Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla bobasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla bobasa. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 marca 2021

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia, Franek i kolory"; "Basia, Franek i zwierzaki"


Autor: Zofia Stanecka
Ilustracje: Marianna Oklejak
Tytuł: Basia, Franek i kolory; Basia, Franek i zwierzaki
Wydawnictwo: Harper Kids
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 14;14
Ocena: 10/10
Wiek: 0-3 lat

Opis:

Krótkie opowiastki o Basi i Franku to propozycja wspólnej lektury, rozmowy i zabawy z dzieckiem, od najmłodszych lat. Basia jest starszą siostrą Franka. Dużo się razem bawią, czasem się na niego złości, ale przede wszystkim jest dla niego wzorem i przyjaciółką.

Franek jest mały i nie wszystko jeszcze umie. Na szczęście ma starszą Basię. To ona pokazuje mu świat. Razem poznają zwierzęta, kolory, liczby, pojazdy. Razem przeżywają złe i dobre humory, przygody z ubieraniem, czy nauką siusiania nie do pieluchy. Wspólnie uczą się i bawią. Bo nie ma to jak starsza siostra! Super jest być młodszym bratem i razem poznawać świat!

Recenzja:

Na serię o Basi i Franku, skierowaną do najmłodszych dzieci, trafiłyśmy stosunkowo późno i w formie zbiorczej „Wielkich ksiąg Basi i Franka” – dlatego też zainteresowanie mojej córki nie trwało szczególnie długo, choć i do tych opowiadań mamy sporo sentymentu. To krótkie, bardzo proste historyjki skupione wokół tematów bliskich maluszkom – poznawaniu kolorów, zwierzakom, zasypianiu, jedzeniu czy korzystaniu z nocnika.

Strasznie się cieszę, że pojawił się dodruk tych książeczek w formie kartonowej – dotychczas widziałyśmy je jedynie w bibliotekach. To niewielkie, leciutkie kartonówki z bezpiecznie zaokrąglonymi rogami, śliskie i błyszczące, ząbko- i ślinoodporne. Najnowsze z nich to „Basia, Franek i zwierzaki” oraz „Basia, Franek i kolory”. 
 




Basia towarzyszy młodszemu braciszkowi w poznawaniu świata – bo wiadomo, że świat starszej siostry jest najciekawszy na świecie! Basia wprowadza Frankowi naukę kolorów - i pomaga się przebrać, kiedy braciszek, chcąc wyglądać jak ona, farbuje pomidorem swoją białą bluzeczkę w czerwone paski – oraz nazw i zwyczajów zwierząt – bawiąc się z nim w kotki, wygłupiając z Kretem, czy opiekując Kajetanem. Pełne kolorów ilustracje wypełniają całe strony, a krótki, często bardzo zabawny tekst dopełnia historie.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperKids.

środa, 23 września 2020

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia, Franek i zasypianie"; "Basia, Franek i jedzenie"

 


Autor:
Zofia Stanecka
Ilustracje:
Marianna Oklejak
Tytuł:
Basia, Franek i zasypianie; Basia, Franek i jedzenie
Wydawnictwo:
Harper Kids
Rok wydania:
2020
Liczba stron:
14;14
Ocena:
10/10
Wiek:
0-3 lat


Opis:


Krótkie opowiastki o Basi i Franku to propozycja wspólnej lektury, rozmowy i zabawy z dzieckiem, od najmłodszych lat. Basia jest starszą siostrą Franka. Dużo się razem bawią, czasem się na niego złości, ale przede wszystkim jest dla niego wzorem i przyjaciółką.

Franek jest mały i nie wszystko jeszcze umie. Na szczęście ma starszą Basię. To ona pokazuje mu świat. Razem poznają zwierzęta, kolory, liczby, pojazdy. Razem przeżywają złe i dobre humory, przygody z ubieraniem, czy nauką siusiania nie do pieluchy. Wspólnie uczą się i bawią. Bo nie ma to jak starsza siostra! Super jest być młodszym bratem i razem poznawać świat!


Recenzja:

Kochamy Basię! I chociaż moja córka, jako pierwszą poznała pełnometrażową książeczkę o Basi („Basia i basen”, w wieku 1,5 roku), dla najnajów autorki przygotowały króciutkie i znacznie prostsze historyjki oswajające przeróżne sytuacje z życia codziennego malucha.

