Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ART EGMONT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ART EGMONT. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2019

Mikołaj Pasiński, Gosia Herba - "Balonowa 5"


Autor: Mikołaj Pasiński
Ilustracje: Gosia Herba
Tytuł: Balonowa 5
Wydawnictwo: ART. EGMONT
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 48
Wiek: 3+ lat
Ocena: 8/10

Opis:


Gdzie słynny raper, Myszka, zostawił swój kapelusz? Czyje chrapanie słychać w całej kamienicy? Czyją rzeźbę z marmuru rzeźbi utalentowany Pies? Kto jeszcze mieszka przy Balonowej 5? Mieszkańcy kamienicy zapraszają w odwiedziny!

„ART. Balonowa 5” Mikołaja Pasińskiego to pięknie ilustrowana opowieść o zwariowanych mieszkańcach kamienicy dla przedszkolaków. Ciekawe i zabawne historyjki zobrazowane kapitalnymi grafikami Gosi Herby sprawią że dzieci wciągną się w opowieść – a te starsze będą mogły czytać samodzielnie dzięki wyraźnemu krojowi pisma.

Książka „ART. Balonowa 5” zachwyci Twoje dziecko:
● prostym i zrozumiałym językiem, dostosowanym do najmłodszych;
● zabawnymi historyjkami o perypetiach sympatycznych mieszkańców kamienicy przy Balonowej 5; ● fantastycznymi ilustracjami Gosi Herby.

„Balonowa 5” zaprasza przedszkolaki na sąsiedzką wizytę do radosnej kamienicy pełnej życzliwych mieszkańców. 


Recenzja:

Wydaje się Wam czasem, że macie sąsiadów z piekła rodem? To nie byliście nigdy na Balonowej 5! Ta wyjątkowa kamienica ma jeszcze bardziej wyjątkowych mieszkańców i każdego popołudnia rozbrzmiewa symfonią dźwięków. Kiedy wielki raper niewielkiego wzrostu przetrząsa swoje mieszkanie w poszukiwaniu zagubionego kapelusza, zgraja Małp piecze… Piegowatego Orangutana! I bez najmniejszego problemu dzielą się przepisem z czytelnikami. Gdy wygrzewający się na parapecie Kot usiłuje nagrywać śpiew ptaków, przeszkadza mu donośne chrapanie sąsiada Orangutana i codzienne ćwiczenia rodziny pająków zrzeszonej w Pajęczą Orkiestrę, której członkowie grają chyba na każdym istniejącym i nieistniejącym instrumencie na świecie (słowo daję, miałam takich sąsiadów, tylko w ludzkiej i nieco mniej sympatycznej wersji). Nic w sumie dziwnego, że Sowa gdzieś wyleciała i nie wiadomo kiedy wróci. Pantera sadzi paprotki, Żaba pisze rap dla sąsiada Myszki, Pies rzeźbi, Lama pozuje, Nietoperz tańcuje, a pchła urządza cotygodniowe imprezki. Oj tak, kamienica przy Balonowej 5 tętni życiem, a każdy z mieszkańców z upodobaniem oddaje się swojemu hobby. Wszyscy jednak żyją w zgodzie i przyjaźnią się ze sobą spotykając się i pomagając sobie wzajemnie. 








Krótkim partiom tekstu towarzyszą jak zawsze fenomenalne ilustracje Gosi Herby, tak samo kolorowe i zwariowane, jak bohaterowie historii. Jak dla mnie w zupełności wystarczyłyby same ilustracje. Można na nie patrzeć, i patrzeć i patrzeć, a za każdym razem będą bawić i zdumiewać.

Moja przedszkolaczka bardzo lubi, a ja się cieszę, że kształtuje gust na takich obrazkach!

Recenzja powstałą dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

piątek, 8 listopada 2019

Michał Leśniewski - "ART. Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe"


Autor: Michał Leśniewski
Tytuł: ART. Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 84
Wiek: 8+ lat
Ocena: 8/10

Opis:

Czym były pierwsze komputery? Jak wyglądało przejście od maszyn wielkich jak ciężarówka do zaawansowanych smartfonów mieszczących się w kieszeni? Kto zbudował pierwszy polski komputer? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdują się w książce!  

„ART. Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe” to niezwykły ilustrowany przewodnik po komputerowym świecie przeznaczony dla dzieci w wieku 8-13 lat. Podczas fascynującej podróży przez kolejne etapy rozwoju komputerów mali miłośnicy technologii poznają interesujące fakty i ciekawostki, a także dowiedzą się, czym tak naprawdę są maszyny liczące. To doskonały sposób na to, by dzieci w wieku szkolnym z przyjemnością poszerzały wiedzę i odkryły w sobie miłość do czytania! 

