Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo EGMONT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo EGMONT. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Kami Garcia, Gabriel Picolo - "Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven"

Scenariusz: Kami Garcia
Ilustracje: Gabriel Picolo
Tytuł: Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven
Cykl: DC powieść graficzna 13+
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 9 marca 2022
Liczba stron: 192
Ocena: 8/10

Opis:

Zdawałoby się, że to zdarzyło się lata temu, ale minęło ledwie kilka dni, odkąd Rachel Roth odzyskała pamięć, uwięziła demonicznego ojca Trigona w swoim amulecie i opłakiwała złamane po raz pierwszy serce. Nie ma jednak czasu, by zamartwiać się przeszłością… Musi znaleźć sposób, by na dobre pozbyć się Trigona. Garfield Logan wciąż nie może uwierzyć, że ma moc przemiany w zwierzęta. Ponadto kontrolowanie nowo odkrytych zdolności jest trudne, a ich nieprzewidywalna natura może mieć niebezpieczne konsekwencje. Świadomość, że rodzice ukrywali przed nim taki sekret, powoduje, że czuje się bardzo samotny. Oboje szukają odpowiedzi, których udzielić może tylko jedna osoba: Slade Wilson. Kiedy Raven i Gar wpadają na siebie w Nashville, czują, że rodzi się między nimi więź, mimo tajemnic, które próbują przed sobą ukryć. Wiele zaufania i odwagi będzie potrzebne, by zaleczyć rany z przeszłości. Czy zdołają znaleźć w sobie akceptację tych najmroczniejszych stron? A może nawet miłość?

Recenzja:

DC powieść graficzna 13+ to jeden z moich ulubionych obecnie wydawanych cykli komiksów. Mam ogromną słabość do superbohaterów, Młodych Tytanów i całej reszty, bo – bądź, co bądź – przy opowieściach i kreskówkach o nich się wychowałam. Ta seria to dla mnie odświeżenie znanych postaci w nietuzinkowy sposób – zarówno znakomicie napisany, jak i barwny, gdyż w tych kolorowych kadrach można się zakochać!

Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven
to kolejna fantastyczna przygoda ze znanymi mi bohaterami. Niestety, nie miałam jeszcze przyjemności z komiksem o Raven, więc – można rzec – rzuciłam się na nieco głębszą wodę, jednak nic bardziej mylnego. Nawet osoby, które nie znają wcześniejszych tytułów z cyklu bez trudu się tu odnajdą, a to wszystko przez wzgląd na fenomenalny scenariusz – nie zdradza on co prawda zbyt wielu szczegółów z innych części, ale dostarcza nam istotnych informacji, dzięki czemu bez trudu odnajdujemy się w tej przygodzie. Oj, a dzieje się tutaj wiele…

Większość komiksu skupia się tutaj na poznaniu się i rozwijającej relacji pomiędzy Garem (Beast Boyem) a Raven (Rachel). Muszę przyznać, że to para – choć z pozoru różna – naprawdę świetnie się dogaduje (no, może nie od początku), a więź pomiędzy nimi wypada autentycznie i… urzekająco. Naprawdę, rzadko kiedy shipuję postaci od razu, a tutaj… hmm… naprawdę, nie miałam wyjścia! Żałuję, że nie do końca wiedziałam, co przeżyła tytułowa bohaterka wcześniej, jednak mam zamiar szybko nadrobić ten brak, aby w pełni ujrzeć tę historię! Warto tu dodać, że kwitnąca przyjaźń – a raczej coś więcej – pomiędzy bohaterami to nie jedyny tu wątek – czyha na nich niebezpieczeństwo. Jeśli jesteście ciekawi jakie – koniecznie musicie sięgnąć po ten komiks, bo nic więcej Wam nie zdradzę!

Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven to cudownie wydany komiks, który jest ucztą zarówno dla oczu, jak i dla ducha, gdyż jego treść jest pełna emocji i przygód! Przy tym tytule można się wzruszyć, zaśmiać się w głos i przeżyć dreszczyk emocji – z całą pewnością to pozycja bardzo atrakcyjna dla nastolatków, jak i młodych dorosłych! Jeśli macie w rodzinie miłośników niebanalnych bohaterów o nadprzyrodzonych mocach – jestem przekonana, że w tym tytule (jak i wszystkich innych z tego cyklu) zakochają się bez pamięci! Polecam z całego serca!

P.S. Stylówa Raven jest GENIALNA! <3

niedziela, 8 sierpnia 2021

Alex Alice, Alain Ayroles - „Chimery Wenus. Tom 1”

Scenarzysta: Alex Alice, Alain Ayroles
Ilustrator: Etienne Jung
Tytuł: Chimery Wenus. Tom 1
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 28 lipca 2021
Liczba stron: 56
Ocena: 9/10

Opis:

Seria „Chimery Wenus” to seria poboczna „Gwiezdnego zamku”. Podbój kosmosu trwa! W 1873 roku, gdy imperia lądowe walczą o panowanie nad Układem Słonecznym, aktorka Helena Martin wyrusza na Wenus w poszukiwaniu swojego narzeczonego, więźnia skazanego przez Napoleona III. Na tej odległej planecie grozi kobiecie mnóstwo niebezpieczeństw, chociażby zamieszkujące ją groźne dinozaury. Ta niezłomna aktorka operetkowa wyruszy przez dżunglę opanowaną przez dinozaury i szalejące oceany do najdziwniejszych granic gwiazdy, gdzie natknie się na pozostałości tajemniczej cywilizacji.

Recenzja:

Na wstępie szczerze Wam przyznam, że absolutnie nie znam Gwiezdnego zamku, niemniej opis Chimery Wenus tak ogromnie mnie zaintrygował, że wprost nie mogłam sobie odmówić lektury tego komiksu. I bardzo się cieszę, że tego nie zrobiłam i – jako, że jest to seria poboczna, historia równoległa do tej stworzonej w pierwotnym cyklu – sprawie odnalazłam się w treści całkiem, a jakiekolwiek ewentualne braki w znajomości świata nie popsuły mi w żaden sposób frajdy z czytania.

Chimery Wenus
są dość specyficznym komiksem, który według mnie jest bardziej dla młodzieży, niż dla dzieci (a w kategorii dla młodszych figuruje na stronie EGMONTu). Przede wszystkim ma on nieco większy próg wejścia – nie tylko przez soczyste wątki sci-fi, ale i nawiązania historyczne, o których młody czytelnik pojęcia może nie mieć. Co więcej, przedstawione tematy są tutaj raczej dojrzałe, chwilami nieco filozoficzne, innym razem kłaniają się ku szeroko pojętym naukom bardziej ścisłym. Oczywiście, nie brakuje w tym komiksie i humoru, ale nie jestem pewna, ale nie każdy dowcip jest też skierowany do mniejszego odbiorcy – mam tu na myśli choćby podekst subtelnie seksualny. Dla mnie jednak, jako dorosłego odbiorcy, Chimery Wenus okazały się najprawdziwszą ucztą i fenomenalną rozrywką – i od strony fabularnej, i od strony wizualnej.

