Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakamarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakamarki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 września 2020

Astrid Lindgren i Ingrid Vang Nyman - "Pippi w parku"

 

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ingrid Vang Nyman
Tytuł: Pippi w parku
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 20
Ocena: 8/10
Wiek: 3+ lat


Opis: 
  
Pippi, Tommy i Annika przeczytali w gazecie o chuliganach panoszących się w sztokholmskim parku. Annika stwierdziła, że nikt się tak nie nadaje do zaprowadzenia tam porządku jak Pippi! Wyruszają więc w trójkę wraz z koniem i małpką Panem Nilssonem do stolicy. Co zastaną na miejscu? Czy Pippi, najsilniejszej dziewczynce świata, uda się rozprawić z opryszkami nękającymi spacerowiczów?
 
Oto nieznana wcześniej polskim czytelnikom przygoda Pippi Pończoszanki!
 
Ta historia ukazała się pierwotnie w broszurze z programem obchodów Dnia Dziecka w sztokholmskim parku Humlegården w 1949 roku. Pod koniec wieku wygrzebano ją z archiwów, dwubarwne ilustracje Ingrid Vang Nyman odrestaurowano i pokolorowano i w ten sposób powstała książka obrazkowa wydana w Szwecji w 2000 roku. Dwadzieścia lat później oddajemy ją do rąk polskich czytelników z okazji 75. urodzin Pippi Pończoszanki. 
 
Recenzja:
 
Czy jest ktoś na tym świecie, kto jeszcze nie zna Pippi Pończoszanki? Z pewnością tak, bowiem mam wrażenie, że w ostatnim czasie stała się ona nieco zapomniana przez swoich młodych fanów i ich opiekunów, a szkoda, bo jej przygody są naprawdę fantastyczne, przebojowe i niezapomniane. Pippi w tym roku skończyła już siedemdziesiąt pięć lat, aż trudno w to uwierzyć, że czas tak szybko płynie. Kiedy zobaczyłam w ofercie wydawnictwa Zakamarki książkę zatytułowaną Pippi w parku od razu wróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa i koniecznie chciałam ją mieć w swojej biblioteczce, a dokładniej - w biblioteczce moich synków. Czy ta  krótka historyjka o niezwykłej przygodzie dziewczynki i dwójki jej towarzyszy - Tommy'ego i Anniki, napisana w 1949 roku może spodobać się dzieciom żyjącym siedemdziesiąt jeden lat póżniej? Oczywiście, gdyż pomimo upływu lat fabuła dotyka nadal aktualnego problemu chuligaństwa, któremu zaradzić ma Pippi i jej ponadnaturalna siła.


Muszę przyznać, że sama na wiele lat zapomniałam o tej niezwykłej bohaterce literatury dziecięcej. Pippi w parku to pierwsza książka zapoznająca moje dzieci z ową charakterną postacią o przebojowym i nieco ekscentrycznym wizerunku. Cóż, lepiej późno niż wcale. Bardzo się cieszę, że trafiłam na tę publikację, gdyż odżyły we mnie miłe wspomnienia z nią związane. Poza tym, mogłam przedstawić dzieciom odważną, pewną siebie dziewczynkę, która może być dla nich w pewnym stopniu wzorem i zachętą do tego, by nie bali się w uzasadnionych sytuacjach wykazywać się walecznością i pomagali innym. Oczywiście opowieść książkowa jest nieco przerysowana a sama Pippi posiada zdolności wyraźnie przekraczające jej fizyczne możliwości, ale takie wyolbrzymienie intensywnie działa na dziecięcą wyobraźnię, pozwalając im ponieść się własnym fantazjom i czerpać z tego przyjemność i satysfakcję.

"Jednak Pippi spieszyło się, by skończyć dom przed wieczorem, więc chwyciła pana w szarym garniturze i z całą uprzejmością przeniosła go na przyległą do parku ulicę."

Pippi wraz z dwójką przyjaciół dowiadują się, że w pewnym parku w Sztokholmie grasują chuligani. Oczywiście nikt oprócz niezwyciężonej Pończoszanki nie jest w stanie im się przeciwstawić. Odważna dziewczynka postanowia przenieść się na pewien czas do owego parku i zbudować tam Willę Śmiesznotkę. Czy cała akcja zakończyć się powodzeniem a niebezpieczni zbirzy opuszczą wspomniany teren i nie będą już zakłócać panującego tam spokoju? Odwaga i hart ducha wspaniałej Pippi może zdziałać cuda. Jest to historia o ponadczasowej świetności pozostawiająca w tyle wszystkie gry i smartfony. Może wasze dzieci, biorąc przykład z bohaterki zechcą zbudować swoją własną willę i rozwiązać jakiś lokalny, najlepiej wyimaginowany problem. Pozwólmy im na to!

Książka została wydana w twardej okładce i 
w dużym formacie. Jest to naprawdę krótka historyjka, dlatego na pewno dzieci nie będą nią znudzone. Może nawet trochę zbyt szybko się kończy, ale pamiętajmy, że to nie jedyna publikacja, w której główną bohaterką jest Pippi Pończoszanka. Kolorowe ilustracje wykonano dość szczegółowo, drobną i wprawną kreską. Poza tym najbardziej w tym wszystkim zadziwia niecodzienny wizerunek bohaterki i jej charakter oraz ogromna siła, która pozwala wystraszyć nawet silnych zbirów. My jako rodzice musimy jednak zadbać o to, by nasi mali słuchacze czy też czytelnicy nie wzięli jej poczynań za rzeczywiste i nie chcieli ich naśladować w dosłowny sposób. Myślę jednak, że zrozumieją, iż to po prostu ciekawa historia o nieprawdopodobnym przebiegu. Bo wszystko, co dotyczy Pippi takie właśnie jest - niezwykłe i nieprzewidziane. Krótko pisząc warto zapoznać dzieci z tą małą bohaterką dziecięcej literatury.