W książce „ART. Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe” mali czytelnicy znajdą: 
● historię komputerów od liczydła aż po smartfony; 
● piękne i czytelne ilustracje Macieja Łazowskiego; 
● przystępny język i zrozumiałe wyjaśnienia działania maszyn liczących i komputerów; 
● dużą dawkę wiedzy na temat, który fascynuje zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Recenzja:

Komputer - coś, bez czego trudno wyobrazić sobie naszą codzienność. Przynajmniej dorosłym, bo wciąż chcę wierzyć (pewnie trochę naiwnie), że dzieci mają jeszcze na to czas.  Nadeszły takie czasy, że kodowanie zaczyna się już w szkole, co akurat mnie cieszy, bo to ciekawe i rozwojowe, a w przyszłości może zaprocentować. Rynek potrzebuje wszelkiego rodzaju informatyków i to się raczej szybko nie zmieni. Zresztą, umiejętność obsługi komputera to już pewnego rodzaju standard i trudno sobie wyobrazić, by ktoś z naszego pokolenia jej nie posiadał, a co dopiero nasze dzieci. Dlatego książka taka jak ta jest może się okazać czymś naprawdę ciekawym dla młodych czytelników.

Znamy już książkę tego autora o samolotach, więc mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. I nie rozczarowałam się. "ART. Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe" to prawdziwa kopalnia wiedzy o komputerach, ale nie tylko tych, które widujemy obecnie. Z lektury dowiemy się między innymi, jak wyglądały komputery wiele, wiele lat temu, poznamy historię życia twórców tych  maszyn. I właśnie dzięki takiemu układowi treści nie jest encyklopedycznie, a przez to ciekawiej. Tej wiedzy jest całkiem sporo, bo ponad osiemdziesiąt stron, więc jako grupę docelową wskazuję raczej nieco starsze dzieci.

Warto dodać, że książka jest naprawdę porządnie wydana (podobnie jak część o samolotach, która zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie). Duży format, gruba oprawa, dużo koloru i ilustracji w środku - całkiem przyjemnych dla oka.



Myślę, że to książka nie tylko dla miłośników komputerów. To publikacja, która pokazuje rys historyczny tej niezmiernie istotnej gałęzi wiedzy, więc tak naprawdę czytać ją może każdy, także dorosły, bo zaryzykuję stwierdzenie, że nie wszyscy posiadamy takie informacje, jakie autor zawarł w tej książce.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Dieter Braun - "Galeria Dzikich Zwierząt. Południe"

Autor: Dieter Braun 
Ilustracje: Dieter Braun 
Tytuł: Galeria Dzikich Zwierząt. Południe 
Wydawnictwo: EGMONT 
Data wydania: październik 2016 
Liczba stron: 144 
Ocena: 8/10 

Opis: 

ZAPRASZAMY DO WYJĄTKOWEJ GALERII DZIKICH ZWIERZĄT! 
Zobaczycie wspaniałe zwierzęta żyjące na półkuli południowej: oryksa pręgobokiego i nosorożca białego z Afryki, wąsatego tamaryna z Ameryki Południowej czy krokodyla różańcowego i diabła tasmańskiego mieszkających w Australii. Dowiecie się też, jak szybko biega gepard grzywiasty, czy to prawda, że szympansy potrafią się śmiać, i kto nosi przydomek „buszmeńskiego zegarka”. Dieter Braun, który przemierzył cały świat, by móc obserwować z bliska dzikie zwierzęta, uchwycił je na pięknych kolorowych ilustracjach. Do tej galerii nie trzeba mieć biletu! 

Recenzja: 

Świat zwierząt od zawsze fascynuje zarówno młodych, jak i dorosłych. Sama, mimo ćwierćwiecza na karku, chętnie sięgam po pozycje na ten temat, a najbardziej lubię te, które są przeznaczone dla dzieci. Zazwyczaj są one przepięknie wydane i nie brakuje w nich ciekawostek na temat fauny, które budzą w czytelnikach rozmaite emocje – od śmiechu, do szczerego zdumienia (a nawet niekiedy przerażenia!). Galeria Dzikich Zwierząt. Południe to artystyczna podróż przez dolną półkulę Ziemi, w której mamy szansę poznać stworzenia zamieszkujące Afrykę, Amerykę Południową, Australię i część Azji. 


Książka zaskoczyła mnie pozytywnie od razu – jej obwoluta okazała się plakatem z rozmaitymi żabkami i jaszczurką chwytającą ważkę. Moja siostrzenica niemal od razu przyozdobiła sobie nim pokój i muszę przyznać, że doprawdy prezentuje się on niebanalnie. To zasługa niesamowitej kreski autora, Dietera Brauna, który fenomenalnie operuje barwami. Dawno nie spotkałam się z tak odważnym doborem kolorów i sposobem tworzenia kontrastów, które – choć brzmi to niedorzecznie – prezentują się niezwykle spójnie i wręcz subtelnie. Wiele z jego rysunków również zdaje się opierać na geometrycznych wzorach, jednak mimo tego zaprezentowane przez niego gatunki wyglądają całkiem realnie. To bez wątpienia zasługa jego podróży oraz obserwacji zobrazowanych zwierząt na żywo – stąd ich niebanalna realność! 


