Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra planszowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra planszowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 maja 2022

Wolfgang Kramer, Michael Kiesling - "Łap za słówka. Pomysłowa gra językowa"

 

Autor: Wolfgang Kramer, Michael Kiesling
Tytuł: Łap za słówka. Pomysłowa gra językowa
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 16.03.2022
Liczba graczy: 3-8
Wiek: 10-99 lat
Ocena: 8/10

Opis:

Pomysłowa gra językowa!
Odmiany sera. Słówka zaczynające się na samogłoskę. Coś żółtego.
Czas ucieka. Ile odpowiednich słów przyjdzie ci do głowy? Czy będą oryginalne i jedyne w swoim rodzaju? Sam decydujesz, ile punktów możesz zdobyć. Liczy się każde wyjątkowe słowo odczytane na głos. Jeśli inni gracze będą mieli takie same pomysły jak ty, możesz wyjść bez słowa…

To gra, która pobudza fantazję i kreatywność. Rozwija myślenie taktyczne i uczy szybkich skojarzeń.

Liczba graczy: 3-8
Wiek: 10+
Czas gry: 30 minut

Elementy gry:
48 kart zadań z 480 zadaniami
48 kart punktów z liczba od 1 do 6 w 8 kolorach
12 kart utrudnień
1 karta startu, 1 karta mety
8 pionków
1 klepsydra
1 notes

Recenzja:

Nowa gra z serii Łap za słówka zapewnia graczom ciekawy sposób spędzenia wolnego czasu, możliwość sprawdzenia swojej wiedzy językowej oraz znajomości słówek związanych z konkretną dziedziną. Pomysłowa gra językowa doskonale sprawdzi się w rodzinnym gronie, ale także na przyjęciu, czy innej imprezie. Lubicie wyzwania? Chcecie zmusić do myślenia swoje szare komórki, dobrze się przy tym bawiąc? Poczuć ducha rywalizacji i presję czasu? Zatem karty na stół, ołówki w dłoń i piszcie. Co? To już zależy od konkretnej karty i umieszczonego na niej zagadnienia. Zagadek jest mnóstwo, jedne łatwe, drugie trudniejsze, dzięki czemu ta gra karciana szybko wam się nie znudzi. Chociaż gra polecana jest osobom od dziesiątego roku życia, to z nami bawiła się także sześciolatka. Najważniejsze, żeby dziecko umiało już pisać i z takim graczem można przystąpić do rozgrywki, zgodnie z instrukcją (a jeśli chcecie nieco nagiąć jej reguły, to proszę bardzo - kiedy grały z nami młodsze dzieci pozwoliliśmy im nawet rysować zamiast pisać - i też było przyjemnie!).


W zestawie jest dostępnych czterdzieści osiem kart zadań i dwanaście kart utrudnień. Przygotując się do rozgrywki, trzeba je potasować i położyć na dwóch kupkach. Należy także ułozyć tor, po którym będą się przesuwały pionki graczy. Oczywiście wszystko jest dokładnie wyjaśnione i rozrysowane w instrukcji. Kiedy już wszystko zostanie przygotowane, można rozpocząć rozgrywkę. Jedna osoba odkrywa ze stosu kartę zadań i odczytuje jedno z nich. Wszyscy zapisują, jak najwięcej słów, a klepsydra odmierza czas. Dalej gra toczy się zgodnie z zasadami proponowania punktów oraz odczytywania i wykreślania słówek. Muszę przyznać, że zadania są bardzo urozmaicone. Wymyślanie słówek z nimi związanych jest angażujące, rozwijające i wymagające koncentracji. Podczas gry stale byliśmy zainteresowani, jakie zadanie czeka nas jako kolejne. Fascynujące jest ich odkrywanie i realizowanie. Ta rozgrywka dostarcza mnóstwo frajdy zarówno dzieciom, jak i dorosłym.




