Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 grudnia 2021

Marcin Dudek, Magdalena Król - "Feluś i Gucio grają w literki"


Autor: Marcin Dudek, Magdalena Król

Tytuł: Feluś i Gucio grają w literki

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2021

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 6-10

Ocena: 10/10

Opis:

Feluś i Gucio ponownie zapraszają do wspólnej zabawy! Po sylabach przyszedł czas na litery, z których możemy ułożyć własne wyjątkowe krzyżówki. 

"Feluś i Gucio grają w literki" to niezwykła gra stworzona z myślą zarówno o młodszych, jak i starszych graczach. Każdemu z haseł odpowiada piękna ilustracja Marianny Schoett, dzięki czemu zabawę mogą rozpocząć nawet najmłodsi. Gra utrwala znajomość liter i pomaga w opanowaniu poprawnej pisowni 60 wyrazów. 

W pudełku znajdują się: duża plansza, na której będziemy tworzyć krzyżówkę, 60 dwustronnych płytek z hasłami (obrazek, obrazek z podpisem) oraz 100 płytek z literami. Warianty gry zostały opracowane dla dzieci o różnym stopniu zaawansowania.

Recenzja:

Jakiś czas temu w naszym domu powitaliśmy grę z sylabami, w której bohaterami również byli Feluś i Gucio. Wówczas spodobał mi się i pomysł, i solidne wykonanie. I przyznaję, że w tym przypadku jest podobnie!

Moje dziecko ma trochę ponad cztery lata, zna wszystkie drukowane litery, więc postanowiliśmy spróbować z tą grą, choć nieco uprościliśmy zasady. U nas wygląda to tak, że córa układa proste, krótkie wyrazy z wybranych liter, przy czym zagląda na drugą stronę kafelków lub prosi mnie o podpowiedź, jaka litera powinna być następna. I to właśnie w tej grze jest super - można ją dopasować do potrzeb i aktualnych możliwości dziecka, a później będzie ona rosła wraz z nim! Bo można tutaj i układać krzyżówki, i grać jak w scrabble, wszystko zależy od Was!



Nie ukrywam, że kafelki używamy również w innych zabawach - te z literami losujemy, by na przykład wymyślać słowo rozpoczynające się na daną literę, a pozostałe są choćby produktami na sklepowej półce, gdy bawimy się w sprzedawcę i klienta. A że są one bardzo solidnie wykonane, to nie boję się o to, że się w trakcie tych zabaw zniszczą.

Na uwagę zasługuje tu estetyka ilustracji - znacie ją już zapewne z książek o Felusiu i Guciu. Jest bardzo przyjemnie dla oka. Wszystkie elementy, wraz z planszą, są grube, tekturowe, pancerne. To sprawia, że gra naprawdę posłuży przez długi czas. Dodam jeszcze, że w zestawie znajdziemy także materiałowy woreczek, aby kafelki się nie pogubiły.

Gra zdecydowanie warta polecenia.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

piątek, 17 grudnia 2021

Marcin Dudek, Magdalena Król - "Rok w lesie. Znajdź zwierzaka"

 Autor: Marcin Dudek, Magdalena Król

Tytuł: Rok w lesie. Znajdź zwierzaka

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2021

Liczba graczy: 2-5

Wiek: 3+ 

Ocena: 10/10

Opis:

Leśne zwierzęta ponownie zapraszają do swojego domu. Wyjątkowego, bo trójwymiarowego, a w takim lesie z łatwością można się schować! Hej, czy przypadkiem nie stał tu przed chwilą łoś? Gdzie on się podział?

"Rok w lesie. Znajdź zwierzaka" to wspaniała gra ćwicząca pamięć i refleks. Celem jest wskazanie zwierzęcia, które ukryło się w lesie lub dopiero co się w nim pojawiło. Forma gry przestrzennej angażuje wszystkich uczestników zabawy. 

W pudełku znajdują się trójwymiarowe elementy gry (6 drzew, 3 krzewy, 12 zwierząt), 12 dużych żetonów z ilustracjami zwierząt oraz 25 żetonów żołędzi (punktacji). 

Recenzja:

Jestem ciekawa, czy Wy też, tak jak ja, przyzwyczailiście się już do tego, że utożsamiacie twórczość Emilii Dziubak z wysoką jakością, tj. widzę jej ilustracje i z góry zakładam, że książka będzie dobra. Zresztą chyba się jeszcze nigdy nie rozczarowałam, więc coś w tym jest.

A tym razem zwierzaki z książki "Rok w lesie" przeniosły się do gry, w dodatku przestrzennej, co zdecydowanie wpływa na jej atrakcyjność - także w moich oczach, czyli osoby dorosłej. Dziś na przykład spędziłyśmy z córą przy tej grze jakieś... trzy godziny!

"Rok w lesie. Znajdź zwierzaka" to nie tylko genialny sposób na spędzenie czasu w rodzinnym - lub rówieśniczym - gronie. To także wspaniałe ćwiczenie spostrzegawczości i pamięci. Serio, bardzo pozytywne wrażenie wywarła na mnie ta gra, a gier trafia w nasze ręce niemało.



W zestawie znajdziemy przestrzenne drzewa, krzewy, figurki leśnych zwierząt, żetony z żołędziami i postaciami zwierzaków. Pomysł jest taki, że w lesie pojawiają się - lub znikają - kolejne zwierzęta, a zadaniem gracza jest odgadnięcie, co zmieniło się "na planszy" (tj. wśród porozkładanych drzew i krzewów). Musimy zatem dokładnie przyglądać się leśnym mieszkańcom, by ich zapamiętać, inaczej nie będziemy w stanie odpowiedzieć, kto dołączył do ich grona. 

Moje czteroletnie dziecko pokochało tę grę, ja zresztą też. Przyznaję, że zwierzaków używamy także w innych zabawach. Ba, towarzyszyły mi one nawet na zajęciach w przedszkolu, razem z książką "Rok w lesie", gdy rozmawialiśmy o pracy leśniczego.

Bardzo polecam. Nie tylko grafika i jakość wykonania Was zachwycą. Ten pomysł jest świetny i świetnie go zrealizowano!