W Galerii Dzikich Zwierząt. Południe nie zabrakło również odrobiny treści, jednak jest jej niewiele – to artystyczne ujęcia grają w książce pierwsze skrzypce. Każde stworzenie opisane jest w zaledwie kilku zdaniach i – choć pełno tutaj niesamowitych ciekawostek – ma to pewno wadę. C Zdarza się, że z jednej strony mamy zjawiskową ilustrację zwierzęcia, a z drugiej jedynie kilka zdań dość małą czcionką oraz mnóstwo pustej przestrzeni. Według mnie, warto byłoby to jakoś dodatkowo zagospodarować – w pozycji o faunie, gdzie często występują zagrożone gatunki, spodziewałam się więcej ekologicznego myślenia. 


Galeria Dzikich Zwierząt. Południe to kolejna fenomenalna pozycja z serii ART EGMONT. Od książeczki nie sposób oderwać wzroku i jestem przekonana, że każdy zakocha się w niej od pierwszego wejrzenia. Duży format, twarda oprawa, bardzo kolorowa oprawa graficzna (w tym boski plakat!) oraz wiele fascynujących ciekawostek ze świata zwierząt – to wszystko sprawia, że jest to jedna z najatrakcyjniejszych książek tego typu na rynku. To także tytuł idealny na prezent dla miłośnika stworzeń wszelakich. Polecam z całego serca! 

P.S. Na rynku dostępna jest również Galeria Dzikich Zwierząt. Północ!

Książkę do recenzji otrzymałam od serwisu Jakkupowac.pl! :)

środa, 3 kwietnia 2019

David Roberts - "Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość"


Autor: David Roberst
Tytuł: Sufrażystki i Sufrażetki. Walka o równość
Wydawnictwo: Egmont ART
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 128
Ocena: 10/10
Wiek: 8+

Opis:

Poznajcie ruch wyzwolenia kobiet od podszewki. Prawdziwą i porywającą historię angielskich kobiet oraz mężczyzn, którzy walczyli o uzyskanie praw wyborczych przez kobiety.

Książka pełna ciekawostek i nieznanych, fascynujących faktów o działalności feministek w Anglii na początku XX wieku. Poznajemy najsłynniejsze sufrażystki i sufrażetki m.in:
- Rosy May Billinghurst
- Emmeline Pankhurst
- Millicent Fawcett
- Emily Wilding Davison

Księżniczki i krawcowe, robotnice fabryczne i damy z bogatych rodów stanęły ramię w ramię, w siostrzanej misji, do wspólnej walki o swoje prawa. Ich determinacja i poświęcenie zasługują na najwyższe uznanie i wdzięczność nas wszystkich. Było to prawdziwe „szaleństwo praw kobiet”.


Recenzja:

Okładka okładką – że jest dobra, każdy widzi. Ale kiedy otwierasz książkę i na „dzień dobry” zachwycasz się wklejką, wiedz, że trafiłeś na skarb. Jak to zwykle bywa z książkami z serii Egmont ART., świetne ilustracje są ich wielkim atutem. Tak jest i w tym przypadku – zarówno świetne, pełne charakteru i momentami bardzo zabawne ilustracje, zajmujące niekiedy całe strony, jak i samo opracowanie graficzne książki zdecydowanie ociepla encyklopedyczny wizerunek książki. Bo tak, to jest kawał cegły zawierający kawał konkretnej i niełatwej wiedzy historycznej. A jednak czytając nie czuje się tego ani trochę!








Opracowanie zawiera historię dążenia brytyjskich kobiet do uzyskania praw wyborczych od 1832 roku aż do zwycięstwa. I to w sposób i przy użyciu języka przystępnego i zrozumiałego dla młodego odbiorcy.

Bardzo mi się podoba systematyczne „poukładanie treści”. Pomijając fakt chronologicznego przedstawienia istotnych wydarzeń, całość ma ręce i nogi. Książkę rozpoczyna obrazowe wytłumaczenie nie tylko kim są owe sufrażystki, ale również czym tak właściwie są te upragnione „prawa wyborcze”. A to nie jest przecież łatwe zagadnienie. Autor nie zapomniał również wprowadzić młodego czytelnika w realia świata sprzed niemalże dwustu lat, który, choć pozornie wcale nie tak odległy w czasie, w niektórych aspektach różni się wręcz niewyobrażalnie. Jest więc wprowadzenie, wytłumaczenie trudnych słówek, rys historyczny, a na koniec wisienka na torcie w postaci krótkich biogramów światowych działaczek w imię wolności kobiet. I szokujące kalendarium uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Wiecie, że Szwajcaria dopuściła kobiety do urn dopiero w 1971 roku? To o 50 lat później, niż Azerbejdżan! A w Arabii Saudyjskiej kobiety uzyskały prawo wyborcze dopiero… cztery lata temu.