Ilustracje Etienne’a Junga to jest mistrzostwo świata. Na samym początku witają nas intrygujące wycinki z gazet, a sam komiks graficznie przypomina mi animację Anastazji z 1997 roku, jeden z moich ulubionych filmów animowanych, co z całą pewnością również pogłębiło moją sympatię do tego tytułu. Kadry tutaj są jednak znacznie bardziej barwne, a zachwycają nie tylko historyczne stroje i salony, ale i ilustracje elementów fantastycznych. Na kadrach pojawiają się między innymi fenomenalne wynalazki, dinozaury oraz… inne nieprawdopodobne istoty. Podobnie jak do treści, tak i tu mam zarzut do tego, że nie jest to komiks za bardzo dla dzieci – ot, pojawia się tutaj choćby krew czy niepokojące istoty…


Chmiey Wenus. Tom 1 to kawał fascynującej przygody, od której oderwać się jest rzeczą niemożliwą. Mamy tutaj fascynujące wątki nawiązujące do historii, cudowny klimat – iście pomieszanie czasów wiktoriańskich z science fiction, fenomenalnych bohaterów (dwoje głównych to sztos, gdyż obserwujemy na zmianę losy Heleny, aktorki operetkowej i jej ukochanego) oraz zjawiskową oprawę graficzną… Jestem absolutnie zakochana w tym tytule i polecam ją nastolatkom i dorosłym, bo dla dzieci taki tytuł to jednak za wcześnie. Wiedzcie, że to prawdziwe cudo!

niedziela, 1 sierpnia 2021

Cykl Najwybitniejsi Naukowcy - „Arystoteles”, „Einstein

Autor: Jordi Bayarri
Tytuły: Arystoteles. Głód wiedzy, Einstein. Przeskok kwantowy
Cykl: Najwybitniejsi Naukowcy
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 14 lipca 2021
Liczba stron: 48+48
Ocena: 9/10

Opis:

Arystotels. Głód wiedzy: Arystoteles już od najmłodszych lat chciał zdobywać jak najszerszą wiedzę o otaczającym go świecie. Interesowało go wiele zagadnień – od działalności człowieka, przez politykę i etykę, po wszystkie aspekty otaczającej go przyrody. Dzięki temu położył podwaliny pod rozwój logiki i nauk przyrodniczych, szczególnie astronomii, fizyki i biologii. W Atenach założył szkołę filozoficzną w”liceum”.

Einstein. Przeskok kwantowy: Czwarty tom kolekcji „Najwybitniejsi Naukowcy” opowiada o badaczu, którego teorie znają niemal wszyscy – Albercie Einsteinie, fizyku teoretycznym, filozofie nauki, pedagogu, wykładowca uniwersyteckim oraz laureacie Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1921 roku. Komiks pozwala poznać historię jego dzieciństwa, badań naukowych, fascynacji matematyką i muzyką, a także problemów ze znalezieniem pracy i kłopotów w czasie pracy nad odkryciami, dzięki którym zrewolucjonizował ówczesną fizykę. Teorie Einsteina fascynowały współczesnych mu naukowców i zwykłych ludzi. Sprawiły, że fizyka była na ustach wszystkich. Dzięki jego dokonaniom nastąpił wielki skok w naukach ścisłych. ogrodach Lykejonu, otaczających świątynię Apollina Likejosa, od której nazwy powstało słowo 

Recenzja:

Najwybitniejsi Naukowcy zawojowali nasze serca tomami pierwszymi, o Marie Składowskiej-Curie i Darwinie, dlatego nie mogliśmy przepuścić okazji, do komiksowego spotkania z kolejnymi osobami ze świata nauki. Ogromnie podoba mi się fakt, że przedstawia on postaci z doprawdy szerokiego naukowego grona i już nie mogę się doczekać tego, kogo pozwolą mojemu siostrzeńcowi poznać części kolejne!


Wydawnictwo EGMONT zdecydowanie umie zachęcić młodego człowieka do edukacji. Komiksy ponownie znakomicie wyglądają i są fantastycznie wydane. Mimo niewielkiego formatu oraz stosunkowo małej ilości stron, fenomenalnie potrafią przedstawić omawiane postaci. Wszystko to za sprawą przyjemnej dla oka kreski autora, kolorowej i sympatycznie przedstawiającej postaci oraz ich ważne naukowe dzieje. Komiksowe historie to jednak nie wszystko, gdyż w tych książeczkach znajdują się także biogramy najważniejszych osób w otoczeniu naukowych (które możemy poznać już w kadrach) oraz najważniejsze daty w życiu tytułowych bohaterów. Każdy komiks posiada także posłowie dr. Tomasza Rożka, którego wielu z Was pewnie kojarzy z kanału Nauka To Lubię (jeśli nie znacie tego kanału, szybko nadróbcie braki!). W dodatkowych materiałach znaleźć można i szkice, które… są po prostu bardzo miłe dla oka. ;)


O fabule komiksów możecie przeczytać więcej w opisie, dlatego pozwólcie, że skupię się już stricte na wrażeniach z lektury. Arystoteles. Głód wiedzy i Einstein. Przeskok kwantowy okazały się przefantastyczne i bardzo przystępne dla młodego odbiorcy. Autor serwuje czytelnikowi nie tylko nieco wiedzy, ale i humorystycznie podchodzi do przekazywania tych informacji, dzięki czemu szybko zdobywa zainteresowanie dziecka. Nie myślcie jednak, że te komiksy są infantylne, bo przekazują faktyczne ciekawostki z życia naukowców! Nie można zapomnieć też o wcześniej wspomnianej sympatycznej kresce, dzięki której komiksy czyta się przyjemniej. Myślę, że to doprawdy kapitalna zachęta na poznanie bliżej wybitnych naukowców, bo z tymi komiksami nie można się nudzić – szczególnie, że przedstawiają różne dziedziny nauki, w różnych czasach.


Cóż mogę powiedzieć? Zarówno Arystoteles. Głód wiedzy, jak i Einstein. Przeskok kwantowy to komiksy warte polecenia, które uczą, bawią i cieszą oczy. W takiej formie poznawanie naukowców to czysta frajda – i to nie tylko dla dziecka, ale i rodzica, bo i ja – jako osoba dorosła – bawiłam się przy nich przednio. W tej chwili zapowiedziany jest komiks o Newtonie, którego będziemy wyczekiwać z niecierpliwością. Jeśli szukacie sposobu na barwną i przyjemną edukację – koniecznie sięgnijcie po te niepozorne książeczki! Polecamy z całego serca!

środa, 30 czerwca 2021

Sylvain Nawrocki - "Escape Quest. Tajemnica Marsa"

Autor: Sylvain Nawrocki
Tytuł: Tajemnica Marsa
Cykl: Escape Quest
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 19 maja 2021
Liczba stron: 96
Ocena: 10/10

Opis:

Przeżyj przygodę!
Rozwiąż zagadki!
Unikaj zastawionych pułapek!