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

środa, 28 lipca 2021

Przemysław Liput - "Wytęż wzrok. Rok w przedszkolu"

 

Autor: Przemysław Liput 
Tytuł: Wytęż wzrok. Rok w przedszkolu 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Data wydania: 2021
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 5-105
Ocena: 10/10 

Opis:

Bohaterowie książki "Rok w przedszkolu" zapraszają do wspólnych poszukiwań kształtów i kolorów!
"Wytęż wzrok" to gra wymagająca niesamowitej spostrzegawczości. Gdzie ukrył się żółty przedmiot? A czerwony? Gdzie znajdziemy coś kwadratowego?
Każda z 48 kart to całkowicie nowe wyzwanie nie tylko dla fanów książki "Rok w przedszkolu". Ilustracje Przemka Liputa ponownie przenoszą nas do Słonecznego Przedszkola, które nieustająco tętni energią. Tylko jak w takich warunkach zachować spokój i wytężyć wzrok?

Recenzja:

Na rynku wydawniczym gier i książek ćwiczących dziecięcą spostrzegawczość jest naprawdę wiele. Oczywiście ten fakt bardzo mnie cieszy, bo są to zazwyczaj wartościowe tytuły, które zapewniają dobrą zabawę, a jednocześnie pozytywnie wpływają na rozwój naszych pociech. Seria Rok w... od wydawnictwa Nasza Księgarnia jest bardzo popularna i chociaż nie mieliśmy i nadal nie mamy żadnej z jej części w swoim domu to wiele dobrego o niej słyszałam i czytałam. Nawet na naszym blogu w recenzjach Anety. Mimo praktycznej nieznajomości kreski Przemka Liputa bardzo spodobał mi się opis gry Wytęż wzrok oraz jej mechanika, z którą już mieliśmy do czynienia i dobrze się u nas sprawdziła, a także jej atuty edukacyjne. Czego zatem nauczy nasze dzieci owa karcianka? Na pewno rozpoznawania kształtów i kolorów, zdrowej rywalizacji i sięgania po wartościowe zabawki.

 
Chociaż dolna granica wieku odbiorców tej gry, którą proponuje nam wydawca, wynosi pięć lat to mogę polecić ją nawet młodszym dzieciom, nawet czterolatkom. Mój syn, który w czerwcu skończył trzy latka okazał się nią bardzo zainteresowany. Zna już kolory, więc bez problemu je nazywa, także na tym zestawie kart. Co więcej, to dzięki niemu zaczął uczyć się kształtów, z wielką ochotą powtarzając za mną nazwy figur geometrycznych, takich jak: koło, trójkąt, kwadrat i prostokąt. I chociaż dla niego jeszcze prostokąt i kwadrat jest tym samym, to na pewno za jakiś czas z pomocą tej właśnie gry nauczy się jaka jest różnica pomiędzy nimi. Starsze dzieci zaś z zaangażowaniem mogą wyszukiwać danych barw oraz kształtów na niezwykle szczegółowych ilustracjach autorstwa Przemka Liputa, oczywiście dobrze się przy tym bawiąc.


Na elementy gry Wytęż wzrok. Rok w przedszkolu składają się: tylko czterdzieści osiem dwustronnych kart oraz instrukcja przebiegu rozgrywki, mająca format takiej samej karty, jak te przeznaczone do zabawy. Muszę przyznać, że po raz pierwszy spotykam się z tego typu instrukcją i bardzo mi się ona podoba - jest poręczna, przejrzysta i ma niewielkie rozmiary. Pudełko mogłoby być nieco mniejsze, ale i tak nie zajmuje zbyt dużo miejsca na półce. Teraz przejdźmy do zasad gry. O co zatem tutaj tak naprawdę chodzi? Reguły są banalnie proste i nietrudne do zrozumienia. Wystarczy potasować wszystkie karty i ułożyć je w jeden stos, ilustracjami do dołu. Osoba rozpoczynająca grę odkrywa jedną kartę i wszyscy uczestnicy patrzą na to jaki kształt lub kolor wskazuje następna ze stosu. Takiego symbolu szukają na odkrytym obrazku. Komu uda się ta sztuka jako pierwszemu, ten zdobywa punkt, zabierając dla siebie daną kartę. Wygra osoba, która na koniec rundy zdobędzie najwięcej kart. Zatem jest to nie tylko gra ćwicząca spostrzegawczość, ale także refleks.



Karty są duże, nawet dwa razy większe niż te tradycyjne. Mają zaokrąglone rogi i są na tyle sztywne, by wygodnie się je użytkowało. Ilustracje z wieloma detalami dotyczą przeróżnych sytuacji bliskich każdemu dziecku. Ujrzymy na nich, na przykład: upadek chłopca, kłótnię o zabawkę, zabawę w teatr, mycie zębów i wiele innych, przeróżnych scenek, które same w sobie są niezwykle interesujące. Dzieci chętnie będą je przeglądać. Warto także zachęcić je do opowiadania o tym, co znajduje się na danym obrazku. To dodatkowa forma zabawy z tymi kartami, której wydawca nam nie zaproponował, ale bardzo dobrze się sprawdza podczas spędzania czasu z dziećmi. Naprawdę warto pokusić się o posiadanie tego fantastycznego zestawu kart, który bawi, uczy i rozwija.


Wytęż wzrok. Rok w przedszkolu to gra karciana idealna dla przedszkolaków, dzieci w wieku szkolnym, a nawet dorosłych. Uczy rozpoznawania kolorów i kształtów. Sprawdza dziecięcy refleks oraz spostrzegawczość. Z pewnością graczom nie umknie żaden detal i z chęcią przystąpią do zaciętej rozgrywki, by przekonać się o tym, kto spośród towarzystwa może poszczycić się sokolim okiem i zwinnością lisa. Grajcie i bawcie się po prostu wyśmienicie!

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

środa, 30 czerwca 2021

Sylvain Nawrocki - "Escape Quest. Tajemnica Marsa"

Autor: Sylvain Nawrocki
Tytuł: Tajemnica Marsa
Cykl: Escape Quest
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 19 maja 2021
Liczba stron: 96
Ocena: 10/10

Opis:

Przeżyj przygodę!
Rozwiąż zagadki!
Unikaj zastawionych pułapek!

Escape Quest to seria niezwykłych książko-gier. Łączą w sobie elementy paragrafowej przygody z zadaniami typu „escape room”. Przeżyj niesamowitą przygodę, w której to ty jesteś głównym bohaterem. Podejmujesz decyzje, rozwiązujesz zadania i starasz się wydostać z różnych zastawionych na ciebie pułapek.

Tajemnica Marsa:
Bliska przyszłość. Wcielasz się w geologa przybywającego na Czerwoną Planetę, aby pomóc w badaniach. Bardzo szybko okazuje się jednak, że czeka cię niezwykła przygoda, o której nawet nie śniłeś. Czy rozwiążesz wszystkie zagadki? Czy uda ci się wyjść cało z niebezpieczeństw? Czy dokonasz odkrycia na międzyplanetarną skalę? Wszystko zależy od twych wyborów.