Franek jest bardzo żywiołowym bobasem i nie ma czasu na sen! Zdecydowanie wolałby wyjść z łóżeczka i dalej bawić się z Basią. Ale ta jest zmęczona i sama chciałaby pójść spać. Franek nie chce mleka, kocyka ani Przytulanki. Czy starsza siostra znajdzie jakiś sposób, by położyć go spać? 



Jedzenie to super zabawa, kiedy jest się maluszkiem – zarówno kiedy puszcza się kanapkowe statki na spienionych wodach z kakao, brudzi bananem, czy lepi plastelinowe ciasteczka na podwieczorku dla pluszaków. Czym tym razem zaskoczy nas Franek? Na pewno będzie bardzo apetycznie! 
 




Każda książeczka kończy prostym zadaniem na spostrzegawczość dla malucha.

Co prawda znaliśmy już te opowieści, bo mamy w swoich zbiorach dwie części „Wielkiej Księgi Basi i Franka”, ale w przeciwieństwie do papierowej, ta wersja jest znacznie bardziej przystępna dla zupełnego maluszka. Dzięki twardym, kartonowym stronom o śliskiej powłoce nie straszna im ani kapiąca ślina, ani wyżynające się ząbki dziecka. Pojedyncze książeczki są całkiem lekkie, w niewielkim formacie przyjaznym dla małych rączek. I jak zwykle wielki plus za zaokrąglone bezpiecznie rogi. Można spokojnie dać bobasowi do samodzielnej lektury, a i bardzo wygodnie trzymać je w jednej ręce podczas wspólnego czytania z dzieckiem na kolanach.

Bardzo się cieszę, że ukazało się kolejne wydanie tej podserii, Basia zawsze będzie miała szczególne miejsce na naszej półce z książkami! Serdecznie polecamy!

Z tej serii ukazały się również „Basia, Franek i samochody” oraz „Basia, Franek i pielucha”.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa HarperCollins.

sobota, 4 kwietnia 2020

Ruth Spiro, Irene Chan - "Kwarki!"; "Inżynieria lotnicza!"


Autor: Ruth Spiro
Ilustracje: Irene Chan
Tytuły: Akademia mądrego dziecka. Bobas odkrywa naukę: Kwarki!; Inżynieria lotnicza!
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 15.01.2020
Liczba stron: 10
Ocena: 8/10
Wiek: 2+

Opis:
  
Jak rozbudzić w maluchu pasję do nauk ścisłych i zainteresować go zagadnieniami fizyki czy matematyki? Książka „Kwarki. Akademia mądrego dziecka. Bobas odkrywa naukę” udowadnia, że to prostsze, niż myślisz!
„Kwarki. Akademia mądrego dziecka. Bobas odkrywa naukę” to książeczka znanej Ruth Spiro przeznaczona dla dzieci już od trzeciego roku życia wpisująca się w nurt edukacji STEM, zachęcającej najmłodszych do zainteresowania naukami przyrodniczymi (Science), technologią (Technology), inżynierią (Engineering) i matematyką (Math).

***
Dlaczego ptaki potrafią latać? W jaki sposób samolot unosi się w powietrzu? Książeczka „Inżynieria lotnicza. Akademia mądrego dziecka. Bobas odkrywa naukę” przybliży maluchowi tajemnicę latania w przestworzach.
 
„Inżynieria lotnicza. Bobas odkrywa naukę” autorstwa Ruth Spiro to kolejny rozwijający tytuł z serii „Akademia mądrego dziecka” przeznaczonej dla dzieci już od trzeciego roku życia. Książeczki wprowadzają dzieci w podstawowe zagadnienia nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii i matematyki w nurcie edukacji STEM w przyjazny dla najmłodszych sposób i rozbudzają ich zainteresowanie dyscyplinami ścisłymi.

Recenzja:

Nauka skrywa przed nami wiele tajemnic. Niektóre prawidłowości ściśle z nią związane są niezrozumiałe dla dorosłych, więc tym bardziej są takie także dla dzieci. Jednakże we współczesnych czasach już dwuletnie maluchy mogą posłuchać o tym, czym są kwarki, jak zbudowana jest natura, a także o tym, jak to się dzieje, że ptaki latają. Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdują się w dwóch najnowszych tytułach z serii Akademia Mądrego Dziecka. Bobas odkrywa naukę - Kwarki! i Inżynieria lotnicza! Czy książeczki okazały się na tyle ciekawe, by skupić uwagę najmłodszych czytelników? Może nie do końca na istocie ich samej treści, ale w pewnym stopniu na pewno tak.


