kajko i Kokosz ratują Milusia z rąk rzekomych żądnych smoczej krwi alchemików. Opowiastka nieco głupiutka, acz dzieci bawi.

„Mirmił i Wojmił. Pojedynek” natomiast bardziej do mnie przemawia. Jest to historia trudnej braterskiej miłości oraz pewnej sprawy spadkowej. Nie porywa inteligencją dowcipu, jednak opisanej tu gwałtowności charakterów Mirmiła i Wojmiła można by poświęcić niejeden poemat.

Książeczka jest zróżnicowana – zarówno sposób opowiadania jak i rysunki prezentują odmienne style. Trzy spośród czterech historii napisał Maciej Kur, jedną – Tomasz Samojlik. Z kolei rysowników komiks ma aż trzech: Sławomira Kiełbusa, Piotra Bednarczyka i Tomasza Samojlika. Najbardziej przypadły mi do gustu historie Macieja Kura i rysunki Sławomira Kiełbusa. Niestety nie pamiętam wystarczająco dobrze – choć w dzieciństwie czytałam te historie kupowane przez starszego brata – komiksów z Kajko i Kokoszem autorstwa Janusza Christy, by oceniać stopień pokrewieństwa łączący je z tymi nowymi książeczkami. Oceniając jednak „na świeżo” książeczkę, mogę zapewnić o prostym, relaksującym poczuciu humoru, jaki z niej płynie.
 

wtorek, 5 września 2017

Achdé, Laurent Gerra, Jacques Pessis "Lucky Luke. Ziemia obiecana"

Autor: Achdé, Laurent Gerra, Jacques Pessis
(według pomysłu Morrisa)
Tytuł:Lucky Luke. Ziemia obiecana. Tom 80
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 17.08.2017
Liczba stron: 48
Ocena: 8/10
Wiek: >7

Opis:

Lucky Luke spotyka Jacka, starego znajomego, który znany jest ze ściągania na siebie nieszczęść. Przyjaciel prosi Samotnego Kowboja, aby ten bezpiecznie przeprowadził przez bezdroża Dzikiego Zachodu jego mającą przybyć z Europy rodzinę. Okazuje się, że są to Żydzi aszkenazyjscy, którzy musieli wyemigrować z terenów rozbiorowej Polski, by szukać szczęścia w Nowym Świecie. Na wędrowców będzie czekać wiele niebezpieczeństw na pustyniach i terenach Indian, ale największym wyzwaniem okażą się dla Luke’a sami niezwykli przybysze...
Cykl Lucky Luke był przez wiele lat tworzony przez mistrzów komiksu Morrisa i Goscinnego, a po ich śmierci jest kontynuowany przez uznanych francuskich autorów. Rysownik Achdé jest współtwórcą kilkunastu serii humorystycznych takich jak Big Twin, Esmeralda czy Kid Lucky. Z kolei Jul napisał scenariusze do wielu komiksów, m.in. Silex and the city.

Recenzja:
 
Oto i jest – nowy odcinek komiksowych przygód Lucky Luke'a. Kowboja, którego legendarne zdolności budzą trwogę w bandytach, zazdrość mężczyzn i omdlenia wśród kobiet. Tym razem nie mierzy się on z braćmi Dalton, a z otwartymi przestrzeniami Dzikiego Zachodu. Ma sprawdzić się bowiem w roli przewodnika i ochroniarza w jednej osobie. Wraz z wiernym koniem Jolly'm wszak podoła wszystkiemu.

Niewielka grupka ludzi, którą ma przeprawić z Saint Louis do Chelm City w Montanie, to czworo członków rodziny jego przyjaciela, Pechowego Jacka. Rodzina ta jednak nie jest taka zwyczajna, gdyż Jack – jak wyznaje zaskoczonemu Luke'owi – ma żydowskie korzenie i pochodzi z Polski. Krewniacy Jacka okazują się barwną gromadką, o osobliwych zwyczajach i tradycjach, które nieco zakłócają sprawną przeprawę przez niebezpieczne ostępy Ameryki Północnej. Jest tu starsza pani, koniecznie chcąca nakarmić – a właściwe przekarmić – kowboja. Jest młodziutki Jankiel, który bynajmniej nie jest wziętym cymbalistą, a psotnym trzynastolatkiem przygotowującym się do Bar Mitzwy. Jest starszy pan, przezabawny, dobrotliwy i nieco nieżyciowy. Oraz – a jakże – młodziutka śliczna dziewczyna, wiecznie się rumieniąca i nieco zauroczona przystojnym kowbojem.