Recenzja:

Książka i gra w jednym? To możliwe! Cykl Escape Quest łączy w sobie fascynujące historie oraz zagadki, których rozwiązanie prowadzi nas do odpowiednich stron – ciągu dalszego naszej przygody. Brzmi to fantastycznie, prawda? I takie jest!

Tajemnica Marsa to moja pierwsza pozycja tego typu i od razu się w tej formie zakochałam, bo nie dość, że otrzymałam fascynującą opowieść, to cudownie sobie pogłówkowałam. Przyznam Wam szczerze, że z początku spodziewałam się banalnie prostych zagadek logicznych, a wiele z nich przyprawiło mnie o zawrót głowy! Co więcej, przy dwóch się poddałam i zajrzałam do podpowiedzi**, które są zapieczętowane na ostatniej stronie – a i one nie są super oczywiste, nie dają nam jasnej odpowiedzi. Kocham ten zabieg – podobnie jak to, że na skrzydełku znajdują się elementy do wyciśnięcia (uff, nie lubię wycinanek), które należy mieć pod ręką przy rozwiązywaniu zagadek. Byłam tak miło tym zaskoczona, że nawet nie wiem, co powiedzieć – ta forma rozrywki to kosmos!


Oglądasz zdjęcie z załącznika i zauważasz coś dziwnego. Nosisz żółtą koszulę, a przecież nie cierpisz tego koloru, wątpliwe więc, żebyś kiedykolwiek miał żółte ubranie. Uważnie przyglądasz się fotografii. Dostrzegasz pewien symbol – i teraz już jesteś pewien, że coś tu nie pasuje...

I w tym przypadku dosłownie kosmos – wszak zaczęłam swoją przygodę z Escape Questami od Tajemnicy Marsa. A tajemnica jest przepyszna – i to w klimacie thrillera naukowego, bo po pierwszych stronach włos się nieco jeży na karku, a im dalej – tym więcej wrażeń! Zresztą, ciężko, aby na innej plancie emocji czy rozmaitych incydentów zabrakło. Nie chcę Wam tutaj mówić za wiele, bo każda strona przynosi tu coś nowego, niesamowitego, dlatego powiem jedynie, że… oj dzieje się, dzieje się tutaj! Na dodatek, ta książka-gra zachwyca nie tylko fabularnie, ale i graficznie – zarówno klimatyczne ilustracje, jak i zagadki (często w nich się kryjące). Cudo!

Tajemnica Marsa
to może dopiero moje pierwsze spotkanie z Escape Questami, ale już skradły one moje serce. Dawno tak bardzo nie zaangażowałam się w żadną książkę i dawno nie czułam tak wielkiej satysfakcji po ukończeniu jej – i to niemal całkowicie sama! Jestem przekonana, że każdy nastolatek i dorosły, lubiący zagadki logiczne i na spostrzegawczość (i nie tylko), będzie równie zafascynowany tą przygodą – bo to najprawdziwszy sztos! Dowodem na to może być fakt, że prywatnie zamówiłam sobie trzy kolejne do zabawy (w tej chwili jest ich sześć). Polecam z całego serca!

**A – żeby było śmieszniej – poniżej prezentuję Wam, jedną z nich, która… była banalna, tylko ja ślepa (sorry, za mały spoiler, ale muszę to ZUO pokazać). Doszukiwałam się mnóstwo czasu czegoś na ilustracji i w treści, a to się tak podle w numerze strony skryło! 😂

sobota, 24 kwietnia 2021

Grzegorz Rejchtman - "Ubongo Trigo"

 Autor: Grzegorz Rejchtman 
Tytuł: Ubongo Trigo 
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 10.03.2021
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 20 minut
Wiek: 7+
Ocena: 8/10

Opis:

Każdy gracz otrzymuje kafelki o wielorakich, trójkątnych kształtach, które co rundę będzie musiał jak najszybciej układać na kartach zadań. 

Buduj, obracaj, przekręcaj i kombinuj z kafelkami, aby zapełnić dwa pola na karcie. 

Kto najszybciej rozwiąże swoją łamigłówkę, zdobywa punkty zwycięstwa. Po ośmiu rundach wygrywa ten, który ma ich najwięcej. Dwa poziomy trudności pozwolą dostosować grę do wieku i umiejętności graczy. Dodatkowo gra ma tryb rozgrywki dla jednego gracza.

Recenzja:

Mam wrażenie, że gry planszowe pomimo postępu technologicznego i wszechobecnej komputeryzacji naszej rzeczywistości, mają się całkiem dobrze. Taka forma rozrywki dostarcza mnóstwo przyjemności, wprowadza wesołą atmosferę, a na dodatek niejednokrotnie jest treningiem dla umysłu graczy, pozwalającym rozwijać spostrzegawczość i logikę. Warto więc sprezentować swoim dzieciom, chociażby od czasu do czasu, jakąś planszówkę. Dla kogo będzie idealny najnowszy tytuł autorstwa Grzegorza Rejchtmana, a więc Ubongo Trigo? Dla wszystkich, którzy lubią wszelkiego typu układanki. To zabawa, którą można zorganizować samodzielnie lub w grupie co najwyżej czterech osób i przeprowadzić pomiędzy nimi zdrową rywalizację. Emocje dyktowane przez presję czasu sprawią, że będzie to niezwykle zajmująca i wciągająca rozgrywka.


Układanie to bardzo ciekawe i kreatywne zajęcie. W tym przypadku jednak wyobraźnia graczy jest nieco ograniczona, gdyż muszą tworzyć z góry określone sekwencje według zadanych reguł. Moim zdaniem jest to swego rodzaju utrudnienie, które rozwija inne obszary naszych umiejętności z zakresu logiki i spostrzegawczości. Ta planszówka jest przeznaczona dla dzieci od siódmego roku życia oraz oczywiście dla dorosłych. Dostępne są w niej dwa poziomy trudności, dlatego, gdy już rozpracujemy układanki z łatwiejszego, możemy dalej sprawdzać się w nieco bardziej zaawansowanym poziomie. Proste zasady sprawią, że wszyscy z chęcią będą chcieli spędzić czas z Ubongo Trigo. Tylko podczas pierwszej rundy możemy mieć trudności w złapaniu rytmu rozgrywki, ale wraz z każdą kolejną kartą i sekwencją do ułożenia wsiąkamy w jej klimat, chcąc by gra trwała jak najdłużej.