Jakieś zgrzyty? Trochę wstyd się przyznać, bo to raczej szowinistyczne uprzedzenie, ale bardzo długo nie pasowało mi, że jest to książka napisana przez mężczyznę. Wiecie, kolejna herstoria widziana oczami faceta. Ale czyż faceci nie mogą być feministami? Nic bardziej mylnego! A David Roberts jest tego doskonałym przykładem!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.


piątek, 29 marca 2019

Marianna Oklejak - "No to gramy!"


Autor: Marianna Oklejak
Tytuł: No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 112
Ocena: 10/10
Wiek: 8+ lat

Opis:

Kompendium wiedzy o muzyce rozrywkowej dla dzieci. Ale docenią je również nastoletni i dorośli melomani. To wysmakowany album w formie dowcipnego komiksu. 

Co się stanie, gdy zostawicie w domu samym sobie Psa, Fretkę i Małego króliczka? Będzie awantura. Prawdziwa muzyczna draka. Pies i Fretka to otrzaskani melomani i didżeje, którzy próbują wyrobić muzyczne ucho królika. Futrzaki wskakują do gramofonu i razem z czytelnikami wyruszają w szaloną podróż przez pokręcone dzieje muzyki rozrywkowej. Trójka zwierzaków przemieszcza się głównie pomiędzy USA a Anglią, czyli miejscami, gdzie rodziły się najjaśniejsze gwiazdy i najbardziej znane dźwięki XX i XXI wieku.  

Książka przedstawia kilkadziesiąt portretów najbardziej znanych muzyków i zespołów, m.in: 
- Elvis Presley 
- Bob Dylan 
- Janis Joplin 
- Pink Floyd 
- David Bowie 
- Frank Zappa 
- Kate Bush  
- Prince 
- Metallica 
- Nirvana i wielu, wielu innych. 

W książce „No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk” znajdziemy multum muzycznych ciekawostek i anegdot. Album rozwija wiedzę muzyczną, zaciekawia, bawi. Książka jest koncertowo napisana i zilustrowana. Kreatywne pomysły, dużo dobrego, sarkastycznego humoru. 

„No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk” to autorski album Marianny Oklejak, ilustratorki utytułowanej wieloma nagrodami. 

Książka wydana została w ramach serii ART, której cechą rozpoznawczą są znakomite ilustracje. 

Album Marianny Oklejak to idealny prezent dla tych, którym w sercu gra muzyka.

Recenzja:

Oto publikacja, przy lekturze której człowiek niejedokrotnie ma ochotę zagwizdać z wrażenia - ze względu na treść, formę, pomysł i wykonanie. Chociaż jestem raczej na bieżąco z literaturą dziecięcą, na taką książkę trafiłam po raz pierwszy. I bardzo się z tego powodu cieszę!

Zapewne wielu z was ma w domu swoich pupili - bez względu na to, czą są to psy, koty, chomiki czy... fretka. Czy zastanawialiście się kiedyś, co zwierzaki wyprawiają w domu pod waszą nieobecność? Te z książki Marianny Oklejak postanawiają zaserwować sobie prawdziwą ucztę muzyczną pod hasłem: no to gramy! A trzeba przyznać, że ich gust jest mocno zróżnicowany - Presley, Metallica, Pink Floyd, dla mnie to prawdziwy panteon gwiazd muzyki! Dość sporo miejsca poświęcono moim ulubieńcom, tj. zespołowi Queen z Freddiem Mercurym na czele.

Strasznie fajne w tej publikacji jest to, że treści nie stanowią tekstu ciągłego, bo na dobrą sprawę takie infoemacje można by sobie wygooglać. Tutaj mamy do czynienia z dialogami, dymkami itp. Uatrakcyjnia to tekst i doskonale koresponduje z warstwą graficzną, czyli dużymi, kolorowymi ilustracjami, które stanowią bardzo fajną interpretację gwiazd muzyki z różnych lat i stylów. 



Przekrój gwiazd jest naprawdę duży i różnorodny, stąd spore gabaryty publikacji - ponad sto dwadzieścia stron wypełnionych treścią wysokiej jakości - zarówno tekstową, jak i graficzną. A to narawdę świetna sprawa.

„No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk” to bardzo mocna pozycja w serii ART wydawnictwa Egmont. Zdecydowanie warta polecenia. Będzie prawdziwą ozdobą domowej biblioteczki!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

piątek, 17 sierpnia 2018

Melania Kapelusz - "Mitologia. Przygody słowiańskich bogów"


Tytuł: Mitologia. Przygody słowiańskich bogów
Autor: Melania Kapelusz
Wydawnictwo: Egmont ART
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 80
Ocena: 9/10

Opis:

„Na wodzie unosiła się łódź. W łodzi płynął Perun. Perun był bogiem. Pod wodą zaś żył Weles. On także był bogiem. I płynął boski czas. Czas Peruna i czas Welesa. Aż Perun uczuł pustkę. Wtedy rozgorzała w nim wola tworzenia. Lecz choć był potężnym bogiem, nie mógł stworzyć świata sam." 

