Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 czerwca 2021

Emma Roberts, Tomislav Tomić - „Wyprawa po smoki”

Autor: Emma Roberts
Ilustrator: Tomislav Tomić
Tytuł: Wyprawa po smoki. Dołącz do misji i ocal najbardziej niezwykłego smoka na świecie
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 19 maja 2021
Liczba stron: 75
Ocena: 1000/10

Opis:

Witaj w drużynie obrońców smoków! Właśnie wyruszamy na wielką wyprawę! Przepłyniemy wspaniałym okrętem setki mil morskich w poszukiwaniu niebiańskiego smoka. Przetrwanie tego gatunku zależy właśnie od ciebie.
Szukaj wskazówek i śladów, które zostawiły smoki w różnych miejscach kuli ziemskiej.
Wypłyń na mroźne wody Antarktyki. Tam czeka na ciebie lodowy smok o niebezpiecznie długich szponach i przeźroczystej krwi, która ma wyjątkowe właściwości.
Pokonaj ogromną amazońską dżunglę, gdzie w gąszczu drzew wytropisz smoki maleńkie jak motyle. Koniecznie weź ze sobą coś słodkiego, bo to straszne łakomczuchy.
Dowiedz się, czy smok z grobowca Tutanchamona istniał naprawdę, ile smoczej prawdy jest w azjatyckich legendach i czy smoki naprawdę mieszkają w wulkanach i w tunelach nowojorskiego metra.
Wyprawa po smoki to mnóstwo wiedzy i ogromna dawka przygody. Imponująco wydana książka z grafikami autorstwa Tomislava Tomicia odpowiedzialnego za ilustracje w serii o Harrym Potterze!

Recenzja:

Gdy Wyprawa po smoki trafiła w moje ręce to… odjęło mi mowę i przecierałam oczy ze zdumienia. Ta książka jest ogromna, a na dodatek tak zjawiskowo wydana, że od razu wskoczyła na pierwsze miejsce w moim serduszku – a zapoznanie się z jej treścią tylko mą miłość pogłębiło. To najprawdziwsze cudo, boskość w papierowej postaci, przesmoczysta pozycja. I na tych ochach i achach mogłabym zakończyć swój tekst, wszak jej ocena już mówi sama za siebie, ale… z pewnością chcielibyście zajrzeć do środka, co? A więc proszę bardzo!

W książce mamy przedstawione aspekty życia strażników smoków oraz wiele, wiele rozmaitych gatunków smoków. Co ciekawe, dowiadujemy się także o miejscach ich występowania, a są nimi prawdziwe kontynenty z naszego świata. Do fenomenalnych ilustracji smoczysk dochodzą więc przepiękne mapy oraz mnóstwo innych elementów – jak choćby różnorodne minerały czy zabytki, które przewijają się na rysunkach i treściach. Nasza główna przewodniczka, Curatoria Draconis, przeprowadza nas przez to wszystko nie tylko dzieląc się fachową wiedzą, ale i zabawnymi wpisami skierowanymi do nas – a humor jest to przedni! Wiele razy zachichotałam przy tej pozycji, a musicie wiedzieć, że do dziecka czy młodzieży mi już dalej niż bliżej.


Dawno się tak świetnie nie bawiłam przy żadnej książce, bo dopatrywanie się szczegółów na poszczególnych stronach to doprawdy nie lada gratka. Tomislav Tomić (ilustrator także przygód o Harry'm Potterze) zadbał tutaj nawet o najdrobniejsze detale, dzięki czemu za każdym spojrzeniem na daną ilustrację, odkrywa się na niej coś nowego. Kolorystycznie wykonanie także zachwyca – wiem, że już to pisałam i wybaczcie, że tylko wzdycham, ale inaczej nie mogę – książka jest przebajeczna i przez to wręcz się do niej ślinię. Na dodatek okładka oraz strona ostatnia wewnątrz (z niebiańskim smokiem, ale ciii, nie wiecie tego ode mnie) są delikatnie pozłacane, co daje epicki efekt. I jak tu dla tej książki nie stracić głowy?


Wyprawa po smoki. Dołącz do misji i ocal najbardziej niezwykłego smoka na świecie to najpiękniejsza, najcudowniejsza, najefektowniejsza książka, w której zakocha się każdy miłośnik smoków oraz przygód nietuzinkowych. Polecam ją z całego serca, bo grzechem byłoby takiego tytułu nie polecać – to pozycja idealna na prezent, a jako, że zbliża się zakończenie roku… koniecznie sprawcie tę perełkę pociechom! <3

poniedziałek, 31 maja 2021

Christophe Cazenove, Yrgane Ramon - "Kasia i jej kot. Tom 3"

Autor: Christophe Cazenove
Ilustrator: Yrgane Ramon (i inni)
Tytuł: Kasia i jej kot. Tom 3
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 5 maja 2021
Liczba stron: 144
Ocena: 9/10

Opis:

Trzeci album zbiorczy prześmiesznej serii o dziewczynce i jej kocie.

Opowieść nie tylko dla miłośników kotów! Życie rodziny Kasi biegłoby spokojnie, gdyby nie szaleństwa kota Sushiego. Dokazuje nawet po zmroku, dlatego dziewczynka wraz z tatą marzą o przespaniu choćby jednej całej nocy...
Przy żywiołowym zwierzaku nie uchowają się ani poduszki z pierza, ani przyrządzony na obiad pieczony kurczak. W tajemniczych okolicznościach znikają papugi sąsiada, a podczas pełni budzi się w Sushim instynkt pierwotnego łowcy. Urwanie głowy z takim czworonogiem! Może uspokoją go wycieczki do tematycznego parku rozrywki poświęconego – jakże by inaczej – kotom? A może wybiega się w trakcie wakacji na wsi? Jednak także Kasi nie brakuje zwariowanych pomysłów, więc dziewczynka i jej kot są siebie warci!

Recenzja:

Kasia i jej kot to pocieszny cykl komiksów, który wprost uwielbiamy. Zresztą, nie mogłoby być inaczej – wszak scenariusz do niego tworzy Christophe Cazenove, którego za sprawą serii „Sisters” pokochaliśmy całym serduchem. W tym miesiącu ukazał się już trzeci tom komiksu, jednakże spokojnie można czytać je niezależnie, bo jest to najzwyczajniej w świecie zbiór jednostronnych historyjek z życia tytułowej dziewczynki i jej kota Sushiego.

Komiks ma doprawdy przyjemną dla oka kreskę, postaci są proste, ale nie brakuje im charakterystycznych cech. Podobnie wygląda sytuacja z tłem – gdy jest nieważne to jest zaledwie lekko zarysowane (choć nie brakuje i bardziej szczegółowych kadrów), ale i tak doskonale widzimy, gdzie akcja się odbywa. A kolory są po prostu przebajeczne – żywe, intensywne i wesołe, niesamowicie cieszą oczy (nic dziwnego – odpowiadają za nie aż trzy osoby!). Postaci sprawiają wrażenie przesympatycznych, a ich twarze wyrażają multum emocji - często już same ich miny rozbawiają czytelnika (że nie wspomnę o przesłodkim pyszczku Sushiego). W tak barwnych i przyjacielskich bohaterach nie można się nie zakochać!