Przygotowanie do gry jest bardzo łatwe i zrozumiale opisane w instrukcji dołączonej do opakowania. Po wybraniu wariantu rozgrywki, bierzemy - na każdego gracza - po cztery karty, tak więc jeśli gramy sami będą to cztery karty, jeśli w dwie osoby to osiem, w trzy - dwanaście i proporcjonalnie, w cztery osoby - szesnaście kart. Następnie wszystkie karty kładziemy na środku stołu. Graczom dodatkowo rozdajemy po siedem kafelków, z każdego dostępnego koloru po jednym. Rozpoczynamy zabawę, biorąc wszyscy jednocześnie po jednej karcie ze stosu. Patrzymy na umieszczone na niej oznaczenia w postaci kolorowych cyfr, które informują nas o tym, jakich kafelków powinniśmy użyć do ułożenia danej sekwencji, to znaczy zapełnienia białych pół na karcie. Który z uczestników rozgrywki dokona tego pierwszy? Trzeba się spieszyć, by zdobyć punkty zwycięstwa i wygrać cały pojedynek, złożony z ośmiu rund, albo i więcej - jeśli dołożymy więcej kart, bo któż nam zabroni zagrać dłużej? Zabawa jest na tyle wciągająca, iż cała reszta przestaje mieć znaczenie. To naprawdę przyjemna rozrywka.

"Kafelki można swobodnie obracać i przekręcać! Żaden 
fragment pola nie może zostać pusty, a kafelki nie mogą wystawać poza jasne pola na karcie. Każdy musi sam wydedukować, które kafelki pasują do właściwego pola na karcie."

Komponenty gry, na które składają się trzydzieści dwie karty, co daje sześćdziesiąt cztery łamigłówki oraz dwadzieścia osiem kafelków, tworzące cztery zestawy złożone z siedmiu kolorowych i różnokształtnych elementów, zostały zapakowane w niewielkich rozmiarów pudełko. Jest ono wygodne w przechowywaniu i nie zajmuje zbyt wiele miejsca na półce. Jakość całego zestawu oceniam bardzo dobrze. Karty są dwustronne, więc autor wykazał się pomysłowością i podszedł do całego projektu dość ekonomicznie. To gra, z którą ciężką się rozstać. Możemy oddać się tej przyjemności sami bądź w grupie znajomych czy rodziny. Starsze dzieci także powinny być zadowolone z tego tytułu. Zwłaszcza te lubiące zagadki wymagające skupienia i koncentracji. Mogą także sprawdzić, jak idzie im wykonywanie zadań pod presją czasu, co niewątpliwie ma swoje zalety i motywuje do osiągnięcia zamierzonego celu, którym w grze jest szybkie ułożenie sekwencji z dostępnych elementów.




Ubongo Trigo to przyjemna w swojej prostocie układanka, która zajmuje myśli i czas. Dwa poziomy trudności zadowolą zarówno mniej, jak i bardziej doświadczonych graczy, a dodatkowy tryb solowy umili każdemu samotne wieczory lub inne pory dnia. Nic tylko kupować i grać! Warto zainwestować w rozrywkę, która nie tylko wciąga na długi czas, ale stanowi także intensywny, a zarazem niemęczący trening umysłu, spostrzegawczości, logi i szybkości działania.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont

wtorek, 23 marca 2021

Marcin Dudek - "Feluś i Gucio grają w sylaby"


 Autor: Marcin Dudek

Tytuł: Feluś i Gucio grają w sylaby

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2021

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 5-105 lat

Ocena: 10/10

Opis:

Feluś i Gucio zapraszają do wspólnej zabawy w układanie sylab! Ta gra edukacyjna, przepięknie ilustrowana przez Mariannę Schoett, daje możliwość układania dwu- oraz trzysylabowych słów, a opisane w instrukcji warianty różnicują rozgrywkę, czyniąc każdą niepowtarzalnym przeżyciem.

W pudełku są 4 unikatowe plansze (na rewersie każdej z nich znajdują się nowe trzysylabowe hasła), 60 płytek z ilustracjami i 48 dwustronnych płytek z sylabami. Dołączony do zestawu separator sprawi, że po zabawie każdy element gry będzie miał swoje miejsce i nową zabawę będzie można rozpocząć błyskawicznie!

Recenzja:

Felusia i Gucia poznałyśmy z córką już jakiś czas temu przy okazji książki o adaptacji przedszkolnej, później sięgnęłyśmy także po część o emocjach, bo to bardzo lubiana przez nas tematyka. W obu przypadkach były to spotkania udane. Byłam ciekawa, w jaki sposób znani i lubiani bohaterowie książek będą wprowadzać dzieci w świat sylab. I teraz, po zapoznaniu się z tą grą, stwierdzam, że robią to w sposób niesamowicie przyjemny i atrakcyjny!

Do dyspozycji mamy kilka różnorodnych plansz oraz mnóstwo kafelków z sylabami i obrazkami. Niektóre plansze posiadają specjalne miejsce na położenie wybranego obrazka oraz puste pola obok na konkretne sylaby, inne obrazek mają już nadrukowany, podobnie jak jedną z sylab (nie zawsze początkową), a zadaniem dziecka jest znalezienie pozostałych brakujących sylab. Możliwości zabawy jest sporo, zwłaszcza że różnią się także kafelki z obrazkami, nie tylko nadrukowanym rysunkiem - jedne mają pod rysunkiem podpis, co stanowić będzie sylabową podpowiedź dla młodszych dzieci, inne podpisu nie mają, a więc staną się prawdziwą gratką dla starszych pociech. Kafelki, dzięki specjalnym przegródkom, można łatwo posegregować i trzymać w porządku.


Bardzo lubię i cenię gry, w których można stopniować trudność, bo wtedy wiem, że raz kupiona gra posłuży na długo, że dziecko nie wyrośnie z niej lada moment. To trochę taki zakup na lata, tym bardziej że wszystkie elementy zestawu są wykonane z solidnej, grubej tektury. Jeśli znacie inne produkty wydawnictwa Nasza Księgarnia, tj. puzzle czy książki, to wiecie, o czym mówię. W każdym razie jakość na pewno was nie rozczaruje.

Dużą zaletą jest to, że można bawić się w pojedynkę, ale można także w kilka osób, to też daje nam spore pole manewru, jeśli chodzi o dobór zabaw. Kafelki z sylabami można także wykorzystać do innych aktywności, gdzie staną się one wartościowym i atrakcyjnym materiałem edukacyjnym. 

