Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci straszych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci straszych. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2019

David O'Connell - "Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z fabryki krówek"

Autor: David O'Connell
Ilustrator: Claire Powell
Tytuł: Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z fabryki krówek 
Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 200
Ocena: 10/10
Wiek: 9+

Opis: 

Archie McKarmelek odziedziczył fortunę, wielki dom i fabrykę krówek. A potem żył długo i szczęśliwie... Nie tak szybko! Bo oprócz spadku, stryjeczny dziadek Archibald zostawił chłopcu list z zapowiedzią zadań do wykonania. Jakby tego było mało, w tym samym czasie ginie tajemniczy składnik, bez którego nie jest możliwa produkcja najlepszych krówek. I to wszystko na głowie Archiego!

Życie nie jest kolorowe jak guma balonowa czy żelki. W Gryzmołkowie coś się dzieje... Coś podejrzanego, nadnaturalnego i bardziej złowieszczego niż znalezienie szprotki w torcie urodzinowym. Jeśli chłopiec nie rozwiąże zagadek, fabryka zostanie zamknięta, a jego słodka przyszłość rozpłynie się jak kulka czekoladowych lodów w trzydziestostopniowym upale.

Recenzja:

Odkąd pamiętam, w literaturze fascynuje mnie, przede wszystkim, motyw zagadek i tajemnic. Nie zdziwicie się więc, jeśli napiszę, iż jestem fanką, między innymi, kryminałów. I chociaż recenzowana książka nie zalicza się dokładnie do tego gatunku oraz jest skierowana do dzieci, to jej fabuła jest dość zagadkowa a opis wydawcy bardzo mnie zaintrygował. Poza tym, mam w domu ośmioletniego syna i postanowiłam sprawdzić, czy historia zatytułowana Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z fabryki krówek zainteresuje również jego. Kiedy ją otrzymałam zachwyciłam się już samą okładką. W końcu nadszedł czas, w którym nic nie stało na przeszkodzie, by rozpocząć przygodę z Gryzmołkowem. Wy także, koniecznie musicie ją poznać. Dlaczego? Z pewnością zrozumiecie mnie po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów. Prawdopodobnie tak jak ja będziecie zaciekawieni tą tajemniczą historią. Natomiast teraz zapraszam wszystkich do przeczytania o moich wrażeniach o tej opowieści.


Wcześniej wspomnę jeszcze tylko, iż w książkach dla dzieci, cenię zwłaszcza ich uniwersalizm. Mogą one bowiem zainteresować nie tylko młodszych czytelników, ale nawet już tych dorosłych i bywają dla nich aż tak wciągające, że nie sposób je szybko wypuścić z rąk. Taka właśnie jest historia skrywająca się pod tytułem Duch z fabryki krówek. Szczerze przyznam, że zaciekawiła mnie do tego stopnia, iż jak najszybciej chciałam ją poznać. Wszystkie tajemnice odkryłam jeszcze przed moim synem, gdyż naprawdę nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadek, które wymyślił autor. Ocena 10/10 z całą pewnością nie jest w tym przypadku przesadzona.

Archie McKarmelek niespodziewanie dowiaduje się, że został spadkobiercą wielkiego majątku. Wśród jego nowego dobytku znajduje się, między innymi, potężna rezydencja nazywana Miodowym Dworem i fabryka słodyczy, w której produkuje się najlepsze w smaku krówki. Jednakże to nie wszystko, bowiem stryjeczny dziadek zostawił chłopcu także magiczny list, który niespodziewanie znika i pojawia się znowu, a wraz z nim czeka go do wykonania misja pełna dziwnych zagadek. Archie musi rozwikłać wszystkie zawarte w liście wskazówki a tym samym odnaleźć sekretny składnik krówek, bez którego jego fabryka zbankrutuje. Powodzenie owej misji udowodni także, że jest on godzien powierzonego mu spadku. Niestety na drodze stoi mu nieznany wróg. Po swojej stronie ma zaś nowo poznaną koleżankę i specjalistę od spraw dziuwnuści o groźnym przydomku - Makabra. Czy dzieciom wspólnymi siłami uda się rozwiązać wszystkie zagadki oraz uratować fabrykę krówek? Dowiecie się sami, jeśli zdecydujecie się przeczytać tą zabawną, pełną tajemnic i niezwykle intrygującą przygodę trójki znajomych w otoczeniu magii, zagadkowej aury oraz nutki grozy. Ostrzegam, że książka zawładnie każdym swoim czytelnikiem, zarówno tym młodszym, jak i starszym. 