Przygody rezolutnej Kasi i Sushiego są przekomicznie i większość z nich opiera się po prostu na… typowo kocich zachowaniach (niezrównanej chęci do zabawy i psot). Futrzak ma charakter, jest szalony i… super uroczy, niemniej wiele historyjek jest poświęconych po prostu rodzinie i przyjaciołom dziewczynki, codziennym problemikom. Kryją się w tych kadrach uniwersalne wartości dla małego czytelnika (choć czasami młode postaci zachowują się nieco niewłaściwie, acz to prawo wieku niewielkiego) oraz – oczywiście – mnóstwo zabawy i humoru! Przy tej serii nie można nudzić się nawet na moment i nie można mieć dość przygód tej dwójki.

Kasia i jej kot. Tom 3 to kapitalny komiks dla każdego malucha, który lubi się pośmiać oraz opowieści obrazkowe. Ta część jest idealna na nadchodzący czas, ponieważ jej klimat jest przepysznie wakacyjny, pełen wycieczek oraz natury. Polecam absolutnie każdemu, nie tylko miłośnikom kotów – każdy pokocha Sushiego oraz te przepiękne ilustracje! 💓

niedziela, 25 kwietnia 2021

Justyna Bednarek, Marianna Oklejak - "Maryjki. Opowieści o Matce Boskiej"

 
Autor: Justyna Bednarek
Ilustrator: Marianna Oklejak
Tytuł: Maryjki. Opowieści o Matce Boskiej
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 14 kwietnia 2021
Liczba stron: 112
Ocena: 10/10

Opis:

Oto podania ludowe o Matce Boskiej w autorskim opracowaniu Justyny Bednarek i z zachwycającymi ilustracjami Marianny Oklejak – wzruszające, pełne czułości i humoru, a także zaskakująco współczesne. Pojawią się tu takie tematy, jak odpowiedzialność człowieka za dokonywane wybory, gościnność wobec uchodźców, a także troska o zwierzęta i całą planetę. Czy Maryja była pierwszą ekolożką? Co pająk robi na ścianie w raju? Kto przyniósł z nieba pierogi z jagodami? Przekonajcie się sami.

Recenzja:

Oj, gdy tylko zobaczyłam duet w wykonaniu Justyny Bednarek i Marianny Oklejak, wiedziałam, że Maryjki. Opowieści o Matce Boskiej będą dosłownie boskie. I – pozwólcie, że Wam od razu to powiem – nie myliłam się, bo książeczka przepięknie prezentuje się pod względem i treści, i kwestii wizualnych, i… po prostu zakochałam się w niej bezgranicznie!


Często sięgam po pozycje ludowe, nawiązujące do dawnych wierzeń i tradycji, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki. Zresztą, sami przeczytajcie jej opis – czyż nie brzmi fascynująco? Mnie, jako osobę dorosłą historie weń zawarte ogromnie zaintrygowały, a i nieinaczej było w przypadku mojego siostrzeńca, a wszystko to za sprawą ogromnej ilości ciepła oraz humoru, która wręcz wylewa się z tej książki. Przyznam Wam szczerze, że obawiałam się nieco, że ta pozycja może być zbyt religijna, ale taka nie jest – oczywiście nie brakuje tu wydarzeń biblijnych oraz innych kwestii postaci Matki Boskiej (jak choćby świąt), niemniej są one fantastycznie przedstawione, przystępnie dla dziecka.

Książka ta doskonale sprawdzi się dla pociechy także z innych powodów. Kryje się tutaj wiele uniwersalnych wartości, odnoszących się również do czasów obecnych – ekologii, uchodźców, tolerancji. Zachwyca również oprawa graficzna, barwna, z sympatycznymi postaciami oraz ludowym sznytem. Buzia sama uśmiecha się do tak pięknie wydanej książki!

Maryjki. Opowieści o Matce Boskiej choć z pozoru wydają się książką religijną, tak wiara jest zaledwie jej elementem, który pomaga stworzyć wartościowe i zapadające w pamięć historie. To doskonały prezent na Pierwszą Komunią, miła odmiana od standardowej Biblii, znacznie bardziej przemawiająca do młodego czytelnika oraz zachęcająca go do poszerzania horyzontów, poznawania świata. Jak wspomniałam wcześniej – zakochaliśmy się w tej pozycji i mam nadzieję, że ten duet autorek jeszcze nie raz spotkam na swej drodze. Polecam z całego serca! <3

niedziela, 28 marca 2021

Mike Barfield, Lauren Humphrey - "Jest chemia!"

Autor: Mike Barfield
Ilustrator: Lauren Humphrey
Tytuł: Jest chemia! Śledztwo w sprawie pierwiastków ukrytych w twoim domu
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 24 lutego 2021
Liczba stron: 64
Ocena: 9/10

Opis:

Chemia jest nudna? Nigdy w życiu! Oto najciekawszy przewodnik po pierwiastkach, jaki możesz sobie wyobrazić!

Czy wiesz, że gdyby nie rysik w twoim ołówku, nie istniałoby życie na Ziemi? Albo że zabójczą substancję, która posłużyła do zbudowania najgroźniejszej broni w dziejach, można odkryć w butelce z wodą? Autor tej zdumiewającej książki dowiedzie, że prawie wszystko we wszechświecie składa się z zaledwie dziewięćdziesięciu dwóch pierwiastków. I że w dodatku wiele z nich – od argonu po żelazo – znajdziesz w swoim własnym domu. Dołącz więc do zabawy w chowanego… i poszukaj pierwiastków wokół nas!

Recenzja:

Jest chemia! Śledztwo w sprawie pierwiastków ukrytych w twoim domu to książka, którą zamówiłam z myślą o moim siostrzeńcu, który za tym przedmiotem nie za bardzo przepada. Młody lubi ciekawostki, a na zajęciach – niestety – bardziej nauczycielka skupia się na przekazaniu wymaganej wiedzy, niż zachęceniu dzieci do poznawania chemicznego świata. Na szczęście, na rynku można znaleźć takie pozycje jak tak, które ubarwia z pozoru nudną naukę!

Jest chemia! informacje przekazywane są poprzez zabawę. Książka ujmuje od pierwszych stron, gdyż uroczy detektyw zaprasza nas do tropienia nieuchwytnych pierwiastków. A – jak pewnie każdy wie – jest ich doprawdy wiele. Ich poznawanie rozpoczynamy przez podstawy, czyli zapoznanie się z pojęciami atomu oraz układu okresowego pierwiastków, by dalej poznać lepiej naszych chemicznych „podejrzanych”. Autorka opisuje tutaj m.in. jego występowanie, cechy charakterystyczne, symbole oraz – oczywiście – interesujące ciekawostki, które z całą pewnością pomogą w ich zapamiętywaniu i zachęcą do pogłębiania wiedzy na własną rękę.