Polecam nie tylko do zabawy w domu, ale także w przedszkolu czy w gabinetach logopedycznych. Feluś i Gucio oswoją dzieci z dość skomplikowanym zagadnieniem sylab i sprawią, że nauka będzie przyjemną zabawą.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia.

wtorek, 9 lutego 2021

Anna Sobich-Kamińska, "Kłębuszki"


 

Autor: Anna Sobich-Kamińska

Tytuł: Kłębuszki

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Rok wydania: 2020

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 6-8 lat

Ocena: 9/10

Opis:

Koty w pracowni pani Lukrecji z zaciekawieniem obserwują, jak kłębuszki wełny zamieniają się w kolorowe czapki, długie szaliki i puchate swetry... Pani Lukrecja potrafi wyczarować prawdziwe cuda przy pomocy drutów i szydełka. Ojejku, ale co tu się stało? Gburek przewrócił koszyk z kłębuszkami i wszystkie potoczyły się po całym pokoju, a pani Lukrecja ma jeszcze tyle zleceń!

Miau! Skierka, Chochlik, Jacuś i Pusia ruszają na ratunek!

Recenzja:

Tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy, gdy patrzymy na "Kłębuszki", jest wysoka jakość wykonania. Wiele elementów jest wykonanych z grubej tektury, co sprawia, że gra będzie cieszyć i bawić przez długi czas. 

Kolejna kwestia to ilość elementów w pudełku. Tych jest naprawdę sporo i od razu przemknęło mi przez myśl, czy ja w ogóle zrozumiem zasady gry, bo otwarcie przyznaję, że daleko mi do mistrzostwa w czytaniu instrukcji ze zrozumieniem, jeśli są one skomplikowane. Na szczęście tutaj wszystko opisano dokładnie i poparto przykładami.

Grafika jest bardzo estetyczna, kolorowa, przyjazna dzieciom, zachęca do zapoznania się z zasadami gry i oddania wesołej rozgrywce. No i nie ukrywajmy - koty to bardzo wdzięczny pomysł na grę. To w końcu ulubione zwierzaki wielu dzieci.



Pomysł na grę jest taki, że gracze wcielają się w koty, a te mają za zadanie pomóc swojej pani pozbierać rozrzucone kłębki wełny. Do wyboru mamy Skierkę, Chochlika, Jacusia i Pusię - jeden kociak słodszy od drugiego! I każdy z nich chce się okazać najlepszym pomocnikiem pani Lukrecji! A żeby wcielić to w życie, koty muszą rywalizować o każdy kłębek wełny, bo to właśnie z nich powstaną zamówienia. Musimy zatem najpierw zdobyć kłębki, a następnie wymienić je na najbardziej opłacalne zamówienia. Na końcu przeliczamy je na punkty i wyłaniamy zwycięzcę. 

Na początku wydawało mi się, że to gra skomplikowana, ale dość szybko dochodzi się do wprawy. Sądzę, że ten sugerowany przez wydawcę wiek, czyli 6+ jest jak najbardziej okej. Polecam!

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

sobota, 12 grudnia 2020

Jan Madejski, Agata Zarzycka - "Dziadek do orzechów" (gra)

 


Autor: Jan Madejski
Ilustrator: Agata Zarzycka
Tytuł: Dziadek do orzechów (gra)
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Data wydania: 16.09.2020
Wiek: 6+ lat
Ocena: 10/10
 
Opis:  
 
Kto nie zna opowieści o Klarze, która otrzymała od ojca chrzestnego dziadka do orzechów? Wyobraźcie sobie, że podobnie jak Drosselmejer jesteście konstruktorami zabawek. Stwórzcie piękne dziadki do orzechów z kolorowych części, aby wygrać. Zwycięzcą okaże się ten konstruktor, który wykona jak najwięcej dziadków z części w tym samym kolorze! 
 
Cel gry:  
 
Gracze starają się zdobyć jak najwięcej punktów za ułożone przez siebie kompletne dziadki do orzechów. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów pod koniec gry.
 
Wiek graczy: 6+  |   Liczba graczy: 2-4 osób  |  Czas rozgrywki: 15-25 min.  
 
Zawartość pudełka:  
 
105 kart: 95 kart Dziadków i 10 kart Prezentów, 3 karty Rzędów, karta Pierwszego Gracza, instrukcja.
 
Recenzja:

Są takie historie, które wraz z upływem czasu nie tracą na swojej wartości. Nieważne, że zostały opowiedziane już milion razy na tysiąc sposobów - nadal wywołują w nas te same emocje. Z pewnością jedną z nich jest ta zatytułowana Dziadek do orzechów. Stała się ona inspiracją do stworzenia gry o takim samym tytule. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, a szczególnie klimat tej opowieści, który przeniesiony na karty daje możliwość stworzenia niepowtarzalnej atmosfery podczas gry i zostanie... konstruktorem zabawek. Kompletowanie dziadków do orzechów jeszcze nigdy nie było tak fascynujące. Czy dacie porwać się tej magicznej zabawie? Jestem przekonana, że tak, gdyż jej prosty mechanizm, a zarazem klasyczna niezwykłość wciąga na długi czas. Z zestawem tych niezwykłych kart nie można się nudzić.


Dziadek do orzechów to opowieść dobra na każdy czas. Dziadek do orzechów to także gra dobra na każdy czas. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a w tym okresie każda historia nabiera większego znaczenia. Nasze relacje stają się mocniejsze, a więzi bardziej zacieśnione. Te chwile, kiedy wspólnie z rodziną spędzamy wolny czas są niezapomniane. Nie tylko w Święta. Zapewniam, że ta gra dostarczy tym chwilom mnóstwo kolorów i sprawi, że będą one niezapomniane. Jeśli lubicie integrować się przy pluszówkach, polecam wam nabyć także tę. Przyznam szczerze, że dawno nie urzekła mnie aż tak żadna z karcianek, w które miałam okazje zagrać. Poza tym nie trzeba długo zastanawiać się nad jej zasadami, dlatego dzieci, które nie przepadają za grami planszowymi również mogą się nią zachwycić.