Zabawa nie jest monotonna, gdyż nasz pionek, który przesuwamy na planszy, może zatrzymać się na karcie z wykrzyknikiem, a wtedy trzeba odkryć jedną z kart utrudnień. Wówczas trzeba wysilić się jeszcze bardziej, by znaleźć odpowiednie słowa. Niezaprzeczalnym atutem tej gry jest także to, że może w niej wziąć udział duża grupa osób, nawet ośmiu graczy. Jeśli jest nas więcej nikt nie musi czekać na kolejną rundę, tylko może bawić się wspólnie od początku. Kolejnym plusem są różne warianty rozgrywki, takie jak: różne tory, podwójne punkty i weto. To wszystko umożliwia dostosowanie przebiegu gry do własnych oczekiwań i urozmaica czas spędzony na zabawie z tą grą.



Wszystkie elementy gry zapakowane są w kartonowe pudełko. Znajdują się w nich, oprócz kart, także: klepsydra, drewniane kolorowe pionki i notesik do zapisywania słówek. Należy tylko przygotować sobie coś do pisania, zebrać grono chętnych do rozgrywki osób i dać się ponieść językowej fali pełnej wrażeń, by móc dać wyraz swoim słownych pomysłom.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont

czwartek, 24 marca 2022

Grzegorz Rejchtman - "Ubongo Lines"


 Autor: Grzegorz Rejchtman
Tytuł: Ubongo Lines
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 13.10.2021
Liczba graczy: 1-4
Wiek: 8+ lat
Ocena: 8/10

Opis:

Najnowsza wersja gry „Ubongo”.
Tym razem wszyscy gracze będą starali się rywalizować, budując jak najszybciej ten sam wzór pokazany na karcie, używając do tego trójwymiarowych, prostokątnych klocków.

W „Ubongo Lines” każdy gracz dostaje zestaw 8 różnych klocków w swoim kolorze. Na początku każdej rundy gracze odkrywają nową kartę, po czym muszą ułożyć z odpowiednich klocków figurę wskazaną przez kartę w taki sposób, by zapełnione zostały dokładnie dwie warstwy. Gracz, który ułoży ją jako pierwszy, woła „Ubongo!”, po czym obraca klepsydrę i reszta graczy ma minutę na ułożenie swoich klocków. Za ułożone figury gracze otrzymują klejnoty. Wygrywa gracz, który po 9 rundach zbierze najcenniejsze klejnoty. Gra posiada cztery poziomy trudności, które umożliwiają dostosowanie jej do wieku i doświadczenia graczy.
Po 9 rudach gracze sumują punkty. Wygrywa ten, kto zdobędzie ich najwięcej.

Liczba graczy: 1-4
Wiek: 8+
Czas gry: 25 minut

Elementy gry:
- 162 karty (z 324 różnymi zadaniami)
- 32 klocki (po 8 na gracza)
- 1 klepsydra
- 1 woreczek
- 1 tor rund
- 58 klejnotów (10 czerwonych rubinów, 19 niebieskich szafirów, 19 żółtych bursztynów, 10 zielonych szmaragdów)

„Ubongo” - gra sygnowana nazwiskiem genialnego informatyka, Grzegorza Rejchtmana - to jedna z popularniejszych gier świata. Swój spektakularny sukces zawdzięcza prostym zasadom i niepowtarzalności rozgrywek.



Recenzja:

Kolejna odsłona kultowej gry Ubongo zagościła w naszym domu. Jeśli lubicie wciągające łamigłówki i jeszcze nie poznaliście tej serii planszówek, to koniecznie musicie to zmienić. Tym razem zagraliśmy w Ubongo Lines. Na czym polega rozgrywka? Otóż, w jak najszybszym czasie, za pomocą wybranych klocków, trzeba odwzorować wzór z danej karty. Klocki są trójwymiarowe, a zadanie wcale nie jest takie łatwe jak z początku może się wydawać. Jest to bardzo dobra alternatywna dla gier komputerowych i doskonały pomysł na spędzenie wolnego czasu w gronie rodzinnym. Poza tym, można w nią zagrać także w pojedynkę. Z zadaniami poradzą sobie już nawet ośmiolatkowie. Wybór tego typu rozrywki zapewnia świetną zabawę, ćwiczy spostrzegawczość i korzystnie wpływa na rozwój naszyć pociech. Chyba nie trzeba nic więcej, by mieć poczucie, że wybraliśmy dla nich coś wartościowego. 