Czasami wiedza przekazywania jest nie tyle w treści, co w formie komiksów – ten element szczególnie ujął mojego siostrzeńca, gdyż jest fanem obrazkowych powieści. Nie brakuje tu także interesujących zadań dla młodych detektywów-czytelników, która jeszcze bardziej zachęca do poznawania świata chemii. Jest tutaj wiele niuansów z życia codziennego, dzięki czemu maluch po przeczytaniu tej książki, może z łatwością zabłysnąć na lekcji lub… wśród znajomych, bo są tu także nowinki humorystyczne. Krótko mówiąc – i 11-latek, i dorosła już ciotka świetnie spędzili czas z tą książką.

Jest chemia! Śledztwo w sprawie pierwiastków ukrytych w twoim domu to wyśmienita popularnonaukowa propozycja dla dzieci w podstawówce. Jestem przekonana, że niejeden młody czytelnik dzięki niej zafascynuje się światem chemii – zarówno przez wzgląd na fascynujące treści weń, jak i oprawę graficzną oraz sposób przekazywania wiedzy - ani odrobinę nudny! Polecam z całego serca!

poniedziałek, 8 lutego 2021

Barbara Stenka - "Zostań sama w domu"

Autor: Barbara Stenka
Tytuł: Zostań sama w domu
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 27 stycznia 2021
Liczba stron: 304
Ocena: 10/10

Opis:

"Nie zgadzam się na dorastanie. Czuję się tak, jakbym już kiedyś była dorosła. Teraz mam plan, żeby być dzieckiem".

Diana ma opaskę z kocimi uszkami, z którą nigdy się nie rozstaje, i najwspanialszą na świecie babcię – zwariowaną projektantkę krzeseł. Nie ma natomiast rodziców – przynajmniej w tej chwili – i nie wiadomo, czy to się kiedyś zmieni.
Diana nie lubi zostawać sama w domu. Nie lubi też tajemnic. Za dużo ich było w jej dwunastoletnim życiu. Dla dziewczynki najważniejsze jest teraz poczucie bezpieczeństwa. Ale życie nie stoi w miejscu, przeciwnie – robi wszystko, żeby Dianę zaskoczyć. A to niemowlęciem z agrafką w rączkach, a to psem o wdzięcznym imieniu Demon…

Recenzja:

Czasami spontanicznie sięgam po jakiś tytuł dla młodszych tytuł - Zostań sama w domu to właśnie jedna z takich książek, z którymi postanowiłam zapoznać się pod wpływem chwili. Teraz, po zakończeniu lektury, brakuje mi słów i… nie wyobrażam sobie, że mogłabym ominąć taką perełkę!

Powieść Barbary Stenka zapowiadała się niepozornie, jednak skryła w sobie wiele ciepła, humoru oraz… poruszeń. Pod przykrywką zabawnej opowieści o nietuzinkowej dziewczynce skryła historię problemów rodzinnych oraz smutnej przeszłości, która – bądź, co bądź – dotknęła dziecko. Autorka nie boi się poruszać trudnych i ważnych tematów, ale robi to w niezwykle przystępny sposób – nawet dla młodego czytelnika. Kryje się tutaj również zachęta do szukania pomocy w trudnych sytuacjach oraz… mnóstwo nadziei!

Opowiedziałam wam to wszystko, żebyście mieli nadzieję. Żebyście szukali kogoś, kto wam pomoże, gdy nie macie ratunku w zasięgu ręki. Może ten ratunek jest dalej, może bardzo daleko, ale uwierzcie – istnieje.
Opowiedziałam wam swoją historię, żebyście wiedzieli, że nigdy nie jesteście sami.
Żebyście byli uważni – wielkie problemy często nie są tak od razu dostrzegalne, wymalowane jaskrawym kolorem na trzepoczącym transparencie.

Myślę, że Zostań sama w domu może pomóc wielu dzieciakom i młodzieży, które nie mają odwagi szukać pomocy – niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdą. Historia z całą pewnością wzruszy również niejednego rodzica oraz zachęci do wielu refleksji. I – jak wspomniałam wcześniej – nie raz wywoła uśmiech na twarzy czytelnika, a nawet śmiech! Jest tutaj tyle ciekawych postaci oraz nietypowych przygód, że… nie da się tego opisać!

Zostań sama w domu to książka, która nie bez powodu została wyróżniona w V Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży. Ze świecą szukać drugiej tak bogatej w humor oraz w wartościowe lekcje lektury. Jestem przekonana, że każdy czytacz – i mały, i duży – przepadnie dla tej książeczki. Polecam z całego serducha!

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Sam McBratney, Anita Jeram - "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham"

Autor: Sam McBratney 
Ilustracje: Anita Jeram 
Tytuł: Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham 
Wydawnictwo: HarperKids 
Data wydania: 25 listopada 2020 
Liczba stron: 32 
Ocena: 9/10 

Opis: 

Gdy pewnego wieczoru Duży Brązowy Zając kładzie swojego syna do łóżka, ten postanawia zadać nurtujące go pytanie: Czy wiesz, jak bardzo cię kocham? Tak zaczyna się piękna opowieść o wielkim wyzwaniu: bo jak znaleźć słowa na opisanie swoich uczuć, gdy jest się jeszcze takim Małym Brązowym Zajączkiem? 

„Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” to wzruszająca i mądra książka do wspólnego czytania z dziećmi już od trzeciego roku życia. Ciepła, pełna uroku opowieść o Małym Brązowym Zajączku i jego tacie zachęca najmłodszych do wyrażania swoich uczuć i podpowiada, jak można wyrazić ogrom miłości, a także wspiera rozwój emocjonalny najmłodszych. 

Recenzja: 

Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham to książeczka, która od razu zwróciła moją uwagę uroczym tytułem i niesamowicie przyjemną dla oka szatą graficzną. Spójrzcie tylko na okładkę - obok tak cudnych zajączków po prostu nie można przejść obojętnie, prawda? Szczególnie, gdy treść zapowiada się tak słodko… 


Historia o zajączkach jest króciutka, jednakże tyle ciepła i uśmiechu dawno nie doświadczyłam przy żadnej lekturze! Sama opowieść ma prostą konstrukcję – Mały Brązowy Zajączek i Duży Brązowy Zając, ojciec i syn, porównują ogrom swojej miłości do różnych rzeczy. Niełatwo jest opisać swoich uczuć, ale im tutaj idzie to całkiem zgrabnie. Ale czy może być tutaj zwycięzca? Bo – według mnie – oboje są zwycięzcami! :) 

Sam McBratney pokazuje tutaj, że nie trzeba używać wielkich słów, aby opisać swoje uczucia – w tym przypadku miłości do dziecka lub rodzica. Jestem przekonana, że po tej lekturze maluchowi łatwiej będzie mówić o tym, co czuje – i być może wyjdą z tego równie zabawne sytuacje? Nie można zapomnieć tutaj także o bajecznej szacie graficznej (od Anity Jeram) oraz sympatycznych ilustracjach zająców, które chwytają za serduszko i cieszą oczy. Jestem przekonana, że dla tej kreski i kolorów przepadnie niejeden czytelnik! 


Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham to niepozorna książeczka, która – jak wspomniałam wcześniej – przelewa w czytelnika mnóstwo ciepła. To fantastyczna pozycja wejściowa do rozmawiania ze szkrabem o jego emocjach oraz o tym, że… warto o nich mówić. Polecam z całego serducha! 

czwartek, 3 grudnia 2020

Ala Hanna Murgrabia - „Szalone kury Pana Dropsa”

Autor: Ala Hanna Murgrabia
Tytuł: Szalone kury Pana Dropsa
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 14 października 2020
Liczba stron: 96
Ocena: 10/10

Opis:

Wyobraźcie sobie kurnik.
A teraz wyobraźcie sobie 4 kury...

Urodzona przywódczyni to Pola, najbardziej łakoma to Klementyna, Gertruda jest znana z wyciągania logicznych wniosków, a Emma jest najmłodsza i pewnie dlatego najbardziej dba o linię.
Kury niepodzielnie królują na podwórku. Wie o tym Pan Drops, ale także podwórzowy pies Znajda i kilka innych zwierząt, które pojawią się w kolejnych opowiadaniach.
Kury królują i realizują własne kurze plany, czy to się komuś podoba, czy nie. Bo w końcu wszystko, co nowe, trzeba zbadać. Albo ewentualnie się przed tym schować (jak przed wnukami Pana Dropsa, które uwielbiają bawić się kurami jak lalkami!). Grunt, żeby w każdej sprawie mieć własne kurze zdanie. A że podczas czytania będziecie przy tym pękać ze śmiechu, to już nie jest wina kur, prawda?

Recenzja:

Mam ogromną słabość do kur, ponieważ w dzieciństwie u dziadka na wsi miałam swoją własną kurę, Złotopiórkę, która zachowaniem absolutnie kury nie przypominała. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź Szalonych kur Pana Dropsa od razu wiedziałam, że się w tej książce bezgranicznie zakocham – nie tylko z sentymentu do wspomnianej istoty, ale… po prostu przeczytajcie opis. Czyż nie brzmi fantastycznie?

Tytułowe kury są kapitalne pod każdym względem i od razu można poczuć do nich sympatię. Czytając książkę bawiłam się niesamowicie dobrze, bo co rusz się śmiałam – Pola, Klementyna, Gertruda i Emma są nadzwyczaj pocieszne, a ich pomysły… co najmniej nietuzinkowe. Cóż one wyczyniają, to głowa mała! Nic dziwnego, że w opisie zawarto ostrzeżenie o pękaniu ze śmiechu - mi się zdarzyło nawet przy tej książce uronić łzę. Tak – ze śmiechu.

W tym komediowo-pierzastym szaleństwie kryje się jednak wiele wartościowych lekcji, które poza uśmiechem na ustach czytelnika, wywołują także ciepełko w sercu. Kury – choć całkowicie niepoprawne i zakręcone – choć nie zawsze postępują idealnie, a ich plany wypadają różnie, tak… wyciągają trafne wnioski, serwując przy tym ubaw czytelnikowi. I mnóstwo, mnóstwo przygód!


Książeczka jest także wydana w atrakcyjny dla młodego czytelnika sposób. Twarda oprawa, format a4 i duża czcionka z całą pewnością przysłużą się dzieciom rozpoczynającym przygodę z samodzielnym czytaniem. Obojętnie nie można przejść także obok komicznych rysunków Klaudii Murgrabi, które znakomicie portretują postacie kur oraz innych bohaterów – a także sytuacji, w jakich się znalazły!

Szalone kury Pana Dropsa są doprawdy szalone – a przy tym przesympatyczne i humorystyczne. Jeśli szukacie przyjemnej lekturki dla maluchów – to z pewnością wybór doskonały. Przy tej lekturze można przeżyć wiele przygód oraz – jak wiele razy już napomykałam – śmiać się niemal na okrągło, a bohaterki – jak to kury – są przeboskie. Polecam z całego serducha – najbardziej pocieszna książka na świecie! 💓

niedziela, 8 listopada 2020

Sylvia Douyé, Paola Antista - "Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką!"

Autor: Sylvia Douyé 
Ilustracje: Paola Antista 
Tytuł: Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką! 
Wydawnictwo: EGMONT 
Data wydania: 2 września 2020 
Liczba stron: 48 
Ocena: 9/10 

Opis: 

Legendarne stwory, siła magicznych przekleństw oraz poszukiwanie prawdy o samym sobie. Czarolina przybywa na ponurą wyspę Vorn, żeby wziąć udział w letnim kursie na temat istot fantastycznych, czyli kryptyd. Wraz z innymi nastolatkami rozpoczyna naukę pod nadzorem profesora Balzara i tajemniczej Madame C. Wkrótce na wyspie zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Czarolina i jej koleżanka Willa rozpoczynają śledztwo, aby wyjaśnić, co jest przyczyną strasznych zdarzeń, nie przypuszczają jednak, że na każdego uczestnika kursu czyha wielkie niebezpieczeństwo! Przy okazji bohaterka dowie się bardzo ważnych rzeczy o swojej niezwykłej przeszłości. Komiksowa opowieść dla dzieci i młodzieży. 

Recenzja: 

Dotarłam na wyspę Vorn! Wszystko tutaj wydaje się smutne, ponure i straszne. Jednym słowem… jest świetnie! Dokładnie tak, jak tego oczekiwałam… 

Uwielbiam opowieści z nieco mrocznym i creepy klimatem, a Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką właśnie taką historię mi zafundowała. To komiks przepełniony niesamowitymi istotami, posiadający nietuzinkową tajemnicę oraz barwnych bohaterów, od którego nie sposób się oderwać! A zakończenie… no cóż – mam nadzieję, że niebawem w moje ręce trafi kontynuacja! 

Muszę przyznać, że jak na komiks dla dzieci, prezentuje się dość niepokojąco. Jest odrobinkę straszny, ale jestem pewna, że dzielniejszy zuch bez trudu sobie poradzi z jego treścią. Historia opisana jest w sposób bardzo sympatyczny (wszak fantasykolodzy zajmują się pomaganiem stworzeń niepojęten), pełen ciekawostek i humoru, dzięki czemu napięta atmosfera jedynie kica pomiędzy stronami. Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczona tym, jak przemyślana została konstrukcja tego komiksu oraz przedstawienie postaci, bowiem – choć znamy ich zaledwie przez chwilę – o każdym można kilka zdań powiedzieć. 

Fascynująca jest również szata graficzna komiksu. Jest ona utrzymana raczej w ciemnych kolorach, granatach lub sepii, urozmaiconych o inne barwy. Taka spójna kolorystyka bardzo dobrze oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, podobnie jak bardzo przyjazna kreska. Choć – jak wspominałam wcześniej – komiks jest nieco niepokojący, tak bajkowe ilustracje pozytywnie wpływają na odbiór – podobnie jak omawiany powyżej humor. Krótko mówiąc – książeczka wyważona jest w każdym calu – oraz doskonale dopracowana, bo porusza także kwestie ważne dla młodego czytelnika - choćby odnajdywania siebie...