Co już na samym początku nas zachwyciło i sprawiło, że ta opowieść aż tak bardzo nam się spodobała? Na pewno humorystyczny styl, który przejawia się, między innymi w śmiesznym nazewnictwie. Bo czy - przykładowo - nazwisko Suchysmark nie jest zabawne? Naszym zdaniem jest, i to nawet bardzo. A to tylko cząstka sporej dawki humoru zagwarantowanego przez autora. Łączy się on w sposób wręcz idealny z fabułą i uprzyjemnia chwilę spędzone na czytaniu. Ponadto, fantastyczne i oryginalni bohaterowie, wykreowani niezwykle pomysłowo zachęcają do dalszego zgłębiania ich historii. Z pewnością każde dziecko chciałoby mieć takich kompanów, jak właśnie oni. Zabawni, odważni i wytrwali w dążeniu do odkrycia sekretnego składnika, nie ustają w poszukiwaniach, nawet kiedy na drodze staje im potężny potwór. Akcja szybko brnie do przodu, sprawiając, że jej finał nie daje nam spokoju, dlatego my chcieliśmy jak najszybciej go poznać.



Wydanie tej książki również nie budzi żadnych zastrzeżeń. Wręcz przeciwnie - tak jak wspominałam na początku - od razu zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Nastrojowa okładka i ciekawe ilustracje, które skutecznie pobudzają wyobraźnię oraz sprawiają, że wydarzenia opisane przez O'Connella wydają się niemal realistyczne, chociaż znacznie odbiegają od rzeczywistości. Polecam szczególnie dzieciom, które czytają samodzielnie. Z pewnością nie będą mogły oderwać się od całej historii i zechcą poznać kolejne części tej wspaniałej serii od wydawnictwa Edgard. Oczywiście jako dorośli także możemy przeczytać je swoim pociechom i razem z nimi przeżywać te zagadkowe przygody.

Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z fabryki krówek to niezwykła, pełna humoru i okraszona szczyptyą grozy opowieść dla nieco starszych dzieci. Ta przygoda wami zawładnie. Przeczytajcie, a z pewnością nie pożałujecie!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Edgard.

sobota, 27 kwietnia 2019

Megan McDonald – „Hania Humorek i przyjaciele. Wróżka Zębuszka”

Autor: Megan McDonald
Ilustracje: Erwin Madrid
Tytuł: Hania Humorek i przyjaciele. Wróżka Zębuszka
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 64
Ocena: 8/10
Wiek: 8+

Opis:  

Ta historia rozśmieszy każde dziecko! 
Kiedy Hania i jej przyjaciele grają w piłkę na boisku szkolnym, Julka Wróbel przynosi straszliwą wiadomość: pewien piątoklasista powiedział, że… Wróżka Zębuszka nie istnieje! Czy to możliwe? Na szczęście do akcji wkracza Hania Humorek! Potrzebuje tylko ruszającego się zęba, nieco opornego młodszego brata, wanny, nitki, nakręcanej motorówki i… Smrodku, otwórz szeroko buzię! A jeżeli Wróżka Zębuszka nie przyleci?

Wielbiciele Hani Humorek na pewno ze smakiem wgryzą się w tę opowieść pełną niespodzianek… i odrobiny magii.

Recenzja: 

Czy znacie Hanię Humorek? Muszę przyznać, że Wróżka Zębuszka to pierwsza książka z tą bohaterką w roli głównej, którą przeczytaliśmy. Być może już wiecie, że jest ich wiele, zatem my – chcąc nadrobić zaległości – musimy sięgnąć po kilkanaście innych części. Wspomniana wyżej opowieść pochodzi z nowej serii zatytułowanej Hania Humorek i przyjaciele. Fani tej fantastycznej dziewczynki z pewnością zacierają ręce zastanawiając się, co też tym razem ona wymyśliła. Natomiast ci mający zamiar spotkać się z nią po raz pierwszy muszą przygotować się na to, że prawdopodobnie skradnie ich serca. Nie trzeba nawet sięgać po tomiki w kolejności w jakiej zostały wydane. Ja sugerowałam się wyłącznie tytułem i nie miałam pojęcia, że jest to książka z siódemką na grzbiecie. Na szczęście w niczym to nie przeszkadza, bo przygody we wszystkich częściach są odrębne a łączą je jedynie ci sami bohaterowie. 