Pippi w parku to krótka opowieść dla najmłodszych o sile i ponadprzeciętnych umiejętnościach małej Pończoszanki. Wyruszcie wraz z nią na pełną wrażeń przygodę i podejmijcie niebezpieczne wyzwanie, podczas którego trzeba wykazać się odwagą. Tylko nieustraszona Pippi będzie w stanie się z nim zmierzyć. Kibicując jej nie raz pokręcimy głową z niedowierzaniem, będziemy zazdrościć jej siły, ale przede wszystkim z zainteresowaniem przysłuchiwać się jej poczynaniom. Poznajcie zatem, dotąd nieznaną w Polsce, historię najodważniejszej dziewczynki na kuli ziemskiej. 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki.

sobota, 22 sierpnia 2020

Ulf Stark - "Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja"


 
Autor: Ulf Stark
Ilustracje: Magdalena Kucharska
Tytuł: Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 244
Ocena: 8/10
Wiek: 9+

Opis:  
 
Jak każdego lata Ulf wybiera się z rodzicami i bratem do dziadków na wyspę. Tym razem dołącza do nich Percy, dla którego są to pierwsze takie wakacje. Chce spróbować wszystkiego, co robi się latem na wyspie – od prostowania gwoździ po zabawę w Indian. 
 
Ulf nie jest zachwycony jego obecnością. Planował w tym roku zdobyć serce Pii, która jednak zdaje się zabiegać o względy Percy’ego. Co z tego wyniknie? Miłosne cierpienia Ulfa dobrze rozumie jego dziadek. Bo czyż to nie z miłości przeobraża się w Buffalo Billa, bohatera Dzikiego Zachodu? 
 
Trzecia część trylogii opartej na wspomnieniach Ulfa Starka z dzieciństwa spędzonego w Stureby oraz z wakacyjnych wyjazdów na wyspę Möja. Autor doskonale przeplata humor z powagą, wywołując u czytelnika zarówno uśmiech, jak i wzruszenie. 
 
Książki o Ulfie można czytać po kolei, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć od dowolnego tomu. 
 
Recenzja:

Wakacje wkrótce się skończą. Nie możemy zatrzymać zbyt szybko płynącego czasu i już niebawem dzieci powrócą do szkoły. Jesteśmy jednak w stanie zachować w swojej pamięci wspomnienia z tego fantastycznego okresu. Te najfajniejsze warto także sobie zapisać. Tak też zrobił Ulf Stark - autor książek dla dzieci. Powieść opartą na faktach, zatytułowaną Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja zamówiłam z polecenia koleżanki, nie czytając nawet jej opisu. Nie wiedziałam zatem, że jest to trzecia część trylogii. Na szczęście można ją czytać jako odrębną historię. Czy wspomnienia autora z wakacji wzbudziły w nas chęć ich samodzielnego przeżycia? Muszę zaznaczyć, że są one bardzo realistyczne i bliskie mi samej, aż do tego stopnia, iż proponuję, aby rodzice również je przeczytali, by przypomnieli sobie jak to jest być dzieckiem i ofiarowali swoim pociechom w prezencie nieco wolności.

Wakacje spędzone na wsi u dziadków nie mają sobie równych. Pamiętam te beztroskie dni, kiedy wraz z rówieśnikami biegaliśmy całymi dniami nie przejmując się niczym. Myślę, że sama ze swoich wspomnień mogłabym napisać ciekawą książkę dla dzieci. Współcześnie w dobie wszechobecnej komputeryzacji dzieci zatracając się w niej nie dostrzegają piękna podwórkowej zabawy i zwariowanych wakacji spędzonych na świeżym powietrzu. Ulf Stark otwiera nam wszystkim oczy na istotę (nie)zwyczajnych wakacji, które mogą rozegrać się całkiem niedaleko, wystarczy wyjść z domu, zebrać ekipę i dać się ponieść dziecięcej wyobraźni.

 
 
Dziesięcioletni Ulf co roku spędza wakacje na wyspie u swoich dziadków. Tym razem są one wyjątkowe, ponieważ towarzyszy mu ekscentryczny kolega, którego obecność początkowo nie jest zadowalająca dla pozostałych członków rodziny. To dla Percy'ego - chłopca z miasta fantastyczne przeżycie, więc chce on zaznać wszystkich dziecięcych rozkoszy. Jego bezpośredniość i niejakie szaleństwo niejednokrotnie wpędzają Ulfa w niezręczne sytuacje. Powagi wszystkim wydarzeniom dodaje obecność wiecznie zdenerwowanego dziadka oraz pewna niedostępna dziewczyna, do której Ulf wzdycha w ukryciu. Czy takie wakacje można uznać za udane i szczęśliwe? Ależ tak! Ostrzegam tylko, że niektórych mogą zdziwić pewne sceny, gdyż kompletnie nie przystojną one dzieciom w tym wieku. Jednak ten, kto z dystansem spojrzy w swoją przeszłość potraktuje je z przymrużeniem oka i wyrozumiałością dla dziecięcej ciekawości świata i różnych - niekoniecznie odpowiedzialnych - doświadczeń, których są uczestniasmi bohaterowie tej publikacji.