Escape Quest to seria niezwykłych książko-gier. Łączą w sobie elementy paragrafowej przygody z zadaniami typu „escape room”. Przeżyj niesamowitą przygodę, w której to ty jesteś głównym bohaterem. Podejmujesz decyzje, rozwiązujesz zadania i starasz się wydostać z różnych zastawionych na ciebie pułapek.

Tajemnica Marsa:
Bliska przyszłość. Wcielasz się w geologa przybywającego na Czerwoną Planetę, aby pomóc w badaniach. Bardzo szybko okazuje się jednak, że czeka cię niezwykła przygoda, o której nawet nie śniłeś. Czy rozwiążesz wszystkie zagadki? Czy uda ci się wyjść cało z niebezpieczeństw? Czy dokonasz odkrycia na międzyplanetarną skalę? Wszystko zależy od twych wyborów.

Recenzja:

Książka i gra w jednym? To możliwe! Cykl Escape Quest łączy w sobie fascynujące historie oraz zagadki, których rozwiązanie prowadzi nas do odpowiednich stron – ciągu dalszego naszej przygody. Brzmi to fantastycznie, prawda? I takie jest!

Tajemnica Marsa to moja pierwsza pozycja tego typu i od razu się w tej formie zakochałam, bo nie dość, że otrzymałam fascynującą opowieść, to cudownie sobie pogłówkowałam. Przyznam Wam szczerze, że z początku spodziewałam się banalnie prostych zagadek logicznych, a wiele z nich przyprawiło mnie o zawrót głowy! Co więcej, przy dwóch się poddałam i zajrzałam do podpowiedzi**, które są zapieczętowane na ostatniej stronie – a i one nie są super oczywiste, nie dają nam jasnej odpowiedzi. Kocham ten zabieg – podobnie jak to, że na skrzydełku znajdują się elementy do wyciśnięcia (uff, nie lubię wycinanek), które należy mieć pod ręką przy rozwiązywaniu zagadek. Byłam tak miło tym zaskoczona, że nawet nie wiem, co powiedzieć – ta forma rozrywki to kosmos!


Oglądasz zdjęcie z załącznika i zauważasz coś dziwnego. Nosisz żółtą koszulę, a przecież nie cierpisz tego koloru, wątpliwe więc, żebyś kiedykolwiek miał żółte ubranie. Uważnie przyglądasz się fotografii. Dostrzegasz pewien symbol – i teraz już jesteś pewien, że coś tu nie pasuje...

I w tym przypadku dosłownie kosmos – wszak zaczęłam swoją przygodę z Escape Questami od Tajemnicy Marsa. A tajemnica jest przepyszna – i to w klimacie thrillera naukowego, bo po pierwszych stronach włos się nieco jeży na karku, a im dalej – tym więcej wrażeń! Zresztą, ciężko, aby na innej plancie emocji czy rozmaitych incydentów zabrakło. Nie chcę Wam tutaj mówić za wiele, bo każda strona przynosi tu coś nowego, niesamowitego, dlatego powiem jedynie, że… oj dzieje się, dzieje się tutaj! Na dodatek, ta książka-gra zachwyca nie tylko fabularnie, ale i graficznie – zarówno klimatyczne ilustracje, jak i zagadki (często w nich się kryjące). Cudo!

Tajemnica Marsa
to może dopiero moje pierwsze spotkanie z Escape Questami, ale już skradły one moje serce. Dawno tak bardzo nie zaangażowałam się w żadną książkę i dawno nie czułam tak wielkiej satysfakcji po ukończeniu jej – i to niemal całkowicie sama! Jestem przekonana, że każdy nastolatek i dorosły, lubiący zagadki logiczne i na spostrzegawczość (i nie tylko), będzie równie zafascynowany tą przygodą – bo to najprawdziwszy sztos! Dowodem na to może być fakt, że prywatnie zamówiłam sobie trzy kolejne do zabawy (w tej chwili jest ich sześć). Polecam z całego serca!

**A – żeby było śmieszniej – poniżej prezentuję Wam, jedną z nich, która… była banalna, tylko ja ślepa (sorry, za mały spoiler, ale muszę to ZUO pokazać). Doszukiwałam się mnóstwo czasu czegoś na ilustracji i w treści, a to się tak podle w numerze strony skryło! 😂

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Kristen Gudsnuk - "Minecraft. Na pastwę mobów. Tom 2

Scenariusz: Kristen Gudsnuk
Ilustracje: Kristen Gudsnuk
Tytuł: Na pastwę mobów
Cykl: Minecraft, tom 2
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 88
Ocena: 7/10

Opis:

Druga część przygód z serii „Minecraft: Na pastwę mobów” na podstawie popularnej gry komputerowej. Po ocaleniu swojego mentora, pożartego przez withera, łowcy potworów Cahira i Orion wyruszają na wyprawę, aby rozwiązać tajemnicę ciążącej na ich przyjaciółce klątwy, która powoduje, że dziewczynka przyciąga moby jak magnes. Aby znaleźć lekarstwo na przypadłość Atrii, muszą odnaleźć dawną rywalkę Senana. Okazuje się jednak, że sprawy wyglądają inaczej, niż mogłoby się zdawać. Chociaż wielka rezydencja i kocia fontanna wielkiej magini są wyjątkowo urocze, jej lochy skrywają mroczny sekret – miażdżarkę mobów! A podczas wizyty w mieście dzielne bliźnięta zapoczątkują lawinę wydarzeń, która doprowadzi do zombie apokalipsy. Czy uda im się ocalić miasto i jego pechowych mieszkańców?

Recenzja:

Pewnie nie raz wspominałam, że u moich podopiecznych jest szał na Minecrafta i wszystko, co z nim związane. Bardzo się cieszę, że powstaje tyle książek i komiksów w tej serii – szczególnie takich, jak cykl od Kristen Gudsnuk. Na pastwę mobów to drugi tom komiksu od tej scenarzystko-artystki, bogaty w przygody oraz niesamowitości ze świata gry!

Tym, co rzuciło mi się w oczy przy tym komiksie są rady dla młodych fanów gry – umieszczenie przed pierwszymi kadrami przygody. Dotyczą one bezpieczeństwa w sieci, o którym warto rozmawiać i pewne reguły przypominać – nawet, gdy są dla malca jasne. Bardzo doceniam takie dodatki! I – skoro już przy treściach gratisowych jesteśmy – na ostatnich stronach znajdują się króciutkie komiksiki, szkice i konspekty postaci, a nawet zdjęcia z tworzenia komiksu – przedstawiające psa autorki, żądnego pieszczot. Urocze!

Sama przygoda wciąga od pierwszych stron, niemniej, żeby doskonale odnaleźć się w historii, warto znać tom pierwszy. Mamy tutaj znanych bohaterów oraz ich sprawy, o których napomknięte było wcześniej. Spotykamy także mnóstwo mobów, które nie ułatwiają życia Cahirze oraz całej gromadce – zresztą nad dziewczyną ciąży klątwa, która je do niej przyciąga. Nie jest to jednak takie złe, bo – oczywiście, nie licząc niebezpieczeństwa – prowadzi także do wielu przezabawnych sytuacji, przygód oraz… zacieśniania przyjaźni!