Mój niespełna dwuletni synek był nimi zainteresowany, ale wolał tylko przeglądać ilustracje i samemu opowiadać, co na nich widzi. Nie jest jeszcze gotowy na to, by zrozumieć przesłanie płynące z tekstu historii, dlatego polecam te książeczki także starszym dzieciom, nawet ośmiolatkom, które tak na dobrą sprawę nie mają jeszcze w programie nauczania tematów o atomach, czy budowie skrzydeł i aerodynamice. Nie określam zatem, tak jak nie robi też tego wydawca, górnej granicy wieku odbiorców tych publikacji. Ba, nawet dorosły może sobie przypomnieć, o co tak naprawdę w tych tematach chodzi. Uniwersalizm pod względem wieku czytelników jest zatem ogromnym plusem książek z tej serii. Polecam go Tobie bobasku, Tobie kolego, Tobie mamusiu i Tobie droga babciu.

Kwarki! Cóż to takiego? Muszę przyznać, że sama tego nie pamiętałam, dopóki nie przeczytałam synkowi książeczki o takim właśnie tytule. Autorka za pomocą porównywania do budowania wieży z klocków wyjaśnia nam, z czego zbudowana jest natura. Bohater tej krótkiej historyjki, to po prostu zwykły bobas. Podoba mi się to, że poruszono tu tematy bliskie takim malutkim dzieciom - w zestawieniu z wiedzą naukową, bo przecież każdy dwulatek lubi budować wieże z klocków, a jeszcze bardziej... je rozwalać. To przystępne dzieciom porównanie pozwala lepiej zrozumieć i przyswoić wiedzę o kwarkach, ich istocie i roli w świecie - niebagatelnej, co trzeba podkreślić. Poza tym, pomijając zdobywanie wiedzy, ta publikacja pozwala także na chwile radości i wspólną zabawę z dzieckiem oraz poznawanie i utrwalanie przez nie nowych słówek.

\

"Górna część skrzydła tworzy łuk.
Od spodu skrzydło jest płaskie.
Ptak porusza skrzydłami,
a one unoszą go w powietrze!
Pa, pa, ptaszku!" 

Inżynieria lotnicza! to kolejny tytuł z wyjątkowej serii Bobas odkrywa naukę. W tej części bohaterem będzie ptaszek. Maluchy uwielbiają wypatrywać go na niebie. Autorka spróbuje wytłumaczyć im, dlaczego ptaszek potrafi latać. Nie ukrywam, że nie jest to dość proste do zrozumienia, gdyż może okazać się, że nawet dorosły będzie musiał kilka razy przeanalizować sobie treść książeczki, by dotarło do niego jej znaczenie. Nie martwcie się więc, że wasze maluchy nie będą do końca zainteresowane schematem budowy skrzydła, wystarczy, że odnajdą ptaszka na ilustracji i będą naśladowały jego odgłos. To także dla nich wielki sukces i powód do radości. Maluchy dowiedzą się też co nieco o samolocie i rakiecie. Ruth Spiro tłumaczy wszystko naprawdę prostym językiem, dlatego polecam te książeczki także starszym dzieciom, by za ich pomocą zrozumiały, o co tak naprawdę chodzi z tym lataniem i z innymi tematami w nich poruszonymi.



Książeczki są tekturowe i bardzo wytrzymałe. Mają niewiele stron i niewiele tekstu. W zupełności tyle wystarczy. Ilustracje są malownicze, wielobarwne, wyraźne i przykuwające wzrok. Przedstawiają przedmioty, rzeczy i stworzenia, znane już niespełna dwuletnim dzieciom, które na pewno z przyjemnością będą je wskazywać paluszkami i powtarzać wyrazy dźwiękonaśladowcze z nimi związane. Myślę, że za jakiś czas wzbudzą jeszcze większe zainteresowanie u mojego synka, który z pewnością będzie chciał zebrać ich całą kolekcję.

 

Kwarki! i Inżynieria lotnicza! to książki kartonowe, które pokochają nie tylko dwulatki. Zostały pięknie zilustrowane i rewelacyjnie wydane. W przystępny sposób tłumaczą maluchom pojęcie kwarków i schemat budowy skrzydeł. Po ich przeczytaniu nie będzie to dla nich żadną tajemnicą, a zwłaszcza dla tych nieco starszych czytelników.