 
 
"Nie wiem, dlaczego tak mnie bawiło straszenie babci. Może dlatego, że zawsze była taka spokojna. Zazwyczaj siedziała w fotelu przy oknie zanurzona w swoim własnym świecie, otoczona dymem tytoniowym jak bańką, łagodna i nieprzystępna. A dziś, kiedy byłem smutny i zły, tym bardziej miałem ochotę ją nastraszyć."
 
Książka ta została wydana w twardej okładce i jest sentymentalną podróżą do dzieciństwa autora, a dla wszystkich czytających ją dzieci obrazem niezapomnianych przygód i przykładem na to, że wakacje bez wynalazków współczesnej technologii mogą być wyjątkowe. Rozdziały są ciekawie zatytułowane oraz mają odpowiednią długość, dlatego ich czytanie nie ciągnie się w nieskończoność. Gdzieniegdzie pojawiają się ciekawe rysunki sprawiające wrażenie jakbyśmy czytali pamiętnik autora, chociaż pod względem technicznym tekst publikacji nie ma żadnych cech charakterystycznych tego gatunku literackiego. Ulf Stark dzieli się z nami osobistymi doświadczeniami ukazując nie tylko swoje wakacyjne przygody, ale także relacje rodzinne. Momentami wtrąca poważniejsze przemyślenia, dlatego wydawca dobrze określił grupę wiekową odbiorców. Podczas czytania niektórych scen wspólnie z pociechami możecie czuć się zażenowani, ale to także jest sprawdzian dla rodziców z gotowości do przeprowadzenia rozmowy na każdy temat. W końcu dziesięciolatki są już na tyle poważne, że zaczynają być zainteresowane wszelkimi tematami, dotyczącymi ich rozwoju - nie tylko emocjonalnego, ale także fizycznego.
 
Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja to epicka podróż do świata dziecięcych przygód z wakacyjnego okresu. Wartości dodaje jej to, że wydarzyły się one naprawdę i nie zostały w żaden sposób zmienione, upiększone ani ocenzurowane. Poczujcie zatem ducha wolności i przeżyjcie najbardziej zwariowane wakacje w waszym życiu, nie musicie wcale wyjeżdżać zbyt daleko, by dobrze się bawić.  

 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki.

sobota, 18 lipca 2020

Ulf Stark, Charlotte Ramel - "Siostrzyczka"

Autor: Ulf Stark
Ilustracje: Charlotte Ramel 
Tytuł: Siostrzyczka 
Wydawnictwo: Zakamarki 
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 28 
Ocena: 9/10
Wiek: 0+ 

Opis: 

Najpierw jej nie było.
Potem była piłką w brzuchu mamy.
Teraz jest moją siostrzyczką.


Prosta, ciepła historia o tym, jak to jest, kiedy na świecie pojawia się młodsze rodzeństwo. Początkowo nie można się z nim ani porozumieć, ani za bardzo pobawić, ale można – poczuć się dużym i odpowiedzialnym!


Recenzja:

Bycie jedynakiem, czy też jedynaczką ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Jednak myślę, że każde dziecko czuje się komfortowo z tym, że rodzice poświęcają całą swoją uwagę tylko jemu. Co prawda niektóre dzieciaczki marzą o braciszku lub siostrzyczce, ale nie do końca zdają sobie sprawę z czym i z kim będą musieli się zmierzyć, kiedy ich pragnienie się spełni. Wówczas często czują się zaniedbane, a nawet wykorzystywane przez rodziców do opieki nad nowym członkiem rodziny. Warto zatem uświadomić pociechom, które czekają na nowego członka rodziny lub już się go doczekali, jak od tej chwili będzie wyglądała ich codzienność. Bowiem mieć rodzeństwo to zaszczyt. Książka pod tytułem Siostrzyszka dla najmłodszych dzieci w przystępny sposób pokazuje tę relację. Czy zatem trzeba bać się często krzyczącego malucha, który jeszcze tak niewiele potrafi? Oczywiście - nie i okazuje się także, że troska o niego może być naprawdę ciekawym doświadczeniem.


W najbliższym czasie nie spodziewam się powiększenia mojej rodziny. Mój młodszy synek ma dwa latka, a starszy  już dziewięć. Mimo to postanowiłam zamówić tę książkę, ponieważ do tej pory nie natrafiłam jeszcze na taką skierowaną do najmłodszych czytelników, która w zaledwie kilkunastu zdaniach opisywałaby relację pomiędzy rodzeństwem. Śmiem zatem stwierdzić, że nawet jeśli w waszych domach także nie planujecie przywitania nowego członka rodziny, to możecie sięgnąć po Siostrzyczkę, by na jej przykładzie przekazać dzieciom jak ważna jest odpowiedzialność za drugą osobę. Nie ograniczam zatem grona odbiorców tej publikacji do mam będących w ciąży z drugą pociechą. Wiadomo, że maluchy lubią dzidziusie i lalki (nawet chłopcy), dlatego same przeglądanie ilustracji może okazać się dla nich ciekawym zajęciem. U nas tak właśnie się stało.

Bohaterem tej krótkiej historyjki jest chłopczyk, który został obdarowany przez rodziców i los siostrzyczką. Dowie się on, że słodziutki niemowlaczek niewiele potrafi. Oczywiście mama po urodzeniu córki ma swoje obowiązki, dlatego pewnego razu prosi chłopca o przypilnowanie śpiącej dziewczynki. Kiedy maleństwo się budzi, okazuje się, że tylko ssanie kciuka jest w stanie go uspokoić. Czy pomimo tego, że nowa osoba w domu nie ma jeszcze żadnych zainteresowań, zdoła zdobyć serce starszego brata? Wystarczy, że się uśmiechnie i zamknie oczka do snu, by tak się stało.