Autorka poprzez zabawę porusza tematy wartościowe dla młodego czytelnika, choćby wspomnianej przyjaźni, a dialogi tutaj są cudownie humorystyczne. Sama kreska także ma ton raczej zabawny i choć jest prosta, to zdecydowanie przyciąga uwagę. Kolorystyka także zasługuje na uwagę – przez większość przygód towarzyszą nam kolory bardziej pastelowe, przyjemne dla oka – kadry nie męczą, a cieszą – podobnie jak sposób przedstawienia minecraftowych mobów oraz bohaterów na nich! Pociesznych mordek głównych bohaterów nie da się nie lubić.

Drugi tom minecraftowego cyklu Na pastwę mobów z całą pewnością urzeknie każdego miłośnika gry. To pozycja bogata w wartościowe lekcje i mnóstwo rozrywki, a od samej historii oderwać się nie można. Polecam z całego serca – jeśli macie w rodzinie fana Minecrafta, koniecznie sprezentujcie mu tę serię! Nie mogę doczekać się kontynuacji!

niedziela, 27 czerwca 2021

Carbone, Gijé - "Pozytywka. Witamy w Pandorii. Tom 1"

Scenariusz: Carbone
Ilustracje: Gijé
Tytuł: Witamy w Pandorii
Cykl: Pozytywka, tom 1
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 56
Ocena: 8/10

Opis:

Pierwsza część przygodowej opowieści o dziewczynce, która zostaje wezwana na pomoc przez mieszkańców ukrytego świata...
Nola obchodzi ósme urodziny, ale czuje przede wszystkim smutek, bo tęskni za niedawno zmarłą mamą. Czy chociaż trochę rozweseli ją prezent – piękna pozytywka? Dziewczynka przekręca kluczyk zabawki i... tak rozpoczyna się wielka przygoda! Nola przedostaje się do krainy dziwów, gdzie spotyka niezwykłe istoty i wpada w wir szalonych wydarzeń, a przede wszystkim poznaje sekrety z przeszłości swojej mamy. Czy jednak nawet najbardziej fascynujące przeżycia mogą uleczyć ból po stracie ukochanej osoby?

Recenzja:

Strata bliskiej osoby to sytuacja niełatwa i bardzo się cieszę, że powstają pozycje, które otwarcie o śmierci wspominają – wszak to może dotknąć rodzinę każdego. W Witamy w Pandorii, pierwszym tomie Pozytywki ten temat również się pojawia – głównej bohaterce niedawno zmarła mama. Otrzymuje w prezencie piękną pozytywkę, która do niej należała i… w ten sposób rozpoczyna się jej magiczna podróż – w której odkrywa nie tylko nowy świat, ale i ma szansę dowiedzieć się nieco o przeszłości swojej mamy.

Opowieści, gdzie bohater lub bohaterka przenoszą się do magicznego świata nie są niczym nowym, niemniej Carbone i Gijé udowadniają, że wciąż można to zrobić w sposób oryginalny i nietypowy. Nola dostaje się poprzez pozytywkę do tytułowej Pandorii, gdzie poznaje nowych przyjaciół i jednocześnie ma szansę dreptać śladami swojej mamy – co zdaje się odrobinę ukajać ból po jej śmierci. W tym ukrytym świecie na dziewczynkę czeka mnóstwo niesamowitości, a także… pewne śledztwo.

To, co rzuciło mi się w oczy, że świat Pandorii jest znakomicie wykreowany. Choć komiks nie jest zbyt długi, a Nola nie przebywa przez cały czas opowieści w nim, możemy go całkiem nieźle poznać – zarówno wizualnie, pod względem niebywałych istot, jak i uszczknąć zasad w nim panujących. Jak szybko się okazuje, zostają tutaj przedstawione także inne sprawy ważne, jak choćby tolerancja czy też temat miłości – można rzec - ponad reguły w tym świecie panujące. Na uwagę zasługuje także kreacja postaci, których ocenianie po pozorach okazuje się krzywdzące.

Interesująca jest także kwestia wizualna komiksu, bo ilustracje są przebajeczne – co w zasadzie nie było dla mnie zaskoczeniem, bo okładka to cudo. Ogromnie przypadła mi kreska, nieco kredkowa (że tak powiem) – niesamowite barwy i piękne cieniowania. Różnorodność istot oraz emocje wymalowane na twarzach bohaterów (kocham miny Noli!) także zachwycają – graficzna strona Witamy w Pandroii tworzy świat równie cudownie, jak i treść.

Witamy w Pandorii to kolejny wspaniały komiks dla młodych czytelników od Wydawnictwa EGMONT, w którym można się zakochać. Ten tom zdaje się być zaledwie wstępem do przygody, gdyż scenariusz maluje przed nami wiele niewiadomych, przez co czekanie na część kolejną jest dość bolesne (a ta dopiero w sierpniu!) – bardzo chciałabym wiedzieć, jakie jeszcze przygody spotkają Nolę! Jeśli lubicie magiczne światy, pełne niezwykłości – polecam z całego serca!

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Malin Falch - „Światła północy. W dolinie trolli. Tom 1”

Scenariusz i rysunki: Malin Falch
Tłumacz: Mateusz Lis
Tytuł: W dolinie trolli
Cykl: Światła północy, tom 1
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 168
Ocena: 11/10

Opis:

Bestsellerowa seria na rynku skandynawskim. Początek prawdziwej sagi o dalekiej Północy – gdzie trolle mogą się okazać przyjazne, za to ludzie bardzo wrodzy. Gdzie niedźwiedzie mówią, a węże morskie są postrachem wód! Pewnej nocy do domu uwielbiającej tajemnice i opowieści o dalekich stronach dziewczynki trafia dziwny gość. Zabiera Sonję do niebezpiecznej i niezwykłej krainy... Za sprawą magii bohaterka trafia do miejsca, które w niczym nie przypomina współczesnej Norwegii, ale nosi je w swoim sercu każdy, kto kiedykolwiek doświadczył wpływu świateł Północy. Tak rozpoczyna się przygoda pełna potworów, wikingów i walki o dobro.

Komiks „Światła Północy” to piękna i chwytająca za serce podróż do świata skandynawskich mitów, legend i baśni.

Recenzja:

Komiks o wyprawie do świata skandynawskich mitów, legend i baśni? Takiej przygody odmówić sobie nie mogłam – i myślę, że żaden miłośnik magicznych lektur nie zdoła się tytułowi W dolinie trolli oprzeć. Dlaczego? Przeczytajcie moją recenzję, a się dowiecie! ;)

Ogromnie zaskoczył mnie już sam sposób wydania tej opowieści graficznej, gdyż wcześniejszym pozycjom komiksowym od wydawnictwa EGMONT bliżej do formatu A4, a cykl Światła północy dumnie reprezentuje rozmiar A5. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób w odbiorze treści, gdyż wewnątrz witają nas niezwykle barwne i przepiękne kadry, a sfera czytana także nie jest w ultra drobnym druku – „W dolinie trolli” czyta się bardzo przyjemnie. Absolutnie zakochałam się w wizualnej (i nie tylko) kreacji postaci oraz bajecznych pejzaży w tle, które skradły moje serce! Wiele też opowiadają sobą, gdyż trafiają się strony bez żadnej treści, gdzie autorka opowiada historię przez obrazy… i robi to bardzo dobrze!