„Mitologia. Przygody słowiańskich bogów” to zbiór niezwykłych mitów, dzięki którym poznacie tajemniczy świat wierzeń naszych przodków. Dowiecie się, kim był Świętowit, Weles i Perun. Zanurzycie się w magiczny świat, w którym prastare bóstwa rządziły ziemią i ustalały porządek rzeczy. Te historie was zachwycą, przerażą, czasem nawet rozśmieszą. Zrozumiecie, dlaczego dąb to drzewo szczególne i dlaczego mamy aż trzy rodzaje ognia. 
Dzięki tej książce na nowo odkryjecie znaczenie zjawisk przyrody i spojrzycie inaczej na historię stworzenia świata. Magicznej lektury! „Mitologia. Przygody słowiańskich bogów” to książka szczególna. Dzięki niej twoje dziecko będzie mogło poznać wierzenia Słowian: mit kosmogoniczny, historie najważniejszych bóstw czy ideę axis mundi. 

Wszystkie podania i mity przedstawione w książce napisane są językiem na tyle przystępnym, że będą zrozumiałe już dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Opowieści o dawnych rytuałach i przenikaniu się świata boskiego z ziemskim zabiorą was w magiczną podróż do świata naszych przodków. Wyraziste, pełne kolorów ilustracje dodatkowo uprzyjemnią te podróż.

„Przygody słowiańskich bogów” napisała Melania Kapelusz – tajemnicza autorka bajek z Krakowa. Książkę zilustrowała Ewa Poklewska-Koziełło.

Recenzja:

Tematyka związana z bogami słowiańskimi jest ostatnio na topie i muszę przyznać, że pod wpływem serii o kwiecie paproci Katarzyny Bereniki Miszczuk sama dałam się porwać tym niecodziennym opowieściom. Dlatego też, gdy zobaczyłam, że na rynku ma się ukazać mitologia słowiańska w wersji dla najmłodszych, aż zacierałam rączki na tę pozycję. Czy jednak spełniła pokładane w niej nadzieje?

Zacznijmy od początku. Otwieram paczkę od wydawnictwa i widzę cudowną oprawę - twardą, kolorową i dużą okładkę, z motywami, jakie czynią ją jedną z najpiękniejszych, z którymi miałam do czynienia na pewno w ostatnim czasie, o ile nie w całym życiu. Patrzę dalej, a w środku do zapoznania się z treścią zaprasza mnie witraż w kształcie drzewa. W tym momencie wiem już, że jestem dla tej publikacji na tak!

Później, w sumie ze względu na recenzenckie zaległości o wiele później, sięgam do samej treści. Uśmiecham się, gdy widzę imię Welesa, dobrze znanego mi boga podziemi. Cóż, nie tylko w literaturze dla dorosłych zgodny i przyjazny to on nie jest. Książka napisana jest prostym i zrozumiałym językiem, a jej podstawę stanowi dwóch bogów - Perun, który rządzi na lądzie i Weles - pan podziemi, który jednak dość często zapuszcza się do krainy Peruna. I dobrze, bo jest to powodem wielu istotnych i sympatycznych wydarzeń.

Na uwagę zasługuje także humor, jakiego w książce nie brakuje. Osobiście najbardziej urzekł mnie fragment, w którym podstępny Weles chce się pozbyć śpiącego Peruna i w tym celu próbuje go zepchnąć do wody, ciągnąc w prawo, potem w lewo, w górę i w dół. Cóż, skoro ląd zdaje się poszerzać wraz z sunącymi po nim bogami. Jakie musi być zdziwienie Welesa, gdy okazuje się, że pomógł on pobłogosławić ląd Perunowi, ciągnąć go we wszystkich kierunkach: na wschód, zachód, północ i południe. A to tylko jedna z przygód sympatycznych bogów.



Kolejna kwestia to ilustracje. W przypadku innych książek taka kreska być może przemówiłaby do mnie średnio, ale tutaj nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej! Tutaj pasują jedynie takie ilustracje, dopełniając wyjątkowej całości i prezentując się lepiej niż przyzwoicie.

Bardzo miła dla oka i ucha dziecka publikacja. Zdecydowanie warto sięgnąć.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa EGMONT.