Chociaż etap utraty mlecznych ząbków mój syn ma za sobą to stoi przed nim jego czteroletnia kuzynka. Razem postanowiliśmy przybliżyć jej ten temat, przy okazji przeprowadzając trening czytania  z czynnym udziałem starszego dziecka.


W tej książeczce nie opisano zwykłej i prostej historii, bowiem Hania staje przed trudnym zadaniem udowodnienia, że Wróżka Zębuszka istnieje naprawdę. Poznaliśmy więc pomysłową dziewczynkę i z zainteresowaniem słuchaliśmy o jej poczynaniach. Ta opowieść zawiera w sobie magię i sytuacje powodujące wybuchy śmiechu. Czas spędzony z nią jednogłośnie zaliczyliśmy do udanych. Co warto jeszcze o niej wspomnieć?

Książka nie jest obszerna pod względem liczby stron, ale zawiera na nich dość dużo tekstu. Cała opowieść podzielona jest na trzy rozdziały o zbliżonej długości. Czytając je dziecku przed snem możemy nawet nie dobrnąć do końca jednego z nich. Format wydania okazał się niezwykle przyjazny – mniejszy niż zeszytu A5 – nie przytłacza swoim rozmiarem i umożliwia wygodne korzystanie z książeczki. Posiada okładkę z zakładkami – taką jaką lubimy najbardziej, gdyż można bezproblemowo zaznaczyć sobie miejsce, w którym skończyliśmy czytać a poza tym taki rodzaj oprawy znacznie chroni ją przed zniszczeniem.


Jeśli natomiast chodzi o fabułę to opiera się ona na bardzo dobrym pomyśle. Któż z nas nie słyszał o Wróżce Zębuszce zostawiającej pod poduszką monetę a zabierającą w zamian dziecięcy ząbek? Z pewnością wiele maluchów ufa, iż to dzieje się naprawdę. Moim zdaniem należy pozwalać im wierzyć w tę magię i nie wyprowadzać z nieświadomego błędu jak najdłużej. Podczas słuchania historii Hani mogą one przez chwilę poczuć grozę i rozczarowanie, ale spokojnie, bo... wszystko kończy się szczęśliwie. Ta trochę detektywistyczne a zarazem śmieszna i przede wszystkim interesująca przygoda zaciekawiła nas do tego stopnia, że przeczytaliśmy ją za pierwszym razem w całości. Jaki będzie koniec dochodzenia rozpoczętego przez tą słynną w świecie literatury dziecięcej bohaterkę? Przekonajcie się sami.


Warto poruszyć jeszcze jeden aspekt wydania tej książeczki. Otóż na okładce znajdziemy informację, że ta seria jest dedykowana dzieciom, które uczą się czytać. Skorygowałabym ją trochę i napisała, że po prostu wspiera ten proces, gdyż nie zawiera żadnego charakterystycznego ułatwienia dla początkujących czytelników oprócz dużej czcionki. Oczywiście jest to znaczne udogodnienie, ale dla starszych dzieci, które znają już większość liter, dlatego sugerowany wiek odbiorców to minimum osiem lat – z tym akurat się zgadzam, chociaż siedmiolatek też może podjąć próbę samodzielnego czytania tej opowieści i wyjść z niej zwycięsko. W moim odczuciu ten opis kłóci się nieznacznie z sugerowanym wiekiem odbiorców serii i może niektórych rodziców wprowadzić w błąd, zwłaszcza jeśli ich dziecko nie czyta jeszcze płynnie i boi się trudniejszych tekstów. W takim przypadku trzeba je zachęcić do prób i z cierpliwością czekać na pozytywne rezultaty.