W dolinie trolli nie zawodzi także od strony scenariusza, bo przygody Sonji są doprawdy nietuzinkowe i zaskakujące, przepełnione zarówno przyjemnym ciepełkiem i humorem, jak i grozą, tudzież nawet brutalnością. Malin Falch korzysta nie tylko z przyjemniejszych opowieści skandynawskich, ale i nie waha się wpleść w komiks okrutniejszych istot czy scen. Muszę przyznać, że bardzo mi tym zaimponowała, bo spodziewałam się bardziej delikatnej opowieści, a dostałam komiks Fantastyczny – dosłownie przez duże F! Jestem przekonana, że młodzież będzie tą pozycją zachwycona! Żałuję tylko, że moja przygoda tak szybko się zakończyła, bo gdy już się wkręciłam w to uniwersum maksymalnie… ech… po prostu ostatnie strony przywitały mnie zbyt szybko. Nie mogę doczekać się kontynuacji!


W dolinie trolli
to dopiero pierwszy tom Świateł północy, ale już pajam ogromną miłością do Malin Falch oraz podróży Sonji. Gadające zwierzęta, niesamowite magiczne istoty, pocieszni bohaterowie, motyw wikingów, nuta przejmującej grozy i niepokoju – nie wiem, za co ten komiks kocham najbardziej. Jako ciekawostkę dodam, że została tutaj nawet pokazana w interesujący sposób konfirmacja, obrzęd w niektórych krajach protestanckich, a umiem to ładnie wyjaśnić, bo w komiksie pojawiają się przypisy. Ten komiks to najprawdziwsza perełka! Polecam wszystkim miłośnikom wierzeń skandynawskich i nie tylko!

P.S. Na końcu znajdują się piękne szkice! Uwielbiam takie dodatki, a wy?

niedziela, 20 czerwca 2021

Christophe Cazenove, William Maury - „Sisters 15: Nie trzeba było mnie prowokować!”

Scenariusz: Christophe Cazenove i William Maury
Rysunki i kolory: William Maury
Tytuł: Nie trzeba było mnie prowokować!
Seria: Sisters, tom 15
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 16 czerwca 2021
Liczba stron: 48
Ocena: 8/10

Opis:

Najnowszy tom zabawnej serii o perypetiach dwóch sióstr: nastoletniej Wendy i o kilka lat młodszej Marine. Kłótnie Marine z Wendy stają się nie do wytrzymania, dlatego ich przyjaciółki starają się zrobić wszystko, aby dziewczynki doszły do porozumienia. Jednak sprytna Marine wymyśla zupełnie inne rozwiązanie: postanawia wymienić starszą siostrę na inny, lepszy model. Problem w tym, że nie wie, jak i gdzie go zamówić...

Recenzja:

Sisters to ciepła i zabawna seria komiksów o siostrach, która towarzyszy mi już od 2015 roku – wówczas został wydana część pierwsza. Aż nie mogę w to uwierzyć, że tak wiele czasu minęło od początku mojej przygody z Marine i Wendy, których burzliwe relacje są cudownie napisane i wymalowane przez Christophe’a (scenariusz) i Williama (scenariusz, rysunki i kolory).

Nie trzeba było mnie prowokować!
jest już piętnastym tomem cyklu, skupiającym się na konfliktach sióstr. Oczywiście, ciężko nazwać je wojną, choć uraza zdaje się być głęboka – wszak młodsza Marine chciała wymienić Wendy na nową siostrę! Przyjaciółki próbują je pogodzić, ale – jak zapewne się domyślacie – wychodzi to różnie. Mimo wszystko siostry potrafią się wyśmienicie bawić ze sobą i… bawią tym też czytelnika! Marine jest oczywiście wciąż moją ulubienicą, jest tak cudownie uroczą i nieprzeciętną dziewczynką, że nie mogło być inaczej – na dodatek w tym tomie zainteresowała się nauką ścisłą! Wendy oczywiście nie jest wcale gorsza- może nie jest tak rezolutna, tak i jej pomysłów nie brakuje – i potrafi być naprawdę kochaną siostrą!

Wizualnie cykl Sisters również nie zawodzi. Kolorowe kadry, znakomicie wykreowane postaci (również pod względem scenariuszowym), pełne emocji twarze oraz wiele smaczków ukrytych w kadrach – choćby z popkultury (postać Baby Yody). Każda historia/skeczyk zajmuje jedną stronę, dzięki czemu poznajemy wiele zabawnych sytuacji oraz ich rozwoju – bo wiele z nich nawiązuje do siebie. Autorzy w bajeczny sposób ukazują więzi siostrzane, a jednocześnie ich twór nie jest pozbawiony wartości ważnych – mimo konfliktu Marine i Wendy troszczą się o siebie, współpracują. Po prostu kocham te dziewczyny!


Nie trzeba było mnie prowokować! to lektura idealna dla każdej dziewczynki – i młodszej, i nieco starszej. Akurat w tym tomie Wendy i Marine mają przerwę letnią, więc klimatem część ta jest wprost idealna na wakacje. Jeśli macie ochotę na niesamowite przygody, z niesamowitymi siostrami, przyjaciółkami oraz całą plejadą innych postaci (oraz maskotek) – polecam z całego serducha! Kapitalna rozrywka. 💓

P.S. Myślę, że te komiksy można bez problemy czytać niezależnie. 😉

piątek, 23 kwietnia 2021

Reiner Knizia - "BITS. Travel"

 Autor: Reiner Knizia

Tytuł: BITS. Travel

Wydawnictwo: Egmont

Rok wydania: 2021

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 8+ 

Ocena: 7/10

Opis:

Każdy gracz otrzymuje planszę oraz zestaw kafelków, które będzie układał podobnie jak w tetrisie – opuszczając kafelek od góry w dół, póki nie zatrzyma się na dole planszy lub na innym kafelku. Co rundę określa się kafelek który należy wstawić na swoją planszę. Obracaj, przekręcaj i kombinuj z ustawieniami, aby zdobywać jak najwięcej punktów określonych przez karty zadań. Wygrywa gracz, który ułoży najlepiej punktowane wzory. 

Gra posiada też tryb rozgrywki dla jednego gracza.

Recenzja:

"BITS" to druga gra z serii Travel wydawnictwa Egmont, po którą sięgnęłam. Już opakowanie sugerowało, że mamy do czynienia z czymś podobnym do popularnego tetrisa i rzeczywiście - wizualnie, ale także pod względem zasad. 