Autor swoim krótkim tekstem opisuje okres pojawiania się drugiego dziecka w rodzinie. Za pomocą prostych zdań przedstawia najmłodszym czytelnikom, co taki mały człowieczek potrafi i czego wymaga od najbliższych mu osób. Niewątpliwie książka zaciekawi każdego malucha, ale tego nieco starszego, a więc takiego, który rozpoczął już trzeci rok życia. Młodsze pociechy mogą jeszcze nie okazywać tak wielkiego zainteresowania tematem, ale widok  małego dzidziusia na ilustracjach bardzo ich zadowoli. Z przejęciem będą wskazywać na małe zawiniątko i ekscytować się obserwowanym maleństwem. Publikacja ta jest także subtelnym przekazem dla dzieci mających rodzeństwo, dotyczącym tego, że chociaż ich wspólna codzienność nie zawsze jest taka, jak tego oczekują, to warto być razem. Możemy ten przekaz odnieść nawet do każdego, bo przecież wspólne relacje wymagają poświęcenia, a to w konsekwencji owocuje chwilami pełnymi szczęścia.

Wydanie w twardej oprawie emanuje elegancją odznaczającą się nieskomplikowanym i prostym stylem. Ilustracje wykonano w sposób przejrzysty techniką przypominającą rysunek kredkami. Idealnie odzwierciedlają sens czytanego tekstu i nie są przeładowane zbyt wieloma szczegółami. Jedyny malutki minus jest taki, że książeczka nie posiada kartonowych stron, zatem trzeba być ostrożnym oddając ją w ręce chociażby dwulatków, którzy nie opanowali jeszcze odpowiedniego posługiwania się książkami. Więcej zastrzeżeń do Siostrzyczki nie mamy i musimy przyznać, że miło spędziliśmy z nią czas.

Siostrzyczka powita was krzykiem i płaczem. Żeby go opanować potrzeba czasu i poświęcenia. Dzięki niej przekonacie swoje pociechy, że warto mieć rodzeństwo, bo uśmiech śpiącego dziecka wynagradza wszelkie trudy, nie tylko rodzicom, ale także starszemu bratu lub siostrze. Na pewno nie pożałujecie, jeśli zaprosicie ją do własnego domu.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zakamarki.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Virginie Aladjidi, Emmanuelle Tchoukriel - "Ilustrowany inwentarz kwiatów"

Autor: Virginie Aladjidi 
Ilustracje: Emmanuelle Tchoukriel 
Tytuł: Ilustrowany inwentarz kwiatów 
Przekład i opracowanie: Magdalena Kamińska-Maurugeon, Katarzyna Skalska 
Wydawnictwo: Zakamarki 
Data wydania: 27 maja 2019 
Liczba stron: 60 
Ocena: 10/10 

Opis: 

Ilustrowany inwentarz kwiatów zawiera opisy i wizerunki 65 gatunków kwitnących roślin dzikich i hodowlanych. 
Emmanuelle Tchoukriel, ilustratorka specjalizująca się w sporządzaniu rycin naukowych, sportretowała kwiaty z precyzją i artyzmem godnymi przyrodników z minionych stuleci. Czarne kontury rysunków wykonała rapidografem i tuszem chińskim. Do kolorowania użyła akwareli, które nakładane z różną intensywnością, świetnie oddają bogactwo odcieni i faktur spotykanych w przyrodzie. 
Każda rycina opatrzona jest polską i łacińską nazwą, informacją o okresie kwitnienia, obszarze występowania, a także opisem wyglądu rośliny i kwiatu oraz różnymi ciekawostkami. 

Recenzja: 

Ilustrowane inwentarze od Zakamarków już od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie. I oto – dzięki uprzejmości wydawnictwa – w końcu jeden z nich trafił w moje ręce i to jeszcze ten najbardziej upragniony! Książeczka od razu skradła moje serce z wielu względów… 

Ilustrowany inwentarz kwiatów jest wydany po prostu zjawiskowo. Faktura okładki jest cudowna, a wnętrze – o mamo! Po prostu arcydzieło! Ryciny stworzone przez Emmanuelle Tchoukriel są niezwykle drobiazgowe i przepięknie ukazują rośliny – ich wygląd, barwy, znaki szczególne. Przed lekturą najpierw kilka razy przejrzałam tę pozycję, aby nacieszyć oczy, a i w trakcie lektury spędzałam mnóstwo czasu przy rysunkach. Gdzieniegdzie pojawiają się na nich nawet zwierzęta, owady i ptaki. 


No tak – od strony graficznej to cudo, ale jak jest z treścią? Muszę przyznać, że i tu zostałam pozytywnie zaskoczona. Czytelnika wita wstęp, który wyjaśnia nieco na temat roślin oraz bardziej specjalistycznego nazewnictwa poszczególnych ich elementów, opowiada również o ich rozmnażaniu oraz sposobie wzrostu. Dalej przechodzimy do rozdziałów podzielonych pod względem koloru kwiatów (bardzo ciekawy zabieg, swoją drogą), gdzie możemy nieco dowiedzieć się o różnych – bardziej konkretnych roślinach. Informacje te obejmują – w tym wypadku – nazwę polską, łacińską, rodzinę, maksymalną wysokość, kwitnienie oraz opis. Większość z nich było mi bardzo dobrze znanych (ukończyłam architekturę krajobrazu), ale i tak miło było sobie przypomnieć o nich wiedzę i ją uzupełnić. Warto tutaj również dodać, że moja dwunastoletnia siostrzenica również straciła głowę dla tej pozycji – wszak chce zostać ogrodnikiem. 

