Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2020

Justyna Bednarek - "Koperta z kotem"; "Koty i kotki"

Autor: Justyna Bednarek
Ilustracje: Maja Barska; Magda Kozieł-Nowak
Tytuły: Koperta z kotem; Koty i kotki
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 11.03.2020
Liczba stron: 32   
Ocena: 8/10
Wiek: 5-7 lat

Opis:

 Janek chce zrobić niespodziankę swoim kuzynkom, które kochają zwierzęta. Chciałby wysłać im psa i kota… tylko jak zmieścić zwierzaki do koperty?
„Koperta z kotem. Czytam sobie. Poziom 1” to pełna uroku książeczka do nauki czytania dla najmłodszych dzieci. Duża czcionka i napisana prostym, zrozumiałym dla maluchów językiem historia autorstwa Justyny Bednarek sprawią, że pierwsza przygoda z czytaniem stanie się łatwa i przyjemna. Ćwiczenia głoskowania ułatwią lekturę, a piękne ilustracje Mai Barskiej będą doskonałym uzupełnieniem tekstu.
***
Co może się wydarzyć, gdy dwa koty, Bazyli i Cyryl, wybiorą się na spacer nad staw? Kogo spotkają podczas swojej wycieczki? Czy uda im się złapać rybę, a przy tym nie wylądować w wodzie? Wyrusz na wycieczkę wraz z kocim duetem!
 
„Koty i kotki. Czytam sobie. Poziom 1” Justyny Bednarek to doskonały sposób na naukę czytania dla najmłodszych dzieci. Prosta historia z sympatycznymi bohaterami wciągnie najmłodszych, a duża czcionka i krótkie, zrozumiałe zdania nie sprawią problemu początkującym czytelnikom. Lekturę ułatwią także umieszczone w ramkach ćwiczenia głoskowania. 

Recenzja:

Koty to ulubione zwierzątka wielu dzieci. Miło jest przytulić się do takiego puchatego zwierzaczka i posłuchać, jak mruczy z zadowolenia. Mam wrażenie, że książki dla dzieci o kotach zawsze będą modne. Ostatnio w nasze ręce trafiły dwie książeczki z serii Czytam sobie, z poziomu pierwszego, od wydawnictwa Egmont. Obie zawierają "koty" w tytułach, ale mam też wiadomość pocieszającą dla wielbicielów psów: otóż w jednej z nich znajdziecie wzmiankę także o nich. Jakie niespodzianki czekają na nasze dzieci po otworzeniu wspomnianych publikacji? Piękne ilustracje i duża czcionka to tylko dwa z wielu plusów ich wydania.



Chociaż mój starszy syn opanował już dobrze czytanie (a wierzcie mi nie było z tym tak łatwo) to staram się podsuwać mu także prostsze w odbiorze historyjki, by zachęcić go do samodzielnego sięgnięcia po ich lekturę. Książeczki z tej serii są ku temu idealne. Poza tym jestem pewna, że idealnie sprawdzą się, kiedy mój młodszy syn będzie na tyle duży, aby zacząć podejmować pierwsze próby odczytywania wyrazów i zdań. Już teraz z zaangażowaniem przegląda strony owych książek, chociaż to widok kotków jest w tej chwili dla niego najbardziej zachęcający. Na czytanie przyjdzie jeszcze pora! To zadanie dla co najmniej pięciolatków. I dla takich dzieci jest dedykowana ta seria. Wydawca określił górną granicę wieku odbiorców serii na siedem lat, jednak myślę, że starsze dzieci też mogą z niej wiele skorzystać.

Koperta z kotem to historyjka o magii tradycyjnego wysyłania pocztówek. Podbarwiona jest nieco humorem, więc z pewnością podczas czytania zauważymy na buzi dziecka szeroki uśmiech, a może nawet lekkie zdumienie... Dzięki tej opowieści maluchy nie tylko potrenują czytanie, ale dowiedzą się o procedurze wysyłania i adresowania pocztówek oraz zrozumieją, że elektroniczna wiadomość ma znacznie mniejszą wartość niż list papierowy. To w dzisiejszych czasach ważny przekaz i cieszę się, że autorka zdecydowała się poruszyć taki właśnie temat w książce dla najmłodszych czytelników.