środa, 15 sierpnia 2018

Sara Gillingham - "Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu"



Tytuł: Alpha, Bravo, Charlie. O kodach na morzu
Autor: Sara Gillingham
Wydawnictwo: Egmont ART
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 120
Wiek: 8+
Ocena: 9/10

Opis:

„Holowniki mogą zarówno pchać ładunek, jak i go ciągnąć (czyli holować). Kiedy holownik przesuwa naprawdę ciężką jednostkę, „manewruje z trudem”, czyli nie jest tak sterowny jak zazwyczaj. Dlatego na wszelki wypadek inne statki powinny trzymać się od niego z daleka.”

Zastanawiałeś się kiedyś, jak porozumiewali się dawno temu żeglarze i marynarze na morzach i oceanach? Przecież nie mieli ani telefonów, ani skomplikowanych urządzeń nawigacyjnych, które pomogłyby im obrać właściwy kurs i wskazały, gdzie czyhają na nich piraci i wrogie jednostki. Skąd wiedzieli, gdzie płynąć i w jaki sposób rozpoznawali nieprzyjaciół? Kody nautyczne!
To system, który pozwalał na bezpieczne podróże po wielkich wodach. Funkcjonuje do dzisiaj, chociaż dzięki postępowi nauki, już nie jest jedynym narzędziem dla marynarzy i żeglarzy. Dzięki tej książce poznasz skomplikowane sposoby porozumiewania się na morzach i oceanach. Dowiesz się, co to są flagi sygnałowe, nauczysz się alfabetu fonetycznego, a także poznasz alfabet Morse’a. Nawet jeśli nie jesteś żeglarzem ani nie planujesz zostać marynarzem, to i tak warto poznać kody nautyczne. Pozwolą ci one prowadzić tajne rozmowy i szyfrować wiadomości, dzięki czemu nikt niepowołany nie będzie mógł ich odczytać. A może jak już nauczysz się tych wszystkich kodów i sygnałów, to zapragniesz wypłynąć na szerokie wody? Kto wie…

„Alpha. Bravo. Charlie. O kodach na morzu” to pierwsza na rynku wydawniczym pozycja dla dzieci poświęcona kodom nautycznym. Ta pięknie ilustrowana książka przypadnie do gustu nie tylko młodym adeptom żeglarstwa, miłośnikom piratów i opowieści o morzach i oceanach, ale także spodoba się wszystkim fanom tajnych sposobów porozumiewania się.

Autorką książki jest Sara Gillingham – nagradzana autorka, ilustratorka i projektantka bestsellerowych książek dla dzieci. Mieszka z rodziną w Vancouver, w Kanadzie.


Recenzja:

Tajemnice, szyfry czytelne tylko dla wybrańców znających sekretne znaki i alfabety, możliwe do odczytania tylko przez nielicznych. Nie da się ukryć, że takie sprawy są kuszące chyba dla wszystkich, a dla dzieci już w szczególności. Ta imponująca publikacja pozwoli małym odkrywcom poznać nie tylko alfabet Morse’a, ale również alfabet fonetyczny (F jak foxtrot, O jak Oscar, N jak november… - w dorosłym życiu z pewnością się przyda. Szczególnie, kiedy musisz dyktować swoje nazwisko średnio współpracującemu pracownikowi infolinii!), a także znaczenie flag sygnałowych i wysyłanie informacji za pomocą semaforu.










Powiem szczerze, że tak zaawansowanej wiedzy nie posiadłam nawet na kolejnych kursach żeglarskich. A przy tym wszystko jest wytłumaczone w tak prosty i przystępny sposób, że ach! Aż chce się uczyć! 

Ta książka to tak naprawdę swoisty… elementarz! Na jednej podwójnej stronie mamy literę flagi z jej nazwą i opisanym znaczeniem, a po drugiej stronie ową literę w kolejnych alfabetach – fonetycznym, Morse’a oraz przestawioną za pomocą semafora. Obie strony rozdzielone są dwustronnie zadrukowaną kartą z opisywaną flagą, a wszystkiemu towarzyszy kilka słów na temat określonego typu statku wraz z ilustracją. I tak przez cały alfabet. Dzięki temu schematowi wszystko jest niesamowicie przejrzyste i poukładane, a kiedy potrzebujemy odnaleźć daną informację, szukamy jej niczym w słowniku. Albo sprawdzamy na szybko w ściądze na ostatnich stronach.

Całość uzupełniona jest o krótki wstęp, garść ciekawostek, zwięzłe podsumowanie oraz wytłumaczenie „trudnych słówek” – terminów morskich na końcu opracowania.

Świetnie zaprojektowana, bardzo dobrze zilustrowana i porządnie wydana pozycja pełna „hipsterskiej” wiedzy. Wciągnie nie tylko najmłodszych i na pewno nie tylko wilki morskie!

Chcesz wiedzieć jak poinformować innych, że wlecze się za tobą kotwica? Co przewożą rorowce, a czym są trawlery? I co tak właściwie znaczy flaga, która nic nie znaczy? A przy okazji nauczyć się bardzo fajnie machać chorągiewkami i wystukiwać sekretne wiadomości? Jeśli tak, to ta książka jest dla Ciebie!