W Czarolinie. Pewnego dnia zostanę fantasykolożką bez wątpienia zakocha się każdy miłośnik fantastycznych istot. Spotkacie tutaj magiczne istoty, takie jak wróżki czy gorgona, oraz oryginalną tajemnicę, która… odrobinkę się urywa. Z tego względu ogromnie nie mogę się doczekać kolejnego tomu – zapowiada się fenomenalnie! Polecam z całego serducha tę serię!

sobota, 15 sierpnia 2020

Bogna Sroka-Mucha - "Czapu Czipu. Co to tak człapie?"; "Czapu Czipu. Co to tak skrobie?"

Autor: Bogna Sroka-Mucha
Tytuły: Czapu Czipu. Co to tak człapie?; Czapu Czipu. Co to tak skrobie?
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania:
20.05.2020
Liczba stron: 10
Wiek: 0-3 lata
Ocena: 8/10

Opis:

Czapu Czipu to ciekawski chłopiec o bujnej wyobraźni. Ma wielką papierową czapkę, która jest jak czarodziejski kapelusz - potrafi naśladować ludzi, zwierzęta i przedmioty, a chłopcu szykuje różne zagadki. Mały czytelnik też stara się je odgadnąć. Przygląda się, jak czapka zmienia kształty i próbuje naśladować wydobywające się z niej dźwięki.
 
Nowa seria kartonowych książeczek Czapu Czipu wspierającej naukę mowy to także doskonała zabawa i praktyczna wiedza o świecie. Znakomita pomoc dla rodziców, pedagogów, logopedów! Proste historie, wyrazy dźwiękonaśladowcze, ćwiczenia artykulacji konkretnych głosek oraz zabawy z wyobraźnią inspirujące do wspólnej zabawy.

W książce „Co to tak człapie?” Czapu Czipu próbuje rozwikłać zagadkę, którą skrywa jego wielka czapka. Dochodzą z niej dziwne dźwięki, jakie zwierzątko je wydaje?

Zagadki dźwiękowe i wizualne dla dzieci w wieku 0-3 lat.
***
W książce „Co to tak skrobie?” Czapu Czipu zastanawia się, kto ukrył się w czapce. Pająk? Ptak? Czarownica skrobiąca marchewkę? A może jeszcze ktoś inny? Czy potrafisz naśladować dźwięki wydobywające się z czarodziejskiej czapki? 


Recenzja:

O tym, że dzieci mają bujną wyobraźnię z pewnością nie muszę nikogo przekonywać. Co zrobić żeby ją jeszcze bardziej rozbujać? Należy im czytać książki, dużo z nimi rozmawiać i opowiadać o różnych ciekawych historiach. Jednak najlepiej, by robić to w sposób zagadkowy, zachęcający ich do myślenia i poszukiwania własnych rozwiązań danego problemu. Nie wolno im podawać wszystkiego na tacy, by nie stali się zbyt wygodni i w przyszłości nie zatracili swojej naturalnej kreatywności. Od najmłodszych lat trzeba zatem wspierać ich rozwój poprzez zabawę i wspólną pracę z aktywizującymi książeczkami. Do czego zachęcają najmłodsze dzieci książki z serii Czapu Czipu? Przede wszystkim do treningu własnego umysłu, który na tym etapie nie wymaga od nich niemal żadnego wysiłku.



Wychowanie dzieci to ogromne wyzwanie, pełne trudności, niepokoju, niepewności, ale przede wszystkie szczęścia i miłości. Uwielbiam czytać i przeglądać książeczki ze swoim dwuletnim synkiem. Ten czas jest zawsze dla mnie wspaniały. Widząc jego zaangażowanie i ciekawość oraz słysząc pierwsze słowa i opisy widzianych przez niego ilustracji, składające się zaledwie z pojedynczych, niewyraźnie jeszcze wypowiadanych słówek, czuję dumę i przepełnia mnie wielka radość z tego, że jestem mamą. To zdumiewające, że kilka stron publikacji takich jak książki z serii Czapu Czipu mogą wywoływać w nas tyle pozytywnych emocji. Chciałabym zarazić was zamiłowaniem do wspólnego czytania z dziećmi od najmłodszych ich lat, dlatego ciągle polecam wam sięgać po recenzowane przeze mnie tytuły, także te z dzisiejszego wpisu.

Czapu Czipu to chłopiec, który ma czarodziejską czapkę. W części z podtytułem Co tu tak człapie? narrator wraz z czytelnikami i słuchaczami zastanawiają się kto lub co wydaje odgłos człapania dobiegający z jego - wspomnianego wcześniej - nakrycia głowy. Czy to motylek, piłeczki, zając, a może małpka? Ależ nie, to żadne z nich! Kto zatem tak człapie? Przeczytajcie a dowiecie się sami.



Natomiast w książeczce Czapu Czipu. Co tu tak skrobie? będziemy odgadywać, kto siedzi w czapeczce chłopca i wydaje odgłos skrobania. W gronie podejrzanych znajdzie się kilka stworzeń, a nawet czarownica. Jednak sprawca zostanie zdemaskowany na ostatniej stronie! Kto to taki? Czy zdziwi was to, kto tym razem ukrył się na głowie tytułowego bohatera? Myślę, że może troszkę tak. Jednak nie oznacza to, że nie można się tego domyśleć.



Treść tych dwóch książeczek, jak zapewne i całej serii opiera się na tym samym schemacie złożonym z pytań i odpowiedzi oraz z wyrazów dźwiękonaśladowczych. To pomysł, który dzieciom szybko przypadnie do gustu. Powtarzające się pytania pozwolą szybko polubić zabawę w odgadywanie źródła odgłosów, którą proponuje nam autorka. Pozwalają także dzieciom wykazać się pomysłowością, gdyż zachęcają do myślenia i poszukiwania własnych odpowiedzi. Ciekawe rysunki dobrze znanych dzieciom zwierzątek i przedmiotów podtrzymują ich uwagę i  skutecznie wzbudzają zainteresowanie. Dzięki naśladowaniu odgłosów wymienionych w tekście maluchy ćwiczą mowę, dobrze się przy tym bawiąc. Serię polecam nie tylko najmłodszym pociechom, ale nawet pięciolatkom i sześciolatkom. Jej wspólne czytanie daje nam wszystkim dużo frajdy. 

Zdziwienie może budzić w nas to, że takie proste książeczki poruszają i odzwierciedlają tyle ważnych aspektów w rozwoju dziecka. Przejrzyste rysunki i nieskomplikowany tekst zachęcają dziecko do powtarzania wyrazów dźwiękonaśladowczych. Wszystko to ma podłoże przygotowawcze do nauki wypowiadania głosek, sylab, a w końcu wyrazów. Ta zakamuflowana w pewien sposób nauka jest dla maluchów świetną zabawą, a one nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że przyczynia się ona do ich rozwoju logopedycznego, a nawet psychologicznego. 