Natomiast Koty i kotki to książeczka opowiadająca o przygodzie Bazylego i Cyryla, którzy wyszli na spacer i spotkało ich coś niepokojącego. Czy wszystko skończyło się szczęśliwie i para rozrabiaków wyszła cało z opresji? Z pomocą przyjdą im inne kotki, więc z pewnością nie będzie tak strasznie. Nie martwcie się zatem! Poprzez tę historię dzieci poznają źródła niebezpieczeństw podczas samotnych spacerów, a także istotę pomocy dla innych. Nieskomplikowana w odbiorze historyjka wywoła u  naszych pociech trochę emocji i nauczy, jak odpowiednio sobie z nimi radzić oraz jak postępować w przypadku zagrożenia. Oczywiście w tekście nie ma tego wszystkiego opisanego dokładnie, gdyż zdań jest w nim naprawdę niewiele, ale są one doskonałą inspiracją dla rodziców do przeprowadzania ciekawych rozmów z dzieciakami.


Książeczki te są bogato ilustrowane. Rysunki są kolorowe i estetyczne. Można się nimi naprawdę zachwycić. Jeśli zatem szukacie książki do nauki czytania to koniecznie sprawdźcie te oraz inne tytuły z serii Czytam sobie. Seria ta składa się z trzech poziomów. Recenzowane tytuły pochodzą z poziomu pierwszego, w którym dzieci uczą się składania słówek. Na każdej stronie znajduje się tylko jedno zdanie, co nie przeraża dzieci i sprawia, że ich nastawienie do nauki czytania staje się odpowiednie i chętnie podejmują wysiłek, by odczytać konkretną wypowiedź. Niektóre wyrazy zostały podzielone na litery, co jest doskonałym ćwiczeniem wspomagającym czytaniem, nazywanym głoskowanie. Na końcu książeczek umieszczono naklejki oraz dyplomy mające docenić pracę dzieci. Dodatkowo na mistrzów czytania czekają trzy zadania, które będą sprawdzeniem ich koncentracji i rozumienia czytanego tekstu.



Koperta z kotem oraz Kotki i koty to pouczające, mądre i ciekawe historyjki wspomagające naukę czytania. Interesująca treść i przystępna dla maluchów forma wydania to idealny początek fascynującej pasji, którą jest czytelnictwo. Koniecznie sprawdźcie, jakie wrażenie zrobią na waszych dzieciach, zwłaszcza jeśli szukacie krótkich historyjek. Pamiętajcie przy tym, że czasami wrzucenie ich a głęboką wodę daje spodziewane efekty. Podsuwajcie tym starszym do czytania także trudniejsze teksty, a owe książeczki będą dla nich doskonałym przerywnikiem i wytchnieniem w niekiedy ciężkiej nauce czytania. Zatem: powodzenia!

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

niedziela, 23 czerwca 2019

Lucy Branam, Rogerio Coelho - "Ośmiornica na dachu"

Autor: Lucy Branam
Ilustrator: Rogerio Coelho
Tytuł: Ośmiornica na dachu
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 32
Ocena: 7/10
Patronat Bajkowiru

Opis: 

Kiedy mała Nora słyszy cichutkie stuk, puk w okno, nie spodziewa się, że na dachu domu siedzi wielka ośmiornica. Ośmiornica okazuje się bardzo sympatyczna, pomaga wszystkim mieszkańcom i Nora szybko się z nią zaprzyjaźnia. Ale pewnego ranka ośmiornica znika… Na szczęście zjawia się znowu… I to w jeszcze bardziej niespodziewanym miejscu!

Recenzja:

Ośmiornica na dachu - już sam tytuł tej książeczki zapowiada nietuzinkową opowieść i jestem przekonana, że wiele osób zwróci na nią uwagę właśnie przez miano. Bajka Lucy Branam to historia faktycznie oryginalna i dość absurdalna, jednakże ma mnóstwo uroku w sobie, który bez wątpienia pokochają zarówno dzieci, jaki i rodzice! 

Fabuła jest prosta – nagle na dachu jednego z domów pojawia się OGROMNA ośmiornica. Budzi duże zainteresowanie i popłoch wśród mieszkańców, ale – na szczęście – szybko okazuje się, że to stworzenie przyjazne i niezwykle pomocne! Wyrywa chwasty z doniczek, wyprowadza na spacer psy, pomaga listonoszowi roznosić listy… Bardzo też zaprzyjaźnia się z Norą i chętnie spędza czas z nią oraz jej przyjaciółmi. Prawdę mówiąc – brakuje tutaj jakiejś puenty, ciekawego zakończenia, niemniej historia ukazuje piękno przyjaźni i to jest najważniejsze! 