Ilustrowany inwentarz kwiatów to pozycja dla każdej osoby, która kocha rośliny i chciałaby się nieco więcej dowiedzieć na ich temat. Myślę, że każda dziewczynka będzie urzeczona tą książką i z przyjemnością zgłębi tajniki kolorowych kwiatów. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się zapoznać i z innymi inwentarzami, bowiem ta seria to jakiś kosmos! Polecam z całego serducha! 

czwartek, 6 grudnia 2018

Eva Susso - "Babo chce"


Autor: Eva Susso
Tytuł: Babo chce
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 28
Ocena: 10/10

Opis:

Binta tańczyła, Lalo grał na bębnie, a Babo, najmłodszy z rodzeństwa, po prostu CHCE odkrywać świat! To już trzecia pełna dźwięków i obrazów książka o wesołej rodzince. A autorzy podobno powoli myślą o kolejnej! Zgadnijcie o kim?

Oszczędna w słowach, ale za to pełna kolorów i dźwięków książeczka inspiruje dzieci i rodziców do wspólnej zabawy - nauki nowych sylab, wystukiwania rytmów i... ruszenia się z kanapy!

Ta radosna i pełna energii książka obrazkowa powstała we współpracy szwedzkiej pisarki Evy Susso z młodym francuskim ilustratorem Benjaminem Chaudem.

Recenzja:

Po sukcesie, z jakim w naszym domu spotkała się książka "Lalo gra na bębnie", z przyjemnością i dużą dozą ciekawości sięgałyśmy z córą po kolejną pozycję z serii Evy Susso. Tak, ja także, zwłaszcza że to właśnie najmłodszy z rodzeństwa skradł moje serce. Byłam ciekawa, co też wymyśli Babo - mały ancymonek, który zawsze robił wszystko na przekór.

"Babo chce" to historia bardzo życiowa, bo pokazująca, że największą atrakcją dla malucha nie są zabawki, ale odkrywanie świata. Babo na spacerze ze starszą siostrą wciąż chce oglądać nowe miejsca, rzeczy, wszystko to, co go otacza. Ajsza chętnie podejmuje to wyzwanie, a towarzyszą im nieodłączni towarzysze - pies i kura. I trzeba przyznać, że sympatyczne rodzeństwo spotyka na swojej drodze wiele ciekawych postaci. Począwszy od łosi, a skończywszy na moich i Zosi faworytach - dzikach.

I tym sposobem doszliśmy do największego fenomenu tej książki, zresztą - całej serii. Wesołe dźwieki - boję używać się w tym przypadku określenia dźwiękonaśladowcze - bawią, ale tak porządnie, szczerze, przywołując uśmiech na twarz. Nie tylko moją, bo i piętnastomiesięcznej córy. Bo i jak się nie uśmiechnąć do rodziny dziczków, które robią: chrumsu-chrum, chrimsu-chram! Dodajmy do tego kurę, która fruwając, wydaje z siebie wdzięczne: szastu-prast i uciekającą Ajszę: czmychu-myk i mamy lekturę pełną rytmu, wesołą i w sam raz dla uszka maluszka. 

Ilustacje są wyraźne, bez przesadnej ilości szczegółów, ale też jest ich na tyle, że można z powodzeniem pobawić się w szukaj i znajdź. My czynimy to z ochotą, poszerzając słownik córki, na razie jeszcze bez jego werbalizacji, ograniczając się do wskazywania określonych rzeczy.



Trudno mi stwierdzić, którą część tej serii woli moja Zosia, bo po obie sięgamy codziennie, najczęściej na jednym czytaniu się nie kończy, a trzeba zaznaczyć, że to córa wybiera sobie lektury - wszystkie książki leżą w zasięgu jej rączek, więc przynosi mi to, co aktualnie chce przeczytać. Eva Susso bezsprzecznie skradła nasze serca i jestem bardzo ciekawa, co też szykuje nam w części o Bincie. Ta książeczka jeszcze przed nami!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

piątek, 30 listopada 2018

Carl Johanson - "Autochody"


Autor: Carl Johanson
Tytuł: Autochody
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 36
Ocena: 8/10

Opis:

AUTOCHODY to obszerny katalog pojazdów lądowych z rzeczywistości i wyobraźni. Wśród powszechnie znanych traktorów, koparek czy ambulansów znajdziecie tu maszyny górnicze i pojazdy lotniskowe, a także motorakietę, pojazd zębaty, autokopter, frytkowóz, dżunglołaz czy autobus międzygalaktyczny.
Książka dla wszystkich kilkuletnich fanów motoryzacji, ale też dla tych, którzy lubią wymyślać, fantazjować i bawić się słowem. Liczba pojazdów, które można sobie wymyślić i nazwać, jest nieskończona, więc po lekturze zachęcamy do twórczej zabawy!

Recenzja:


Jako fance serii filmów o Transformersach od razu, gdy zobaczyłam ten tytuł, przyszły na myśl uwielbiane przeze mnie Autoboty z Optimusem Primem na czele. To była ta "iskra", która sprawiła, że sięgnęłam po książkę raczej dla chłopców, choć sama mam córkę, w dodatku chłopców sporo od niej starszych. Ale opłaciło się!