Czapu Czipu. Co tu tak człapie? i Czapu Czipu. Co tu tak skrobie? to książeczki dla najmłodszych zachęcające do myślenia i odnajdywania własnych skojarzeń związanych z danym pytaniem. Dzięki nim miło razem spędzicie czas, a wasze dzieci potrenują mowę a do tego z ciekawością będą przeglądały ilustracje, na których widnieją znane im przedmioty, postaci i stworzenia. Czy uda im się odgadnąć, kto wydaje wszystkie te dziwne odgłosy? Z pewnością maluchy wykażą się pomysłami, które was zaskoczą!

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperCollins Polska.

środa, 12 sierpnia 2020

Jakub Woźnicki - "Zjedz mnie!"

 

Autor: Jakub Wodnicki
Ilustrator: Katarzyna Fic
Tytuł: Zjedz mnie!
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis: 
 
Nie od dziś wiadomo, że w przyrodzie wszystko ma swój ustalony porządek. Lis połasi się na kurę, a kura na dobre ziarno czy robaka. Każde zwierzę po prostu musi zjeść swój obiad. Ale głodny wilk to już bardzo zły wilk, który może pożreć cudzą babcię. Czasem na obiad trzeba zapolować, czasem wystarczy przyłożyć pysk do ziemi, a niekiedy można najeść się… odpadami.

Jak wyglądałby świat na wspak i co potrafi zjeść dziwak? Sprawdź, grając w "Zjedz mnie!"

"Zjedz mnie!" to gra karciana, która dzięki swojej zabawnej konwencji przybliży najmłodszym graczom obowiązujące w naturze zasady konsumpcji. Gracze układają z kart "łańcuchy pokarmowe" zgodnie z zasadami obowiązującymi w przyrodzie - drapieżnicy pożerają roślinożerców, a ci jako wegetarianie odżywiają się pokarmem roślinnym. Rozgrywkę urozmaicają karty akcji, które np. cofają ruch gracza, cofają kolejność układania kart. Wygrywa osoba, która pozbędzie się wszystkich kart z ręki. W instrukcji znajdują się dwa dodatkowe warianty rozgrywki: "Jadłospis na cały tydzień" oraz "Wszyscy są bardzo głodni".

Recenzja:
 
Przyroda jest naprawdę fascynująca. Otaczające nas rośliny i żyjące w różnych środowiskach zwierzęta wzbudzają u wszystkich zainteresowanie, niejednokrotnie także podziw lub lęk oraz intrygują swoim życiem i przyzwyczajeniami. Wiadomo, że świat flory i fauny rządzi się swoimi prawami. Niektóre z nich są dla nas niezrozumiałe i bulwersujące, chociaż zgodne z naturą i chęcią przetrwania danego gatunku. Sami jako ludzie żywimy się innymi organizmami roślinnymi i zwierzęcymi. Dla dzieci zwierzęta są jak przyjaciele. Łańcuchy pokarmowe to temat, który może być dla nich trudny do przyswojenia, zwłaszcza przez ich delikatność. Zatem czy gra Zjedz mnie! pozwoli  im na zrozumienie złożonych praw przyrody? Tak, bowiem w ciekawy sposób wprowadzi ich w reguły przetrwania organizmów żywych, jednocześnie zapewniając świetną rozrywkę z elementami dydaktycznymi.


Osobiście ze szczegółowymi informacjami o łańcuchach pokarmowych miałam styczność na lekcjach przyrody i biologii. Na co dzień nie poruszam tego tematu w rozmowach z dziećmi. Za sprawą gry Zjedz mnie! od wydawnictwa Zielona Sowa zrozumiałam, ile tajemnic skrywa przed nami natura w tej konkretnej kwestii. To prawda, że dla osób dorosłych niektóre fakty z tego zakresu są naturalne i zrozumiałe, jednak maluchy przyjmują je z niejaką rezerwą. Zatem ta karcianka jest według mnie odpowiednia dla dzieci w wieku szkolnym, gdyż należy trochę zastanowić się nad jej zasadami i dobrze przyswoić sobie oznaczenia kart, by móc przystąpić do rozgrywki. Oczywiście bardziej cierpliwe czterolatki też mogą wziąć w niej udział, jeśli zechcą do końca wysłuchać, o co w niej tak naprawdę chodzi. A chodzi tu o tworzenie łańcuchów pokarmowych i pozbywanie się swoich kart. W końcu okazało się jednak, że ten pierwszy cel nie jest tak trudny do osiągnięcia, dzięki sprytnym i wyraźnym symbolom widniejącym na kartach. 

Otwierając pudełko z grą znajdziemy w niej ciekawie zilustrowane karty, są wśród nich: 12 kart Wody, 12 kart Roślin, 21 kart Zwierząt, 3 karty Ludzi, karta Beara Nieustraszonego i 11 kart Akcji (to one urozmaicają przebieg gry) oraz oczywiście instrukcję przeprowadzenia rozgrywki. Przygotowanie do niej nie zabiera zbyt wiele czasu, chociaż musimy zwrócić uwagę, w ile osób gramy, gdyż od tego będzie zależał sposób rozdawania kart. Ogólnie opisując etap przygotowań wygląda to tak: trzeba rozdać graczom po jednej karcie Wody, resztę kart potasować i wydać z talii po pięć sztuk dla każdej osoby. Ten, kto rozpoczyna rundę zagrywa kartę Wody, a kolejna osoba kartę ze swojej ręki. Jeżeli nie ma odpowiedniej wówczas może spasować i dobrać kolejną ze stosu lub wymienić na inną. Możemy tworzyć kilka łańcuchów pokarmowych na raz. W jaki sposób? Wystarczy patrzeć na oznaczenia kart: po lewej stronie widzimy symbole tego lub kogo przedstawiciel danej  karty zjada, a po prawej przez kogo jest zjadany. Wykładając karty spoglądamy na oznaczenia z lewej strony i dążymy do zwycięstwa. Wygra osoba, która pierwsza pozbędzie się wszystkich kart. Muszę przyznać, że na początku musieliśmy dobrze przeanalizować instrukcję, aby przystąpić do zabawy, jednak gdy już wszystko było dla nas zrozumiałe przekonaliśmy się, że to całkiem fantastyczna gra, skupiająca uwagę i zapoznająca nas w interesujący sposób z prawami rządzącymi naturą związanymi z kwestią pożywienia i chęcią przetrwania.