Minusy? Jest mało poręczna – duży i gruby album jest bardzo czytelny i atrakcyjny wizualnie, ale jako kieszonkowa ściąga pod żaglami raczej kiepsko się sprawdzi. Ale wiedzę w końcu trzeba mieć w głowie!

Jako zapalona żeglarka i dziecko-znad-morza serdecznie polecam. Nawet jeśli miałaby się przydać tylko przy okazji wakacyjnego wyjazdu, albo przy okazji podchodów.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.



sobota, 19 maja 2018

Walter Benjamin, Marta Monteiro - "Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek" ART

Tytuł: Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek
Autor: Walter Benjamin
Ilustracje: Marta Monteiro
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 18 kwietnia 2018
Liczba stron: 40
Ocena: 9/10

Opis:

„Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek” to doskonała propozycja dla czytelników dociekliwych i lubiących zagadki. Książka pobudza do kreatywnego myślenia i szukania logicznych rozwiązań. Śledząc uważnie perypetie Heinza dziecko będzie miało szansę znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania i wychwycić błędy celowo popełnione przez autora. System punktacji zaproponowany w książce z pewnością zmotywuje dziecko do lektury i da mu satysfakcję z rozwikłania tytułowych zagwozdek. 

Recenzja:

Bardzo lubię zagadki. Nawet bardzo-bardzo. Dlatego też, widząc w propozycjach Wydawnictwa EGMONT Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek, nie mogłam przejść obok tej pozycji obojętnie. Szczególnie, że nie dość, że zapowiadała się intrygująco, to jeszcze jest książką z serii ART, której ilustracjami i wykonaniem zawsze jestem urzeczona! 

Zarówno zagadek, jak i błędów w książce jest po piętnaście, co razem daje tytułowe trzydzieści zagwozdek. Muszę przyznać, że niektóre zagadki sprawiły mi problem (nie rozwiązałam aż sześciu). Podobnie z błędami, choć tu było znacznie lepiej –umknęły mi tylko dwa. Spodobał mi się tutaj system punktacji, gdzie za znaleziony błąd dostaje się jeden punkt w formie kreski, a za poprawną odpowiedź na pytanie – dwie kreski. Myślę, że 31/45 kresek nie jest złym wynikiem – w końcu mierzyłam się z fantazją Waltera Benjamina - dwudziestowiecznego filozofa, teologa i teoretyka kultury! 

Opowieść, której towarzyszą zagwozdki, jak sama nazwa wskazuje – jest zwariowana. Główny bohater, Heinz, szuka odpowiedzi na pewną zagadkę, a w zasadzie chce zapytać o jej rozwiązanie swojego przyjaciela, profesora Antona. Niestety, ich drogi długo się nie schodzą, a przez ten czas Heinz przeżywa różne przygody i natrafia na kolejne zagadki, przy każdej powtarzając, że chciałby znać na nią odpowiedź. Czytelnik oczywiście ma za zadanie znaleźć odpowiedź na te pytania. 


Książka ta jest bardzo przemyślana i znakomicie wykonana, jak zresztą wszystkie książki z serii ART. Urzekły mnie proste, geometryczne, abstrakcyjnie niedokończone ilustracje Marty Monteiro, artystki tworząca m.in. dla New York Times’a. Mocne barwy przyciągają wzrok – podobnie donośne napisy GONG! przy każdej zagadce. Duży rozmiar książki i przyjemny w dotyku papier dopełniają całości i robią na czytelniku wrażenie. 

Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek to kolejna znakomita książka Wydawnictwa EGMONT, która zachęca do kreatywnego myślenia i skupienia, a przy tym bawi i uczy. Nie jest to jednak pozycja dla dzieci – to młodzież i dorośli będą czerpać z niej najwięcej prawdy, bowiem zagadki nie są przystosowane do młodziutkiego czytelnika. Historia Heinza bawi i rozczula oraz rodzi w czytelniku pytanie – kto jest bardziej zakręcony – zwariowany dzień czy roztrzepany Heinz? Polecam z całego serca!

środa, 25 kwietnia 2018

Misha Maynerick Blaise - "Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem?"