Muszę przyznać, że pudełko, w które zostały zapakowane elementy gry, jest dużych rozmiarów, a do tego wykonane zostało z grubej, wytrzymałej tektury. Karty też mają większy format niż te tradycyjne. Klocki również nie należą do najmniejszych. Wszystkie te komponenty mają wysoką jakość, a do tego prezentują się estetycznie. Jeżeli chodzi o sam przebieg rozgrywki to bardzo nam się podobał. Dwa poziomy trudności umożliwiły dostosowanie łamigłówek do naszych możliwości - zwłaszcza jeśli gramy pierwszy raz warto zacząć od zielonych kart. Podoba mi się także, że można w grę zagrać samodzielnie. Oczywiście jeśli bawimy się w więcej osób pojawia się presja czasu i duch rywalizacji. Początkowo bywa trudno ułożyć daną sekwencję, ale w miarę szybko nasz mózg zaczyna pracować i radzić sobie z danymi zadaniami. Mój dziesięcioletni syn niejednokrotnie wyprzedził mnie i zdobył nagrodę w postaci kryształków. Te pomoce służą do zliczania punktów i są ciekawym dodatkiem do zestawu. 

Gra jest świetna to nie ulega wątpliwości. Zastanawiać może jednak jej cena, bo jest dość droga i potencjalny nabywca może mieć dylemat, czy warto tyle w nią zainwestować. Moim zdaniem, warto. To bowiem inwestycja na lata. Planszówkę kupujemy na dłuższy czas, a też swego rodzaju zabawka dla całej rodziny. Mnóstwo jest zalet tego typu rozrywki. Ubongo Lines składa się z zestawu wielu kart i stawia przed nami nie lada wyzwanie - do rozwikłania mamy ponad sto łamigłówek. Na pewno zatem szybko nam się nie znudzi. Nawet jak zgubimy jakiś komponent można sobie nadal poradzić i korzystać z tego zestawu. Wracać do niego co jakiś czas i czerpać z tego wartościową przyjemność. Grać samemu, we dwoje, w troje, a nawet w czworo. Jak najbardziej polecam więc ten tytuł. Oczywiście wolałabym by był on nieco tańszy, ale cóż lepiej wydać raz - więcej na coś lepszego niż kilkanaście razy - mniej na coś gorszego. Prawda? 




Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont

sobota, 4 września 2021

Wojciech Rzadek - "Pierwsza gra. Przyjaciele"


 Autor: Wojciech Rzadek 
Ilustrator: Marzka Dobrowolska
Tytuł: Pierwsza gra. Przyjaciele 
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 21.04.2021
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 2+ lat
Ocena: 9/10

Opis:

Gra dla najmłodszych 

Gracze po kolei rzucają kostką ze strzałkami wskazującą żeton zwierzątka domowego, który można zebrać. Zbieramy je do siebie, albo przekazujemy innym graczom – jeśli mają choć jeden żeton danego zwierzątka. Pod koniec gry, kiedy skończy się możliwość dobierania żetonów, gracze liczą punkty z posiadanych trójek kafelków. Ten który ma ich najwięcej, wygrywa grę.
Dwa poziomy trudności pozwolą dostosować grę do wieku i umiejętności graczy.

Recenzja:

Na rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu gier dla najmłodszych do dzieci, ale od czasu do czasu, i to między innymi dzięki wydawnictwu Egmont, pojawiają się tytuły dedykowane nawet dwulatkom. Przyjaciele to już trzecia propozycja dla maluchów z serii Pierwsza gra. Recenzje dwóch poprzednich możecie sprawdzić pod tymi linkami: Mniam i Zwierzątka. Czego natomiast nauczy nasze pociechy najnowsza gierka z tego właśnie cyklu? Jej autor postawił przede wszystkim na rozwój i utrwalenie takich umiejętności jak: rozpoznawanie kolorów oraz zwierząt i naukę liczenia. Z tego też względu już dzieci w wieku dwóch lat mogą się poczuć nią zainteresowane, ale starsze również chętnie wezmą udział w tej nieskomplikowanej rozgrywce. Bo tam gdzie są zwierzęta nie sposób się nudzić.