Niemniej jednak Wróżka Zębuszka to kolejna odsłona przygód Hani Humorek, którą warto poznać. Spędziliśmy z nią miłe chwile. Ciekawa, wciągająca i odrobinę magiczna. Możemy przeczytać młodszym dzieciom na dobranoc lub kupić starszym w celu wspierania rozwoju umiejętności czytania. Chętnie poznamy inne części tej serii. A wy już znacie tę bohaterkę?

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

sobota, 23 marca 2019

Gra karciana – "Zeus"

Tytuł: Zeus
Autor: Jason Schneider
Ilustrator: Gary Locke
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 30 minut
Wiek: 8+
Ocena: 8/10

Opis:

Gra z figurką Zeusa!
Gracze wspinają się na Olimp – grecką górę bogów. Chcą dostarczyć na jej szczyt posąg Zeusa. Podczas wspinaczki będzie on przechodzić z rąk do rąk. 
Staraj się, aby w momencie dotarcia na szczyt posąg był w twoich rękach!
Gra posiada proste zasady gry! 

ZDOBYTE NAGRODY
Najlepsza Gra Dziecięcia - nominacja (USA)
Wybór Rodziców - rekomendacja (USA)
Nagroda Centrum Rodzicielstwa (USA)
Nagroda Toy Testing (Kanada)
Nagroda Major Fun! (USA)
Nagroda Rodzicie Rodzicom (USA)

Recenzja:

Zeus, Hera, Posejdon, Ares, Hermes, Afrodyta, Apollo, Artemida, Atena – bez wątpienia znacie te imiona z lekcji języka polskiego, a dokładniej – z lektury mitologii greckiej. Mnie osobiście zafascynowały przedstawione w niej postaci i ich historie, dlatego do dzisiaj zwracam uwagę na wszelkie książki i gry oparte na tym motywie. Nic więc dziwnego, że z oferty planszówkowej wydawnictwa Nasza Księgarnia wybrałam właśnie Zeusa. Chociaż mój syn jest dopiero w pierwszej klasie to stwierdziłam, że powinien podzielić mój entuzjazm i zaciekawi go ta tematyka. W końcu decydująca była wzmianka w opisie o prostych zasadach zabawy. Nie bez znaczenia były również informacje dotyczące otrzymanych nagród dla dzieła Schneidera. Musicie przyznać, że wyróżnienia zawsze robią wrażenie na potencjalnych nabywcach. 


Po otrzymaniu zestawu moje zadowolenie znacznie wzrosło, kiedy przeczytałam zapewnienia umieszczone na opakowaniu gwarantujące naukę liczenia, czyli matematyczny trening. To zawsze był mój ulubiony przedmiot szkolny, dlatego chcę przekazać swoje zamiłowanie do niego kolejnemu pokoleniu – a każdy sposób umożliwiający osiągnięcie celu jest dobry. Co w ostateczności zyskaliśmy podczas karcianej wspinaczki na Olimp? Na pewno miło spędziliśmy razem czas, przy okazji ćwicząc skupienie i koncentrację. Nie do końca wszystko przebiegało idealnie, ale o tym w dalszej części recenzji.



Zacznijmy może od krótkiego opisania elementów i zasad gry. W niewielkich rozmiarów zgrabnym pudełeczku znajduje się pięćdziesiąt sześć kart (czterdzieści, tak zwanych – wspinaczki i szesnaście przedstawiających wizerunki greckich bogów), figurka Zeusa, płytka punktacji i pięć żetonów. W tym miejscu muszę wspomnieć o ciekawym fabularnym opisie całej rozgrywki, gdyż wejście na górę Olimp tak naprawdę oznacza wygranie trzech lub czterech rund, a więc zdobycie stu punktów w każdym rozdaniu. W jaki sposób można tego dokonać? 