Nie każde dziecko się tym razem odnajdzie w opowieści o Lucky Luke'u, odcinek chyba bardziej kierowany do starszej młodzieży. Humor nieustannie kręci się wokół śmiesznostek podróżników, ich przyzwyczajeń i niezłomności w wypełnianiu nakazów religii bez baczenia na niebezpieczeństwo. Dowiadujemy się również, iż większość amerykańskich bohaterów ma żydowskie korzenie, właściwie cały świat – włącznie z Indianami – zdaje się mieć coś wspólnego z kulturą reprezentowaną przez krewniaków Pechowego Jacka. No cóż, świat jest pełen tajemnic. ;)

Ten komiks zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)  

wtorek, 29 sierpnia 2017

Achdé, Laurent Gerra, Jacques Pessis "Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton"


Autor: Achdé, Laurent Gerra, Jacques Pessis
(według pomysłu Morrisa)
Tytuł: Lucky Luke. Wujaszkowie Dalton. Tom 78
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 48
Ocena: 8/10
Wiek: >7

Opis:

Przebywający w więzieniu Daltonowie dowiadują się, że mogą wyjść na wolność, jeśli zaopiekują się swoim małym krewniakiem Emmettem Juniorem. Co więcej, mają wieść dostatnie życie w wielkiej rezydencji zarządzanej przez kamerdynera! Jest tylko jeden haczyk: muszą pozostawać po kuratelą Lucky Luke’a. Samotny Kowboj ma również sprawować opiekę nad prawidłowym wychowaniem Juniora. Wypełnienie tych wszystkich zadań okaże się dla Luke’a bardzo trudnym zadaniem.
Cykl Lucky Luke był przez wiele lat tworzony przez mistrzów komiksu Morrisa i Goscinnego, a po ich śmierci jest kontynuowany przez uznanych francuskich autorów. Rysownik Achdé jest współtwórcą kilkunastu serii humorystycznych takich jak Big Twin, Esmeralda czy Kid Lucky. Równie znani są scenarzyści: Laurent Gerra (Grandes gueules) i Jacques Pessis (Spaghetti).
 

Recenzja:

Lucky Luke to kultowy bohater komiksów i kreskówek. Pogromca przestępców szybszy od własnego cienia, z nonszalancją żujący nieodstępną słomkę, cieszy się niezmiennie sympatią od dziesięcioleci. Dziś dzieło Morrisa przejęli kontynuatorzy, którzy trzymają się konsekwentnie – na szczęście – pierwotnych założeń, dzięki czemu Lucky Luke jest dziś tym samym czarującym kowbojem, jakiego pamiętamy sprzed lat. Wydawnictwo EGMONT podjęło się wydawania kolejnych odcinków jego przygód z nowej serii.

„Wujaszkowie Dalton” opowiadają epizod z życia braci Dalton, w której muszą oni pełnić rolę opiekunów dla nieznanego dotąd małoletniego krewnego. Nadzór nad wujaszkami – wypuszczonymi na tę okazję z więzienia – przejmuje Lucky Luke. Oczywiście nie obędzie się bez strzelanin i usiłowania kradzieży, jednak wątek wychowywania dziecka zdominuje opowieść. Ale spokojnie – nudno nie będzie, bo do akcji wkroczy mamuśka Dalton.

Opowieść o dzielnym kowboju wciąga. Trudno tu jednak oczekiwać wielkiego bagażu intelektualnego – inteligentny jest tu żart, ale książeczka ma przede wszystkim bawić. Komiks charakteryzuje bowiem duże poczucie humoru. Jest tu ów rozbrajająco głupiutki i naiwny pies Bzik, który fakty interpretuje w absurdalny sposób. Dzielny i całkiem inteligentny koń Luke`a, wiecznie niedoceniony. Bracia Dalton, których głupota powala. I wreszcie ON – przystojny, dzielny i niezawodny, którego przerazili... rodzice szkolnych kolegów młodziutkiego Daltona. Żart sytuacyjny i słowny w tym wszystkim jest bardzo łagodny, więc kilkuletniemu dziecku można spokojnie wręczyć niniejszy tomik.