"Autochody" to książka... nieoczywista. Począwszy od enigmatycznego tytułu, który tak naprawdę mówi nam jedynie tyle, co okładka - będzie o pojazdach, po samą treść, która jest tak odjechana, że aż odjazdowa! Dodam, że chodzi tu o treść wizualną, bo ta słowna ogranicza się do podania nazw poszczególnych środków transportu. Tak więc cała publikacja składa się z obrazków, na których widnieją przeróżnej maści pojazdy - te rzeczywiste i... takie, jakich świat nie widział! Dziwne kształty, nie mniej freakowe nazwy, czyli wszystko to, co dzieciaki lubią najbardziej!

Część książki jest w kolorze, niektóre strony i elementy aż się o ten kolor proszą, co sprawia, że publikację nie tylko oglądamy, ale także aktywnie w niej działamy, a to niemała zaleta. Co więcej - dlaczego by nie stworzyć kontynuacji "Autochodów"? Ktoś tu pokazał, że pojazdem może stać się niemal wszystko, dlaczego zatem tej wiedzy nie wykorzystać i nie przełożyć na własne rysunki? Tak naprawdę ogranicza nas jedynie własna wyobraźnia, a tej dzieciom nie brakuje. 



Książka ma spory format oraz twardą, matową okładkę. Kreska ilustracji może nie do końca jest w moim guście, ale bezsprzecznie pasuje do publikacji o takiej tematyce. Warto jeszcze wspomnieć, że pojazdów w niej jest naprawdę dużo, więc nie znudzi się po kilku z nią kontaktach.

Podsumowując, porządna publikacja dla kilkulatków, którzy w sferze zabawy i zabawek najczęściej sięgają właśnie po samochody i inne pojazdy oraz interesują się motoryzacją. Dla nich przede wszystkim, ale tak naprawdę to fajna sprawa dla każdego dziecka, które chciałoby poza byciem biernym odbiorcą książki, także aktywnie ją tworzyć - może nawet kolejną część?

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

środa, 28 listopada 2018

Elsa Beskow - "Zimowa wyprawa Ollego"


Autor: Elsa Beskow
Ilustracje: Elsa Beskow
Tytuł: Zimowa wyprawa Ollego
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 32
Ocena: 10/10
Wiek: 3+

Opis:
Olle dostał od ojca nowe narty i nie może się doczekać, kiedy będzie mógł je wypróbować. A zimy jak nie ma, tak nie ma. Nareszcie przed Bożym Narodzeniem zaczyna sypać śnieg. Olle zakłada narty i wyrusza do lasu. Wokół jest tak pięknie, że Olle nie może się nadziwić. Kiedy nagle staje przed nim starzec przyodziany od stóp do głów w oślepiającą biel, Olle nie ma wątpliwości, że trafił do zaczarowanego lasu...

Recenzja: 

Totalnie uwielbiam tak wydane książki. Ten styl ilustracji, gramatura papieru, czcionka, a nawet rozplanowanie tekstu w jakiś specyficzny sposób przypominają mi dzieciństwo i książki, które czytała mi babcia. I może coś w tym jest, bo oryginał został napisany w 1907 roku. Mimo to, przez te ponad 100 lat historia wciąż urzeka - niepowtarzalna atmosfera książeczki nie zdezaktualizowała się ani odrobinę. 

A ilustracje są przecież tylko dopełnieniem cudownie baśniowego klimatu opowieści. Kilkuletni Olle marzy o wypróbowaniu nowych nart, dlatego nie może doczekać się zimy okraszonej porządnie sporymi opadami śniegu. Kiedy biały puch nareszcie się pojawia, jego radość nie ma końca, szczególnie, że mama pozwala mu zostać na dworze aż do zmroku. Uszczęśliwiony chłopiec, zachwycony malowniczym krajobrazem głośno dziękuje Królowi Zimy za przybycie. I właśnie w ten sposób zaczyna się jego wielka przygoda.
 





Ma zaszczyt poznać poczciwego Wujka Szrona, który staje się jego przewodnikiem po magicznym świecie śniegu i lodu – odwiedzają wspólnie pałac Króla Zimy i poznają małych pracusiów bez wytchnienia szykujących wymarzone prezenty dla dzieci – narty, sanki i łyżwy.
To odświerzający odpoczynek od komercyjnego wizerunku św. Mikołaja i jego fabryki pełnej elfów – oparty na tym samym schemacie, a jednak jakoś bardziej prawdziwy, być może ze względu na mniejszą krzykliwość. 

Książka jest pełna dziecięcego zachwytu zimą, odporności na chłód, wojen na śnieżki, bałwanów i śniegowych fortów. Od samego czytania zmarzły mi koniuszki palców – to najlepszy znak, że jestem już stara. A przecież jeszcze kilka (no dobra, może kilkanaście) lat temu najchętniej zamieszkałabym w igloo, a na nartach jeździła od rana do nocy. Aż trudno uwierzyć, że teraz przemykam tylko z domu do samochodu opatulona po sam czubeczek nosa i pompon futrzanej czapki. Obawiam się jednak, że niedługo zima na nowo otworzy przede mną swoje podwoje – w końcu ktoś będzie musiał gonić z Majką po całym tym śniegu. Czy mu się to podoba, czy nie. Kto wie, może my też trafimy na Wujka Szrona?

„Zimowa wyprawa Ollego” to świetny przedsmak śniegowego szaleństwa. Idealne dopełnienie pierwszych białych dni. 