Każdy z graczy dostaje po cztery karty, resztę odkładamy na stół a obok nich stawiamy posążek Zeusa. W nieznacznej odległości umieszczamy na nim również płytkę punktacji i wybrane przez uczestników zabawy żetony. Pierwszy z graczy wykłada jedną ze swoich kart rozpoczynając w ten sposób "wędrówkę na Olimp", następnie dobiera kolejną ze stosu. Druga osoba postępuje identycznie. Wykładając, karty z numerami – dodajemy ich wartości, natomiast te z oznaczeniem greckich bogów – wykonujemy czynności na nich opisane. Celem graczy jest osiągniecie wartości Olimpu, co najmniej równej sto. Jednak liczy się tak naprawdę, kto jest w posiadaniu małej figurki, dlatego istotna jest przemyślana strategia umożliwiająca jej przejęcie – można to zrobić na trzy sposoby (w momencie wyłożenia kart: zmieniającej wartość góry do pełnych dziesiątek; o takiej samej wartości, jak wykładana przez innego gracza; jeśli wskazuje na to karta imienna). Początkowo wydaje się to skomplikowane, ale po przestudiowaniu instrukcji szybko zrozumiemy zasady gry. Warto zapamiętać sposoby zdobywania figurki i momenty zakończenia rundy. 

Jakie były nasze wrażenia po pierwszych rozgrywkach? Ogólnie grało się dobrze, jednak posąg Zeusa zmienia właściciela tak szybko, że po pewnym czasie zaczyna robić się monotonnie. Atutem tego jest natomiast to, że nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przewidzieć, kto będzie zwycięzcą. Gra jest dedykowana dla osób od ósmego roku życia, z tym że dzieci, które chcą czynnie brać w niej udział powinny już biegle czytać i mieć bardzo dobrze opanowaną umiejętność dodawania. Polecam ją szczególnie tym starszym pociechom, a młodsze mogą przypatrywać się i pomagać jednej z osób. Żeby wygrać przydadzą się nie tylko sprzyjające karty, ale też przemyślana strategia, opanowana umiejętność dodawania, odejmowanie i zaokrąglania. To świetny trening dla naszych szarych komórek. Trzeba wykazać się skupieniem zapamiętując wartość Olimpu i nie dopuścić do pomyłki w liczeniu.

Oczywiście gra wzbudziła zainteresowanie syna i był on jej bardzo ciekawy, jednak myślę, iż w niedalekiej przyszłości będzie z większym zapałem brał w niej udział. Nie było tak, że kompletnie nas wynudziła, gdyż rozgrywka przebiegała w przyjemnej atmosferze, ale też nie wciągnęła nas aż do tego stopnia, że nie mogliśmy oderwać się od zabawy.


Wcześniej wspominałem o elementach zestawu, natomiast teraz słów kilka o ich jakości. Karty są wykonane w sposób chroniący je przed zabrudzeniami i zniszczeniem. Graficznie raczej nie wyróżniają się niczym szczególnym, z wyjątkiem tych ilustrujących wizerunek Hery i Posejdona – te najbardziej nam się spodobały. Instrukcja jest zrozumiała, dodatkowo scharakteryzowano w niej pokrótce postaci bóstw greckich. Posąg Zeusa jest malutki. Żetony z greckim literami i płytka punktacji są wykonane z tektury. Ułatwiają rozeznanie w przebiegu gry. Pudełko niewielkie, łatwe w przenoszeniu i przechowywaniu. Dodatkowo standardowo znajdziemy w nim kartę megamocy i naklejkę umożliwiającą oznaczenie właściciela gry. Takie małe dodatki są miłym uzupełnieniem zestawu.


W ostateczności polecam ją starszym dzieciom, którym nie straszne jest dodawanie w zakresie stu. Gra jest trochę wymagająca i daje możliwość urozmaicenia każdego rodzinnego spotkania. To również świetna rozrywka dla fanów mitologii greckiej oraz oczywiście  –  matematyki.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.



środa, 11 października 2017

Megan McDonald - "Hania Humorek i lista marzeń"


Autor: Megan McDonald
Ilustracje: Peter H. Reynolds
Tytuł: Hania Humorek i lista marzeń
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 178
Ocena: 10/10
Wiek: 6+

Opis:
Hania Humorek jest królową różnego rodzaju list. Ma listę przezwisk dla swojego brata i listę swoich kolekcji. Ma nawet listę wszystkich swoich list!
Pewnego dnia Hania znajduje tajemniczą Listę Marzeń Ostatnich swojej babci. Ta lista jest jak przepis na superciekawe życie: przejechać się na słoniu, przespać się w zamku, zobaczyć piramidy w Egipcie. Wow! 