 


Oprócz dwóch wariantów dotyczących liczby graczy, twórca tytułu proponuje nam także trzeci, który po nałożeniu pewnych ograniczeń na zasady z rozgrywki podstawowej zapewnia nam mnóstwo emocji, gdyż uczestnicy zabawy mają wówczas dziesięć sekund na podjęcie ruchu i wyłożenie karty. Grając w niego w kilka osób można poddać się wesołemu nastrojowi, bowiem jest to najbardziej energiczny wariant dostępny w grze Zjedz mnie!. Elementów gry w opakowaniu nie ma zbyt wiele, ale owe karty zostały stworzone w bardzo ciekawej i przyjemnej dla oka kolorystyce. Ich jakość jest zadowalająca, mają rozmiar zwykłych kart do gry i posługiwanie się nimi jest wygodne oraz bezproblemowe nawet dla mniejszych rączek. Nie zlepiają się ze sobą i nie sprawiają nam żadnych trudności podczas przebiegu gry. Grę polecam szczególnie osobom zainteresowanym przyrodą oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają wszelkiego rodzaju gry karciane. Dzięki niej świat przyrody nie będzie już miał przed dziećmi żadnych tajemnic.

Sposób rozdania kart podczas gry w dwie osoby


Zjedz mnie! to gra, która zabierze was w głąb środowiska naturalnego, gdzie wszystko ma swoje znaczenie a obowiązujące w nim prawa bytu są nie do przeskoczenia. Różne warianty gry pozwolą na rozgrywkę w mniejszym i większym gronie. Możecie wypróbować także granie na czas. Najwięcej frajdy  sprawią wam karty Akcji, których treść jest przykładem na to, że mimo pewnych naturalnych przyzwyczajeń trzeba być przygotowanym także na to, co niespodziewane. Czasami nawet musimy się wycofać, by dojść do mety. Podejmiecie to wyzwanie? Mam nadzieję, że tak.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Krzysztof Pietrzak - "Dziki futbol"

 
Autor: Krzysztof Pietrzak
Ilustrator: Maryna Rudzko
Tytuł: Dziki futbol
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis:

Afrykańskie zwierzęta gromadzą się na sawannie, aby zobaczyć finał Ligi Dzikich Zwierząt. Kto zostanie zwycięzcą? Odważne Lwy czy Szarżujące Nosorożce?
Odkrywaj karty, rozpatruj piłkarskie akcje, strzelaj gole i sprawdź, czy twoja drużyna sięgnie po puchar!

Recenzja:

Zwierzęta to najbardziej lubiani bohaterowie w dziecięcych książkach, ale nie tylko w nich. Doskonale sprawdzają się także jako najważniejsze postaci w grach karcianych. Mogliśmy się samodzielnie o tym przekonać biorąc udział w rozgrywce pod tytułem Dziki futbol. Oczywiście to, z jakiego gatunku pochodzą zawodnicy naszych drużyn nie miało tu większego znaczenia, gdyż sam przebieg gry okazał się tak fascynujący, iż nie było czasu na rozmyślania o wyglądzie, czy pochodzeniu jej bohaterów. Cała nasza uwaga skupiała się na kolejnych akcjach. Zatem czy ta gra od wydawnictwa Zielona Sowa wzorowana na technice piłki nożnej realistycznie oddaje ducha sportowej rywalizacji? Ależ oczywiście! Ponadto zaskakująco szybko wciąga i sprawia, że zapominamy o codziennych obowiązkach dobrze się przy tym bawiąc.

Mój starszy syn jest fanem piłki nożnej i sam trenuje tę dyscyplinę sportu. Ma on już dziewięć lat, więc gdy zobaczyłam w ofercie wydawnictwa tę grę, byłam pewna, że się mu spodoba. Wiek sugerowany przez wydawcę jest tu naprawdę wyjątkowo umowny, gdyż nawet czteroletnie dziecko może odnaleźć się w tym turnieju, z zaangażowaniem w nim uczestnicząc. Oczywiście takie maluchy będą potrzebowały pomocy w odczytywaniu poleceń zapisanych na kartach. Tym jednak bez problemu może zająć się starszy z graczy. Jako osoba dorosła również świetnie bawiłam się podczas tego karcianego meczu. Gra dedykowana jest dla dwóch osób, jednak gdyby ktoś chciał zwerbować do swojej drużyny jakiegoś pomocnika, nie widzę do tego żadnych przeciwwskazań.


Pomysł na grę przypadł nam do gustu i oboje z synem cieszymy się, że powstała karciana wersja piłki nożnej. Dzięki niej możemy wstąpić w szeregi jednej z drużyn, które tworzą afrykańskie zwierzęta. Pojedynek piłkarski pomiędzy Odważnymi Lwami a Szarżującymi nosorożcami toczy się na dalekiej sawannie. Przy okazji możemy rozwinąć temat nie tylko sportu, ale także samego kontynentu, którym jest w tym przypadku Afryka. Życie w tym zakątku świata na pewno zaciekawi młodych graczy a rozmowy o nim mogą być świetnym przerywnikiem podczas zaciętej rywalizacji w finale Ligii Dzikich Zwierząt.

Przygotowanie do turnieju jest bardzo proste i zajmuje niewiele czasu, dzięki czemu sprawnie i szybko można rozpocząć ten emocjonujący mecz. Wystarczy postępować zgodnie z instrukcją, z której odczytaniem i zrozumieniem na pewno nie będziecie mieli żadnych problemów. Ogólnie etap przygotowań składa się z tasowania i odpowiedniego rozmieszczenie wszystkich kart. Na zdjęciu poniżej możecie podpatrzyć jak wygląda prawidłowo przygotowane do piłkarskiego pojedynku pole gry. Ważnym rekwizytem jest znacznik piłki, który wskazuje, który z graczy jest aktualnie przy piłce. Osoba rozpoczynająca rozgrywkę odkrywa pierwszą z kart Akcji. Następnie musi postępować zgodnie z zawartymi na niej poleceniami. Wszystkie zasady są szczegółowo opisane w instrukcji, więc nie będę się o nich rozpisywała. Wspomnę tylko, że zadania podczas trwania meczu są zróżnicowane, pomysłowe i dostarczają graczom mnóstwo frajdy. Zwycięstwo też nie przychodzi szybko, gdyż możemy się nim cieszyć dopiero po wygraniu dwóch rund. To sprawia, że emocje buzują w nas do ostatniej chwili meczu. 



Graficzne wykonanie elementów gry jest przyjemne dla oka. Jakościowo też wszystko zostało wyprodukowane na najwyższym poziomie. Dodatkowym urozmaiceniem jest tablica wyników oraz symbole (liczby) goli, którą możemy sami aktualizować, dzięki czemu nie pomylimy się w bieżącym wyniku i unikniemy niepotrzebnych nieporozumień dotyczących liczby strzelonych bramek przez konkretną drużynę. Osobiście uważam, że to niemal obowiązkowa gra dla każdego młodego fana piłki nożnej i gier planszowych. Z pewnością chętnie rozegra on niejeden karciany mecz ze swoim kolegą, tatą, a nawet mamą, czy też siostrą. Każdy może się nią zachwycić i poddać emocjom Dzikiego futbolu.