Oczywiście tę grę zamówiłam z myślą o moim młodszym synku, który w czerwcu bieżącego roku skończył trzy latka. Rozpoznaje on już kolory oraz zwierzęta i liczy sprawnie do dziesięciu, więc pomyślałam, że ta rozgrywka nie sprawi mu trudności i zaowocuje miłością do innych gier planszowych. Po otrzymaniu przesyłki zainteresowało go już samo opakowanie z wizerunkiem kota, a po jego otworzeniu był zadowolony, mogąc wyciągać żetony w trzech kolorach z grubych, tekturowych wykrojników. Chętnie nazywał kolory i zwierzęta na nich zobrazowane. Nie potrzebował nawet instrukcji, bo miał własną wizję, jak zagrać w tę planszówkę dla najmłodszych. Pozwoliłam mu na to, by później zapoznać go z właściwym przebiegiem zabawy, taki jaki proponuje nam autor owego tytułu. Starał się słuchać i skupić na zasadach, chociaż jest on zazwyczaj niecierpliwy i trudno mu skoncentrować się na tym, co w takiej sytuacji należy robić. Dlatego jeśli wasze dzieci chętniej będą układały żetony wedle własnego pomysłu, niż trzymały się sztywno reguł gry, wcale się tym nie przejmujcie. Pozwólcie im na to, jestem pewna, że w końcu przyjdzie moment na to, by zechcieli grać w nią zgodnie z instrukcją. Poza tym, taka spontaniczna zabawa dyktowana dziecięcą wyobraźnią też ma swoje zalety i również wpływa pozytywnie na rozwój naszych pociech.



Na elementy gry składają się żetony, kostka do gry ze strzałkami oraz instrukcja przebiegu rozgrywki. Za pomocą dostępnych elementów można przeprowadzić więcej niż jeden wariant zabawy, a każdy z nich został dokładnie opisany. Dokładnie jest ich dwa, pierwszy skierowany jest do dzieci powyżej drugiego roku życia, kolejny - do tych, co skończyły już trzy latka. Przed rozpoczęciem gry warto zapoznać dziecko z żetonami, porozmawiać o tym jakie mają kolory i co się na nich znajduje. Zasady rozrywki są bardzo proste. Wystarczy rzucić kostką tak, by nie przekroczyła okręgu stworzonego z żetonów i podążać palcem w kierunku, który wskazuje strzałka. Już podczas samego rzucania kostką dziecko dostaje konkretne zasady związane ze sprawnością rzutu, którym trzeba się podporządkować, co też ma swoje zalety i niekiedy bywa trudnym wyzwaniem. Celem gry jest zdobycie zestawu takich samych gatunków zwierząt. Utrudnienie polega na tym, że musimy oddawać innym graczom żetony obrazujące to zwierzątko, które już wcześniej zebrali. Wszystko jest zrozumiale opisane w instrukcji, więc nie będę zdradzać więcej szczegółów, ale zapewniam, że zabawa z grą Przyjaciele jest prosta, miła i przyjemna, a do tego wspiera edukację i rozwój naszych pociech.
 
Żetony są wykonane z grubego kartonu, mają zaokrąglony kształt, co ma wpływ na bezpieczeństwo i wygodę ich użytkowania. Kostka dostępna w zestawie jest duża, ma wyraźne oznaczenia, została wykonana z drewna i również ma zaokrąglone rogi. Zatem możecie być spokojni o bezpieczeństwo waszych pociech podczas zabawy, gdyż wydawca zadbał o szczegóły, które sprawiają, że w grze mogą uczestniczy już dwulatki. Zwierzęta zilustrowane na żetonach są nietrudne do rozpoznania. Ilustratorka postawiła na prostą kreskę i minimalizm kolorystyczny. Przebieg zabawy dostarcza ciekawych wrażeń. Najbardziej podoba nam się, iż można rozszerzać podstawową wersję, a nawet używać komponentów gry do wymyślonych indywidualnie aktywności. 



Pierwsza gra. Przyjaciele to zestaw idealny dla najmłodszych dzieci, które dopiero wkraczają w planszówkowy świat. To gra, która zapewnia fajną zabawę, ale również niesie za sobą walory edukacyjne. Rozpoznawanie zwierząt i kolorów oraz nauka liczenia z nią będzie o wiele przyjemniejsza. 