Nie można przejść też obok ilustracji Rogerio Coelho. Szata graficzna książki jest nieziemsko interesująca – geometryczno-marzycielska, pełna niesamowitych barw i interesującego sposobu kolorowania! Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, bowiem postaci odrobinę przypominają drewniane, misterne rzeźby, a od kolorów (oj, wiem, że się tutaj powtarzać) wzroku po prostu nie można oderwać. Każdy zakocha się w rysunkach w tej książeczce, KAŻDY! 

Ośmiornica na dachu to przeurocza opowiastka w zjawiskowej otoczce. Piękne ilustracje, ciepła treść oraz wydanie – niestandardowy rozmiar, twarda oprawa, przyjemne w dotyku strony – sprawiają, że jest to must have każdego dziecka. Jeśli szukacie atrakcyjnego prezentu dla swojego malucha, a konkretnie lekkiej i inspirującej artystycznie książeczki – jest to pozycja dla Was! Polecam z całego serducha!

środa, 28 lutego 2018

Roger Hargreaves - "Pan Bałagan", "Mała Pomocnica"



Autor: Roger Hargreaves
Tytuł: Pan Bałagan; Mała Pomocnica
Seria: Mr. Men; Mała Miss
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 32
Ocena: 6/10
Wiek: 2+

Opis:

„Pan Bałagan był największym bałaganiarzem, o jakim kiedykolwiek słyszeliście. Był bałaganiarzem, ponieważ robił bałagan we wszystkim, czego się tknął. (…) O tak, pan Bałagan był bałaganiarzem z nazwiska i urodzenia!”

Pan Bałagan mieszkał w zabałaganionym domu z jeszcze bardziej zabałaganionym ogrodem. Ze ścian domu obłaziła farba, w oknach brakowało szyb, trawa w ogrodzie nie była nigdy koszona, a rabatki z kwiatami dawno zarosły chwastami. Pan Bałagan uwielbiał to miejsce i doskonale się w nim czuł, mimo że często potykał się o porozrzucane wokół rzeczy. Sam też niezbyt często się mył, a jego włosy chyba nigdy nie widziały grzebienia. Pewnego dnia Pan Bałagan wybrał się na spacer do pobliskiego lasu. Co się tam wydarzyło? Przekonajcie się sami.

„Mała Pomocnica należała do tych osóbek, które uwielbiały wszystkim pomagać,
ale nigdy im z tego nic nie wychodziło. Wiecie, jak to jest, prawda?”

Ulubionym zajęciem Małej Pomocnicy jest pomaganie. Nieważne, czy ktoś sobie tego życzy czy nie, Mała Pomocnica spieszy z pomocą. Jej przyjaciele raczej nie są tym zachwyceni i od razu odmawiają, bo zazwyczaj nic dobrego z tego pomagania nie wynika, ale Małej Pomocnicy odmowa nigdy nie zniechęca. Mimo najlepszych chęci, pomoc jej nigdy nie wychodzi, bo jest dość niezdarną osóbką. Ale kto by się tym przejmował!
Pewnego dnia Pan Radosny zachorował na różyczkę. Lekarz polecił mu leżeć w łóżku, brać lekarstwo i się wygrzewać. Mimo, że Pan Radosny nie potrzebował żadnej pomocy, Mała Pomocnica zjawiła się u niego błyskawicznie. I postanowiła, mimo protestów, pomóc Panu Radosnemu i posprzątać jego dom. Pamiętajcie, że z Małą Pomocnicą nawet małe sprzątanie potrafi zamienić się w niezwykłą przygodę. Jesteście ciekawi?

Postaci Mr. Mena i Małej Miss narodziły się pewnego dnia w 1971 roku, przy śniadaniu, za sprawą ośmioletniego wówczas syna autora, który zapytał go o to, jak wyglądają łaskotki. Kreatywny tata postanowił je…narysować i tak powstała pierwsza postać serii, a po niej kolejne. Od tamtej pory, mimo upływu lat, Mr. Men i Mała Miss zdobywają serca kolejnych pokoleń dzieciaków na całym świecie. Do dziś sprzedano ponad 100 milionów egzemplarzy książek, na ich podstawie powstały seriale, wydano płytę z piosenkami Mr. Mena, a półki sklepowe uginają się od gadżetów związanych z serią.

W tym roku wreszcie polscy najmłodsi miłośnicy książek będą mogli poznać i pokochać tych bohaterów. Proste, przejrzyste i kolorowe ilustracje oraz pełne humoru opowieści z morałem z pewnością spodobają się i dwulatkom, i dzieciom w wieku przedszkolnym. Każda z książek to osobna historia, której bohaterem jest emocja czy element osobowości. Zapraszamy do odkrywania ich z Mr. Menem i Małą Miss.