W niewielkim gabarytowo pudełku znajdziemy małe plansze, na których będziemy układać kolorowe kafelki, karty określające kolejność układania kafelków, instrukcję, no i oczywiście same kafelki. Tym, co zwraca uwagę i co uważam za ciekawy pomysł, jest fakt, że w każdej rundzie zmieniają się zasady punktowania, stają się one bardziej rozbudowane.

Poz względem wykonania jest poprawnie i solidnie, czyli - kafelki są wykonane z grubej tektury, ale też wizualnie gra nie powala na kolana. Nie to zresztą było chyba celem. "BITS. Travel", jak sama nazwa serii wskazuje, ma być zminiaturyzowana, by można ją było zabrać wszędzie ze sobą i nie nudzić się choćby w podróży. I to się udało osiągnąć - jej gabaryty sprawiają, że zmieści się w każdej torebce czy plecaku.

Podoba mi się również to, że przewidziano możliwość gry bez partnerów. Wariant jednoosobowy to atrakcyjna opcja w wielu sytuacjach, gdy akurat nie mamy chętnych do gry, a mamy ochotę sięgnąć po "BITS".


Dla wielu osób z mojego pokolenia tetris to powrót do przeszłości, do lat dzieciństwa, dlatego sądzę, że ta gra ma szansę się spodobać, zwłaszcza że w wersji Travel cena jest przystępniejsza, przez co gra będzie dostępna dla większej ilości chętnych. 

Ciekawa alternatywa dla układanek na ekranie - i właśnie to uważam za jej największą zaletę, dlatego polecam.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Serena Blasco - "Śledztwa Enoli Holmes. Zagadka wachlarza" (tom 4)

Scenariusz i ilustracje: Serena Blasco
Tytuł: Zagadka wachlarza
Cykl: Śledztwa Enoli Holmes
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 10 marca 2021
Liczba stron: 74
Ocena: 10/10

Opis:

Enola dniami i nocami przemierza Londyn, aby poznać sekrety wielkiego miasta zarówno z punktu widzenia arystokracji, jak i uliczników. Dzięki wędrówkom po nowych miejscach trafia na trop niezwykłej afery z wyższych sfer. Okazuje się, że sprawa ponownie dotyczy nastoletniej lady Cecily Alistair. Młoda pani detektyw będzie musiała skorzystać z różnych przebrań i odważnie stawić czoło złym ludziom, aby dotrzeć do sedna tajemnicy. Na swojej drodze natknie się też na obu braci – czy wciąż będą próbowali zmusić ją do powrotu do domu?

Recenzja:

Śledztwa Enoli Holmes to najfantastyczniejsza seria detektywistyczna dla młodych czytelników, która z każdym tomem coraz bardziej upewnia mnie w tym przekonaniu. Rzadko tak bywa, aby każdy album w serii był fenomenalny, a tutaj – Serenie Blasco – udało się to osiągnąć! Nie tylko ciekawi i fascynuje czytelnika, ale i cieszy malowniczymi ilustracjami oraz… kapitalnym odwzorowaniem serii powieści Nancy Springer. Czego chcieć więcej?

Zagadka wachlarza to czwarty tom perypetii młodej pani detektyw. Wraca tutaj postać Cecily Alistair, znana już czytelnikom z części drugiej (Sprawa lady Alistair). Enola znów zrobi wszystko co w jej mocy, aby pomóc arystokratce i… nie zostać złapaną przez braci, których motywacja z pozoru jest dobra – wszak chcą zapewnić jej dobrą przyszłość – jednak dziewczyna pragnie… iść swoją drogą. Dzięki temu zaczyna lepiej rozumieć swoją matkę, która – bądź, co bądź – obrała własną ścieżkę. Jednak czy przestanie jej szukać? I czy uda jej się uratować Cecily?

Komiks wciąga od pierwszych stron. Całość ma niebywały klimat, a kreska autorki jest przepięknie artystyczna. Przyjemnym doświadczeniem jest zwiedzanie londyńskich uliczek z Enolą, w rozmaitych przebraniach, szukając odpowiedzi oraz… poznając bohaterkę coraz lepiej. Zresztą, młoda pani detektyw również lepiej poznaje tutaj siebie. Można więc rzec, że Śledztwa Enoli Holmes nie tylko są serią detektywistyczną, ale i opowieścią o poszukiwaniu własnego ja oraz… dawnych zasad wpajanych kobietom, które rezolutna Enola łamie. Tej bohaterki nie można nie lubić – jest pomysłowa i sprytna, budzi w czytelniku również mnóstwo ciepła, bo… jest postacią poczciwą i dobrą – gotową pomóc każdemu potrzebującemu.


Zagadka wachlarza to kolejne interesujące śledztwo w doborowym towarzystwie Enoli. Akcja tutaj pędzi, fascynujących elementów nie brakuje (tajne kody, mowa kwiatów i inne), a kadry są po prostu PRZEPIĘKNE! Co więcej, na ostatnich stronach znajdują się także tajne zapiski głównej bohaterki, które uzupełniają treść i są miłym dodatkiem dla fanów. Podsumowując, jeśli lubicie niebanalne serie detektywistyczne – jest to komiks wprost stworzony dla Was. Co więcej, przy tym tytule i młody, i starszy czytacz świetnie spędzą czas. Polecam z całego serca! :)

sobota, 20 marca 2021

"Kartonowe klocki konstrukcyjne CARDBLOCKS. Zestaw podstawowy"

 

 
Twórca idei: Piotr Nawracała
Tytuł: Kartonowe klocki konstrukcyjne CARDBLOCKS. Zestaw podstawowy
Wydawnictwo:Egmont
Data wydania: 25.05.2020
Wiek: 6+
Ocena: 10/10

Opis:
 
CARDBLOCKS to połączenie KLOCKA o oryginalnej konstrukcji i specjalnego ŁĄCZNIKA dające niespotykane dotąd możliwości tworzenia. Zbuduj zamek, domek, most, stolik z krzesełkami czy inne konstrukcje, które podsunie ci wyobraźnia. To świetna zabawa dla osób w każdym wieku, lubiących kreatywne zajęcia. 

EKOLOGICZNE 
Klocki CARDBLOCKS są wykonane z tektury typu kraft. To włókna pierwotne celulozy pochodzące ze specjalnych upraw leśnych z domieszką makulatury. Tektura jest lekka, a przy tym niezwykle wytrzymała.  

ROZWIJAJĄ WYOBRAŹNIE 
CARDBLOCKS działają na wyobraźnię i rozwijają inwencję twórczą. Pobudzają do myślenia o formach przestrzennych – od prostych brył do złożonych konstrukcji. Uczą eksperymentowania i szukania rozwiązań, a także nieustannego przekształcania przestrzeni. Mają otwartą i elastyczną formułę. 

ŁĄCZĄ POKOLENIA 
Bawią i integrują. Zapewniają wspaniałą rozrywkę w gronie najbliższych. Budowanie konstrukcji z tekturowych klocków daje ogromną satysfakcję rodzicom, dziadkom, jak i samym dzieciom. 