Ale dlaczego to ostatnie marzenia babci Lusi? Kiedy Hania się o tym dowiaduje, czym prędzej sporządza własną listę: nauczyć się robić gwiazdę, pojeździć konno, pojechać na Antarktykę (tę prawdziwą)... Punktów jest o wiele, wiele więcej. Królowa List musi się pospieszyć, jeśli chce spełnić wszystkie swoje marzenia, zanim... zanim pójdzie do czwartej klasy!

Recenzja:
To już 17 tom przygód tej małej psotnicy. Ostatnio czytałam książeczki z tej serii dobrych 15 lat temu – moja młodsza siostra je uwielbiała i to właśnie dzięki humorzastej Hani. A tu proszę – pojawiają się nowe tomy gotowe uczyć i bawić kolejne pokolenia. A tym nieco starszym zapewnić nostalgiczną podróż w przeszłość. 

 Trudno wyobrazić sobie książkę do samodzielnego czytania, która udowodni małemu człowiekowi, że czytanie jest fajne!

A Hania jest jak zwykle w formie – sympatyczna, zabawna, pomysłowa i pełna dziecięcego entuzjazmu. Tym razem, zainspirowana tajemniczą listą znalezioną w babcinej torebce postanawia stworzyć swoją własną listę marzeń do spełnienia. I oczywiście spełnić wszystkie zanim przyjdzie jej dostać promocję do czwartej klasy. Musi zatem prędko między innymi nauczyć się robić gwiazdę, opatentować wynalazek, który zmieni świat, wzorowo odrobić pracę domową, opanować grę na instrumencie muzycznym i uzbierać dość funduszy, by starczyło na podróż do Antarktyki. A jak się szybko okazuje, spełnianie marzeń nie jest wcale takie łatwe. Jest za to fantastycznym pretekstem do poznawania nowych przyjaciół, przeżywania zabawnych sytuacji i kłótni z młodszym bratem.

Bardzo przyjemna opowieść o staraniach i pogoni za marzeniami. Kipi wytrwałością i pomysłowością na jaką stać tylko dzieci. Pomaga odkryć, że najprzyjemniejsze w marzeniach wcale nie jest wykreślanie ich z listy, a samo dążenie do ich spełnienia i możliwość podarowania innym czegoś od siebie. Może również skłonić czytelnika do destrukcji szczotki do włosów i podejmowania zakładów z młodszym bratem w celu podreperowania skarbonkowego budżetu. 




Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka potraktowała więź łączącą babcię i wnuczkę. Babcia jest nie tylko troskliwą opiekunką, ale również inspiracją, przyjaciółką, pomocnicą i współkonspiratorką. Zachęcam do czytania wraz z babciami!

Ponadto, niewielki format książki i duże, wyjątkowo czytelne litery (za to aż 170 stron tekstu!) jest przyjazny dla niewprawionego czytelnika. Tą lekturę czyta się szybko, wygodnie i można pochwalić się objętością przeczytanej książki, co jest bardzo motywujące. A przeurocze ilustracje umilą czytanie i dużemu i małemu molowi. 

Swobodnej, radosnej, pełnej szalonych pomysłów Hani nie można nie lubić!

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

piątek, 8 września 2017

Jarosław Górski - "Dobre maniery. W domu, na przyjęciu, w szkole"


Autor: Jarosław Górski
Tytuł: Dobre maniery. W domu, na przyjęciu, w szkole
Wydawnictwo: SBM Renata Gmitrzak
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 32
Ocena: 4/10

Opis:

Dobre obyczaje to zasady, których przestrzega się po to, żeby lepiej się nam żyło. Żebyśmy ciągle nie wpadali na siebie, nie kłócili się i nie obrażali. Żebyśmy umieli cieszyć się z tego, że jesteśmy razem z innymi. Jeśli będziemy dla siebie uprzejmi, codzienne życie okaże się łatwiejsze i przyjemniejsze.
Warto znać dobre obyczaje!
Przedstawiamy wspaniałą książkę, dzięki której dziecko dowie się, jak grzecznie zachowywać się w domu, na przyjęciu i w szkole. Książka zawiera mnóstwo kolorowych zdjęć i ilustracji!