Grę zrecenzowałam dzięki  uprzejmości wydawnictwa Egmont.

sobota, 12 grudnia 2020

Jan Madejski, Agata Zarzycka - "Dziadek do orzechów" (gra)

 


Autor: Jan Madejski
Ilustrator: Agata Zarzycka
Tytuł: Dziadek do orzechów (gra)
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Data wydania: 16.09.2020
Wiek: 6+ lat
Ocena: 10/10
 
Opis:  
 
Kto nie zna opowieści o Klarze, która otrzymała od ojca chrzestnego dziadka do orzechów? Wyobraźcie sobie, że podobnie jak Drosselmejer jesteście konstruktorami zabawek. Stwórzcie piękne dziadki do orzechów z kolorowych części, aby wygrać. Zwycięzcą okaże się ten konstruktor, który wykona jak najwięcej dziadków z części w tym samym kolorze! 
 
Cel gry:  
 
Gracze starają się zdobyć jak najwięcej punktów za ułożone przez siebie kompletne dziadki do orzechów. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów pod koniec gry.
 
Wiek graczy: 6+  |   Liczba graczy: 2-4 osób  |  Czas rozgrywki: 15-25 min.  
 
Zawartość pudełka:  
 
105 kart: 95 kart Dziadków i 10 kart Prezentów, 3 karty Rzędów, karta Pierwszego Gracza, instrukcja.
 
Recenzja:

Są takie historie, które wraz z upływem czasu nie tracą na swojej wartości. Nieważne, że zostały opowiedziane już milion razy na tysiąc sposobów - nadal wywołują w nas te same emocje. Z pewnością jedną z nich jest ta zatytułowana Dziadek do orzechów. Stała się ona inspiracją do stworzenia gry o takim samym tytule. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, a szczególnie klimat tej opowieści, który przeniesiony na karty daje możliwość stworzenia niepowtarzalnej atmosfery podczas gry i zostanie... konstruktorem zabawek. Kompletowanie dziadków do orzechów jeszcze nigdy nie było tak fascynujące. Czy dacie porwać się tej magicznej zabawie? Jestem przekonana, że tak, gdyż jej prosty mechanizm, a zarazem klasyczna niezwykłość wciąga na długi czas. Z zestawem tych niezwykłych kart nie można się nudzić.


Dziadek do orzechów to opowieść dobra na każdy czas. Dziadek do orzechów to także gra dobra na każdy czas. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a w tym okresie każda historia nabiera większego znaczenia. Nasze relacje stają się mocniejsze, a więzi bardziej zacieśnione. Te chwile, kiedy wspólnie z rodziną spędzamy wolny czas są niezapomniane. Nie tylko w Święta. Zapewniam, że ta gra dostarczy tym chwilom mnóstwo kolorów i sprawi, że będą one niezapomniane. Jeśli lubicie integrować się przy pluszówkach, polecam wam nabyć także tę. Przyznam szczerze, że dawno nie urzekła mnie aż tak żadna z karcianek, w które miałam okazje zagrać. Poza tym nie trzeba długo zastanawiać się nad jej zasadami, dlatego dzieci, które nie przepadają za grami planszowymi również mogą się nią zachwycić.


W rozgrywce Dziadka do orzechów może uczestniczyć od dwóch do czterech osób. Liczba graczy jest tu szczególnie ważna, gdyż od tego zależy skład talii kart, którą będziemy się posługiwać. Wszystko jest idealnie wyjaśnione w instrukcji dołączonej do zestawu, więc nie musicie się obawiać, że czegoś nie zrozumiecie. Następnie wykładamy karty zgodnie z rysunkiem zawartym w instrukcji i możemy rozpocząć pierwszą rundę. Wystarczy tylko ze stosu kart dobierać ich o jedną więcej niż jest uczestników zabawy. Po obejrzeniu wyjętych kart należy trzy z nich umieścić w pierwszym rzędzie w taki sposób, aby zostały odkryte, a ostatnią położyć zakrytą. Kolejna osoba robi to samo. Postępujemy zgodnie z tymi zasadami, aż do wyczerpania wszystkich kart ze stosu. Następnie zabieramy karty z wybranej kolumny i układamy swoje zestawy dziadków do orzechów oraz zliczamy punkty. Gra nie jest skomplikowana, ale mimo to daje mnóstwo radości, a do tego ćwiczy pamięć. Dostępne są także dwa dodatkowe warianty zabawy - dla młodszych i starszych graczy.