POLSKI PATENT 
CARDBLOCKS to produkt oryginalny, pomysłowy i genialny w swojej prostocie. Twórcą idei jest Pan Piotr Nawracała, zawodowo zajmujący się projektowaniem nietypowych opakowań z tektury. Klocki produkowane są w Polsce z poszanowaniem dla natury. 
 
Recenzja:

Klocki od bardzo wielu lat dostarczają wszystkim dzieciom mnóstwo radości i uciechy. Każdy z nas zapewne zna i miał do czynienia z tymi wykonanymi z plastiku, czy też drewna. A co myślicie o klockach wyprodukowanych z tektury? A może jesteście zaskoczeni tym pomysłem i po raz pierwszy o nim czytacie? Ta wręcz rewolucyjna idea okazała się - według mnie - strzałem w dziesiątkę. Czy zatem Klocki konstrukcyjne. CARDBLOCKS. Zestaw podstawowy pobudzą dziecięcą wyobraźnię i zadowolą najmłodszych, a zarazem najważniejszych użytkowników i krytyków zabawek? Jestem w pełni przekonana, że tak właśnie się stanie. Tekturowe konstrukcje można wznosić bez końca i spędzić na ich tworzeniu naprawdę bardzo długi czas. Ten fenomenalny zestaw powinien znaleźć się w każdym domu, w którym są dzieci, bowiem na pewno zrobi w nim niemałą furorę.


Moi synowie uwielbiają bawić się klockami. Taka forma aktywności daje im szerokie pole do popisu. Mogą często przesiadywać w domu wielce nimi zaabsorbowani, układając z nich różne stwory i budowle. Oczywiście po otwarciu przesyłki zawierającej klocki CARDBLOCKS byli bardzo zadowoleni. Już na samym początku ucieszyli się z możliwości samodzielnego składania elementów opakowania. Łączenie ich za pomocą specjalnych łączników w różnorodne kształty też sprawiło im mnóstwo frajdy. Zachwytom tym zestawem nie było końca. Naprawdę już od bardzo dawna żadna z zabawek nie wywołała u nich tak wielkiej ekscytacji. Chociaż te niezwykle układanki zaleca się dzieciom od szóstego roku życia to nawet dla trzylatka okazują się bardzo interesujące. Te młodsze dzieci oczywiści trzeba nadzorować, a starsze z ochotą zajmą się nimi same, wznosząc wielkie budowle lub cokolwiek tylko zapragną. Krzesło, statek, zamek, wieża - tu ograniczeniem jest tylko ich wyobraźnia.
 
"Zbuduj zamek, domek, most, stolik z krzesełkami czy inne konstrukcje, które podsunie ci wyobraźnia. To świetna zabawa dla osób, lubiących kreatywne zajęcia."

Zestaw podstawowy klocków CARDBLOCKS zawiera pięćdziesiąt klocków do złożenia, mnóstwo łączników oraz dwie mini książeczki zawierające przydatne informacje, reklamę innych zestawów z serii oraz inspiracje do zabawy. W opakowaniu znajdziemy jeden klocek w ostatecznej formie, a resztę należy poskładać samemu. To nic trudnego, a wręcz przeciwnie - jest to niezwykle proste i mocno absorbujące zajęcie. Uważam, że to bardzo ciekawy i jednocześnie ekonomiczny pomysł, bowiem złożone klocki zajmują zdecydowanie mniej miejsca. W tym miejscu warto wspomnieć, że nie poleca się ich ponownego rozkładania, więc trzeba przygotować sobie jakieś duże pudełko w celu ich przechowywania. Klocki konstrukcyjne wykonane z tektury sprawdziły się u nas doskonale. Mają wiele zalet. Ekspresowo wciągają dzieci w zabawę, podczas której maluchy wyciszają się i ćwiczą swoją koncentrację.





Testując w praktyce te klocki, okazało się, że pomysł na nie można uznać za fenomenalny. Ich jakoś nie budzi żadnych zastrzeżeń. Są wytrzymałe oraz wygodne w użytkowaniu, co przejawia się łatwością składania i łączenie ich ze sobą. Można z nich wznosić różnorodne konstrukcje. Wszystkie mają kształt prostopadłościanu, co zapewnia dzieciom swobodę i prostotę tworzenia. Istotna i bardzo przydatna jest możliwość wielokrotnego rozkładania budowli bez uszczerbku na trwałości jej pojedynczych elementów. Sposób łączenia poszczególnych klocków opanowuje się bardzo szybko, nawet ci najmłodsi użytkownicy nie mają z tym problemów. Wznoszone budowle są bardzo trwałe i stabilne, zarówno te ogromne, jako i te mniejsze. Zabawa klockami stymuluje zmysły naszych pociech i korzystnie wpływa na ich rozwój, jednocześnie dostarczając im wartościowej rozrywki. Można się w nich szybko zakochać. W serii ukazały się także inne zestawy klocków o różnych kształtach. Mamy możliwość łączenia ich wszystkich i tworzenia jeszcze bardziej skomplikowanych konstrukcji.

 
Kartonowe klocki konstrukcyjne CARDBLOCKS. Zestaw podstawowy to wyróżniające się na rynku tekturowe prostopadłościany, których układania sprawia wszystkim mnóstwo radości. Łączenie ich w mniej lub bardziej skomplikowane konstrukcje wyzwala wyobraźnię. Można je układać samodzielnie lub całą rodziną. Są idealne dla dzieci, młodzieży, ale także dla dorosłych. Wykonane z poszanowaniem natury zaszczepiają w dzieciach dobre wartości. Po prostu trzeba je mieć. 

Klocki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

niedziela, 7 lutego 2021

Joris Chamblain, Aurélie Neyret - "Pamiętniki Wisienki. Bogini bez oblicza", tom 4

Autor: Joris Chamblain
Ilustrator: Aurélie Neyret
Tytuł: Bogini bez oblicza
Cykl: Pamiętniki Wisienki (tom 4)
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 20 stycznia 2021
Liczba stron: 80
Ocena: 10/10

Opis:

W dniu dwunastych urodzin Wisienka otrzymuje od przyjaciółek niezwykły album pełen literackich opisów przypadkowych postaci, sporządzonych niegdyś przez nią samą. Jej mama zaś zabiera ją na tygodniowy pobyt we Dworze Stu Tajemnic, gdzie główną atrakcją jest rozwiązywanie kryminalnych zagadek. W jednej z sekretnych komnat dworu odnajdują portret pewnej bogini bez twarzy...

Co wspólnego ze sobą mają album od przyjaciółek, piękność z obrazu i… tajemniczy „Zapowiadacz”? Jaką zagadkę skrywają mury starego pensjonatu i dlaczego ktoś wykorzystał niezwykłe umiejętności Wisienki, aby rozwikłać sprawy sprzed lat, które już nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego?

Recenzja:

Pamiętniki Wisienki to chyba najpiękniejsze komiksy świata! Jestem absolutnie zakochana zarówno w szacie graficznej tych opowiastek – są niezwykle artystyczne! - jak i w cudownych historiach, jakie przedstawiają. Bogini bez oblicza to już czwarty tom przygód Wisienki, który serwuje nam kolejną tajemnicę do rozwikłania – tym razem znacznie bardziej emocjonującą dla naszej bohaterki.