W rozgrywce Dziadka do orzechów może uczestniczyć od dwóch do czterech osób. Liczba graczy jest tu szczególnie ważna, gdyż od tego zależy skład talii kart, którą będziemy się posługiwać. Wszystko jest idealnie wyjaśnione w instrukcji dołączonej do zestawu, więc nie musicie się obawiać, że czegoś nie zrozumiecie. Następnie wykładamy karty zgodnie z rysunkiem zawartym w instrukcji i możemy rozpocząć pierwszą rundę. Wystarczy tylko ze stosu kart dobierać ich o jedną więcej niż jest uczestników zabawy. Po obejrzeniu wyjętych kart należy trzy z nich umieścić w pierwszym rzędzie w taki sposób, aby zostały odkryte, a ostatnią położyć zakrytą. Kolejna osoba robi to samo. Postępujemy zgodnie z tymi zasadami, aż do wyczerpania wszystkich kart ze stosu. Następnie zabieramy karty z wybranej kolumny i układamy swoje zestawy dziadków do orzechów oraz zliczamy punkty. Gra nie jest skomplikowana, ale mimo to daje mnóstwo radości, a do tego ćwiczy pamięć. Dostępne są także dwa dodatkowe warianty zabawy - dla młodszych i starszych graczy.


"Kiedy gracze zabiorą wybrane przez siebie kolumny, oglądają swoje karty i układają je odkryte na stole przed sobą. W grze są dwa rodzaje kart: karty Dziadków i karty Prezentów. Z kart Dziadów gracze budują dziadki do orzechów. Na kompletny zestaw składają się 3 karty: głowa, tułów oraz nogi. Zestaw niekompletny to taki, w którym brakuje przynajmniej jednej z wyżej wymienionych kart."

Karty są nieco cienkimi, małymi kafelkami, które charakteryzują się prostą lecz urzekającą grafiką. Po otwarciu opakowania możemy przeczytać fragment historii o Klarze i Dziadku do orzechów, co wprowadza nas w magiczny klimat. Instrukcja jest czytelna i zrozumiała. Zaś zasady gry niezwykle przystępne. Zachwyciłam się ich niebanalną prostotą. Ten zwykły mechanizm urzeknie także was. Można do zabawy zachęcić także młodsze dzieci i wprowadzić podczas niej także naukę kolorów. Starsze pociechy mają możliwość potrenowania obliczenia, chociaż z pewnością będą potrzebowały pomocy przy zliczaniu wszystkich punktów. Układanie zestawów również ćwiczy spostrzegawczość i logiczne myślenie. Napiszę krótko: po prostu kocham te grę. To idealny prezent nie tylko na Święta.


Dziadek do orzechów to prosta i niezwykle klimatyczna gra, od której nie będziecie mogli się oderwać. Zapewnia dobrą zabawę dla całej rodziny. Dostarcza mnóstwo możliwości, a to wszystko dostępne w niewielkim niebieskim i jakże uroczym pudełku. 
 
 
Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa

środa, 12 sierpnia 2020

Jakub Woźnicki - "Zjedz mnie!"

 

Autor: Jakub Wodnicki
Ilustrator: Katarzyna Fic
Tytuł: Zjedz mnie!
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis: 
 
Nie od dziś wiadomo, że w przyrodzie wszystko ma swój ustalony porządek. Lis połasi się na kurę, a kura na dobre ziarno czy robaka. Każde zwierzę po prostu musi zjeść swój obiad. Ale głodny wilk to już bardzo zły wilk, który może pożreć cudzą babcię. Czasem na obiad trzeba zapolować, czasem wystarczy przyłożyć pysk do ziemi, a niekiedy można najeść się… odpadami.

Jak wyglądałby świat na wspak i co potrafi zjeść dziwak? Sprawdź, grając w "Zjedz mnie!"

"Zjedz mnie!" to gra karciana, która dzięki swojej zabawnej konwencji przybliży najmłodszym graczom obowiązujące w naturze zasady konsumpcji. Gracze układają z kart "łańcuchy pokarmowe" zgodnie z zasadami obowiązującymi w przyrodzie - drapieżnicy pożerają roślinożerców, a ci jako wegetarianie odżywiają się pokarmem roślinnym. Rozgrywkę urozmaicają karty akcji, które np. cofają ruch gracza, cofają kolejność układania kart. Wygrywa osoba, która pozbędzie się wszystkich kart z ręki. W instrukcji znajdują się dwa dodatkowe warianty rozgrywki: "Jadłospis na cały tydzień" oraz "Wszyscy są bardzo głodni".

Recenzja:
 
Przyroda jest naprawdę fascynująca. Otaczające nas rośliny i żyjące w różnych środowiskach zwierzęta wzbudzają u wszystkich zainteresowanie, niejednokrotnie także podziw lub lęk oraz intrygują swoim życiem i przyzwyczajeniami. Wiadomo, że świat flory i fauny rządzi się swoimi prawami. Niektóre z nich są dla nas niezrozumiałe i bulwersujące, chociaż zgodne z naturą i chęcią przetrwania danego gatunku. Sami jako ludzie żywimy się innymi organizmami roślinnymi i zwierzęcymi. Dla dzieci zwierzęta są jak przyjaciele. Łańcuchy pokarmowe to temat, który może być dla nich trudny do przyswojenia, zwłaszcza przez ich delikatność. Zatem czy gra Zjedz mnie! pozwoli  im na zrozumienie złożonych praw przyrody? Tak, bowiem w ciekawy sposób wprowadzi ich w reguły przetrwania organizmów żywych, jednocześnie zapewniając świetną rozrywkę z elementami dydaktycznymi.


Osobiście ze szczegółowymi informacjami o łańcuchach pokarmowych miałam styczność na lekcjach przyrody i biologii. Na co dzień nie poruszam tego tematu w rozmowach z dziećmi. Za sprawą gry Zjedz mnie! od wydawnictwa Zielona Sowa zrozumiałam, ile tajemnic skrywa przed nami natura w tej konkretnej kwestii. To prawda, że dla osób dorosłych niektóre fakty z tego zakresu są naturalne i zrozumiałe, jednak maluchy przyjmują je z niejaką rezerwą. Zatem ta karcianka jest według mnie odpowiednia dla dzieci w wieku szkolnym, gdyż należy trochę zastanowić się nad jej zasadami i dobrze przyswoić sobie oznaczenia kart, by móc przystąpić do rozgrywki. Oczywiście bardziej cierpliwe czterolatki też mogą wziąć w niej udział, jeśli zechcą do końca wysłuchać, o co w niej tak naprawdę chodzi. A chodzi tu o tworzenie łańcuchów pokarmowych i pozbywanie się swoich kart. W końcu okazało się jednak, że ten pierwszy cel nie jest tak trudny do osiągnięcia, dzięki sprytnym i wyraźnym symbolom widniejącym na kartach. 