Autor: Misha Maynerick Blaise
Tytuł: Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem?
Wydawnictwo: EGOMNT ART
Seria: ART
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 144
Ocena: 7/10
Wiek: 8+

Opis:

Czy wiecie, że podstawowym sposobem pozyskiwania energii przez ludzi jest spożywanie słońca? Czy przypuszczaliście, że w waszych ciałach aż roi się od mikroorganizmów? Dacie wiarę w to, że rośliny są świadome otoczenia i potrafią odczuwać oraz reagować na świat w sposób znany ludziom? To tylko trzy z wielu interesujących faktów o świecie, które możecie poznać dzięki tej szczególnej książce.
Po lekturze tej niezwykłej opowieści o głębokiej wzajemnej więzi, łączącej ludzi z otaczającym ich wszechświatem będziecie w stanie zrozumieć cykl zadziwiającego życia. Jesteście na to gotowi? „Zadziwiające życie. Dlaczego każdy z nas jest wszechświatem?” to doskonała propozycja nie tylko dla młodych naukowców zafascynowanych tym, jak działa świat. To także świetny podręcznik dla rodziców, którzy chcieliby odpowiedzieć na wszystkie pytania swoich ciekawskich latorośli. Ta bogato ilustrowana książka w przystępny sposób pozwoli wam poszerzyć wiedzę i doskonale się bawić, wspólnie odkrywając tajemnice wszechświata.
Po lekturze „Zadziwiającego życia…” spojrzycie na otaczający was świat zupełnie inaczej!
Autorką i ilustratorką książki jest Misha Maynerick Blaise. Na co dzień zajmuje się budownictwem ekologicznym, a w wolnych chwilach czyta w łóżku, pływa i ogląda ogród swojego męża. Lubi też omawiać wielkie idee przy filiżance mocnej perskiej herbaty.


Recenzja:

„Zadziwiające życie” skupia się na odkrywaniu zależności i podobieństw między człowiekiem, a naturą – zarówno pod względem genetycznym, budowy i składu chemicznego ciała, jak i codziennego funkcjonowania. Większość z nich jest zdumiewająca, a każda strona jest kolejną tajemnicą do odkrycia. Szczególnie, że została rewelacyjnie wydana – to połączenie albumu, encyklopedii, dzieła sztuki i mistycznego wykładu na temat życia.











Jednak w moim odczuciu jest dla dziecka nieco zbyt… natchniona. Żeby nie powiedzieć, że odrobinę „nawiedzona”. Życie jest cudem i z pewnością nikt nie potrafi przyglądać mu się z tak nabożnym zachwytem, jak dziecko właśnie. Ale wydaje mi się, że rolą dorosłego w podsycaniu dziecięcej ciekawości jest przedstawianie świata w sposób jak najbardziej przystępny i zrozumiały, a ta pozycja niektóre aspekty trochę niepotrzebnie komplikuje. Takim przykładem „komplikacji” jest dla mnie stwierdzenie, że „jesteśmy dosłownie stworzeni z gwiazd” jako potwierdzenie faktu, że człowiek składa się z tych samych pierwiastków, co inne elementy kosmosu, czy koncepcja „jedzenia słońca”:
„Jemy Słońce, jedząc rośliny bądź jedząc zwierzęta, które jedzą rośliny, lub też zjadając zwierzęta, które jedzą zwierzęta, które jedzą rośliny. Rośliny są w zasadzie pośrednikami w pozyskiwaniu energii słonecznej. Czerpiąc energię ze Słońca, łączą dwutlenek węgla oraz wodę i tworzą glukozę (cukier). Roślina pochłania promień światła i zmienia go w niosące energię składniki chemiczne, które następnie przechowuje, dopóki jej nie zjesz.”

Jasne i przejrzyste, nieprawdaż? Pewnie, proces fotosyntezy nie jest łatwy do przedstawienia ale wydaje mi się, że mimo wszystko da się trochę prościej ;) Pomijając już fakt, że podstawowym dla nas składnikiem powstałym w jej wyniku jest tlen, a cukier, który powstaje „je” najpierw roślina, a dopiero potem zwierzę/człowiek. 

No i to trochę tak, jakby powiedzieć, że w moim radiu gra słońce, bo człowiek zmienia słońce na prąd przy pomocy paneli słonecznych. Albo wiatr, jeśli mam niedaleko elektrownię wiatrową. Nie da się jednak ukryć, że człowiek bez natury daleko by nie zaszedł i jest z nią nierozerwalnie związany. I chyba o to właśnie chodziło autorce. 

Podobnie jest z nadmiernym uwzniośleniem niektórych zjawisk, które, choć brzmią fascynująco, stają się przez to trudniejsze w odbiorze.

Ale mimo tych uwag, książka wprowadza młodego czytelnika w świat intrygujących zjawisk, podrzuca sporo „trudnych słówek” (kochałam je w dzieciństwie!) i otwiera oczy na niesamowitość świata. I to jest super.

A w połączniu z obłędnymi ilustracjami funduje odbiorcy niezapomnianą podróż od najmniejszej komórki aż po granice wszechświata. I jak już decydujemy się na otwarcie tej książki, to nie będzie łatwo się od niej oderwać. A każda kolejna strona to kolejna dawka zdumienia i zachwytu spowodowanych zarówno nadzwyczajnością natury, jak i wizualną stroną książki. 

Pozycja obowiązkowa w domu każdego młodego odkrywcy. Specyficzna, wyjątkowa i skłaniająca do namysłu nie tylko dzieci.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.