Dla mnie komiks o Lucky Luke'u jest powrotem do dzieciństwa i przyjemną rozrywką. Z zadowoleniem przyjęłam fakt, że mój ośmioletni syn również polubił bohatera mojego dzieciństwa i możemy wspólnie śledzić kolejne odcinki przygód dzielnego kowboja. To cenne chwile, polecam więc szczególnie tym, którzy poszukują jakiejś nici porozumienia międzypokoleniowego z dziećmi, a może i wnukami.

Ten komiks zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)

wtorek, 22 sierpnia 2017

Agata Hryniewicz "Paweł i Indianie"

Autor: Agata Hryniewicz 
Tytuł: Paweł i Indianie
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 88
Ocena: 6/10
Wiek: 5-12 lat

Opis:

O Indianach, pokonywaniu strachu i prawdziwej przyjaźni
Trwają wakacje, na które Paweł bardzo się cieszył, ale chłopiec chodzi smutny i zniechęcony. Jego przyjaciele z podwórka bawią się w Indian, on zaś nie wie, kim są Indianie i o co chodzi w tej zabawie. Koledzy patrzą na Pawła z wyższością i ani myślą go dopuścić do swoich sekretów. Nieoczekiwana pomoc przychodzi ze strony dziadka, który wręcza wnukowi tajemniczą szkatułkę pełną dziwnych przedmiotów. Paweł nawet się nie spodziewa, że dzięki szkatułce dziadka przeżyje wielką indiańską przygodę. 
Ta książka w zabawny i trzymający w napięciu sposób zapoznaje dzieci z indiańską kulturą i uczy ponadczasowych wartości. Dodatkowo lekturę ułatwi zamieszczony na końcu książki słowniczek pojęć indiańskich.



Recenzja:


Dzieci od zawsze uwielbiały bawić się w Indian. Wbrew stereotypom również dziewczynki chętnie biegają z piórami na głowie wydając z siebie okrzyki wojenne. Dziecię jednak – jak i większość dorosłych – kulturę indiańską zna w sposób powierzchowny i często nieprawdziwy, czerpiąc wiedzę z uproszczonego przekazu popkultury. Tak oto pojawiła się ostatnio przyjemna książeczka „Paweł i Indianie”. Jest to niewielkich rozmiarów, acz ładnie zilustrowane dziełko kierowane do dzieci, mające na celu propagowanie wiedzy z zakresu indianistyki.

Tytułowy Paweł przeżywa trudne chwile – koledzy wykluczyli go z zabawy, bo okazał się zupełnym ignorantem w sprawach Indian. Chłopiec jest smutny. Na szczęście może liczyć na rodzinę – bardzo niezwykłą rodzinę, która kryje pewną specyficzną tajemnicę. Otóż od pokoleń chłopcy z rodziny Pawła w sposób absolutnie magiczny przenoszą się w przeszłość, do wioski Indian w Ameryce Północnej. Tu chłopiec zdobywa wiedzę, jaka może go wkupić w łaski kolegów z podwórka. Ponadto pokonuje swoje lęki i uczy się rzeczy, o których marzy niemal każdy chłopiec w jego wieku – jazdy konnej, tropienia zwierzęcia czy opieki nad własnym wilkiem. Treść zatem dziełko przedstawia zachęcającą.


Książeczka jest raczej niewielkich rozmiarów, podzielona na króciutkie rozdzialiki. Fabuła jest bardzo prosta a słownictwo dostosowane do poziomu kilkuletniego dziecka. Język opowieści cechuje jednak pewna sztywność, niepewność – brak mu swady, lekkości, choćby drobnej poetyki. Mój ośmiolatek sięgnął po tę książkę z zaciekawieniem i nie odłożył póki nie przeczytał całej, co było miłym zaskoczeniem, niemniej muszę przyznać iż wolałabym by jego lektury przynosiły mu również obcowanie z estetyką tekstu wyższych lotów.