Recenzja:

Pamiętam dzień, kiedy kupiłam tę książkę. Wstąpiłam do pobliskiej księgarni, w której niejednokrotnie udało mi się już wypatrzyć literackie perełki w śmiesznie niskich cenach. Moją uwagę zwrócił tytuł, ale że się spieszyłam, nie zaglądałam do środka. Po prostu publikacja wylądowała w koszyku, a przejrzeć ją i ewentualnie wykorzystać w pracy miałam później. I nie tylko ja dałam się nabrać okładce. Od tamtej pory książkę pożyczało ode mnie kilkoro znajomych z dziećmi w wieku przedszkolnym, a nawet pani z osiedlowego sklepu, gdyż chciała ją przepracować z wnukiem. Na nic zdały się tłumaczenia, że nie wszystko jest w niej takie znów super.

"Dobre maniery. W domu, na przyjęciu, w szkole" to zbiór zasad, którymi dzieci (i nie tylko) powinny się kierować w życiu, aby ich zachowanie nosiło miano grzecznego i kulturalnego. Idea zacna, ale już na samym wstępie popadamy w schematy. Co to znaczy grzeczne? Jak to sprowadzić do uniwersalnej definicji? Pewnie, że dobrze jest uczyć dzieci zachowań przydatnych w życiu społecznym - zwrotów grzecznościowych, używania trzech magicznych słów, wyciągania ręki na zgodę, empatii i okazywania szacunku. To wszystko bardzo istotne składniki w wychowaniu rozumnego, wrażliwego i świadomego własnych potrzeb młodego człowieka. 

Nie przemówił do mnie natomiast sposób przedstawienia tych wszystkich treści w książce, gdzie autor ogranicza się do suchych komunikatów, jakie zachowania są akceptowalne społecznie, a jakie nie. Całość brzmi jak jakiś kodeks, a przecież musimy pamiętać, że jest to publikacja przeznaczona dla dzieci. Do tego dochodzą jeszcze sformułowania typu "niedopuszczalne jest...", "zabrania się", "nie wolno". To nie jest język, którym powinno się mówić do najmłodszych. On nie wyjaśnia dlaczego, po prostu mnoży zakazy, co nie wskazuje dziecku właściwej drogi, ale daje popularny niestety argument "nie, bo nie".




A przecież można było inaczej. Skoro to książka dla dzieci, to każda zasada mogłaby zostać na przykład opatrzona krótką historyjką z udziałem jakiegoś sympatycznego bohatera. Mielibyśmy wtedy konkret, przykład sytuacji, w których dane zachowania zaistniały i jakie miały konsekwencje. Byłoby to z większym pożytkiem dla dzieciaków.

Nie chcę pisać, że publikacja jest totalnie bezwartościowa. Zawiera sporo przydatnych i praktycznych informacji, które można wyłuskać i przetworzyć na język właściwy komunikacji z dziećmi. Wymaga to pracy z naszej strony, ale warto, bo sama tematyka jest naprawdę istotna w życiu młodego człowieka. Po prostu nie tego spodziewałam się, kupując tę książkę. Stąd moje rozczarowanie.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Michael Morpurgo - "Naprawdę spoko!"

Autor: Michael Morpurgo
Tytuł: Naprawdę spoko!
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 112
Ocena: 8/10
Wiek: 9+

Opis:

Robbie to 10-letni chłopiec, który bezgranicznie kocha na świecie dwie rzeczy: piłkę nożną i swojego psa Szczęściarza. Pewnego poranka życie małego chłopca ulega zmianie, gdy dochodzi do nieszczęśliwego wypadku – podczas spaceru ze swoim ukochanym psem zostaje potrącony przez samochód – i zapada w śpiączkę. Chłopiec jest świadomy, słyszy każdy głos, czuje każdy dotyk i zapach, ale… nie może się poruszać ani mówić. Jest zamknięty we własnym świecie, z którego, mimo że bardzo chce, nie może się wydostać. Jedyne czego teraz pragnie, to obudzić się i znowu ujrzeć rodziców, obejrzeć mecz ukochanej Chelsea i… znowu zobaczyć Szczęściarza. Czy rodzinie i przyjaciołom uda się obudzić chłopca? Czy Robbie dowie się, co się stało z ukochanym pieskiem?