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

Książka "Inżynieria lotnicza" do kupienia tutaj

sobota, 24 sierpnia 2019

Błyszczące książeczki. Błyszczący piesek

Autor: Praca zbiorowa
Tytuł: Błyszczące książeczki. Błyszczący piesek
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 27.02.2019
Liczba stron: 12
Ocena: 8/10
Wiek: 0-2 lat

Opis:

Książeczki z silnie skontrastowanymi obrazkami do nauki pierwszych słów. Na każdej stronie jest prosta, urocza ilustracja z efektownym błyszczącym wykończeniem, które przykuwa uwagę malucha i wzbudza jego ciekawość.

Książeczki polecane dzieciom w wieku od 0 – 2 lat. 

Recenzja:

Niekiedy nie potrzeba wielu słów, by zainteresować książeczką malucha, a zwłaszcza takiego, który niedawno skończył roczek. W serii Błyszczące książeczki moją uwagę przykuł tytuł Błyszczący piesek. Mój synek uwielbia to zwierzę i bardzo chętnie naśladuje odgłos szczekania, między innymi dlatego postanowiłam przekonać się, czy polubi także tę publikację. Każdy sposób na wspólne spędzenie czasu jest dobry a zabawa z propozycjami wydawniczymi Wilgi jeszcze nas nie rozczarowała. Czym zatem wyróżnia się owa książka? Bez wątpienia dobrze wykonaną stroną wizualną i oryginalną formą wydania. Kontrastowe ilustracje wzbogacone elementami świecącymi to idealny sposób na wzbudzenie zainteresowania każdego malucha i... nie tylko.


Chociaż małe rączki wciąż chcą wszystko psuć i rzucać (z pewnością testują już nieświadomie proces grawitacji) to warto od najmłodszych lat spędzać z nimi czas przy książce. W publikacjach dla maluchów wystarczy kilka słów, bo najważniejsza jest szata graficzna i sposób wydania. Wszelkie urozmaicenia, jak ruchome elementy są bardzo mile widziane, gdyż skupiają uwagę naszych pociech. W tym przypadku mamy do czynienia z błyszczącymi elementami, które zachęcają do przeglądania stron i poznawania nowych rzeczy oraz stworzeń. Przedstawienie ich dzieciom za pomocą tej książki to przyjemność i fajna zabawa. Dziecko może także samo zająć się książką z zaangażowaniem przekładając jej kolejne strony. 

Na dwunastu stronach tej książeczki ukazane są ilustracje opatrzone niewielką ilością tekstu, zazwyczaj jest to jedno słowo określające nazwę danego przedmiotu lub stworzenia. Dodatkowo przy niektórych obrazkach umieszczono wyrazy dźwiękonaśladowcze związane z nimi. Dzięki publikacji możemy pokazać dziecku jak wyglądają: pies, piłka, kubek, jabłko, klocki, pociąg, ryba, kot, obiad, łyżka, miś i gwiazda. Jest to idealna książeczka do przeglądania, inspirująca do opowiadania maluchowi o wspomnianych wyżej stworzeniach i rzeczach. To, co ją wyróżnia to nie tylko błyszczące strony, ale także sposób wykonania: każda kolejna strona ma zaokrąglone rogi i jest większa od poprzedniej. Takie rozwiązanie znacznie ułatwia małym rączkom posługiwanie się książeczką. W książeczce zastosowano kontrastowe kolory tła w zestawieniu czerni z bielą, oraz dwóch odcieni koloru żółtego. Każda strona opatrzona jest także mniejszymi elementami, które jednak bardziej zwracają uwagę starszych a przez maluchów zostają niezauważone. Książeczka prezentuje się ślicznie i sama chętnie ją przeglądam.


Bawimy się nią z synkiem nawet kilka razy dziennie. W czasie dziennej drzemki kładę ją obok jego łóżeczka, kiedy synek wstaje od razu zwraca na nią uwagę i krzyczy "hau, hau". Wtedy biorę go na kolana i wspólnie oglądamy zamieszczone w książeczce ilustracje, przy czym lubię dodać od siebie co najmniej jedno zdanie o każdej z nich. Obowiązkowo także urządzamy sobie wspólne szczekanie, wołanie kotka i miauczenie. Może to wydawać się dość dziwaczne, ale to nieodłączny element w rozwoju dzieci, który szczerze pisząc - bardzo lubię. 