"Kiedy gracze zabiorą wybrane przez siebie kolumny, oglądają swoje karty i układają je odkryte na stole przed sobą. W grze są dwa rodzaje kart: karty Dziadków i karty Prezentów. Z kart Dziadów gracze budują dziadki do orzechów. Na kompletny zestaw składają się 3 karty: głowa, tułów oraz nogi. Zestaw niekompletny to taki, w którym brakuje przynajmniej jednej z wyżej wymienionych kart."

Karty są nieco cienkimi, małymi kafelkami, które charakteryzują się prostą lecz urzekającą grafiką. Po otwarciu opakowania możemy przeczytać fragment historii o Klarze i Dziadku do orzechów, co wprowadza nas w magiczny klimat. Instrukcja jest czytelna i zrozumiała. Zaś zasady gry niezwykle przystępne. Zachwyciłam się ich niebanalną prostotą. Ten zwykły mechanizm urzeknie także was. Można do zabawy zachęcić także młodsze dzieci i wprowadzić podczas niej także naukę kolorów. Starsze pociechy mają możliwość potrenowania obliczenia, chociaż z pewnością będą potrzebowały pomocy przy zliczaniu wszystkich punktów. Układanie zestawów również ćwiczy spostrzegawczość i logiczne myślenie. Napiszę krótko: po prostu kocham te grę. To idealny prezent nie tylko na Święta.


Dziadek do orzechów to prosta i niezwykle klimatyczna gra, od której nie będziecie mogli się oderwać. Zapewnia dobrą zabawę dla całej rodziny. Dostarcza mnóstwo możliwości, a to wszystko dostępne w niewielkim niebieskim i jakże uroczym pudełku. 
 
 
Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa

piątek, 15 marca 2019

Eugeni Castano - "Ślimaki to mięczaki"


Autor: Eugeni Castano
Tytuł: Ślimaki to mięczaki
Ilustrator: Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2-6
Ocena: 10/10
Wiek: 5-105 lat

Opis:

ŚLIMAKI TO MIĘCZAKI! 
W tym wyścigu wygra najwolniejszy ślimak! Podczas gry nie znasz kolorów ślimaków należących do rywali. Za pomocą kostek przemieszczasz nie tylko swojego, lecz także pozostałe ślimaki. Takiego wyścigu jeszcze nie było!
Rewelacyjna zabawa dla graczy w każdym wieku. Śpiesz się powoli!

Recenzja:


Odnoszę wrażenie, że na wszystko, co wyszło spod ręki Macieja Szymanowicza, znajdzie się szerokie grono nabywców. Trudno się temu zresztą dziwić, w końcu to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych w naszym kraju ilustratorów. U nas w domu mamy zarówno książki z jego obrazami, jak i puzzle, teraz do tej kolekcji dołączyła gra planszowa. 

"Ślimaki to mięczaki" to gra dość nietypowa jak na ścigankę, bo wygrywa ten... kto porusza się najwolniej! No tak, w końcu ślimak nie należy do sprinterów, ale pomysł sam w sobie świetny i bardzo oryginalny. Jeszcze fajniejsza jest idea - zwycięzcą jest najwolniejszy z graczy, bo to on ma najwięcej czasu na zbieranie śmieci w lesie. A tych nie brakuje - guziki, kapsle, puszki, to wszystko jest elementem gry i z pewnością napotkamy je na swojej drodze. Ciekawy pomysł na zwrócenie uwagi na potrzebę zachowania czystości w lesie, w innych miejscach zresztą też. 