Recenzja: 

Okładka Naprawdę spoko! jest doprawdy niepozorna. Bez trudu można ją uznać za opowieść o chłopcu kochającym piłkę nożną i jego uroczym psiaku. Sama dokładnie tak o niej pomyślałam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam ją na stronie Wydawnictwa Zielona Sowa. I prawie zgadłam. Robbie kocha piłkę nożną i swojego pupila Szczęściarza,  ale... przez większość powieści jest w śpiączce...

To zabawne. Przed wypadkiem uwielbiałem sny. Pamiętam, że czasem wiedziałem, że śnię, i z całych sił starałem się nie obudzić. Chciałem pozostać we śnie, żeby odkryć, gdzie mnie zabierze i co zdarzy się na końcu. Ale zawsze budziłem się wcześniej, nie dowiadując się, jak sen się skończył. Teraz marzę tylko o wydostaniu się ze snu - bo czuję się tak, jakby otaczał mnie bąbel snu, choć wiem, że dookoła jest prawdziwy świat. Tak bardzo chcę, żeby bąbel pękł, chcę się uwolnić, żyć naprawdę i znów być sobą. Zamiast tego leżę tu jak wielkie warzywo, podłączony do maszyn, które utrzymują mnie przy życiu. Nie robię nic poza istnieniem. 

Muszę przyznać, że książka Morpurgo mnie zszokowała, bo choć wcześniej czytałam już wyznania lub beletrystykę o ludziach w śpiączce, tak nigdy temat ten nie dotykał punktu widzenia dziecka. Naprawdę spoko! ogromnie oddziałało na moją wyobraźnię i serducho, przez całą powieść kibicowałam głównemu bohaterowi. Robbie, nie poddawaj się! - powtarzałam jak mantrę. Wierzyłam, że wszystko dobrze się skończy. 

Wyznania Robbie'go są niezwykle wzruszające. Chłopiec pragnie się wybudzić, martwi się o swojego psa i rodzinę. Opowiada o swoim zamiłowaniu do piłki nożnej i wspomnieniach z przeszłości, a jednocześnie relacjonuje czytelnikowi kto go odwiedza i o czym jego goście rozmawiają. Ba! Odwiedza go nawet jego idol, piłkarz Chelsea i zostawia mu swoją koszulkę! Jednak w stanie snu spotykają go również mniej przyjemne rzeczy - sprzeczka rodziców, łzy najbliższych - a on jest całkowicie bezradny... 

Książkę uzupełniają wyrywki z gazet, dzięki którym znamy prawdziwy stan chłopca oraz tego, co się wydarzyło, a także czarno-białe ilustracje Michaela Foremana, które obrazują słowa i emocje chłopca. Cieszę się, że w jego rysunkach dominuje prostota, bowiem bardziej rozbudowane obrazy mogłyby być zbyt przytłaczające w połączeniu z treścią. W tym wydaniu wspaniale współgrają, pozwalając zarówno dziecku, jak i dorosłemu, na dopowiedzenie sobie reszty... 


Jako, że treść nie jest łatwa, polecam Naprawdę spoko! nieco starszym dzieciaczkom, od dziewięciu lat wzwyż, niemniej i osoby dorosłe będą czerpać przyjemność z lektury tej książki. Warto przeczytać, delikatnie wstrząsa i zostaje w pamięci. 

P.S. Markus, pies z okładki książki, został uratowany i i przygarnięty przez Fundację Azylu pod Psim Aniołem. Niedługo po zrobieniu zdjęcia na okładkę, odnalazł prawdziwy dom! Wspaniała inicjatywa prawda? Ponadto 1% od ceny detalicznej każdego sprzedanego egzemplarza książki jest przekazywany Fundacji Akogo?, niosącej pomoc dzieciom w śpiączce. Więcej informacji na ostatnich stronach Naprawdę spoko!  lub stronach organizacji. 

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu Zielona Sowa. :)