Pod względem wytrzymałości publikacja sprawdza się bardzo dobrze. Kartonowe, sztywne strony nie zepsują się zbyt szybko i są odporne na zalanie czy też inne niespodziewane wypadki z udziałem maleńkich dzieci. Ilustracje są wyraźne i wzbudzające zainteresowanie. Oczywiście u nas najczęściej oglądany jest piesek, ale także inne strony nie pozostają zapomniane. W serii ukazało się jeszcze kilka książek i z całą stanowczością stwierdzam, że warto posiadać co najmniej jedną z nich w swojej biblioteczce. W swej prostocie ma swój niezaprzeczalny urok, który z łatwością można docenić. 


Błyszczący piesek to nieskomplikowana i przyjazna dla każdego malucha książeczka,  która pomaga mu w poznawaniu swojego otoczenia. Zawiera ilustracje, które dzieci z radością rozpoznają już od najmłodszych lat. Można z nią spędzić miłe chwile, odkrywając wspólnie z dzieckiem najważniejsze elementy otaczającego nas świata. Z pewnością na długi czas stanie się ulubioną książeczką niejednego ciekawskiego malucha. Można więc nawet stwierdzić, że każdego, bo ciekawość to naturalna cecha człowieka a u takiego brzdąca objawia się ze zdwojoną siłą. Potwierdzi to każdy rodzic, opiekun i nauczyciel. Ta książka pozwoli choć na chwilę ją zaspokoić. 

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.

środa, 7 sierpnia 2019

"Flamaster wodny. Psotne kotki"


Autor: Urszula Kozłowska
Ilustracje: Anna Staniszewska
Tytuł: Flamaster wodny. Psotne kotki.
Wydawnictwo: Wilga
Seria: Flamaster wodny
Liczba stron: 10
Rok wydania: 2018
Ocena: 10/10
Wiek: 0-6 lat

Opis:

Malowanka z magicznym flamastrem wodnym – do wielokrotnego malowania.
Seria dla maluchów, które szybko się nudzą. Książki z zabawnymi wierszami Urszuli Kozłowskiej z dodatkiem w postaci flamastra. Nie jest to jednak zwykły flamaster, tylko wodny, którym można pomalować ilustracje wewnątrz. Zwykła kolorowanka? Bynajmniej. Ta książeczka jest… magiczna. Kolor nie kryje się bowiem we flamastrze, tylko w stronach książki. Wystarczy je pomalować napełnionym wodą flamastrem, aby odkryły swoją barwę. Gdy obrazek wyschnie, kolor zniknie i będzie można książkę pokolorować jeszcze raz. Dla dzieci – absolutna magia!

Recenzja:

Czarodziejskie książeczki z wodnym flamastrem to, poza książeczkami z naklejkami, najlepszy wynalazek na podróż, czy wyście z dzieckiem na świecie! I w przeciwieństwie do naklejek, zabawa wcale się nie kończy! 

Ta całkiem spora, całokartonowa książeczka na ilustracjach ma białe plamy w kształcie zwierzątek czy przedmiotów. Żeby uzupełnić obrazem poprzez nadanie im koloru, wystarczy zmoczyć ich powierzchnię wodą. Do książeczki dołączono pisak, który po napełnieniu wodą znacznie ułatwię to zadanie, choć oczywiście można tez mazać małą rączką umoczoną w maminej szklance lemoniadą. 

To naprawdę super sprawa, bo chociaż książka jest dość duża, mieści się w torebce i można używać jej wszędzie – bez obaw o pobrudzenie tuszem ubranek, tapicerki, czy restauracyjnego stołu. Nie wymaga temperowania kredek i szukania porozrzucanych skuwek flamastrów – wystarczy napełnić wodny pisak w łazience, czy wodą z butelki. A i samej książeczce nie straszny plażowy piasek, czy kapiące lody – po użyciu wystarczy delikatnie przetrzeć ją mokrą szmatką. Zęboodpornemu twardemu kartonowi niestraszni nawet najmłodsi użytkownicy, a bezpiecznie zaokrąglone rogi pozwalają na bezpieczną samodzielną zabawę. I to zabawę, która się szybko nie skończy, bo zanim wszystkie 10 stron zostanie dokładnie pomalowane, początkowe zdążą już wyschnąć – i można zaczynać od nowa! 






Wielkim plusem jest przesympatyczna fabuła – nie ma chyba nikogo, kto nie rozpoznałby rymowanek Urszuli Kozłowskiej, które dopełniają ta niestandardową kolorowankę. Kocia tematyka chyba już zawsze będzie u nas „na czasie”, a o psotnych, barwnych kociakach na płotkach i wśród przyjaciół zawsze miło z maluchem poczytać. Szczególnie, że przy okazji powtórzymy kolory, przyimki miejsca i wiejskie zwierzątka. A samo malowanie to świetny trening dla małej rączki.