Otwierając pudełko z grą znajdziemy w niej ciekawie zilustrowane karty, są wśród nich: 12 kart Wody, 12 kart Roślin, 21 kart Zwierząt, 3 karty Ludzi, karta Beara Nieustraszonego i 11 kart Akcji (to one urozmaicają przebieg gry) oraz oczywiście instrukcję przeprowadzenia rozgrywki. Przygotowanie do niej nie zabiera zbyt wiele czasu, chociaż musimy zwrócić uwagę, w ile osób gramy, gdyż od tego będzie zależał sposób rozdawania kart. Ogólnie opisując etap przygotowań wygląda to tak: trzeba rozdać graczom po jednej karcie Wody, resztę kart potasować i wydać z talii po pięć sztuk dla każdej osoby. Ten, kto rozpoczyna rundę zagrywa kartę Wody, a kolejna osoba kartę ze swojej ręki. Jeżeli nie ma odpowiedniej wówczas może spasować i dobrać kolejną ze stosu lub wymienić na inną. Możemy tworzyć kilka łańcuchów pokarmowych na raz. W jaki sposób? Wystarczy patrzeć na oznaczenia kart: po lewej stronie widzimy symbole tego lub kogo przedstawiciel danej  karty zjada, a po prawej przez kogo jest zjadany. Wykładając karty spoglądamy na oznaczenia z lewej strony i dążymy do zwycięstwa. Wygra osoba, która pierwsza pozbędzie się wszystkich kart. Muszę przyznać, że na początku musieliśmy dobrze przeanalizować instrukcję, aby przystąpić do zabawy, jednak gdy już wszystko było dla nas zrozumiałe przekonaliśmy się, że to całkiem fantastyczna gra, skupiająca uwagę i zapoznająca nas w interesujący sposób z prawami rządzącymi naturą związanymi z kwestią pożywienia i chęcią przetrwania.

 


Oprócz dwóch wariantów dotyczących liczby graczy, twórca tytułu proponuje nam także trzeci, który po nałożeniu pewnych ograniczeń na zasady z rozgrywki podstawowej zapewnia nam mnóstwo emocji, gdyż uczestnicy zabawy mają wówczas dziesięć sekund na podjęcie ruchu i wyłożenie karty. Grając w niego w kilka osób można poddać się wesołemu nastrojowi, bowiem jest to najbardziej energiczny wariant dostępny w grze Zjedz mnie!. Elementów gry w opakowaniu nie ma zbyt wiele, ale owe karty zostały stworzone w bardzo ciekawej i przyjemnej dla oka kolorystyce. Ich jakość jest zadowalająca, mają rozmiar zwykłych kart do gry i posługiwanie się nimi jest wygodne oraz bezproblemowe nawet dla mniejszych rączek. Nie zlepiają się ze sobą i nie sprawiają nam żadnych trudności podczas przebiegu gry. Grę polecam szczególnie osobom zainteresowanym przyrodą oraz wszystkim tym, którzy uwielbiają wszelkiego rodzaju gry karciane. Dzięki niej świat przyrody nie będzie już miał przed dziećmi żadnych tajemnic.

Sposób rozdania kart podczas gry w dwie osoby


Zjedz mnie! to gra, która zabierze was w głąb środowiska naturalnego, gdzie wszystko ma swoje znaczenie a obowiązujące w nim prawa bytu są nie do przeskoczenia. Różne warianty gry pozwolą na rozgrywkę w mniejszym i większym gronie. Możecie wypróbować także granie na czas. Najwięcej frajdy  sprawią wam karty Akcji, których treść jest przykładem na to, że mimo pewnych naturalnych przyzwyczajeń trzeba być przygotowanym także na to, co niespodziewane. Czasami nawet musimy się wycofać, by dojść do mety. Podejmiecie to wyzwanie? Mam nadzieję, że tak.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Krzysztof Pietrzak - "Dziki futbol"

 
Autor: Krzysztof Pietrzak
Ilustrator: Maryna Rudzko
Tytuł: Dziki futbol
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 11.03.2020
Liczba graczy: 2
Wiek: 6+ lat
Ocena: 9/10

Opis:

Afrykańskie zwierzęta gromadzą się na sawannie, aby zobaczyć finał Ligi Dzikich Zwierząt. Kto zostanie zwycięzcą? Odważne Lwy czy Szarżujące Nosorożce?
Odkrywaj karty, rozpatruj piłkarskie akcje, strzelaj gole i sprawdź, czy twoja drużyna sięgnie po puchar!

Recenzja:

Zwierzęta to najbardziej lubiani bohaterowie w dziecięcych książkach, ale nie tylko w nich. Doskonale sprawdzają się także jako najważniejsze postaci w grach karcianych. Mogliśmy się samodzielnie o tym przekonać biorąc udział w rozgrywce pod tytułem Dziki futbol. Oczywiście to, z jakiego gatunku pochodzą zawodnicy naszych drużyn nie miało tu większego znaczenia, gdyż sam przebieg gry okazał się tak fascynujący, iż nie było czasu na rozmyślania o wyglądzie, czy pochodzeniu jej bohaterów. Cała nasza uwaga skupiała się na kolejnych akcjach. Zatem czy ta gra od wydawnictwa Zielona Sowa wzorowana na technice piłki nożnej realistycznie oddaje ducha sportowej rywalizacji? Ależ oczywiście! Ponadto zaskakująco szybko wciąga i sprawia, że zapominamy o codziennych obowiązkach dobrze się przy tym bawiąc.

Mój starszy syn jest fanem piłki nożnej i sam trenuje tę dyscyplinę sportu. Ma on już dziewięć lat, więc gdy zobaczyłam w ofercie wydawnictwa tę grę, byłam pewna, że się mu spodoba. Wiek sugerowany przez wydawcę jest tu naprawdę wyjątkowo umowny, gdyż nawet czteroletnie dziecko może odnaleźć się w tym turnieju, z zaangażowaniem w nim uczestnicząc. Oczywiście takie maluchy będą potrzebowały pomocy w odczytywaniu poleceń zapisanych na kartach. Tym jednak bez problemu może zająć się starszy z graczy. Jako osoba dorosła również świetnie bawiłam się podczas tego karcianego meczu. Gra dedykowana jest dla dwóch osób, jednak gdyby ktoś chciał zwerbować do swojej drużyny jakiegoś pomocnika, nie widzę do tego żadnych przeciwwskazań.