Straszniepodoba mi się plansza, choć jest dość niewielkich rozmiarów, to naprawdę robi wrażenie, właśnie za sprawą ilustracji Szymanowicza. Ślimaki dołączone do zestawu są wykonane z drewna, co zawsze uważam za zaletę, bo wolę ten materiał w zabawkach od plastiku. Jest ich sześć, więc można grać nawet w kilka osób. 



Gra przeznaczona jest dla dzieci od pięciu lat, ale sądzę, że można ją wykorzystać już wcześniej, choćby do nauki kolorów, bo założenia są fajne - rzucamy kolorowymi kostkami, a następnie przesuwamy albo ślimaka w wyrzuconym kolorze, albo ślimaka, który stoi na polu w danym kolorze. Może więc nie w pełnym wymiarze, ale - nazwijmy to - wersją demo można próbować zainteresować także młodsze dzieci. I to jest strasznie fajne, bo gra może rosnąć wraz z dzieckiem, a według mnie będzie ona atrakcyjna zarówno dla młodszej pociechy, jak i starszaka. Zresztą, sama chętnie w nią zagram, gdy tylko córa trochę podrośnie.

Pozycja zdecydowanie warta polecenia - zarówno ze względu na wykonanie, jak i tematykę, która może stanowić wstęp do rozmów na temat ekologii. A może nawet pokusicie się o akcję wspólnego sprzątania lasu?

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

czwartek, 14 marca 2019

"Potworne porządki"


Autor: Gamewright    
Tytuł: Potworne porządki
Ilustrator: Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2018
Liczba graczy: 2-4
Ocena: 10/10
Wiek: 3-103 lat

Opis:

Czy Twoje dziecko lubi sprzątać zabawki?
Podczas gry dzieci robią porządek w pokoju. Wyciągają z woreczka różne przedmioty i odstawiają na odpowiednie miejsca na swojej planszy. Zadanie utrudniać będą psotne stworki – mają kształty podobne do przedmiotów poszukiwanych przez graczy, łatwo więc się pomylić! Wygra gracz, który pierwszy zrobi porządek w swoim pokoju.


Recenzja:
Nie jestem pewna, czy jakakolwiek inna gra tak błyskawicznie zdobyła serce mojej trzylatki, jak Potworki – bo też tak je nazywamy. Wpadła jej w oko już na etapie otwierania paczki i od tego momentu jest ulubienicą w naszym domu. Do tego stopnia, że musi stale leżeć na stoliku, bo córka nie pozwala jej schować do szafki – to by było na tyle, jeśli chodzi o porządki :D

Co w niej takiego super?

1. tematyka – nie da się ukryć, że potworki, paskudki, czarownice, strachu i inne nieco przerażająca, ale jakże ciekawe cudowności to coś, co maluchy lubią najbardziej. Moja Maja żadnych potworów się nie boi, a te tym bardziej ów potencjalny lęk odganiają. Bo mimo nadmiernej ilości kończyn, zębów i pazurów, są zdecydowanie bardziej urocze, niż straszne.
2. ilustracje – nie ukrywam że Maciej Szymanowicz nie należy do panteonu moich najulubieńszych ilustratorów, ale oprawa graficzna tej gry naprawdę mu wyszła!
3. proste zasady – nawet najmłodsi nie będą mieli problemu w zapamiętaniu jakie ruchy trzeba wykonać i jaki jest cel rozgrywki.





To gra – macanka. Jej celem jest wyszukanie „na ślepo” w czarnym woreczku czterech elementów wyposażenia swojego pokoju i umieszczenie ich w odpowiednich miejscach na podkładce. Zadanie to utrudniają potworki wrzucone do woreczka, które kształtem przypominają poszukiwane przedmioty. Po wylosowaniu takiego dżentelmena, należy go wyrzucić (my wrzucamy z powrotem do pudełka) z okrzykiem „Potworki do norki!”. Wygrywa gracz, który jako pierwszy posprząta swój pokój odkładając wszystkie przedmioty na swoje miejsca.

Można grać na dwa sposoby: w łatwiejszym kolory losowanych obiektów nie mają znaczenia – wystarczy, że w pokoju uzbieramy łóżko, lampę, obraz i pluszaka. W wersji trudniejszej musimy trafić na przedmioty w kolorze naszego pokoju.