Opowieść o przygodach Pawła jest dość mądrym utworem. Zarówno problemy chłopca z kolegami, jak i nauki pobierane w indiańskiej wiosce niosą w sobie pożytek dla młodego czytelnika. Dziecię uczy się co-nieco o kulturze Indian z Ameryki Północnej i wyzbywa nieścisłości i przekłamań głównego przekazu. Ma też możliwość przemyślenia kilku spraw. Przesłania dotyczące codzienności i nastawienia do życia są co prawda banalne i mało odkrywcze acz w pewnym wieku konieczne. W moim odczuciu przyjemna choć skromna fabuła prezentowana w tym niewielkim tomiku nadaje się do rozwinięcia. Książeczka ma potencjał i – gdy tylko autorka poczuje się pewniej w dziedzinie języka – powinna powrócić pod postacią powieści.

Tę książeczkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu Novae Res. :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Helena Bożena Mazur-Nowak - "Domek nad strumykiem"

Autor: Helena Bożena Mazur-Nowak
Tytuł:
Domek na strumykiem
Wydawnictwo:
Novae Res
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 178
Ocena: 8/10
Wiek: 5-12 lat
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Opis:

Recenzja:

Doskonale pamiętam coroczne wakacje u dziadków na wsi – sianokosy, żniwa, kąpiele w rzece, wyprawy do lasu, zabawy w chowanego wśród wysokich zbóż, wakacyjne przyjaźnie. Niezapomniane chwile, na zawsze pozostające w człowieku. Pani Helena Bożena Mazur-Nowak w swojej książce „Domek nad strumykiem” powraca do takich właśnie wakacji – swoich ostatnich przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej. Napisała tę książkę, by podzielić się wspomnieniami ze swoją wnuczką i – muszę przyznać – zrobiła to w całkiem wdzięczny sposób. Od razu zaznaczę jednak, że moja opinia na temat tej książki nie będzie obiektywna – za bardzo przypomina mi moje dzieciństwo.

Tytułowy domek nad strumykiem to dom dziadka i babci
dwóch małych dziewczynek – siedmioletniej Boni i czteroletniej Dzidzi. Dziewczynki zostają tutaj na całe wakacje i towarzyszą dziadkom w niektórych pracach – zbieraniu owoców w sadzie i w lesie, sprzedaży zbiorów na targu, koszeniu traw. Odwiedzają również domy sąsiadów, pośród których i pszczelarz się znalazł, i pani dziergająca cuda na drutach – takie zwykłe postaci pełne ciepła i dobroci. Dorośli otaczający dziewczynki – nawet obcy ludzie – są życzliwi i okazują dzieciom dużo cierpliwości. Babcia opowiada bajki i piecze przepyszny chleb, dziadek tworzy dla wnuczek piękne rzeczy w pracowni, wieczory i poranki przepełniają piękne zapachy i dźwięki, świat cały zdaje się być życzliwością i pięknem. Autorka stara się łagodnie opisywać świat i ludzi, tragedie co prawda istnieją ale raczej nie w bezpośrednim zetknięciu – ktoś stracił dzieci dawno temu, w czasie wojny; ktoś zachorował ale wyzdrowieje; dziewczynki gubią się w czasie burzy ale zostają odnalezione. Trudno by było inaczej – wspomnienia z dzieciństwa mają to do siebie, że chętniej się pamięta to co dobre.
W jednym z sąsiednich domów mieszka wielodzietna rodzina, w której Bonia ma przyjaciółkę. Sabinka nie ma lekkiego życia, jej mama jest bardzo chora, tata i bracia ciężko pracują, a na jej barkach spoczywa opieka nad trzema młodszymi siostrami. Przyjaźń Boni i Sabinki to lekcja prawdziwego życia, lekcja współczucia i wyciągania pomocnej dłoni. Historia dzielnej dziewczynki zdaje się najsmutniejsza, ale i ona zmierza ku dobremu.

Książka napisana jest prostym, łagodnym językiem. Czyta się ją bardzo przyjemnie choć trudno tu o jakieś niezwykłe przygody. To opis zwyczajnej wiejskiej codzienności widziany okiem dziecka – nieco sielankowy, pełen ufności, spokoju i czasem melancholii – ale bynajmniej nie łzawej. Opowieść jest niepozorna. Również ilustracje – szkice ołówkiem – noszą w sobie jakąś amatorską nutę. Niemniej to właśnie w tej prostocie jest prawdziwość, która sprawia, że czytanie relacji z letnich dni i wieczorów w wiejskiej zagrodzie jest jak słuchanie opowieści ulubionej cioci z dawnych lat.