Dobrze mieć taką magiczna książeczkę w zanadrzy na wakacyjnym wyjeździe – na pewno zajmie ruchliwego malucha w trakcie oczekiwania na posiłek w restauracji, podczas podróży pociągiem, czy samolotem, na plaży, czy w parku. Albo po prostu pozwoli mamie na wypicie ciepłej kawy. 

Poza kotkami, mamy do wyboru jeszcze pięć innych tytułów: „Pracowite pojazdy”, „Wesołe Święta”, „Zwierzęta z podwórka”, „Zwierzęta sawanny” i „Wesołe dinozaury”. Jak na kolorowankę, cena jest stosunkowo wysoka, ale biorąc pod uwagę jakość wykonania, wytrzymałość i możliwość wielokrotnego używania naprawdę warto skusić się choć na jedną!

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictw Wilga.



środa, 28 marca 2018

Natalie Choux - "Pierwsze słowa. Kolory"


Tytuł: Pierwsze słowa. Kolory
Ilustracje: Nathalie Choux
Seria: Akademia Mądrego Dziecka
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 10
Wiek: 0+

Opis:

„Pierwsze słowa” to seria książeczek dla dzieci i rodziców do wspólnego oglądania i czytania. Ruchome elementy, doskonale wspierają rozwój maluchów i rozwijają sprawność manualną. Piękne kolorowe ilustracje sprawiają, że dzieci z przyjemnością odkrywają świat wokół siebie i chętnie uczą się nowych słów.

Recenzja:
Książeczki z serii „Akademia Mądrego Dziecka” mają tą magiczną właściwość, że zawsze niesamowicie angażują do pracy małe dziecięce rączki. Dotychczas prym wiodły książki z dziurami, przez które można było zaglądać, wciskać paluszki i przekładać drobne zabawki. Tym razem pojawiła się seria przesuwanek, równie atrakcyjnych dla dziecka i istotnych pod względem trenowania motoryki małej. 

„Pierwsze słowa. Kolory” to niewielka, całokartonowa pozycja składająca się z pięciu arkuszy grubej tektury, w które wmontowano „mechanizm” pozwalający na przesunięcie fragmentu obrazka widocznego przez dziurkę. W ten sposób dziecko może zmieniać kolory kropeczek na motylich skrzydłach, cudownie rozmnożyć czereśnie, wywołać wielorybią fontannę, skłonić żabkę do skakania i słonko do migotania promieniami. A przy okazji świetnej zabawy dziecko pozna i utrwali nazwy kolorów, zwierzątek i przedmiotów codziennego użytku. Każda z rozłożonych stron reprezentuje jeden z czterech podstawowych kolorów. Po lewej stronie mamy zwierzątka i przedmioty w danym kolorze, a po lewej ruchomy obrazek. Ostatnie dwie strony wypełniają wymieszane różnokolorowe ilustracje stanowiące rodzaj utrwalającej zgadywanki.





Książeczki są przejrzyste i minimalistyczne. Składają się wyłącznie z prostych rysunków wraz z podpisami oraz pytań pomocniczych – po jednym na stronę. Być może jestem już trochę przyzwyczajona do wierszyków Dmitrocy, bo trochę brakowało mi rymowanki pomagającej zapamiętać nazwy i kolory. 

Całość została estetycznie wykonana i wydaje się być wytrzymała (a przynajmniej moja Bobasa jeszcze nie znalazła sposobu na jej destrukcję). Niewielki rozmiar i bezpiecznie zaokrąglone brzegi pozwalają na samodzielną zabawę. 

Bardzo dobry pomysł i porządne wykonanie. Intryguje dziecko na tyle, że mama w spokoju może wypić poranną kawę. A takie momenty są bezcenne.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.

środa, 30 sierpnia 2017

Marianna Oklejak - "Przeciwieństwa"


Autor: Marianna Oklejak
Tytuł: Przeciwieństwa
Wydawnictwo: EGMONT
Seria: ART
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 24
Ocena: 10/10
Wiek: 0-3 lat

Opis:
Seria książeczek dla najmłodszych z pięknymi ilustracjami Marianny Oklejak. Do oglądania i wspólnego odkrywania świata barw, pierwszych słów, liczb i przeciwieństw. Wygodne kartonowe strony, bezpieczne zaokrąglone brzegi, wspaniałe kolory i kształty zainspirowane polskim folklorem.