Recenzja:

Dwa cykle książeczek o przygodach sympatycznych animizacji to nowość od Wydawnictwa Egmont. Jeden z nich zrzesza bohaterów męskich, drugi żeńskich i choć z założenia seria Mała Miss powstała z myślą o dziewczynkach, a Mr. Men o chłopcach, to moja Majka zupełnie nie przejęła się takimi konwenansami. Bo czy dziewczynka nie może być marudą, a chłopcy nie bywają kapryśni? Najważniejsze, że każda z miniaturowych książeczek poświęcona została opisaniu pewnej cechy charakteru – pozytywnej lub niekoniecznie.


Pan Bałagan jest mistrzem nieporządku – ma harmider w swoim domku, w swoim ogródku i w swoim życiu. Pewnego dnia podczas spaceru odkrywa po drugiej stronie lasu pięknie wysprzątaną posesję. W ten sposób poznaje panów Czystego i Schludnego, który biorą go w obroty. Zabawna i bez wątpienia edukacyjna historia, ukazująca szkodliwość nadmiernego bałaganu (nasz bohater stale potyka się o swoje rzeczy) i przyjemność, jaką daje przebywanie w czystej i uporządkowanej przestrzeni. Nie bardzo podoba mi się za to, że Pan Bałagan nie sprząta samodzielnie, ani nawet nie pomaga – jego goście robią wszystko za niego. A to już zdecydowanie mniej pouczające…




Mała Pomocnica jest za to uosobieniem powiedzenia, że „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Za wszelką cenę stara się pomóc wszystkim wokoło, ale jej starania nigdy nie przynoszą nic dobrego. Wrodzona niezdarność i roztrzepanie sprawiają, że z Małej Pomocnicy jest wręcz więcej szkody, niż pożytku. A że nadrabia swoje braki nachalnością i entuzjazmem, naprawdę trudno się od niej opędzić… W tym przypadku nie do końca mi się spodobało, że bohaterka nie widzi swoich błędów i nie wyciąga z nich wniosków, przez co historia tak naprawdę nie ma morału. Chyba, że główną myślą byłaby przestroga przed przyjmowaniem pomocy, a tu chyba nie do końca o to chodzi… Do samej pomocy też niestety nie zachęca, spodziewałam się czegoś innego po tej pozycji.




Choć  wszystkie cechy zostały do pewnego stopnia zantropomorfizowane – zostały wyposażone w rączki, nóżki i całą gamę grymasów – wizualnie nie mają za wiele wspólnego z ludźmi. Wręcz przeciwnie, prezentują sobą całą gamę wielokolorowych cudaczków – kanciastych, obłych lub zwichrowanych. Nieskomplikowane ilustracje w soczystych kolorach wypełniają zawsze prawą stronę otwartej książeczki idealnie dopełniając tekst ze strony lewej.

Wielkim atutem książeczek jest ich rozmiar – są cieniutkie, malutkie i bardzo lekkie – zmieszczą się nawet w najmniejszej maminej torebce. I to kilka naraz! Dzięki temu okażą się prawdziwym ratunkiem w kolejce do lekarza, na placu zabaw, czy w autobusie. Kolejnym dużym plusem jest mała cena - ok 5 zł, choć widziałam nawet za 3! Jest to zatem świetny pomysł na symboliczny prezencik „bez okazji”. Ponadto obie serie są bardzo rozbudowane – Małą Miss to ponad 30 części, a Mr. Men prawie 50 – mogą zatem stać się zaczątkiem pierwszych kolekcji maluszka – zawsze to zdrowsze hobby niż żetony z chipsów, czy naklejki z gum do żucia ;)

To prawda, obie serie mogą kojarzyć się z niekoniecznie edukacyjnym „przyklejaniem etykietek”, ale moim zdaniem nie zostało to przedstawione w szkodliwy sposób. Chciało raczej o przedstawienie danej cechy lub emocji, dokładnego opisania jej kontekstu i jak najprostszego wytłumaczenia dziecku co tak właściwie się z nim dzieje. Choć przyznam, że „naprawianie na siłę”, np. Pana Bałagana, to niekoniecznie trafiony pomysł. W końcu nie ma nic złego w małym rozgardiaszu od czasu do czasu :)
Pomysły są super, podobnie jak sama wizualizacja abstrakcyjnych pojęć, za to nieszczególnie pasują mi „walory edukacyjne” książeczek, które miałam przyjemność przetestować.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.