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu Novae Res!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Opracowanie zbiorowe "Gru, Dru i Minionki. Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach"

Autor: Opracowanie zbiorowe
Tytuł:
Gru, Dru i Minionki. Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach
Wydawnictwo:
EGMONT
Rok wydania: 28.06.2017
Liczba stron: 96
Ocena: 8/10


Opis:

Uwielbiasz gadżety, pojazdy i ściśle tajne misje? Chcesz być szpiegiem lub... złoczyńcą? W takim razie na co czekasz?

„Gru, Dru i minionki. Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach oraz innych superowych rzeczach”, książka, którą trzymasz w ręku, to najdokładniejszy i najbardziej wyczerpujący przewodnik po gadżetach używanych w świecie minionków! 

Czy wiesz, co jest najlepsze w byciu zarówno łotrem, jak i szpiegiem? Może to nienaganna stylówa i ekstra ciuchy? Niewykluczone. A może adrenalina? Cóż, dreszczyk emocji też jest ważny, ale to, co liczy się najbardziej i dla przestępców, i dla szpiegów, to ich niesamowite GADŻETY! Z opresji pomoże ci wyjść cało odpowiedni gadżet. 

Znajdziesz tutaj dokładne opisy i plany techniczne wszystkich urządzeń, których używają Gru, Lucy i złoczyńcy, a do tego poznasz ekscytujące szczegóły dotyczące miejsc z filmu. A więc na co czekasz? Zanurz się w lekturze i poznaj wszystkie fakty związane z najnowszymi osiągnięciami technologii. Znajdziesz tu tajne akta, plany i wiele więcej. Słowem – wszystko, co musisz wiedzieć, by ocalić świat... albo przejąć nad nim kontrolę! 

Książka zawiera mnóstwo naklejek! Podczas lektury wypatruj poukrywanych na stronie liter i zapisz je tutaj, by odszyfrować hasło – nazwę jednego z gadżetów, którego opis znajdziesz w tej książce.

Recenzja:

Pełen nieodpartego - że tak powiem - uroku Gru lubuje się we wszelkiej maści cudeńkach technicznych. Czy ma to jeździć, czy strzelać, czy pompować różowe balonowe jednorożce - ów jegomość wraz z grupką nieocenionych żółtych stworków i doktorem Nikczemniukiem chętnie wykorzystają właściwości wynalazku do swoich potrzeb. Wiele z nich wyszło zresztą z ich tajnego laboratorium. Wydawnictwo EGMONT postanowiło przybliżyć czytelnikom sferę wynalazczości Gru, jego kompanów i przeciwników za pomocą swoistego leksykonu - "Przewodnika po tajnych gadżetach i pojazdach".


Książeczka nie jest wielka w sensie fizycznym - to zeszycik w twardej oprawie, zgrabny acz skromny. Wnętrze jego wypełniają rysunki pojazdów i innych wynalazków, podobizn bohaterów z kreskówki oraz pobocznych grafik pełniących funkcję dekoracyjną. Natłok barwnych ilustracji nie powoduje oczopląsów, gdyż jest całkiem zgrabnie rozplanowany, a każdy element zdaje się znajdować dokładnie na swoim miejscu. Ponadto kolorystyka, w jakiej utrzymano wydruk, jest stonowana i nie drażni oka. Na estetykę książeczki nie można narzekać.


Teksty w "Przewodniku..." nie dominują nad stroną graficzną - raczej ją równoważą. Ich treść stanowią przede wszystkim opisy urządzeń i gadżetów oraz charakterystyki poszczególnych postaci z uwzględnieniem ich preferencji w kwestii stosowanej lub wynalezionej przez nią broni. Tu na czoło - przynajmniej w moim odczuciu - wysuwają się zabawne uwagi i anegdoty na temat dziwacznych cech fizycznych, czy też upodobań bohaterów. Na przykład rozważania nad wiekiem doktora Nikczemniuka i rzekomym jego wpływie na długość jego uszu. A trzeba przyznać, że uszy doktora są imponującej wielkości.

Przyjemnym dodatkiem dla młodych wielbicieli filmów o minionkach są naklejki. Jest ich naprawdę dużo, zajmują bowiem całe cztery strony. Naklejki przedstawiają zarówno postacie, jak i wszelkiego rodzaju wynalazki i inne przedmioty związane z kreskówką. Arkusze z naklejkami, podobnie jak i pozostałe strony, wydrukowano na dość grubych kredowanych kartkach.

"Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach" to książeczka która zaciekawi większość wielbicieli minionków. Jest to nie tylko swego rodzaju mini-kompendium wiedzy o niezwykłych urządzeniach i bohaterach kreskówki, ale też przedłużenie przygody z filmem. Liczne odniesienia do epizodów z różnych części animowanych opowieści o minionkach, a także grafika z nimi korespondująca, to wspaniała gratka dla małych maniaków, którzy obejrzeli wszystkie filmy z serii - może wręcz po kilka razy - i nie mają dość. Ze względu na małe rozmiary doskonała do zabrania w podróż, by takiego delikwenta znudzonego długą jazdą, uciszyć na kilka godzin.

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :) 

wtorek, 1 sierpnia 2017

Opracowanie zbiorowe "Gru, Dru i Minionki. Szukaj i znajdź"


Autor: Opracowanie zbiorowe
Tytuł:
Gru, Dru i Minionki. Szukaj i znajdź
Wydawnictwo:
EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 8/10
Wiek: 0-6 lat

Opis: 

Gru i minionki powracają w wielkim stylu! Ale zaraz, zaraz… gdzie one się podziały? 

Książka „Gru, Dru i minionki. Szukaj i znajdź” to nie lada wyzwanie dla wszystkich młodych poszukiwaczy. Ukryto w niej bowiem ponad 200 postaci, zwierząt i rzeczy do wypatrzenia wśród obrazków. To trudne zadanie, które wymaga skupienia i koncentracji oraz odrobiny zmysłu detektywistycznego. Obrazki są jednocześnie ilustracjami, na których przedstawiono wiele przeróżnych przygód z udziałem bohaterów kultowego filmu „Gru, Dru i minionki” studia Universal. Spróbuj odnaleźć Gru, Lucy, dziewczynki, minionki oraz mnóstwo innych obiektów, o których mowa w poleceniach! Szukaj na plaży, w basenie, pełnym bałaganu pokoju Agnes, Edith i Margo. Przeszukaj uważnie biuro, w którym pracują Gru i Lucy, a także salę przesłuchań. Na każdej stronie wypatruj również bananów! Przecież minionki wprost przepadają za bananami. 

Przeczytaj te krótko opisane historie, a następnie znajdź na obrazkach wskazane do wyszukania elementy. Przekonaj się, ile frajdy może sprawić taka zabawa!


Recenzja:

Minionki wymyślił geniusz. Ktoś o ogromnym wyczuciu, intuicji i znajomości zasad działania instrumentu wyczuwania humoru zainstalowanego w małym człowieku. Ta radość z – za przeproszeniem – „pierdków”, beztroskie igranie z niebezpieczeństwem i wszechogarniająca wesołość. Minionki zdecydowanie mają w sobie coś z dziecka – urok, niepohamowaną potrzebę przeprowadzania absurdalnych i niebezpiecznych eksperymentów, naiwność i brak doświadczenia graniczące z rozczulającą głupotą. Takie małe, żółte bobasy. Ale mroczne bobasy, bo za fasadą uroczych stworzonek kryje się brak zahamowań etycznych – jeśli je coś bawi, nie mają znaczenia kategorie dobra i zła. A właściwie mają ale inaczej niż byśmy chcieli. Ta mieszanka wybuchowa tak interesująco podana rozbawi chyba każdego. Trochę to makabryczne, niestosowne i groteskowe ale działa – szczególnie na dzieci. Ale dość o tem – ocenę moralną i ewentualne znaczenie dla wychowania dziecka zostawmy na inny raz.

Wydawnictwo EGMONT wydało niedawno całą serię rozmaitych książeczek, których bohaterami są minionki. Nie są to tylko historyjki i opowieści o żółtych stworkach ale też wydania edukacyjne, w których postacie te pełnią raczej rolę wabika, formy zachęcającej do wykonywania rozwijających zadań. Wabika skutecznego, dodam. Pośród nich znajduje się zeszyt mający na celu ćwiczenie spostrzegawczości i koncentracji młodego czytelnika. 