Recenzja:
Poruszając się wśród powszechnej, otaczającej nas z każdej strony pastelozy, również wśród literatury dziecięcej, fantastycznie jest trafić na taką książkę jak ta, bo już ani pierwszy rzut oka widać tu dobry kawał polskiego ilustratorstwa. 

„Przeciwieństwa”, podobnie jak dwie inne książeczki z serii ART, to oszczędna w słowa kartonówka skierowana do najmłodszych. Składa się z dziesięciu podwójnych stron zajmowanych przez pojęcia o przeciwnym znaczeniu. Ponadto każda strona podzielona jest po przekątnej na dwie części – jedną zajmuje ilustracja, drugą opisujące ją hasło w aż pięciu językach – angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i polskim. Ostatnie strony wypełniają słowa, wśród których należy wyszukać i połączyć przeciwieństwa - skierowane są zatem do nieco starszych dzieci, które stawiają już pierwsze kroki w nauce czytania. 

I słowa słowami, fajnie, że mały czytelnik ma szansę opatrzenia się z językiem pisanym i to w różnych językach. Ale ilustracje… ilustracje to prawdziwa poezja. Autorka niejednokrotnie sięga po motywy ludowe przepuszczając je przez pryzmat współczesnego świata. Mamy zatem supermena szybującego wśród koronkowych chmur, brodatego dj’a wytatuowanego od stóp do głów w łowickie wzory, pływaków dryfujących wśród fal z ornamentów i wiele innych smaczków.






To prawda, że artystyczne ilustracje, które tak bardzo mi się podobają, dla dziecka są dość trudne w odbiorze. Pełne szczegółów, kanciaste, nie zawsze intuicyjnie rozpoznawalne, inspirowane folklorem, którego bobas nie miał jeszcze szansy poznać. I super, bo poznaje właśnie teraz. A czytanie nie musi przecież być zawsze wyłącznie prostą rozrywką, a tego rodzaju książeczki potrafią wspaniale rozruszać szare komórki. Z tego względu polecam serię ART dzieciom około drugiego roku życia – już trochę opatrzonym ze światem i odrobinę doświadczonym w książeczkowym świecie. I polecam pokazywać im tak dobre rzeczy jak najczęściej, od małego oswajać dzieciarnię z pięknem, które nie zawsze jest dziecinnie łatwe. Żeby nasza latorośl miała szansę wyrobić sobie dobry gust w przyszłości. 

I nie zrozumcie mnie źle – nie potępiam kupowania dzieciom kolejnego kubeczka z Elzą, czytania książkowych wydań Świnki Peppy tuż po obejrzeniu kilku odcinków na dobranoc, czy wypożyczania książeczek, których ilustracje stanowią postacie ulepione z plasteliny. Wręcz przeciwnie - jeśli dziecko jest czymś zainteresowane, nawet jeśli jest to najbardziej kiczowata szkarada na świecie i aż zęby bolą od samego patrzenia (ale jednocześnie nie niesie ze sobą żadnych szkodliwych treści), to moim zdaniem powinno mieć szansę się z tym zapoznać. Bo kształtowanie gustu nie polega na bezwzględnym chronieniu dziecka przed tandetą, a na wspólnym poznawaniu i porównywaniu wielu wizerunków oraz możliwości wyboru. A potem już tylko pozostaje mieć nadzieję, że kiedy dorośnie do podejmowania własnych decyzji, samo będzie po tego rodzaju perełki ;)




Poza nauką przeciwieństw i kształtowaniem dobrego smaku, książeczka idealnie sprawdzi się również jako pomoc w nauce kolorów i rozwijaniu słownictwa. Ilustracje mogą być inspiracją do podejmowania własnych prac plastycznych (na przykład wycinanki – aż sama mam ochotę chwycić za nożyczki!), rozwijają spostrzegawczość, ciekawość świata i umiejętność skupiania uwagi.
I co równie ważne – książeczka jest całkowicie dziecioodporna – z twardej tektury odpornej na zaginanie, lekko śliskie strony wychodzą bez szwanku ze starcia z wilgocią. Niewielki format jest wygodny dla małych rączek, a zaokrąglone brzegi gwarantują bezpieczną lekturę nawet w przypadku bardzo ruchliwego czytelnika. 

Polecam bardzo, poproszę więcej propozycji tego typu!