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

środa, 21 listopada 2018

Jujja Wieslander, Tomas Wieslander, Sven Nordqvist - "Mama Mu na sankach"


Autor: Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
Ilustracje: Sven Nordqvist
Tytuł: Mama Mu na sankach
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 27
Ocena: 9/10
Wiek: 3+

Opis:

Czy krowy mogą jeździć na sankach? Ależ oczywiście, Mama Mu zrobi wszystko, by bawić się tak wesoło jak dzieci! Jak zwykle musi stawić czoła krytycznemu Panu Wronie, który każdy pomysł Mamy Mu kwituje wyniosłym oburzeniem.

Recenzja:

Czasami  wydaje się człowiekowi, że widział już wszystko. A wtedy trafia na książkę z krową zjeżdżającą na sankach na okładce. Za to moja córka ma ten widok „odhaczony” jeszcze przed ukończeniem trzeciego roku życia! I to i z przedniej i z zadniej strony!





Ale to nie jedyna wartość edukacyjna Mamy Mu! Ta przygoda uczy przede wszystkim nie przejmowania się porażkami i podchodzenia do upadków z uśmiechem na twarzy!
Mama Mu z zazdrością patrzy na dokazujące w śniegu dzieci gospodarza. Szczególnie kusząco wyglądają zjazdy na sankach, a już najfajniej upadki prosto w białe zaspy. Dzięki odrobinie perswazji udaje jej się przekonać Pana Wronę do wyjścia na dwór i pożyczenia zapomnianych przez maluchy sanek. I już po chwili oboje świetnie się bawią! Mama Mu zupełnie nie przejmuje się brakami w swoich umiejętnościach, a po ścięciu wszystkich tyczek ogłasza powstanie nowego stylu – slalomu prostego. Po upragnionym upadku w biały puch śmieje się głośno i radośnie czerpiąc z niego maksimum frajdy. 

Pan Wrona jest natomiast typem perfekcjonisty z zadatkami na niezłego szpanera – slalom wykonuje idealnie, prowadzi sanki stojąc na jednej nodze z zamkniętymi oczami i w dodatku tyłem, podlatuje przy podskokach i stale wymyśla coraz to nowe akrobacje. On nie planuje upadków. Ale jak to już z upadkami bywa – zazwyczaj planują się same. 

Ta książka to całkiem sporo czytania, bardzo dużo ilustracji, które zdecydowanie dominują nad tekstem i są absolutnie fantastyczne (za krowę na sankach przyznaję osobistego Oscara! A śmiejąca się krowa otrzymuje nominację), potężna dawka humoru i mnóstwo zimowej frajdy. 

Majka od dawna już męczy mnie o śnieg i sanki – jak to dziecko. Ale tym razem nawet ja – najbardziej ciepłolubne stworzenie na świecie zatęskniłam za odrobiną zimowego szaleństwa. 

Śniegu, przybywaj! Jesteśmy gotowi!

PS. Jak już trochę przyzwyczaiłam się do opryskliwego sposobu bycia Pana Wrony, tak tym razem „Odkracz się” wyjątkowo nie przypadło mi do gustu. Ale po prostu na razie go nie czytam. Może jak Majka podrośnie i będzie częściej spotykać się z takimi odzywkami, to się przeprosimy.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

środa, 3 października 2018

Jujja Wieslander, Tomas Wieslander - "Kajtek i Miś"


Autor:
Jujja Wieslander, Tomas Wieslander
Ilustracje: Olof Landström
Tytuł: Kajtek i Miś
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 126
Ocena: 9/10
Wiek: 3+

Opis:


Posłuchaj o tym, jak Kajtek prawie nauczył się pływać, jak próbował wbiec na drzewo i jak bawił się w pustynię w środku zimy. Częstą towarzyszką zabaw Kajtka jest Tosia. Każdego wieczora przed zaśnięciem Kajtek opowiada Misiowi o tym, co się wydarzyło tego dnia. I razem zasypiają.

Dla małego człowieka każdy, nawet najzwyklejszy dzień, może być przygodą!

Piętnaście opowiadań o Kajtku, Misiu i Tosi napisanych przez autorów książek o Mamie Mu – w sam raz do głośnego czytania najmłodszym – przed snem lub o każdej innej porze dnia.


Recenzja:

Chociaż moja Maja wciąż uwielbia historyjki opierające się głównie na obrazkach (nie ma co ukrywać – ja również mam do nich słabość), ma również coraz więcej cierpliwości do dłuższych tekstów i potrafi skupić się na tyle, by wysłuchać kilkustronicowej historii. 

Idealną pozycją dla dzieci na tym etapie czytelniczej przygody będzie „Kajtek i Miś”. To wymarzona pozycja na dobranoc, każdą z historyjek bo mały Kajtek opowiada swojemu misiowi przed pójściem spać relacjonując mu najbardziej ekscytujące wydarzenia danego dnia. 



A, jak zapewne każde małe dziecko, Kajtek ma sto pomysłów na minutę i każdy kolejny bardziej zaskakujący od poprzedniego. Dlatego też mali czytelnicy usłyszą (a nieco więksi przeczytają) o tym, jak Kajtek siedział na drzewie… na krześle, urządza sobie tajemną kryjówkę w kociej toalecie, uczy się liczyć na swoich „wojennych ranach”, piecze babeczki z błota, plami misia krwią podczas swojej pierwszej wizyty w szkole, czy zajada kanapkę z ciężarówką.