Zadania zawarte w książce „Szukaj i znajdź” polegają na odnajdywaniu wybranych elementów. Na
każdej „rozkładówce” umieszczono zabawne ilustracje bogate w szczegół, z mnóstwem postaci. Minionki idealnie nadają się na tło lub obiekt takich ćwiczeń – zwłaszcza ich mnogość. Przy każdej planszy umieszczono tabelkę z przedmiotami i postaciami do wyszukania. Małe łapki z pewnością chętnie powędrują od tej tabelki wzdłuż ilustracji w poszukiwaniu wybranego szczegółu. Niektóre są dość proste do znalezienia, za innymi trzeba się nieco porozglądać. A gdy już wszystko zostaje odnalezione, na końcu książeczki znajdują się dodatkowe elementy do wyszukania na każdej „rozkładówce” – tym razem opisane słownie.

Książeczka jest atrakcyjna wizualnie – duży format, kolorowe ilustracje nawiązujące do filmu, laminowana okładka, kredowany gruby papier z łatwością przyciągną wzrok dziecięcia. To pierwszy krok do wypełnienia zamierzonej funkcji. W praktyce – sprawdzone na ruchliwym pięciolatku – rzeczywiście potrafi wciągnąć w misję wyszukiwania i skupić uwagę na dłużej. Myślę, że warto spróbować – dziecko ma radochę, a przy okazji główka popracuje.

Tę książeczkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT. :)

piątek, 23 czerwca 2017

Richard Adams "Wodnikowe Wzgórze"

Autorzy: Richard Adams
Tytuł: Wodnikowe Wzgórze
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 528
Ocena: 10/10
Wiek: 7+

Opis:

Uniwersalna opowieść o odwadze i woli przetrwania
Klasyka porównywana i stawiana na półkach obok Hobbita Tolkiena i cyklu o Narnii Lewisa
Bez dzieła Adamsa nie byłoby Harry’ego Pottera
 
Źle się dzieje w królikarni Sandleford. W miejscu, w którym króliki wiodą spokojny żywot, ma powstać nowe osiedle. Wygodne nory i zielone łąki zostaną unicestwione.
 
Nie jest łatwo opuścić swój dom. Stado kłapouchów pod wodzą dwóch niezłomnych braci – Piątka i Leszczynka – musi jednak wyruszyć w podróż w poszukiwaniu nowego miejsca na ziemi. Tak rozpoczyna się królicza epopeja. Nie trzeba dodawać, że po drodze naszych bohaterów czeka  mnóstwo przygód i jeszcze więcej niebezpieczeństw.
 
Wodnikowe Wzgórze to książka, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Richard Adams stworzył dzieło uniwersalne, trafiające do serc wszystkich czytelników, bez względu na wiek. W świecie Adamsa króliki mają imiona, zorganizowaną społeczność, obyczaje, własną mitologię, język, a nawet poezję. Mają też coś absolutnie wyjątkowego – dar przewidywania przyszłości.
 
Andrzej Sapkowski wymienia Wodnikowe Wzgórze jako jedną ze 100 najważniejszych powieści fantastycznych wszech czasów. Do miłośników tej książki należą również Stephen King i J. K. Rowling. Dzieło Adamsa zostało zekranizowane, przeniesione na deski teatralne, przerobione na grę komputerową i słuchowiska radiowe. Ponadto prace nad nowym serialem opartym na Wodnikowym Wzgórzu rozpoczęły Netflix i BBC.
 
Nowe wydanie Wodnikowego Wzgórza w Wydawnictwie Literackim zdobią piękne ilustracje włoskiego artysty Alda Gallego.
 
„Jeżeli w księgarni nie ma miejsca dla Wodnikowego Wzgórza, to znaczy, że literatura dla dzieci umarła” „The Economist”
„Kreując idealnie osobną rzeczywistość, autor z niespotykaną głębią, jakby mimochodem, komentuje relacje międzyludzkie” „The Guardian”


Recenzja:

Literatura dziecięca wydaje się być dziś w rozkwicie. Wielość i różnorodność pozycji zdobiących rozległe księgarniane półki dedykowane najmłodszym, pozwala na wybredność, na poszukiwanie książki spełniającej nasze precyzyjnie określone wymagania. Zastanawiam się jednak ile z tych barwnych ptaków przetrwa próbę czasu. Ile z nich za pięćdziesiąt czy sto lat zasiądzie dumnie na półce z etykietą „klasyka”. Lekturom dziecięcym trudno się na nią wdrapać. Są jednak i w tej dziedzinie dzieła wyjątkowe, które przetrwały lata, stulecia nawet, wchodząc do klasyki literatury, do powiedzeń, przenośni, symboliki. To książki takie jak „Alicja w krainie czarów”, „Mały książę”, „Piotruś Pan”. Te dzieła są nie tylko pięknie napisane i pobudzają wyobraźnię przemyślaną fabułą, mają do zaoferowanie coś więcej. Wyznacznikiem ponadczasowości opowieści dla dzieci jest chyba to, czy dorosły znajdzie w niej warstwę zrozumiałą i nieinfantylną, do której będzie chciał wracać po latach – choćby podczas wspólnych lektur z własnym dzieckiem.

Na początek ustalmy jedno: zwierzęta mają instynkt, wyczuwają niebezpieczeństwo. Takim przeczuciem rozpoczyna się „Wodnikowe Wzgórze”. Królik Piątek obdarzony pewnym specyficznym darem widzenia więcej niż inni, wyczuwa coś złowrogiego, zbliżającą się zagładę królikarni. Jak to jednak często bywa, niewielu wierzy w przeczucia Piątka – są niezrozumiałe, dziwne, bez konkretów i zbyt przerażające, by dopuścić je do świadomości. Trudno być dziwadłem, którego nikt nie rozumie. Zatem Piątek z wiernym bratem Leszczynkiem i niewielką grupką królików które im zaufały, wyrusza w podróż na poszukiwanie bezpiecznego miejsca do życia.


Ta podróż jest nieco mroczna, przepojona lękiem i nadzieją, naznaczona niebezpieczeństwem i trudnymi decyzjami. W treści nie brak krwi: wszak sidła, walka, zagłada, wszak los króliczy. Jednak aura tajemniczości unosząca się niczym mgła nad opowieścią odrobinę łagodzi ten przekaz, ułatwia wędrówkę śladami królików. Nie każda śmierć, nie każdy dramat jest stawiany czytelnikowi przed oczy – o wielu rzeczach opowiadają posłańcy w kilku słowach, często oszczędzony jest nam bezpośredni widok makabry, o której jednak wiemy, że miała miejsce.


W opowieści pojawiają się postacie ze znanymi nam przywarami. Lęki, samooszukiwanie, wygoda kosztem godności – grzeszki nie tylko królicze. Nie będę zgadywała na ile autor w królikach chciał pokazać człowieka z jego niepokojami, potrzebami i wadami – myślę, że tu każdy odczyta książkę po swojemu. Trudno jednak nie dostrzec rzeczywistości wdzierającej się do opowieści, bo świat tu opisany nie jest spokojnym Stumilowym Lasem – niebezpieczeństwa są realne, wyniku walki nie sposób przewidzieć, a zaufanie obarczone jest prawdziwym ryzykiem. Bezpieczne miejsce, które odnajdują króliki nie jest rajem, w którym nic złego nie może się wydarzyć. Jednak choć śmierć istnieje w każdym zakątku i od niej króliki nie uciekną, chodzi jedynie o to, by to było zwykłe codzienne królicze niebezpieczeństwo, bez katastrof niosących zło nieznane.

Richard Adams w „Wodnikowym Wzgórzu” nie lukruje świata ukrywając przed młodym czytelnikiem wszelkie zło – i w tym paradoksalnie kryje się piękno opowieści. Oswajanie rzeczywistości nie może polegać na amputowaniu w przekazie tego, co nieprzyjemne. Świat jednak nie składa się tylko z trudów i bolączek, stąd też autor przemyca tu pewną dozę tajemniczości, jakby dając znać, że wiele spraw na tym „padole łez” zależy od postrzegania. Bo choć fabuła zasadza się na ucieczce przed czymś straszliwym i ostatecznym, to świat nie jest jednowymiarowy, nie polega jedynie na odczuwaniu lub unikaniu bólu. Przeczucia Piątka są wyrazem wiary w jakąś inną warstwę rzeczywistości, gdzie mroki niepewności rozjaśnia lampka głębszej wiedzy. Podobnie zakończenie książki daje nadzieję na rąbek cudu. Chyba wszyscy nosimy w sobie taką cichą nadzieję.

Recenzja została opublikowana również na portalu DużeKa. :)