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa EGMONT.

sobota, 26 sierpnia 2017

Liesbet Slegers - "Kasia idzie do lekarza"


Autor: Liesbet Slegers
Tytuł: Kasia idzie do lekarza
Wydawnictwo: Adamada
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 32
Ocena: 9/10
Wiek: 24m+

Opis:
Buuu, źle się czuję. Boli mnie głowa i gardło, mam gorączkę, kaszel i cieknie mi z nosa. Nie mam ochoty się bawić, ani jeść. Musze odwiedzić Panią doktor, a tak bardzo się boję. Może jednak mama ma racje i to nie będzie takie straszne?
Dla maluchów, które strasznie boją się pójść do lekarza.


Recenzja:
Już lada moment zacznie się sezon jesiennych przeziębień i wizyty u lekarza będą (wątpliwą) atrakcją na początku dziennym. A czy jest jakiś maluch, który do lekarza chodzić lubi? Albo chociaż się takich wizyt nie obawia? Kolejna książeczka Liesbet Slegers z serii dla „już troszkę podrośniętych maluchów” pomaga oswoić te lęki. 

Poznajcie Kasię – rówieśniczkę Kuby, znanego nam już ze „Spania” i książeczki „Kuba i jego nocnik”. Kasia jest równie sympatyczna, co jej kolega i podobnie jak ona mierzy się z, często niezrozumiałymi dla dziecka, problemami. Nasza bohaterka od samego rana źle się czuje i konieczna będzie wizyta u lekarza.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka wyjaśnia małym czytelnikom co się z nimi dzieje – symptomy choroby przedstawione zostały prostymi słowami i jako uciążliwa dolegliwość, ale wciąż nic strasznego. Mama Kasi jest zaniepokojona, ale nie biadoli i nie załamuje rąk – wręcz przeciwnie, jej podejście, choć troskliwe, jest pełne spokoju. A nic nie uspokaja dziecka równie skutecznie, co spokój rodzica. Ból brzucha, katar, brak apetytu, gorączka i apatia jawią się zatem jako stan wymagający interwencji, ale nie będący powodem do paniki. 

Również cała wizyta u lekarza nie jest niczym strasznym. Jako, że najbardziej niepokoi to, co nieznane i niezrozumiałe, całe badanie ukazane zostało krok po kroku i bez pośpiechu. Jeśli czegoś mi brakuje, to tylko dokładnego wytłumaczenia powodów podejmowanych przez panią doktor akcji – fajnie byłoby wspomnieć, że lekarz osłuchuje dziecko stetoskopem, żeby sprawdzić, czy serce bije prawidłowo, a zagląda w gardło, żeby sprawdzić, czy nie jest czerwone. Oczywiście są to rzeczy, które można dziecku dopowiedzieć w czasie lektury. 







Bardzo doceniam, że w książeczce podjęty został temat strachu – gdyby Kasia nie bała się całej wizyty i mały czytelnik byłby jedynie zapewniany o bezzasadności odczuwania strachu wobec tak prozaicznej czynności, całość byłaby sztuczna i mogłaby wywoływać zawstydzenie odczuwanymi emocjami. Bohaterka się boi (co jest naturalną reakcją dziecka na nową sytuację), ale jest z mamą i przytula pluszowego króliczka, a pani doktor jest bardzo miła i objaśnia jej co będzie robić, dzięki czemu może pokonać strach. 

Podobnie jak opisywana wcześniej książeczka o Kubie, ta również zbudowana została w podobny sposób – lewą stronę zajmuje tekst w kolorowej ramce, prawą wypełnia ilustracja. Tym razem jednak nie dodano wstępu dla rodzica, dla którego wizyta u lekarza nie jest niczym nowym (czego zapewne nie można powiedzieć o odpieluchowaniu dziecka). 

Usztywniane strony chronią książeczkę przed podnieceniem, a zaokrąglone rogi twardej oprawy zapewniają bezpieczną lekturę, która może odbywać się zarówno w towarzystwie rodzica, jak i samodzielnie. Utrzymano charakterystyczna estetykę autorki – intensywne kolory, widoczne pociągnięcia pędzla i grube kontury ilustracji stylizowanych na dziecięce rysunki wzbudzają sympatię. I chociaż sugerowany wiek odbiorcy, to dwa lata, bardzo dobrze sprawdza się również u młodszych dzieci (testowana z sukcesem na mojej 17-miesięcznej córce).

Polecam jako lekturę w poczekalni u lekarza, jak i całkiem zdrowym bobasom jako sposób na oswojenie z nową sytuacją i towarzyszącymi jej odczuciami. 

Książeczkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnctwa Adamada.