A w większości przygód ochoczo towarzyszy mu najlepsza przyjaciółka – Tosia. Wiadomo, że z dziewczynami broi się najlepiej! 

Opowiadania są pełne energii, ciepłe i bardzo pozytywne. Mają też ten niepowtarzalny klimat "opowieści do poduszki". Ale nie jest to bynajmniej różowa, wydelikacona rzeczywistość, bo nie brakuje tu również momentów grozy – bólu przytrzaśniętych palców, ani łez rozpaczy po rozdeptaniu ukochanej myszki i na mysim pogrzebie. Nie da się ukryć, że historyjki chwytają za serce – i te radosne i te straszniejsze i te smutniejsze też. Chociaż wesołe mają zdecydowaną przewagę.

Moja dwuipółlatka jeszcze nie docenia tego typu ilustracji – nielicznych, monochromatycznych i subtelnych szkiców piórkiem dopełniających każdą z opowieści, za to mi bardzo przypadły do gustu. Podobnie jak samo wydanie książki – nareszcie trafiłam na taką pozycję, która odpowiada na moje wysokie wymagania i jej twarda oprawa ma łagodnie zaokrąglone rogi.

Zazwyczaj czytamy przed snem po dwa, a nawet trzy opowiadanka (to jedna z pierwszych książek, w której moja córka używa zakładki!), a mimo to wciąż nie znamy jeszcze wszystkich przygód Kajtka. Cóż jednak poradzić, że najulubieńsza historia o uczeniu się pływać i taplaniu w błocie musi być czasami czytana dwa razy pod rząd? Przez kilka wieczorów pod rząd? ;)

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.

środa, 26 września 2018

Astrid Lindgren, Ilon Wikland - "Bullerbyn. Trzy opowiadania"

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ilon Wikland
Tytuł: Bullerbyn. Trzy opowiadania
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 88
Ocena: 11/10
Wiek: 3+

Opis:

Dzieci z Bullerbyn nigdy się nie nudzą. Wiosną Lisa, Lasse, Bosse, Olle, Britta i Anna chodzą po płocie, ujeżdżają byka, włażą w kałuże i wpadają do strumienia. Z okazji Dnia Dziecka wymyślają mnóstwo zabaw dla małej Kerstin. Gdy zbliża się Boże Narodzenie, pomagają w przygotowaniach — zwożą drzewo na opał, ścinają w lesie choinki, pieką pierniczki i pakują prezenty.

Recenzja:

„Dzieci z Bullerbyn” to jedna z tych książek z dzieciństwa, z którymi wiążą się same fantastyczne wspomnienia (zapewne nie tylko w moim przypadku) – czytałam wielokrotnie, omawiałam w szkole, widziałam w teatrze a nawet sama brałam udział w przedstawieniu - i nie mogłam się już doczekać, kiedy przedstawię całą tą dzieciarnię mojej córce.

Kiedy trafiłam na pięknie dużą, cudownie kolorową książkę od Zakamarków, zawierającą trzy opowiadania prosto z Bullerbyn, całym sercem zapragnęłam ją mieć. Rozsądek walczył jednak z miłością od pierwszego wejrzenia - miałam w końcu gdzieś w domu dziadków wydanie z własnego dzieciństwa zawierające cały zbiór historii z tej malowniczej szwedzkiej wioski w jednym tomie, z dużą czcionką idealną do czytania przez początkujących. Mimo wszystko poszłam za głosem serca i wzięłam dla córki tą pięknie ilustrowaną wersję – nawet jeśli okrojoną. Pomyślałam, ze zaczniemy pomalutku – na początek tylko trzy opowiadania, za to idealne na prawie każdą porę roku, bo zajedziemy tam i wiosnę, i początek lata i czar Bożego Narodzenia.

Zatem usiadłyśmy do lektury. Czytam, czytam, czytam i nie mogę sobie przypomnieć tych historii! W ten oto sposób odkryłam trzy nieznane mi dotąd opowiadania uzupełniające przygodę mojego dzieciństwa. No cóż, lepiej późno, niż później! Poczułam się za to, jakby Gwiazdka przyszła wcześniej w tym roku.








Bullerbyn jest piękne w opisie i równie piękne na ilustracjach, które dodatkowo pobudzają wyobraźnię. A tych jest tu mnóstwo! Zajmują całe strony i połówki stron. Są na nich koty ciągnięte za ogon, urocze jeżyki i jagniątka, Britta chodząca po dachu, tańce wokół ogniska i wokół choinki, domek na łące, śniegowe kule, kury i małe prosiaczki, Kerstin w balii pełnej wody i mnóstwo innych rzeczy. Obrazki są genialne – duże, szczegółowe, kolorowe i w tym niepowtarzalnym, bullerbianym stylu.

Jako, że moja córka jest jeszcze mała i czytamy razem, ta obrazkowa wersja sprawdziła się idealnie – opowiadania są tylko trzy, dzięki czemu mój maluch nie zdąży się znudzić, a naprawdę jest na czym zawiesić oko. I to prawie trzyletnie i to ponad dwudziestopięcioletnie. Z pewnością sięgniemy po kolejne tomy tego cyklu jak tylko skończymy się ekscytować tą częścią i będziemy znały na pamięć każde zdanie i każdy obrazek. A na to się właśnie zanosi.

Minusy? Nieszczególnie wygodnie czyta się z dziecięciem na kolanach. Wolałabym orientacje pionową, niż poziomą. Podejrzewam jednak, że format książki jest wymuszony przez ilustracje, czyli trzeba cierpieć, żeby obcować z pięknem.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zakamarki.