Pomysł na grę przypadł nam do gustu i oboje z synem cieszymy się, że powstała karciana wersja piłki nożnej. Dzięki niej możemy wstąpić w szeregi jednej z drużyn, które tworzą afrykańskie zwierzęta. Pojedynek piłkarski pomiędzy Odważnymi Lwami a Szarżującymi nosorożcami toczy się na dalekiej sawannie. Przy okazji możemy rozwinąć temat nie tylko sportu, ale także samego kontynentu, którym jest w tym przypadku Afryka. Życie w tym zakątku świata na pewno zaciekawi młodych graczy a rozmowy o nim mogą być świetnym przerywnikiem podczas zaciętej rywalizacji w finale Ligii Dzikich Zwierząt.

Przygotowanie do turnieju jest bardzo proste i zajmuje niewiele czasu, dzięki czemu sprawnie i szybko można rozpocząć ten emocjonujący mecz. Wystarczy postępować zgodnie z instrukcją, z której odczytaniem i zrozumieniem na pewno nie będziecie mieli żadnych problemów. Ogólnie etap przygotowań składa się z tasowania i odpowiedniego rozmieszczenie wszystkich kart. Na zdjęciu poniżej możecie podpatrzyć jak wygląda prawidłowo przygotowane do piłkarskiego pojedynku pole gry. Ważnym rekwizytem jest znacznik piłki, który wskazuje, który z graczy jest aktualnie przy piłce. Osoba rozpoczynająca rozgrywkę odkrywa pierwszą z kart Akcji. Następnie musi postępować zgodnie z zawartymi na niej poleceniami. Wszystkie zasady są szczegółowo opisane w instrukcji, więc nie będę się o nich rozpisywała. Wspomnę tylko, że zadania podczas trwania meczu są zróżnicowane, pomysłowe i dostarczają graczom mnóstwo frajdy. Zwycięstwo też nie przychodzi szybko, gdyż możemy się nim cieszyć dopiero po wygraniu dwóch rund. To sprawia, że emocje buzują w nas do ostatniej chwili meczu. 



Graficzne wykonanie elementów gry jest przyjemne dla oka. Jakościowo też wszystko zostało wyprodukowane na najwyższym poziomie. Dodatkowym urozmaiceniem jest tablica wyników oraz symbole (liczby) goli, którą możemy sami aktualizować, dzięki czemu nie pomylimy się w bieżącym wyniku i unikniemy niepotrzebnych nieporozumień dotyczących liczby strzelonych bramek przez konkretną drużynę. Osobiście uważam, że to niemal obowiązkowa gra dla każdego młodego fana piłki nożnej i gier planszowych. Z pewnością chętnie rozegra on niejeden karciany mecz ze swoim kolegą, tatą, a nawet mamą, czy też siostrą. Każdy może się nią zachwycić i poddać emocjom Dzikiego futbolu.



Dziki futbol to gra, która obudzi waszego ducha rywalizacji. Proste zasady i kompaktowe wydanie zachwycają już od pierwszej rundy. Jeśli nie możecie rozegrać prawdziwego meczu piłki nożnej, jego dzika wersja będzie dla niego doskonałą alternatywą. Stoczcie zacięty pojedynek i przekonajcie się, komu dopisze szczęście i kto będzie mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Emocje i dobra zabawa podczas turnieju są zagwarantowane. Nie potrzeba więcej, by miło spędzić czas.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.

piątek, 7 sierpnia 2020

Kotek i motylki (gra)

 Tytuł: Kotek i motylki

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Rok wydania: 2020

Liczba graczy: 2-6 

Wiek: 6-8 lat

Ocena: 8/10

Opis:

Podczas poszukiwań trop Gucia prowadzi was na łąkę. Nic dziwnego, że ciekawski i psotny kotek biega tu pośród traw, skoro dookoła lata tyle wspaniałych motyli, że sami nie możecie oderwać od nich wzroku. Jest ich tak dużo, że policzenie ich wszystkich wydaje się być niemożliwe. Kto z Was okaże się sprytniejszy i bardziej spostrzegawczy? Przekonajcie się!

„Kotek i motylki” to gra, która w zabawny i pełen emocji sposób wspomaga liczenie. Dodatkowo gracze muszą wykazać się spostrzegawczością i refleksem, aby w jak najkrótszym czasie wskazać żetony kwiatów z prawidłowym wynikiem.

Recenzja:

Różnego rodzaju gry to w naszym domu raczej nowość, bo córa dopiero wkracza w wiek i etap, kiedy zaczynają ją one interesować. Ostatnio spodobała jej się inna nowość od Zielonej Sowy - ta, w której karmi się urocze chomiczki. "Kotek i motylki" jeszcze trochę poczeka, jeśli chodzi o grę w oparciu o zasady zawarte w instrukcji, niemniej już teraz wzbudza zainteresowanie, bo na wieczku od pudełka namalowano przepiękne motyle oraz podano ich nazwy, co jest dużą zaletą, bo poznajemy różne gatunki.

"Kotek i motylki" to gra, w której dziecko musi wykazać się refleksem, ale także umiejętnością szybkiego analizowania i wykonywania prostych obliczeń matematycznych, bo gracze liczą motyle pojawiające się na odkrywanych kartach, a potem zaklepują żeton z wynikiem. Tylko dzięki prawidłowym obliczeniom mogą zdobyć kartę, a ich ilość w końcowym rozrachunku wyłoni zwycięzcę. 

Niejednokrotnie podkreślałam już tutaj, że lubię propozycje dla dzieci, które poza dobrą zabawą i wspólnie spędzonym czasem oferują bonus w postaci walorów edukacyjnych. Ta gra zdecydowanie spełnia ten postulat, bo poza refleksem i rozwijaniem umiejętności matematycznych poszerzamy także u dziecka wiedzę o świecie - w tematyce gatunków motyli. A to tematyka bardzo wdzięczna, piękna wizualnie i atrakcyjna dla młodego człowieka, bo taka, którą może przełożyć na własne obserwacje otaczającej rzeczywistości. Ten rodzaj wiedzy jest najlepiej przyswajany przez dzieci, bo odnosząc te informacje do tego, co widzą na łące czy podwórku, uczą się przez obserwację i doświadczanie.

W pudełku znajdziemy 50 kart Motyli, 5 kart Specjalnych, 18 żetonów Kwiatów, 10 żetonów Motyli, drewnianą figurkę kotka oraz instrukcję. Dodam jeszcze, że ta ostatnia jest dość długa, ale za to dokładnie tłumaczy zasady gry, wraz z jej trudniejszymi wariantami. I to też jest fajne, bo możemy dopasować poziom trudności do wieku i ilości graczy.

Polecam tę grę nieco starszym pociechom, producent sugeruje wiek 6+ i raczej się z tym zgadzam, choć można próbować także trochę wcześniej.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zielona Sowa.