Dziki futbol to gra, która obudzi waszego ducha rywalizacji. Proste zasady i kompaktowe wydanie zachwycają już od pierwszej rundy. Jeśli nie możecie rozegrać prawdziwego meczu piłki nożnej, jego dzika wersja będzie dla niego doskonałą alternatywą. Stoczcie zacięty pojedynek i przekonajcie się, komu dopisze szczęście i kto będzie mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Emocje i dobra zabawa podczas turnieju są zagwarantowane. Nie potrzeba więcej, by miło spędzić czas.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

sobota, 30 maja 2020

Szukaj i znajdź: Bing na tropie; Masza na tropie

Autorzy: opracowanie zbiorowe
Tytuły: Masza na tropie. Szukaj i znajdź. Oprawa twarda; Bing na tropie. Szukaj i znajdź.
Wydawnictwo: Egmont
Daty wydania: 17.03.202/11.03.2020 
Liczba stron: 22; 24 
Ocena: 8/10
Wiek: 3-7 lat  

Opis:
  
Wyjątkowo wytrzymała, kartonowa książka w dużym formacie w sam raz dla maluchów, które uwielbiają Maszę i Niedźwiedzia oraz ich przyjaciół. Młody czytelnik może przeglądać książkę bez końca, wyszukując na niezbyt skomplikowanych ilustracjach elementy wskazane w poleceniach. To doskonała zabawa, dzięki której dziecko ćwiczy spostrzegawczość, umiejętność liczenia na podstawowym poziomie czy znajomość kolorów i kształtów. Ilustracje zostały opracowane tak, by kilkulatek z łatwością poradził sobie z odnajdywaniem na nich wskazanych rzeczy, a polecenia w książce to tylko punkt wyjścia do wspólnej zabawy z maluchem. Sztywne, kartonowe strony są odporne na zabrudzenia i próby wyginania, dzięki czemu książeczka będzie służyć dziecku przez długi czas.
***
Szukaj i znajdź to książka, którą młody czytelnik może przeglądać bez końca, wyszukując na niezbyt skomplikowanych ilustracjach elementy wskazane w poleceniach. To doskonała zabawa, dzięki której dziecko ćwiczy spostrzegawczość, umiejętność liczenia czy znajomość kolorów i kształtów. Ilustracje zostały opracowane tak, by kilkulatek z łatwością poradził sobie z odnajdywaniem na nich wskazanych rzeczy, a polecenia w książce to tylko punkt wyjścia do wspólnej zabawy z maluchem! 

Recenzja:

Wyszukiwanie konkretnych elementów na ilustracjach to bardzo ciekawe i absorbujące zajęcie. Staje się ono jeszcze bardziej wciągające i zabawne, gdy dotyczy przedmiotów związanych ze znanymi i lubianymi postaciami z bajek. Tym razem będzie mowa o Maszy i Bingu. Z pewnością są oni już dobrze znani niemal każdemu dziecku. Jakiś czas temu wydawnictwo Egmont wprowadziło na rynek serię Szukaj i znajdź. Moje dzieci stały się szczęśliwymi posiadaczami dwóch tego typu książek, właśnie ze wspomnianymi wcześniej bohaterami w rolach głównych. Czy zatem czas spędzony z tymi publikacjami okazał się przyjemny i zaowocował w nowe doświadczenia? Przecież nie mogło być inaczej!

Szukanie wskazanych przedmiotów to zajęcie, które uwielbiają już dwuletnie dzieci. Wiem to z autopsji, ponieważ mój młodszy synek bardzo chętnie wskazuje mi wszystko, o co go pytam i rozkosznie odpowiada wskazując przy tym ową rzecz paluszkiem: "tu, tu, tu". Sugerowany wiek odbiorców serii Szukaj i znajdź to trzy lata, ale bez problemu możecie wykorzystać te książki do zabawy z dwulatkami, zwłaszcza, że występują także w wersji z twardą okładką. My posiadamy Maszę na tropie w twardej okładce a wyszukiwankę Bing na tropie w miękkiej oprawie. Która z nich okazała się wygodniejsza? O tym napiszę trochę dalej, więc czytajcie.



Masza na tropie składa się z jedenastu części, w których razem z nią będziemy odkrywać różne miejsca i umieszczone w nich przedmioty. Zagościmy w jej pokoju oraz na podwórku i w ogrodzie. Zwiedzimy także inne pomieszczenia w domu dziewczynki i niedźwiedzia poszukując tam różnych przedmiotów. Zawędrujemy także przed dom Zająca i na wzgórze Wilków nie ustając w szukaniu wskazanych na stronach przedmiotów. Tak naprawdę to zadanie dla dzieci, ale czasami możemy im podpowiedzieć, co gdzie leży i również świetnie będziemy się przy tym bawić. Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę i jego wykonanie: przejrzyste, ciekawe a nawet zabawne. Być może przekonacie się o tym sami?


Również za sprawą książki dla dzieci Bing na tropie wyruszymy w wiele ciekawych miejsc. Układ obu książek jest taki sam, różnią się one tylko oprawą i w tym miejscu wspomnę, że twarda okładka dla młodszych dzieci jest wygodniejsza w użytkowaniu. Poza tym tę z miękką przegląda się nieco trudniej, jej strony zamykają się same jeśli ich nie przydusimy. Ma ona także nieco większy format i szybciej może ulec zniszczeniu. Jednak myślę, że starszym dzieciom te niuanse nie będą tak bardzo przeszkadzały. 

Myślicie, że to wszystkie zadania, które autorzy przygotowali dla waszych dzieci? Otóż nie, bowiem na końcu publikacji znajdują się kolejne przedmioty do odnalezienia. Jestem ciekawa jak juniorzy sobie z tym poradzą. W Maszy na tropie te dodatkowe zadania zostały umieszczone nie na końcu ale bezpośrednio przy każdym mini rozdziale. Warto także wiedzieć, że te króciutkie rozdziały tworzą w każdej z tych książek jedną historię, więc dzieci z pewnością zainteresują się czytanymi opowieściami a nie tylko wyszukiwaniem przedmiotów na obrazkach.

 


Książki z serii Szukaj i znajdź są naprawdę ciekawe i warte posiadania. Można je wykorzystać do wspólnej zabawy na wiele sposobów, na przykład przeprowadzając rywalizację, kto odnajdzie najwięcej wskazanych przedmiotów w danym czasie. Niech ogranicza was tylko wyobraźnia. Ilustracje w książkach są naszpikowane detalami, dlatego można je przeglądać przez długi czas a i tak co chwilę znajdujemy nowy, interesujący element. Wyszukiwanie wskazanych przedmiotów na ogól starszym dzieciom nie powinno sprawić trudności, ale maluchom należy czasami podpowiadać, gdyż niektóre z nich zostały naprawdę skrzętnie ukryte, jeśli spojrzymy na to zadanie z ich perspektywy.


Masza na tropie i Bing na tropie to wyszukiwanki idealne dla maluchów i starszaków. Dostępne w dwóch wersjach: w twardej i miękkiej oprawie. Możecie sami sobie wybrać, która będzie dla was wygodniejsza. Czas spędzony z tymi książkami można uznać nie tylko za świetną zabawę, ale także za trening spostrzegawczości i koncentracji. Jeśli zatem wasze dzieci lubią takie wyzwania, to gorąco polecam wam tę serię.

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.