Zacznę może od moich spostrzeżeń względem tego tomu – również w odniesieniu do całej serii. Prawdę mówiąc, dopiero w tej części zauważyłam, jak fantastycznie autorzy przedstawiają dorastanie Wisienki – dziewczynka wyraźnie nabrała doświadczenia, ale i widać subtelne zmiany w jej wyglądzie (oraz jej przyjaciółek). Poruszone są tutaj mimochodem problemy z dorastaniem, które dotyczą szerszego grona młodych nastolatków – ot, pierwsze lekkie zbuntowania, zagubienie oraz inne, nieco dramatyczniejsze, jak choćby próba pogodzenia się z utratą rodzica (to nie spoiler – już we wcześniejszej części była mowa, że Wisienka nie jest gotowa na rozmowę o ojcu). A wszystko to ubrane jest w ciekawą historię, z kolejną wyśmienitą tajemnicą, niebanalnymi postaciami oraz… zjawiskową szatą graficzną!

Uwielbiam w tej serii to, że poza standardowymi kadrami komiksowymi, kryje w sobie również prywatne zapiski Wisienki oraz jej rysunki, zdjęcia, wspomnienia. Autorzy też kapitalnie ukazują retrospekcje, jedynie łagodnie zmieniając barwy, co – wbrew pozorom – naprawdę robi robotę i w tym komiksie wypada genialnie! Zresztą, samo kolorowanie tutaj rysunków i kreska Aurélie Neyret zasługuje na ogromne brawa, bo – jak wspominałam wcześniej – Pamiętniki Wisienki to najpiękniejsze komiksy, jakie widziałam! Nawet bez słów i scenariusza ze stron biją emocje.

Bogini bez oblicza jest chyba najbardziej emocjonalną częścią, bowiem Wisienka tutaj buzuje z emocji – podobnie jak jej matka, która ma wrażenie, że traci córkę. Ich konflikt jednak zdaje się być oczyszczający i… żeby nie zdradzić Wam nic, powiem jedynie, że nie mogę doczekać się kolejnego tomu (zapowiedzianego na październik – tyle czekania 😢). Sama tajemnica również jest kapitalna i nietuzinkowa, ale tutaj – niestety – również nic Wam nie zdradzę. Powiem jedynie, że wyprawa do Dworu Stu Tajemnic obfituje w niesamowitości (kadry i tło to złoto) oraz… odrobinę piractwa! Arrr! Co ciekawe, na końcu tego komiksu czeka na czytelników przyjemna zabawa, w której należy odgadnąć hasło, szukając odpowiednich pól. Przyznam Wam, że utknęłam tu na chwilę, bo kartki okazały się odrobinę zbyt sklejone i pożarły mi 11 – mam nadzieję, że to tylko wpadka w moim egzemplarzu. Zresztą – nic się nie stało, bo hasło i tak odgadłam. Teraz chyba jestem oficjalnie członkiem Bractwa z Wybrzeża? Arrr!


Jeśli nie znacie jeszcze komiksów Pamiętniki Wisienki – koniecznie nadróbcie ten brak! Każdy tom tego komiksu przemiło mnie zaskakuje, cieszy serduszko i oczy, i choć są przeznaczone dla młodszych odbiorców… nie raz uroniłam na nich łzę. I wyśmienicie się bawiłam! Polecam Wam z całego serca i Bogini bez oblicza, i wcześniejsze tomiki! 💗

niedziela, 8 listopada 2020

Sylvia Douyé, Paola Antista - "Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką!"

Autor: Sylvia Douyé 
Ilustracje: Paola Antista 
Tytuł: Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką! 
Wydawnictwo: EGMONT 
Data wydania: 2 września 2020 
Liczba stron: 48 
Ocena: 9/10 

Opis: 

Legendarne stwory, siła magicznych przekleństw oraz poszukiwanie prawdy o samym sobie. Czarolina przybywa na ponurą wyspę Vorn, żeby wziąć udział w letnim kursie na temat istot fantastycznych, czyli kryptyd. Wraz z innymi nastolatkami rozpoczyna naukę pod nadzorem profesora Balzara i tajemniczej Madame C. Wkrótce na wyspie zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Czarolina i jej koleżanka Willa rozpoczynają śledztwo, aby wyjaśnić, co jest przyczyną strasznych zdarzeń, nie przypuszczają jednak, że na każdego uczestnika kursu czyha wielkie niebezpieczeństwo! Przy okazji bohaterka dowie się bardzo ważnych rzeczy o swojej niezwykłej przeszłości. Komiksowa opowieść dla dzieci i młodzieży. 

Recenzja: 

Dotarłam na wyspę Vorn! Wszystko tutaj wydaje się smutne, ponure i straszne. Jednym słowem… jest świetnie! Dokładnie tak, jak tego oczekiwałam… 

Uwielbiam opowieści z nieco mrocznym i creepy klimatem, a Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką właśnie taką historię mi zafundowała. To komiks przepełniony niesamowitymi istotami, posiadający nietuzinkową tajemnicę oraz barwnych bohaterów, od którego nie sposób się oderwać! A zakończenie… no cóż – mam nadzieję, że niebawem w moje ręce trafi kontynuacja! 

Muszę przyznać, że jak na komiks dla dzieci, prezentuje się dość niepokojąco. Jest odrobinkę straszny, ale jestem pewna, że dzielniejszy zuch bez trudu sobie poradzi z jego treścią. Historia opisana jest w sposób bardzo sympatyczny (wszak fantasykolodzy zajmują się pomaganiem stworzeń niepojęten), pełen ciekawostek i humoru, dzięki czemu napięta atmosfera jedynie kica pomiędzy stronami. Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczona tym, jak przemyślana została konstrukcja tego komiksu oraz przedstawienie postaci, bowiem – choć znamy ich zaledwie przez chwilę – o każdym można kilka zdań powiedzieć. 

Fascynująca jest również szata graficzna komiksu. Jest ona utrzymana raczej w ciemnych kolorach, granatach lub sepii, urozmaiconych o inne barwy. Taka spójna kolorystyka bardzo dobrze oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, podobnie jak bardzo przyjazna kreska. Choć – jak wspominałam wcześniej – komiks jest nieco niepokojący, tak bajkowe ilustracje pozytywnie wpływają na odbiór – podobnie jak omawiany powyżej humor. Krótko mówiąc – książeczka wyważona jest w każdym calu – oraz doskonale dopracowana, bo porusza także kwestie ważne dla młodego czytelnika - choćby odnajdywania siebie...

W Czarolinie. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką bez wątpienia zakocha się każdy miłośnik fantastycznych istot. Spotkacie tutaj magiczne istoty, takie jak wróżki czy gorgona, oraz oryginalną tajemnicę, która… odrobinkę się urywa. Z tego względu ogromnie nie mogę się doczekać kolejnego tomu – zapowiada się fenomenalnie! Polecam z całego serducha tę serię!