Jestem pod wielkim wrażeniem instrukcji obsługi tej gry – nie tylko napisanej prostymi słowami, ale przedstawionej również za pomocą kilku schematów/ilustracji, dzięki czemu nie musimy wcale umieć czytać, by przy odrobinie wysiłku dowiedzieć się o co chodzi.

Nie wiem, czy faktycznie pomaga wyćwiczyć nawyk sprzątania (nie zauważyłam dotychczas takiego efektu, ale moja córka może być oporna na tego typu sugestie), ale na pewno pomaga pozbyć się lęku przed potworami, które wyciąga się niespodziewanie z ciemnego woreczka, a okazują się powodem do śmiechu, a nie strachu.

Super gra, strasznie się cieszę, że na nią trafiliśmy.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

poniedziałek, 4 marca 2019

Shanon Lyon - "Lisek urwisek" (gra planszowa) - przedpremierowo

Autor: Shanon Lyon
Tytuł: Lisek urwisek
Ilustrator: Melanie Grandgirard
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Premiera: 06.03.2019
Liczba graczy: 2-4
Ocena: 10/10
Wiek: 5+

Opis:

Gra kooperacyjna, w której dzieci nie rywalizują ze sobą. Zbierają wskazówki pozwalające rozwiązać zagadkę. Wśród lisów ukrył się lisek urwisek – gracze muszą współpracować, aby go odnaleźć.
Gra posiada wyjątkowe elementy gry: specjalne kostki ze śladami lisa, pionki detektywów oraz detektor – specjalny sprzęt detektywa pozwalający zidentyfikować poszukiwanego lisa!

Recenzja:

„Lisek urwisek” to gra detektywistyczna wymagająca współpracy między uczestnikami. Każdy z graczy wciela się w jedną z czterech kurek-detektywów (symbolizowanych przez kolorowe pionki – czapki detektywa), które wspólnie mają za zadanie rozwiązać zagadkę tajemniczej kradzieży chleba. Zbierają wskazówki i eliminują kolejnych podejrzanych, ale muszą się spieszyć, bo winowajca ucieka!

Mechanizm gry oparty jest o rzuty trzema kośćmi, na których należy wylosować te same symbole – łapki lub „oczka”. Wylosowanie trzech symboli oka pozwala na odkrycie dwóch kart podejrzanych, a liczba wyrzuconych łapek oznacza liczbę ruchów, które dany gracz może wykonać na planszy, na której poukrywane są poszlaki. Jeśli jednak nie uda się wyrzucić trzech takich samych symboli, uczestnik traci kolejkę i zamiast tego musi przesunąć figurkę lisa o trzy pola do przodu. Kiedy symbolizujący winowajcę lis przejdzie przez całą planszę i zdoła zbiec do norki, gra kończy się klęską. 






Największą frajdę daje jednak korzystanie z dekodera wskazówek. Na samym początku gry losuje się kartę winowajcy i (nie podglądając!) umieszcza się ją w plastikowym dekoderze. Następnie każdą znalezioną na planszy poszlakę z elementami odzieży i dodatków kładzie się na dekoder i po przesunięciu zaślepki dowiadujemy się, czy na wizerunku winowajcy jest dany elementu ubioru, czy też nie. W ten sposób można podejrzanych umieszczonych na kartach. 




Gra pomaga ćwiczyć koncentrację, spostrzegawczość i umiejętność kojarzenia faktów. Uczy również pracy w grupie. A do tego jest świetnie zilustrowana i bardzo dobrej jakości (chociaż karty winowajców i podejrzanych mogłyby być nieco sztywniejsze). 

Chociaż określony przez wydawnictwo sugerowany wiek odbiorcy to 5 lat, moja trzylatka uwielbia „grać w liska” i od kilku dobrego tygodnia liski towarzyszą nam niemalże każdego wieczora. Co prawda nie pamięta jeszcze wszystkich zasad i trzeba jej przypominać kiedy powinna przestawić swój pionek, a kiedy figurkę lisa, niemniej jednak świetnie sobie radzi i co najważniejsze dobrze się bawi. 
Tak samo jak cała nasza rodzina. Rodzinnie więc bardzo polecamy!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia.